niedziela, 10 grudnia 2017

Rozdział 37

Witajcie, kochani. 
Przepraszam Was za tę długą nieobecność w ostatnim czasie zbyt często się u mnie pojawiają tak duże odstępy pomiędzy publikacjami rozdziałów. Mam jednak nadzieję, że już teraz się to zmieni. Spróbuje jeszcze w starym roku opublikować dla Was dwa rozdziały, jeden możliwe, że pojawi się w Wigilię, a kolejny w Sylwestra. Ale niczego nie obiecuję... Zobaczymy jak to będzie. 
Nie ukrywam, że ostatnio nawet nie myślałam o pisaniu. Ta historia jest wciąż w moim sercu, zawsze będzie, mam dalej siłę i cierpliwość, by ją kształtować, jednak nie potrafię dobrze się zorganizować. Zbyt wiele rzeczy spadło na moją głowę i po prostu nie umiem tak zagospodarować czasu, jak robiłam to wcześniej. W czasie jednak tej przerwy świątecznej, która notabene jest bardzo krótka, nie sądzicie?, mam zamiar pisać bardzo dużo. Tak, by móc regularnie publikować rozdziały dla wszystkich, którzy tu jeszcze ze mną są... 
Na koniec mam do Was właśnie prośbę, moi drodzy, proszę, wszyscy, którzy przeczytacie ten rozdział zostawcie po sobie ślad, chciałabym wiedzieć, jak wiele osób wciąż jeszcze tu zagląda. 
Przepraszam Was jeszcze raz, 
Charlotte

***

Pragnienia

Fakt, że się czegoś bardzo pragnie,
nie oznacza, że można to osiągnąć.
~ Margaret Stohl

Wydaje mi się, że każdy człowiek czasem ma tak, że zaczyna płakać… Tak po prostu, nie wiedząc nawet dlaczego. Odwraca wzrok, zamyka serce… Pozwala, by głosy w głowie, stały się jeszcze głośniejsze. A one u szczytu władzy zaczynają krzyczeć, szaleją, rozdzierają duszę, wszystko, co dobre. A ludzie, choć bardzo chcą je ucieszyć, nie mogą, zawodzą samych siebie. Stoją na krawędzi, a za nimi jest mur. Nie ma drogi wstecz, można tylko spaść. Z łzami lecą w dół, a ostre odłamki potłuczonych serc ranią to, co pozostało.
Ale w końcu każdy się podnosi.
Uspokaja swoje myśli, próbuje poskładać swoje serce, ociera łzy. Bierze oddech i w końcu rozumie.
Hermiona Granger zaciska powieki, nie płakała od dawna, to dziś pierwszy raz pozwala na to, by emocje zawładnęły jej sercem.
Siedząc w ciszy, wpatrując się we wschodzące słońce i słysząc bicie swojego serca w końcu rozumie, że zakochała się w jego błękitnych oczach, jasnych włosach, błyskotliwych uwagach. Zakochała się w jego uśmiechu, w jego dotyku, w jego inteligencji.
Zakochała się w Draco Malfoyu i potrzebuje go.
Znów zaczyna płakać, tym razem dlatego że już rozumie.

***

18 luty 1999
Nieprzespane noce w ostatnim czasie są u mnie normą. Zbyt wiele myśli tli się w mojej głowie, zbyt wiele pragnień… Chciałbym móc złapać jej dłoń i nigdy już nie wypuścić. Chciałbym móc przytulić się do jej ciepłego ciała i już nigdy się nie odsuwać. Tak wiele rzeczy chciałbym zrobić. Ocean nieskończonych pragnień, które nigdy nie zostaną urzeczywistnione…
Chciałbym podejść do niej, spojrzeć jej w oczy; zatracić się w jej spojrzeniu; a potem mógłbym stać tak przez wieczność…
Gdyby tylko wszystko mogło być prostsze… Gdybym mógł bez żadnych ograniczeń wyznać jej, co czuję. Gdyby nie bał się jej odejścia, odrzucenia, tego, co mogłoby stać się później…
Wyobrażam sobie jak trzymam jej twarz w swoim dłoniach, a ona mi na to pozwala. Wyobrażam sobie, że powoli przymyka oczy, zgadzając się, bym ją pocałował. Wyobrażam sobie, że nie muszę później za to przepraszać, że nic się między nami nie zmienia... Nie zmienia na gorsze.
Wyobrażam sobie, jak cudownie byłoby mi z nią.
Wyobrażam sobie, że moje pragnienia są rzeczywistością.
Draco

