sobota, 15 lipca 2017

Rozdział 29

Wolność

Być wolnym... to nic, ale odzyskać wolność – to niebo.
~ Johann Gottlieb Fichte

W klasie, w której zazwyczaj odbywają się lekcje numerologii, panuje cisza przerywana jedynie dźwiękami piór sunących po pergaminach.
Jeszcze tylko pięć minut. Pięć minut, by w końcu lekcje dobiegły końca.
Hermiona zaciska palce na książce i wpatruje się w zegar wiszący nad biurkiem profesor Vector. Każdy ruch wskazówek przyjmuje z ulgą. Czuje, że nie wytrzyma dłużej siedząc w klasie. Od rana – a dokładnie od pierwszej lekcji, a więc eliksirów – jest strasznie rozdrażniona. Całą swoją uwagę skupia na nieobecności jednej osoby – Draco Malfoya. Chłopak nie pojawił się ani na śniadaniu, ani na eliksirach. Zajęcia z transmutacji również ominął. Hermiona, choć nienawidzi siebie za to, że tak reaguje, martwi się o niego. Przez ten czas, kiedy zdawali się być naprawdę blisko, Hermiona zdążyła zauważyć, że Draco naprawdę pilnie podchodzi do nauki. Bez konkretnego powodu nie ominąłby lekcji, z których podchodzi do owutemów!
Zaczyna dzwonić dzwonek.
Hermiona podrywa się z miejsca i jak najszybciej wrzuca swoją książkę i zapisane pergaminy do torby, a następnie przewiesza ją sobie przez ramię. Szybkim krokiem idzie w kierunku drzwi i wychodzi, jako pierwsza. To właśnie na korytarzu zatrzymuje się całkiem zagubiona. Dokąd ma zamiar iść? Przecież nie podejdzie do któregoś ze Ślizgonów i nie zapyta się, co się dzieje z Malfoyem. Uświadamia sobie, że jej zachowanie jest bezsensowne, w końcu, co ją obchodzi Draco? Nie są przyjaciółmi, ba, nie są nawet dobrymi znajomymi. Łączył ich jeden cel, ale on został osiągnięty, więc nie mają wobec siebie żadnych zobowiązań…
Hermiona uświadamia sobie, że nie ma żadnego dobrego powodu, dla którego powinna teraz zacząć szukać chłopaka.
Zaciska mocno usta i krzywi się nieznacznie. Naprawdę brakuje jej obecności Draco. Ostatnie miesiące były ciężkie; pełne niepewności, napięcia, ale w jakiś sposób… szczęśliwe?
Odwraca się na pięcie i jak najszybciej kieruje się w stronę opuszczonej klasy, w której ostatnimi czasy tak często bywała. Już po kilka minutach staje przed drzwiami i po chwili zastanowienia wchodzi do środka. Teraz sala zdaje się być opuszczona i osamotniona, brakuje jej blasku, który dawały świece. Ale oczyma wyobraźni Hermiona wciąż widzi rozstawione na środku palenisko, a nad nim kociołek z warzącym się eliksirem. Stawia swoją torbę na ziemi i rozgląda się uważnie…
Czy to możliwe, że przywiązała się do tej starej, zapomnianej klasy? I czy to dziwne, jeśli przywiązała się do… do niego…
Na usta Hermiony zakrada się uśmiech pełen goryczy, gdy wspina się na parapet i podkula nogi. Do reszty już zwariowała, bo chyba zaczęła tolerować, a może nawet lubić, towarzystwo Draco Malfoya. I, na Merlina, naprawdę jej go brakuje…
Nagle jej uwagę przykuwa zwinięty i lekko poszarpany pergamin. Hermiona marszczy brwi, a następnie zeskakuje z parapetu, poprawia spódnicę i pochyla się, by podnieść kartkę. Jest pewna, że posprzątała salę dokładnie i nie ma możliwości, by przeoczyła cokolwiek. Więc, czyje to? Jej nieposkromiona ciekawość doprowadza do tego, że Hermiona rozwija pergamin i powoli zaczyna czyta.
Bardzo szybko żałuje, że to zrobiła.
To list wzywający na przesłuchanie do ministerstwa. Adresowany do Draco Lucjusza Malfoya.
Hermiona przymyka oczy i opiera czoło o ścianę, pozwala by list wysunął się z jej rąk i upadł na ziemię. Uświadamia sobie, że przynajmniej poznała powód dzisiejszej nieobecności chłopaka.
Zaciska dłonie. Wolałaby jednak żyć w błogiej nieświadomości.

