sobota, 4 listopada 2017

Rozdział 36

Krwawiąc

Bo wykrwawiam się
Jeśli ostatnią rzeczą, którą zrobię,
Będzie stoczenie Cię na sam dół
Wykrwawię się dla Ciebie
~ Imagine Dragons, Bleeding out

17 lutego 1999 18 lutego 1999
Staram się zasnąć, ale kiepsko mi to idzie. Za chwilę wybije godzina trzecia, a ja wciąż siedzę w Pokoju Wspólnym, wpatruję się w dogasający ogień i próbuję zapanować nad myślami.
Chciałbym, żeby wszystko było proste. Chciałbym, choć raz nie mieć żadnych zmartwień i móc poczuć, jak smakuje wolność.
Moje serce wiruje, a umysł szaleje…
Nawet nie wiem, co mógłbym tutaj napisać. W tej chwili z trudem prowadzę ten dziennik. Mam wrażenie, że wszystko, co chcę tutaj zapisać, nie oddaje tego, co dzieje się w rzeczywistości.
Nie potrafię wyrazić dokładnie tego, co się ze mną dzieje. Mam wielki mętlik w głowie, a Blaise mówi, że od wtorku zachowuję się jak wariat. Błąkam się po całym zamku niczym cień. Jestem milczący i rozkojarzony. To prawda. Od wtorku tak właśnie się zachowuję…
Nie mogę znaleźć sobie miejsca, bo gdziekolwiek nie pójdę, moje myśli i tak mnie doganiają. Nie pomaga mi nic; ani samotny lot na miotle nad Hogsmeade, ani wieczór spędzony w ciszy pośród starych ksiąg Działu Zakazanego. Wszystko w końcu sprowadza się do jednej myśli: zakochałem się.
Zakochałem się w tak niewłaściwej dziewczynie.
Nie wiem, kiedy dokładnie to się stało. Być może trwa to już od dłuższego czasu? Całą wczorajszą noc szczegółowo analizowałem każdą naszą wspólną chwilę. Od momentu, w którym wyznała mi, że wie o klątwie rzuconej na moją matkę, aż po lekcję obrony przed czarną magią, na której to uświadomiłem sobie swoje uczucia.
A może tak naprawdę nie ma jednej dokładnej chwili, w której się w niej zakochałem? Może to wszystko następowało powolnie, rozwijało się i kiełkowało? Może po prostu wystarczyło ją zauważyć? Dopuścić do siebie, przyjąć jej pomoc, a później i przyjaźń…
Mimo że początkowo spanikowałem i mimo że wciąż czuję strach, to wiem, że zakochanie się w Hermionie Granger było jedną z lepszych rzeczy, które spotkały mnie w życiu.
Niestety, wiem również, że nie będzie tak jakbym tego chciał. Patrząc na to, jak wygląda nasza przeszłość i patrząc na to, jak maluje się nasza przyszłość… Nic nie jest pewne.
Śmierciożercy cały czas są o krok przed Ministerstwem Magii… Powoli pną się po drabinie zbudowanej z ludzkich ciał, a Minister, Biuro Aurorów, ani ktokolwiek inny nie mogą ich powstrzymać… Nie wiem skąd Prorok Codzienny zdobywa informacje, ale jeśli są one prawdziwe to nie wiem, czy tym razem zdołamy wygrać… Według redaktorów gazety Ministerstwo jest pogrążone w chaosie. Plany Azkabanu wciąż nie zostały odzyskane, brakuje aurorów, a dodatkowo nikt nie wie, kto dokładnie zaangażował się w działania śmierciożerców. Nie wiadomo też, kto znajduje się na „liście” do wyeliminowania… Krążą też pogłoski, jakoby Potter i Weasley całkowicie wycofali się z działań, które podejmuje Biuro Aurorów.
Świat magiczny znowu pogrążył się w ciemnościach, ale tym razem nie ma żadnych bohaterów zdolnych zaprowadzić porządek.
Najgorsze jest to, że czuję się w znacznym stopniu odpowiedzialny za ich brak… (Nie mogę spać, bo widzę przed swoimi oczyma twarz Dumbledore’a.)
Draco