***

Gdy w piątkowe południe spotykają się po raz pierwszy od czwartkowych porannych lekcji eliksirów, można wyczuć między nimi napięcie. Uśmiechają się do siebie lekko i witają uprzejmie, jak na dobrych znajomych przystało. Każde z nich jednak uważnie obserwuje to drugie. Draco zauważa z lekkim przerażeniem, że Hermiona ma podkrążone i zaczerwienione oczy, a jej włosy są w jeszcze większym nieładzie niż zazwyczaj. Jego serce gwałtownie kurczy się na myśl o tym, że mogła płakać przez niego… Hermiona zaś przypatruje mu się badawczo, ledwie kryje swoje zainteresowanie i nadzieję kiełkującą w sercu. Ginny zaledwie kilkanaście minut temu wspomniała jej, że Malfoy zerwał wczoraj z Astorią… Hermiona nie miała możliwości nawet zareagować, bo chwilę potem przyjaciółka uciekła do Blaise’a.  
– Witaj, Granger. I jak? Przygotowana na dzisiejszy egzamin? – pyta uprzejmie Draco, gdy podchodzi do Hermiony wraz z Teodorem.
Hermiona wzrusza ramionami z delikatnym uśmiechem, na co Teodor reaguje śmiechem.
– Daj spokój, Draco, Granger zawsze jest przygotowana.
– Nie zawsze!  
– Tak? – Nie dowierza Teodor i wpatruje się w nią wyczekująco. – A kiedy to nie byłaś nauczona?
Hermiona czerwieni się lekko, a Ślizgoni nie mogą opanować cichego śmiechu. Herminie brakuje argumentów! Stara się przypomnieć sobie, chociaż jeden dzień, w którym to nie była perfekcyjnie zapoznana z materiałem, ale niestety, nie ma takiego! Co więcej, ona zawsze jest do przodu z informacjami…
– Dobrze – mamrocze cicho, choć na jej ustach również pojawia się lekki uśmiech. – Po prostu lubię wszystko wiedzieć, żeby móc brać czynny udział w lekcji.
– Wszechwiedząca Hermiona Granger musi pozostać wszechwiedzącą! Tak było, jest i będzie. I koniec… – Teodor szturcha lekko Hermionę łokciem, na co ta śmieje się cicho.
Draco z zaskoczeniem, zauważa że jego przyjaciel całkiem dobrze dogaduje się z Hermioną. Owszem, wie, że Pansy przyjaźni się z Granger, ale nie ma pojęcia, że i Teodor ma z nią całkiem dobre relacje… Dlaczego więc wczoraj Teo odradzał mu zakończenie związku z Astorią? Dlaczego uważa, że Hermiona mu nie wybaczyła i że go odrzuci? Nie rozumie, skąd wczoraj było w Teodorze tyle nieufności wobec niej…
– Wszystko w porządku, Draco? – pyta Hermiona. – Wyglądasz na zamyślonego.
Draco kręci głową i w końcu uśmiecha się z trudem. Wzrusza ramionami i odpowiada dziewczynie:
– Kiepsko spałem, to wszystko.  
Całą lekcje uporczywie bije się z myślami, które są pełne wątpliwości. Tak bardzo chciałby zaryzykować i spróbować wyznać Hermionie to, co czuje. Chciałby powiedzieć jej, że przyjaźń z nią daje mu siłę, a miłość do niej, daje mu nadzieję, na lepszy świat. Chciałby wyznać jej, że jest dla niego obietnicą lepszego życia… Co jednak, jeśli te kilka słów: Zakochałem się w tobie, sprawi, że na zawsze straci szansę na zbudowanie wszystkiego od nowa… Może lepiej, żeby między nimi pozostało tak jak jest teraz? Może powinien posłuchać Teodora i nie ryzykować…
Cały czas jednak po głowie krążą mu myśli o tym, co mógłby zyskać, gdyby zaryzykował… Te wszystkie pragnienia, którymi żyje już od czasów wojny może w końcu zostałyby spełnione. Ma tak wiele do stracenia, a jednocześnie tyle do zyskania…