***

Draco Lucjusz Malfoy…
Chłopak zaciska dłonie na prześcieradle i z trudem łapie oddech. Wszystkie mięśnie bolą go niemiłosiernie jakby został poddany torturom. Każdy skrawek jego ciała przeszywa ból.
Śmierciożerca…
Spod przymkniętych oczu zaczynają spływać łzy. Suną po jego policzku, po szyi, wciąż wędrują dalej, aż w końcu opadają na poduszkę. Draco obraca się na bok i kuli na łóżku. W mroku jego ciało zdaje się być tylko cieniem.
Winny…
Otwiera gwałtownie oczy. Jego ciałem wstrząsają dreszcze. Siada na łóżku i zaczyna się rozglądać. Miękki materac ugina się pod jego ciężarem.
Rozgląda się uważnie wciąż z trudem łapiąc oddech. Jego serce bije jak oszalałe.
To jego pokój w Hogwarcie. To jego łóżko, stojące obok łóżek Blaise’a i Teodora. Jego przyjaciele są blisko.
Wzdycha.
Już koniec – to nie Azkaban.
Zakrywa dłońmi twarz. Ostatnio nie miewał już tego koszmaru, ale po wczorajszym przesłuchaniu wciąż nie może się pozbierać. Przypomniano mu, jak bardzo bezbronny jest wobec swojej przeszłości. Nieważne, co zrobi przeszłość będzie rzucać cień na wszystkie jego działania. Uśmiecha się gorzko. Nigdy nie dadzą mu spokoju. Musiałby chyba oddać życie, za któregoś z tych przeklętych bohaterów wojennych, żeby jego grzechy zostały zapomniane.
Powoli kładzie głowę na poduszce, wciąż mokrej od łez. Zaciska mocno oczy, stara się wytrzymać, choć ból rozsadza każdy cząsteczkę jego umysłu.
Dzisiejszej nocy już nie zaśnie.

***

6 styczeń 1999
Powiedzieli, że będą mnie obserwować. Nie uznali mnie winnym, ale nie uznali też, że jestem niewinny.
Pieprzone Ministerstwo Magii.
Chcą zniszczyć ostatnią cząstkę nadziei w moim życiu.
Czuję się jak zaszczute zwierzę, uwiązane na łańcuchu i czekające na łaskę. Myślałem, że już jestem wolny, bo wszystko zdawało się układać. Pozbierałem się, moja matka wyzdrowiała. Byłem gotów zacząć od nowa.
Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, ze ja naprawdę wierzyłem, wierzyłem, że to moje popaprane życie ma jeszcze sens! Ale prawda jest taka, że oni zrobią wszystko, żeby mnie zniszczyć. Cegiełka po cegiełce będą rozbierać mur –  który odcina mnie od tego, co było kiedyś –  aż w końcu on runie, a oni mnie dopadną. Raz już wypuścili mnie ze swoich szponów, drugi raz tego nie zrobią. Nie pozwolą mi normalnie żyć.
Jest różnica pomiędzy istnieniem, a życiem.
Ja nie chcę istnieć.
Pragnę móc żyć. Chcę w końcu odnaleźć swojej pieprzone szczęście!, bo mi się należy. Jeśli wszyscy inny mogą je mieć, ja też tego chcę! Chcę nie mieć problemów, chcę nie musieć przejmować się tym, co pomyślą inny, chcę nie mieć na głowie nieustannie Ministerstwa, chcę, chcę, chcę….! Jest tyle rzeczy, których chcę!
Jednak najbardziej chcę móc w końcu poznać smak wolności.
To jedyne, czego teraz pragnę.
Draco