Jest zupełnie nieskoncentrowany na egzaminie, przez swoje roztargnienie niemal oblewa sprawdzian z transmutacji. Słaba ocena sprawia, że staje się jeszcze bardziej rozgoryczony…
– Co jest? Przecież tak dobrze ci szło wczoraj, gdy ćwiczyliśmy? – pyta zaskoczony Teodor.
– Nie mogłem się skoncentrować – rzuca oschle Draco i wpatruje się w przyjaciela z wyraźnymi pretensjami.  
– To moja wina? – Teo nie kryje swoje zaskoczenia. – Przecież nic nie zrobiłem?!
Draco prycha.
– Dziś nie, ale wczoraj owszem… Dlaczego odradzałeś mi zerwanie z Astorią? Przecież lubisz Granger, to dlaczego nie podoba ci się to, że chciałbym z nią być? – mówi cicho. Jego dłonie trzęsą się lekko i z trudem hamuje gniew, który pragnie zostać uwolniony. Są jednak w klasie pełnej uczniów, a do końca lekcji zostało jeszcze kilkanaście minut, nie mogą pozwolić sobie na głośniejszą rozmowę.
– Lubię ją i Pansy z Blaise’em też ją lubią, ale tu nie o to chodzi… – Teodor wzdycha lekko. Widząc jednak wyczekujące spojrzenie przyjaciela, postanawia kontynuować. – Nikt nie ma nic przeciwko przyjaźni z nią… Jest bystra, sympatyczna i bardzo inteligentna, ale Draco… To nie jest dziewczyna dla ciebie…
– Bo jest Gryfonką? A Blaise i Weasleyówna? Ona też jest Gryfonką!
Teodor zaciska zęby, liczy, że Draco domyśli się, o co mu chodzi. O co chodzi Blaise’owi i nawet Pansy. Dla nich ta jedna rzecz nie jest już kłopotem, lecz dla innych…
Teodor w końcu bierze głęboki oddech i w końcu bardzo cichym głosem rozwiewa wszystkie wątpliwości Draco.
– Hermiona jest szlamą… Nigdy nie zostałaby zaakceptowana do końca, nieważne jakie stopnie będzie miała, nieważne jak wiele jeszcze osiągnie. Nieważne, kim zostanie w przyszłości… Jej krew zawsze będzie przeszkodą…
Draco w pierwszej chwili nie dowierza słowom przyjaciela. Słowom, które padają z ust Teodora; chłopaka, który stracił siostrę właśnie przez konserwatywne myślenie rodziców; który zawsze był przeciwny podziałowi na czystokrwistych i mugolaków...! Który nigdy nie odważył się użyć słowa „szlama”; który brzydził się stratyfikacją społeczeństwa w tak wielkim stopniu, że był w stanie wyrzec się swojej rodziny, byleby uciec od tego tradycyjnego podziału świata czarodziejów.  
– Jak w ogóle możesz tak myśleć, Teo? Ty…? Ty, do cholery?! – Słowa Draco brzmią donośniej niż tego chce, kilkoro uczniów odwraca się w ich stronę, ale surowy wzrok profesora sprawia, że wszyscy znów skupiają się na obserwowaniu poczynań kolejnej egzaminowanej osoby.
– Dla mnie to nie ma znaczenia, Draco… Ale tu nie chodzi o nas, zrozum to… Tu chodzi o miejsce, w którym żyjemy… Brytania zawsze była najbardziej konserwatywna, jeśli chodzi o poszanowanie ciągłości czystości krwi… Dlatego moja siostra została we Francji, tam nikt nie zwraca uwagi na to, że związała się z mugolakiem, ale tutaj… Czy sadzisz, że twoja matka to zaakceptuje? Przecież w jej żyłach płynie krew Blacków? Myślisz, że Greengrassowie, Parkinsonowie, Flintowie czy Davisowie ucieszyliby się z takiego obrotu sprawy? Owszem, oficjalnie nie mają nic przeciwko osobom mugolskiego pochodzenia, ale rzeczywistość jest zupełnie inna, Draco… Oni wszyscy kultywują tradycję i tego samego oczekują od innych rodów, między innymi od Malfoyów, najznamienitszego rodu spośród wszystkich… Rodu, który nie został splamiony od setek lat…  
– Czy ty siebie słyszysz? Czy ty zwariowałeś?
Jego świat wraz ze wszystkimi jego pragnieniami właśnie powolnie się rozsypuje. Wszystko, co uważał, że jest w stanie osiągnąć, znów stało się dla niego tylko marzeniem głupca, zaplątanego w sidła świata. Znów zaczął rozumieć, że jest tylko pionkiem w wielkiej grze, której nie jest w stanie wygrać… Niezależnie od tego, co zrobi i czego zapragnie, nigdy nie będzie w stanie pokonać wszystkich…
  – Zawsze coś będzie stało na przeszkodzie, Draco… Widzę, co do niej czujesz i chcę twojego szczęścia, ale zwłaszcza teraz powinieneś uważać i poważnie zastanowić się, czy warto ryzykować dla miłości…
– Zwłaszcza teraz? – Draco już nie rozumie słów przyjaciela, nie jest w stanie skupić się na tym, co Teodor do niego mówi. Jego serce bije jak szalone, a on skupia się tylko na tym, by być wpatrzonym w Hermionę. Szuka w jej osobie pocieszenia, ukojenia, spokoju. Znajduje je w jej uśmiechu, stoi zaledwie kilka kroków od niego, tuż obok Ginny i Blaise’a, z którymi prowadzi ożywioną, ale cichą dyskusję.
– Draco… – mówi Teodor cichym i pozbawionym wszelkiej nadziei głosem.
Draco odwraca wzrok od Hermiony i wpatruje się w pełną niepokoju twarz Teodora. W oczach przyjaciela dostrzega cień i rozumie, co ten zaraz mu powie.
– Ty też to wiesz… Czujesz, że to nadchodzi… Że zbliża się kolejna wojna… Na razie Śmierciożercy eliminują tylko zdrajców… Ale mają już plany Azkabanu, na pewno będą chcieli uwolnić wszystkich, którzy zostali tam osadzeni i mając tak wielką siłę, znów uderzą… Krążą plotki, że w Ministerstwie ponownie jest wielu zwolenników Voldemorta… Pansy dostała obszerny list od matki, tak samo Tracey czy Marcus… Mówią, że na ich czele stoją najbliżsi Czarnego Pana… Jeśli to, co piszą rodzice Marcusa jest prawdą, to Biuro Aurorów nie da rady ich powstrzymać… W czasie ostatniej wojny zginęło zbyt wielu doskonałych aurorów: Szalonooki, Tonks, Lupin…
Draco opiera się o ścianę zupełnie przytłoczony nadmiarem informacji. Tak bardzo skupiał się na sobie, że zupełnie ignorował te niepokojące symptomy… Ciche rozmowy uczniów z najstarszych roczników, ich pełne niepokoju spojrzenia, gdy pojawiały się sowy…
– Hermiona, Potter i Weasley raz już pokonali Voldemorta… – mamrocze Draco. – Przecież teraz też za nimi pójdą… I może Francja i Niemcy też pomogą, przecież to również ich dotyczy…
– Złota Trójca się rozpadła, a z tego co mi wiadomo z gazet Potter całkowicie odsuwa się od wszelkich obowiązków… Zresztą, Draco, nie ma już Voldemorta, którego by słuchano… Jest ktoś, kto możliwe, że jest jeszcze gorszy… Jak trójka nastolatków poradzi sobie z całą zgrają Śmierciożerców? Ludzie nie doszli jeszcze do siebie po ostatniej wojnie, nie poradzą sobie z kolejną…
Dzwoni dzwonek, który nawet w minimalnym stopniu nie zagłusza głośnego, wewnętrznego krzyku Draco.
– Ja i moja matka też zdradziliśmy – szepcze Draco. – Po nas też w końcu przyjdą, nie chcę, żeby Hermiona przy mnie wtedy była…
Draco pozwala swoim pragnieniom odejść.