***

Pansy Parkinson nie jest taką osobą, za jaką wszyscy ją uważają. Nauczyciele i uczniowie z domów innych niż Slytherin widzą w niej zdrajczynię. Dostrzegają tylko jej puste słowa wykrzyknięte na chwilę przed Bitwą o Hogwart: Wydajmy Pottera! Nawet nie próbują dopuścić do siebie myśli, że w ten sposób chciała ochronić przyjaciół przed krwawym starciem. Nikt nie wierzy w to, że chciała uratować dwunastoletnią Melody – córkę swojej przyszywanej ciotki.
Wszyscy widzą w Pansy tylko to, co chcą widzieć. Nikt nie patrzy głębiej.
Tak naprawdę Pansy jest czuła. I delikatna… Przez całe swoje życie płaci za to, że tak bardzo przywiązuje się do innych. Niejednokrotnie już zadano jej ból; nieważne czy to psychiczny, czy fizyczny. Wiele wycierpiała.
Czasami wciąż budzi się ze strachem kulącym się w sercu, a w uszach wciąż dudnią jej słowa ojca: Jesteś czystej krwi – nie możesz być krucha! Jesteś Parkinson, a my jesteśmy ze stali. Nigdy nie okazuj uczuć, słyszysz? Nigdy!
W takich chwilach zawsze dotyka swojego policzka, jakby sądziła, że wciąż znajdują się na nim ślady palców ojca. Jednak jej skór jest gładka i delikatna… Po przerwie świątecznej w pierwszej klasie stała się silna. Stała się wyniosła. Stała się okrutna. Stała się taką wersją siebie, jakiej pragnął jej ojciec.
Od przerwy świątecznej w pierwszej klasie już nigdy jej nie uderzył. Nie miał ku temu żadnych powodów.
Nienawiść przyszła jej łatwo. Zaślepiła jej serce i zatruła umysł. Po co miałaby kochać, skoro jej ojciec uważał, że to bezsensowne i bezwartościowe uczucie? Zepchnęła więc wszystko, co dobre w najgłębsze czeluści swego serca. Nigdy jednak nie zapomniała, jak to jest okazywać ciepłe – pozytywne – emocje.
Lubi świadomość, że może o kogoś dbać. Że jej obecność sprawia komuś przyjemność.
Najbardziej jednak cieszy się z tego, że w końcu może ze swobodą uśmiechać się do innych. Nawet nie ma słów wyrażających to, jak uwielbia się uśmiechać. Jej czarne oczy zaczynają wtedy błyszczeć, a w lewym policzku pojawia się mały, uroczy dołeczek. Jej wcześniej ponura i niemiła twarz staje się ciepłą i przyjazną.
 Wolność sprawia, że Pansy może odzyskać utraconą część siebie…
Nie ważne jest, że wszyscy na nią spoglądają. Nie ważne jest to, że wciąż w sercach niektórych gości nienawiść wobec Pansy. Ona idzie środkiem korytarza, a na jej ustach błąka się uśmiech. Tylko on jest teraz ważny.
– Jak widzę humor dopisuje, panno Parkinson? – Profesor Slughorn uśmiecha się do niej serdecznie, otwierając drzwi do klasy.
Pansy wzrusza ramionami.
– Wydaje mi się, że dzisiaj jest mój dobry dzień – odpowiada zadziornie i wskazuje zwinięty w rulonik esej. – Jestem pewna, że moja praca jest wybitnie dobra!
 Profesor śmieje się i klepie Pansy po ramieniu.
– To się jeszcze okaże, panno Parkinson, ale trzymam panią za słowo.
Dziewczyna ponownie uśmiecha się i rusza w kierunku swojej ławki. Zamiera, widząc siedzącego w niej Draco. Znów, myśli, kręcąc głową. To nie powinno tak wyglądać.
– Unikasz Granger, co? – pyta spokojnie, powoli wyjmując książki z torby. – Przecież widzę, że to cię męczy.
Draco wzrusza ramionami, nawet nie patrząc na przyjaciółkę.
– Po prostu nie mam już ochoty z nią siedzieć.
– A może ja nie mam ochoty siedzieć z tobą, Draco? – Przeciąga zgrabnie sylaby w jego imieniu. To sprawia, że chłopak w końcu spogląda na nią. Zgryźliwość, z którą mówiła Pansy z miejsca ustępuje trosce, gdy widzi cienie pod oczyma chłopak.
– Znów nie spałeś… – mówi bardziej do siebie niż do niego. – I nie było cię na śniadaniu…
 – Nie byłem głodny.
Pansy pochyla się w jego kierunku i ścisza głoś:
– Czy znów śnił ci się Azkaban…?
Draco ponownie wzrusza ramionami.
– A czy to ważne?
Dziewczyna zagryza wargę, ale nie odpowiada. Później z nim porozmawia. Klasa pełna uczniów nie jest do tego najlepszym miejsce. Pansy naprawdę nienawidzi Ministerstwa za to, co robią Draco. Gdyby nie ich bezpodstawne oskarżenia wobec niego, nie musiałby znów męczyć się z koszmarami. Pansy zdaje sobie jednak sprawę z tego, że chłopak zadręcza się jeszcze czymś – kimś – innym. Nie jest głupia, ani ślepa, więc wie, że od rozpoczęcia nowego semestru Draco unika Granger najumiejętniej jak potrafi. Nie siedzi już z nią na żadnej z lekcji, na których w poprzednim semestrze to robił. Do klasy wchodzi, jako pierwszy, a wychodzi z niej, jako ostatni. Unika spoglądania na stół Gryffindoru i nawet na korytarzach chyli głowę, jakby bał się, że wpadnie na Granger i – nie daj, Merlinie! – spojrzy jej w oczy!
Pansy kątem oka spogląda na chłopaka. Notuje coś zaciekle, choć eliksir, który omawia teraz profesor Slughorn jest jednym z tych, który Draco umiał warzyć już w piątej klasie!
Powoli rozgląda się po klasie, a następnie odwraca głowę i spogląda wprost w oczy Hermiony Granger. Gryfonka uważnie przypatruje się Pansy, by w końcu, jak gdyby nigdy nic, powrócić do notowania czegoś na pergaminie.
Ciekawe czy jej też brakuje Draco?, zastanawia się, stukając paznokciami o blat. Czy to możliwe, że między nimi coś jest…?
Pansy próbuje przypomnieć sobie wszystko, co udało jej się wyciągnąć od Draco na temat jego współpracy z Granger. W czasie świąt Draco w końcu otworzył się przed nią i z trudem przyznał się do tego, że toleruje (Pansy uważa, że to za słabe słowo, lepiej pasowałoby – lubi) obecność Gryfonki.
Pansy nie zapomina, że Granger to szlama. Nie mniej jednak, gdy ona, Blaise i Teodor byli bezsilni, to właśnie Granger pomagała Draco i to jej Narcyza zawdzięcza życie…
Dziewczyna wzdycha głośno i jakby od niechcenia bawi się piórem. W jej myślach panuje jednak niezwykły bałagan. A ponad wszystkie pytania, które zajmują jej umysł, wybija się jedno: Jak pomóc Draco?