***

W piątkowe popołudnie biblioteka jest niemal zupełnie pusta. Tylko gdzieniegdzie siedzą najbardziej zagorzali zwolennicy nauki i czytania. Wśród nich jest Hermiona, dziś jednak wyjątkowo w towarzystwie Terry’ego Boota. Umówili się już kilka dni wcześniej na wspólna naukę, ale niestety nic z niej nie wychodzi… Prowadzą ożywioną dyskusję na temat polityki Ministerstwa Magii, hogwarckiego programu nauczania, a nawet fantastycznych zwierząt opisanych w książce Newtona Skamandera. Widać w ich zachowaniu niezwykłą naturalność, po prostu czują się razem dobrze. Niestety, to Hermionie coś nie pasuje w tym wszystkim. Jakiś głos z tyłu głowy krzyczy do niej, że to nie jest ten właściwy chłopak, z którym chciałaby teraz być…
– Odpływasz… – Śmieje się cicho Terry. – Masz jakieś takie zamglone oczy…
Hermiona gwałtownie się czerwieni i opuszcza głowę.
– Jestem strasznie niewyspana…
– Już od rana wyglądasz na nieobecną – mówi z niepewnym uśmiechem chłopak. – Mogłem zauważyć, że potrzebujesz odpoczynku… A ja ci niepotrzebnie zawracałem głowę dzisiejszym spotkaniem…
Drapie się po szyi i odchyla na krześle wyraźnie zawstydzony swoim porannym zachowaniem. Hermiona jednak śmieje się cicho i wzrusza ramionami.
– Nie przejmuj się, gdybym chciała odmówić, to bym to zrobiła. Potrafię być asertywna, uwierz mi…
Terry spogląda na nią zadziornie. Zauważa, że dziewczyna wyraźnie się ożywiła i w jej oczach pojawiły się jakieś radośniejsze iskierki. Czuje lekką ekscytację na myśl o tym, że to on mógł je wywołać.
– Nie jestem pewien, czy mogę ci wierzyć… Mi jakoś jeszcze nigdy nie odmówiłaś…
Hermiona prostuje się i opiera łokcie na blacie, a następnie na dłoniach podpiera swoją brodę. Spogląda na Terry’ego z wyraźnym zainteresowaniem, a jej oczy lśnią znacznie bardziej niż zazwyczaj. Na chwilę zapomina o wszystkich emocjach, które szaleją po jej sercu i pozwala sobie na niezobowiązującą rozmowę z chłopakiem.  Liczy, że to poprawi jej humor.
– Nie miałam powodu, by ci odmówić… – odpowiada równie zadziornym głosem.
Terry staje się jeszcze pewniejszy siebie, słysząc lekką nutę kokieterii w jej głosie. Nie potrafi opanować śmiechu, który sam ciśnie się mu na usta; ten dźwięk wydaje się Hermionie miły i przyjazny dla ucha, a przede wszystkim zaraźliwy. Już po chwili oboje śmieją się głośno, tak, że niemal zostają wyrzuceni z biblioteki przez panią Prince.
– Jesteś naprawdę fantastyczna, Hermiono – mówi z szerokim uśmiechem Terry. – Powiedziałaś to takim głosem, że… – Znów śmieje się lekko i kręci głową próbując opanować się trochę.
– Cieszę się, że pana rozbawiłam, panie Boot.
Hermiona kręci głową nieco zawstydzona, ale i równie mocno zaskoczona… Nigdy wcześniej nie zachowała się tak pewnie w stosunku do jakiegokolwiek chłopaka. To raczej jest charakterystyczne dla Ginny…
– Ale podobasz mi się taka – dodaje po chwili Terry. Zdziwienie, jakie maluje się na twarzy Hermiony, sprawia, że Terry stara się jak najszybciej spróbować odkręcić to, co powiedział, ale tyko plącze się w swoich słowach i wyjaśnieniach…
Hermiona w końcu przerywa ten nienaturalny monolog Terry’ego i śmiejąc się cicho, odpowiada:
– Ty za to podobasz mi się w momencie, w którym nie wiesz, co właściwie powiedzieć…
Terry znów drapie się po szyi, Hermiona zauważa że jest to zachowanie charakterystyczne dla niego, w momencie, w którym czuje się lekko zawstydzony. Uśmiecha się szeroko i przekrzywia głowę.
– O ile się nie mylę, teraz też nie wiesz, co powiedzieć?
– Hermiono, czytasz ze mnie jak z otwartej księgi! – Terry unosi ręce do góry, czym wywołuje u dziewczyny śmiech.
Rozmawiają jeszcze przez dłuższy czas, a te rozmowy pełne są śmiechu i ukrytych sugestii. Oboje zdają się świetnie bawić, ale w końcu zostają wyrzuceni przez panią Prince, która dość już ma uciszania ich i słuchania składanych przez innych uczniów skarg.
– Nie wierzę! – unosi się Hermiona. – Została wyrzucona z biblioteki! – mówi głosem pełnym emocji, ale czuć w nich wyraźne rozbawienie.
Terry lekko trąca Hermionę łokciem i delikatnie obejmuje ją ramieniem. Hermiona czując jego dotyk wyraźnie sztywnieje. Chłopak nie zdaje sobie sprawy z tego, że taka reakcja wcale nie jest zwiastunem czegoś pozytywnego.
– To ja sprowadzam cię na złą drogę – mówi Terry, a następnie uśmiecha się szelmowsko.
Hermiona uśmiecha się z zakłopotaniem i lekko wyswobadza z objęć Krukona. Czuje się źle i zupełnie nie na miejscu stojąc tak blisko niego. Nie chodzi o to, że coś jej w nim nie pasuje. Wręcz przeciwnie, w innych okolicznościach na pewno zaryzykowałaby i pozwoliłaby, aby ich relacja przerodziła się w coś więcej. Świetnie się z nim dogaduje, ale… Ale Terry to nie Draco…
– Ja już będę szła – zaczyna Hermiona.
Chłopak zauważa w jej głosie dziwny chłód i dystans, tak jakby zrobił coś nie tak. Jest lekko zmieszany, wydawało mu się, że wszystko idzie w dobrym kierunku… Hermiona już od dłuższego czasu zaprząta jego myśli i naprawdę liczy, że w końcu przestaną być dla siebie tylko dobrymi znajomymi czy przyjaciółmi. Bardzo tego chce, bo Hermiona jest w każdym celu spełnieniem wizji jego idealnej dziewczyny. Inteligentna, błyskotliwa i potrafiąca od czasu do czasu się rozluźnić… Czuje się przy niej swobodnie i uwielbia rozmowy z nią…
Uśmiecha się i lekko przybliża do niej, by złożyć na jej policzku pocałunek. Jednak Terry panikuje, gdy dziewczyna odsuwa się od niego niczym rażona piorunem. Uśmiecha się do niego delikatnie, ale naprawdę sztucznie. Chłopak mruga, jest zupełnie zdziwiony tą nagłą zmianą w zachowaniu Hermiony.
– Ja… Może mógłbym cię…
Hermiona wchodzi mu w słowo taktownie, acz stanowczo.
– Widzimy się w poniedziałek na lekcjach. Dobranoc, Terry – mówi cicho i ostatni raz uśmiecha się, by zaraz potem odwrócić się i zniknąć za zakrętem prowadzącym w kierunku wieży Gryffindoru.
Terry zdaje się być zupełnie zdziwiony i zawiedziony. Hermiona daje mu właśnie delikatnie do zrozumienia, że ich jutrzejsze spotkanie jest odwołane… Że Terry nie ma nawet, co liczyć na to, aby między nimi było coś więcej niż przyjaźń.
Chłopak zaciska pięści, czując złość na samego siebie. Może ona wciąż jeszcze nie pozbierała się po zerwaniu z Ronem? Może powinien zaczekać na to aż to ona zrobi pierwszy krok?  
Terry nigdy nie dowie się, że to wychodzący właśnie zza rogu Draco Malfoy jest powodem, dla którego Hermiona go odrzuca.

***

20 luty 1999
Planowałem powiedzieć Hermionie o tym, co do niej czuję. Chciałem zrobić to jak najszybciej, mieć już to z głowy i po prostu spróbować. Liczyłem na to, że ona mnie przyjemnie w swoje serce… Marzę o tym, żeby tak było, ale nie nadeszła jeszcze ta odpowiednia chwila.
Dziś jest zbyt niepewne i zbyt nietrwałe. Nie mogę narażać jej na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Ale gdy tylko Ministerstwo rozprawi się ze Śmierciożercami – bo zrobią to, wierzę zarówno z nich jak i w Pottera – będzie pierwszą osobą, do której pobiegnę. Powiem jej wszystko, jak się przy niej czuję, jak na mnie działa, z czym kojarzą mi się jej oczy, jak bardzo kocham zapach jej włosów i perfum.
Dam jej swoje serce. Ale to wkrótce, na razie będę żyć pragnieniami.
Draco