***

Sobotnie wydanie Proroka Codziennego psuje Ginny humor na cały dzień, a nawet nadchodzący tydzień. Irytacja, wściekłość i bezsilność to tylko niektóre uczucia, które da się wyczytać z twarzy dziewczyny, gdy ta powoli czyta artykuł Rity Skeeter.
Jej umysł niemal rozsadza jedno, nieustannie dudniące w jej podświadomości zdanie: Harry Potter i Aurora Reiser to para idealna!
Idealna.
Idealna!
Ginny zagryza wargę i bez słowa oddaje egzemplarz Proroka Hermionie.
– Trzymasz się jakoś? – pyta Hermiona, głosem, w którym z łatwością da się wyczuć zmartwienie.
– A mam jakiś inny wybór? Mogłabym podrzeć tę cholerną gazetę, a następnie zacząć płakać, ale wiem, że nie przeczytałaś jeszcze wszystkich artykułów i pewnie byłabyś na mnie wściekła, więc nawet nie miałby, kto mnie pocieszać…
Hermiona śmieje się głośno, ale na ustach Ginny błąka się tylko ledwie dostrzegalny uśmiech. Musiała rozładować tę napiętą atmosferę, bo inaczej udusiłaby się od jej naporu. Czuła jak chłodne dłonie rozpaczy wspinają się po jej ciele i zaciskają na sercu. Wciąż nie umie przestać kochać Harry’ego. Nie umie wyleczyć się z tej toksycznej miłości.
Czasami, w takich chwilach jak ta, żałuje, że pokochała tego słodkiego okularnika… Żałuje, że oddała mu całe swoje serce i kawałek duszy. Ta miłość zbyt wiele ją kosztuje, ale nie umie się jej pozbyć.
Co więcej, ona nie chce przestać go kochać… Nie chce wyrzucać go ze swojego serca, bo wtedy czułaby się pusta niczym szklana bańka. Woli cierpienie, aniżeli chłodną obojętność.
Kręci głową, pozbywając się natrętnych myśli ze swojego umysłu.
– Co dzisiaj robimy?
Hermiona uśmiecha się lekko.
– Powtarzamy! Razem z Luną i paroma innymi Krukonami postanowiliśmy, że w styczniu omówimy materiał z transmutacji i połowę z eliksirów.
Ginny jęczy załamana. Przechyla się na siedzeniu i z ulgą zauważa ciemne oczy Blaise’a. Chłopak wpatruje się w nią intensywnie, a następnie kiwa lekko głową na drzwi. Ginny uśmiecha się zadziornie i przytakuje.
– Co mówiłaś? – Ginny zwraca się do Hermiony, która spogląda na nią z irytacją.
– Znowu Zabini? – pyta, choć doskonale zna odpowiedź. – Nie sądzisz, że są ważniejsze sprawy niż jakiś podrzędny Ślizgon?
Ginny mruga zaskoczona.
– Słucham?
– Niedługo owutemy, a ty nie masz najmniejszego zamiaru zacząć się uczyć. To nie są byle testy, Ginewro, to egzaminy, które zadecydują o tym, do jakiej pracy cię przyjmą.
– Walczyłam w cholernej wojnie, więc sądzę, że dostanę się tam, gdzie tego chcę! – warczy Ginny.
Hermiona zaciska zęby ze złości.
– Jesteś taka sama jak Ron i Harry. Nie obchodzi was wasza przyszłość.
Ginny niemal zrywa się z miejsca, słysząc, do kogo porównuje ją Hermiona. Postanawia jednak uspokoić oddech, a następnie cedzi powolnie.
– Owutemy są za pięć miesięcy, Hermiono. Pięć cholernie długich miesięcy!
Przyjaciółka spogląda na nią z wyższością i powoli wstaje z miejsca.
– Zobaczymy, co powiesz, gdy obudzisz się miesiąc przed i powiesz: Hermiono, pomóż mi się przygotować!
Odwraca się i nawet nie patrząc na Ginny rusza w kierunku wyjścia. Ginny zagryza wargę niemal do krwi.
Jak zawsze, Hermiono, myśli. Jak zawsze…
Od przyjazdu do Hogwartu w niedzielę Hermiona chodzi zła niczym osa; jest rozdrażniona i sprawia wrażenie osoby, która tylko czeka, aż będzie mogła na kogoś nawrzeszczeć! Oczywiście Ginny, ani Luna nie widzą, co jest powodem takiego nastroju, a Hermiona ani myśli im to zdradzić. W końcu, Ginny prycha ze złością, Hermiona musi bronić swoich sekretów! Tylko ja zawsze muszę wiernie o wszystkim jej mówić!
– Wszystko w porządku? – Neville pochyla się w jej stronę, a Ginny mierzy go wściekłym spojrzeniem. Chłopak unosi ręce w geście poddania się.
– Ja tylko chciałem pomóc! – mówi szybko, a Ginny prycha.
– Jakbym potrzebowała pomocy, to bym powiedziała!
Ginny szybko jednak uświadamia sobie, że zareagowała za ostro. Najpierw pociera swoje skronie, a następnie powolnie, wymuszenie, uśmiecha się i odwraca w stronę Neville’a.
– Przepraszam – mówi ze skruchą. Naprawdę jest zła, że to na Neville’u wyładowała swoje negatywne emocje. – Po prostu ostatnio Hermiona gra mi na nerwach.
Chłopak śmieje się głośno i dźga ją lekko łokciem w żebra.
– Nie tylko tobie nie daje spokoju. Mi, Deanowi i Seamusowi już siedmiokrotnie przypominała o tym, że za chwilę będą owutemy i że powinniśmy zacząć się uczyć.
Ginny uśmiecha się delikatnie.
– Jak tak dalej pójdzie, to za te ciągłe przypominajki spalą ją na stosie zanim zdąży napisać te egzaminy! – dodaje cicho Neville, a Ginny słysząc to wybucha szczerym śmiechem.
– Dzięki, Nev, wiesz jak poprawić humor – mówi Ginny i puszcza do niego oczko.
Neville wzrusza ramionami.
– Uczyłem się od mistrzyni…
Ginny chichocze cicho i wstaje. Zdecydowanie Neville sprawił, że jej ponuro zapowiadający się dzień staje się odrobinę barwniejszy. Mimo to wciąż czuje uścisk w sercu, zupełnie jakby miało zaraz złamać się i rozsypać na drobne kawałki. Ginny garbi się lekko; obce osoby nie zauważają, że jej postawa się zmienia, a w kącikach ust pojawiają się zmarszczki świadczące o nieszczerości jej uśmiechu.
Przed Wielką Salą czeka już na nią Blaise. Opiera się o ścianę, a na jego ustach błąka się szelmowski uśmiech. Ginny kręci głową, ale czuje się zdecydowanie lepiej, widząc, że chłopak gotów jest stanąć na głowie, żeby jej dzisiejszy dzień był pogodny.
– I co, rudzielcu, Granger nie daje wytchnienia?
Ginny wzrusza ramionami.
– Hermiona lubi wszystko i wszystkich kontrolować, zwłaszcza gdy wie, że zbliżają się egzaminy.
Blaise kręci głowa i prycha niczym kot. Ginny uśmiecha się lekko na porównanie, które przyszło jej do głowy. Blaise – koteczek, kto by pomyślał!
– Merlin musi cię lubić, skoro dał ci siłę wytrzymywania z nią!
– Hermiona po prostu się martwi o moją przyszłość…
– Martwi się? – Blaise unosi brwi. – A czy twoja przyszłość nie powinna być tylko twoją sprawą? – pyta, spoglądając na nią z powątpieniem.
Ginny jedynie kręci głową i ponownie wzrusza ramionami. Z jednej strony nienawidzi tego, że Hermiona traktuje ją jak dziecko. Zachowuje się jakby była jej matką, a Ginny nie potrafi znieść takiej świadomości. Z drugiej jednak strony Ginny czuje się kochana, bo wie, że jej przyjaciółka w każdej chwili gotowa jest pomóc jej we wszystkim. Jest dla niej oparciem w wielu trudnych chwilach. Mimo że czasami naprawdę potrafią się pokłócić, tak że nie odzywają się do siebie przez kolejny tydzień, to zawsze do siebie wracają. Są rodziną, nieważne że nie łączą ich więzy krwi. Zawsze będą siostrami.
– Daj już spokój, Blaise – rzuca Ginny. – Jestem pewna, że ty zachowujesz się tak samo względem Parkinson, Malfoya czy Notta.
– Możliwe – odpuszcza w końcu i śmieje się cicho. – Jeszcze mi się nie skarżyli.
Idą w kierunku wieży Gryffindoru, skąd Ginny bierze swój ciepły, beżowy płaszczyk i szal w barwach domu. Blaise w tym czasie rozmawia z portretem Grubej Damy. Kobieta uśmiecha się kokieteryjnie do Ślizgona i szczebiocze, o tym jak to do twarzy mu w zielonym swetrze.
– Wydaje mi się, że wpadłeś jej w oko – szepcze Ginny, gdy schodzą po schodach i kierują się w stronę wyjścia ze szkoły.
Blaise uśmiecha się i nonszalancko poprawia swoje krótkie włosy.
– Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej…
Ginny wybucha śmiechem i trąca go łokciem w żebra. Chłopak krzywi się z udawanego bólu, a następnie mruga do Ginny i sugestywnie porusza brwiami. Ona jednak tylko kręci głową i chichocze pod nosem.
W końcu wychodzą na dwór. Blaise powolnie wyjmuje rękawiczki z kieszeni swojej kurtki i zakłada ja na dłonie, cały czas obserwując Ginny. Jej policzki szybko stają się różowe, Blaise z zaskoczeniem zauważa że zdają się mienić kolorem słodkiej, soczystej brzoskwini. Na jej rude włosy powoli opadają płatki śniegu i tworzą tam rozmaite wariacje, nim w końcu się rozpuszczają. Jest taka piękna, myśli Blaise i uśmiecha się lekko. Taka piękna i delikatna…
– Nie patrz się tak na mnie – mamrocze Ginny, nawet nie spoglądając na chłopaka. Otula się mocniej płaszczem, tak by nawet lekki wiatr nie musnął jej ciała.
– Tak, czyli jak? – pyta Blaise, a na jego ustach pojawia się głupkowaty uśmieszek.
– Tak inaczej
Chłopak śmieje się głośno i staje naprzeciwko Ginny. Jego oczy błyszczą, gdy spogląda na jej zarumienioną twarz.
– O czym dokładnie mówisz?
Blaise wie, że stąpa po grząskim gruncie, ale ostatnimi czasy nie potrafi się na niczym skupić. W jego umyśle jest tylko jedna osoba i to właśnie wokół niej wszystko się kręci. Ginny stała się centrum jego świata i Blaise po prostu nie potrafi się od niej odsunąć. Stoją na tyle blisko, że Blaise niemal czuje drżenie Ginny. Pochyla się w jej kierunku tak, że ich twarze dzielą teraz zaledwie centymetry.
Inaczej, czyli jak dokładnie?
Ginny kręci głową i odsuwa się od niego na kilka kroków. Blaise z trudem powstrzymuje się od tego, aby znów się do niej zbliżyć. Wielokrotnie już wyobrażał sobie jak powoli wsuwa dłonie w jej bujne, rude włosy, a następnie sunie dłonią po jej szyi, podbródku, aż w końcu opuszkami palców dotyka jej ust. Wtedy spogląda w jej na wpółprzymknięte oczy i przesuwa się, by móc w końcu dotknąć swoimi ustami jej. Wyobraża sobie, że usta Ginny są miękkie i słodkie… Wyobraża sobie, jak magiczny jest ten moment.  
Ginny wzdryga się widząc napięcie na twarzy Blaise. Chłopak zagryza wargę, bo zdaje sobie sprawę z tego, że Ginny odczytała z jego twarzy wszystkie jego pragnienia.
– Jesteśmy przyjaciółmi, prawda, Blaise? – pyta Ginny, a jej głos niknie w oceanie zagubienia, które pochłania Blaise’a.
– Jesteśmy – z trudem wykrztusza te słowa.
– To dobrze. Cieszę się, że łączy nas przyjaźń – mówi z naciskiem i rusza w dalej, w stronę zmarzniętego jeziora Hogwartu.
Blaise chwilę stoi w miejscu z dłońmi zaciśniętymi w pięści i nieregularnym oddechem. Uświadamia sobie, że powolnie oddalająca się dziewczyna, zawsze będzie poza jego zasięgiem. 

8 komentarzy:

  1. jak zwykle wzbudziłas moje emocje:) a tu trzeba czekać... ale poczekam na kolejny rozdział!:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział przypadł do gustu ;) i że wzbudził emocje :D. Dziękuję za komentarz <3

      Usuń
  2. Baaaardzo fajny rozdział :) lubię sposób w jaki opisujesz wewnętrzne rozterki bohaterów... bardzo dobrze się to czyta. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :D Bardzo mi miło, że sposób, w jaki przedstawiam emocje bohaterów podoba Ci się ;)

      Usuń
  3. Przyjaźń, delikatna erotyka (mylę się, czy nie?). Czekam na ciąg dalszy i zapraszam do siebie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że taka leciutka erotyka jest, ale prawdę mówiąc nigdy nie zastanawiałam się nad tym ;)
      Dziękuję za komentarz i postaram się do Ciebie zajrzeć ;D

      Usuń
  4. Trochę mi brakuje relacji Draco i Hermiony,ale Ginny i Blaise mi wynagradzają.
    Cieszę się że akcja rozwija się tak powoli.
    Dzięki temu wdrążam się w życie innych bohaterów. uwielbiam te opowiadanie i z przyjemnością zaglądam na nie czytając.
    Jestem ciekawa co będzie dalej. Może Ginny w końcu otworzy oczy? I Hermiona również?
    Cóż pozostaje mi czekać na ciąg dalszy i pozdrowić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, jeszcze trochę, a znów wrócimy do relacji Hermiony i Draco. Już wkrótce ;)
      Dziękuję serdecznie za komentarz i cieszę się, że rozdział się podoba :D

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!