Draco zamyka swój dziennik i opiera głowę o wezgłowie zielonej kanapy. Jego dłonie są szorstkie i zmarznięte, czuje też jak przeraźliwy chłód przenika jego ciało. Ogień zgasł już całkowicie i teraz tylko kilka świec rozjaśnia pomieszczenie. Chłopak wsłuchuje się z przymkniętymi oczyma w panującą ciszę. Kilka kropli sunie po kolumnach i w końcu upada z głuchym dźwiękiem na marmurową posadzkę; znikają równie szybko, co się pojawiły. Lubi siedzieć nocą w Pokoju Wspólnym, to miejsce zyskuje wówczas niepowtarzalny klimat. Nocą wszystko zdaje się być mroczniejsze, ale i bardziej fascynujące… Ożywają demony tego miejsca, duchy dawnych lat znów zaczynają wyśpiewywać swe pradawne, zapomniane już pieśni. Draco ze strachem, ale i ekscytacją wsłuchuje się w nie; pozwala, by Salazar Slytherin swoim spojrzeniem przeszył go na wskroś, by Merlin szepnął kilka słów o starożytnych księgach, by młody Tom Riddle uśmiechnął się do niego łobuzersko…
Ale wszystkie te cienie w końcu znikają, nastaje wschód słońca i mrok musi ustąpić miejsca dniu…
– Draco?
Przez grubą warstwę zmęczenia i zaspania do chłopaka docierają wypowiedziane przez kogoś słowa:
– Draco, kochanie, wstawaj. Za chwilę siódma…
Otwiera oczy i napotyka piękne, pełne miłości spojrzenie. Astoria kuca przy jego głowie i delikatnie głaszcze go po policzku. W jej uśmiechu jest coś, co przywodzi mu na myśl uśmiech anioła.
– Co…? Która godzina? – szepcze, jego głos jest ochrypły. Draco ma wrażenie, że jego gardło pali żywym ogniem, noc musiała być wyjątkowo zimna.
– Za dziesięć minut będzie siódma. Niedługo będzie tutaj tłoczno, wolałam cię obudzić, żebyś mógł pójść się odświeżyć i przygotować się na lekcje.
Draco powoli siada, robiąc Astorii miejsce obok siebie. Musi parokrotnie przetrzeć oczy i mrugnąć, żeby w końcu przyzwyczaić się do światła, które rozjaśnia Pokój Wspólny.
– Jest jeszcze wcześnie, nie powinnaś spać? – mamrocze cicho. Łapie się za głowię i bierze kilka głębokich wdechów. Czuje jak setki, tysiące szpilek wżynają się mu w głowię, a uciążliwe dudnienie nie daje mu spokoju.
– Pansy mówiła mi, że od kilku dni zasypiasz w Pokoju Wspólnym… Dlaczego nie powiedziałeś mi, że znów cierpisz na bezsenność?
Draco kręci głową, pozbywając się uciążliwych myśli, choć na kilka minut.
– Wszystko w porządku.
Astoria rozchyla lekko wargi. To oznaka, że zaczyna czuć się nerwowo. Bierze głęboki wdech i w końcu decyduje się ująć twarz Draco w swoje dłonie i spojrzeć mu głęboko w oczy.
– Wiesz, że możesz ze mną o wszystkim porozmawiać?
Jej słowa wbijają się w serce Draco niczym sztylety, jego odpowiedź rozbija jego serce na kawałki.
– Wszystko jest w porządku.
Zanim wstaje i odchodzi, dłonią dotyka policzka Astorii. Kciukiem sunie po jej ustach, brodzie i szyi, aż w końcu zanurza dłoń w jej włosach. Przymyka oczy i całuje dziewczynę w czoło. Kilka wyjątkowo długich sekund trzyma swoje usta przy jej twarzy aż w końcu odsuwa się od niej i uśmiecha z żalem.
– Przepraszam.
Astoria ma wrażenie, że słowa Draco mają inne, ukryte znaczenie… Czuje, że to nie były przeprosiny za to, że nie powiedział jej o swojej bezsenności, a była to prośba o wybaczenie czegoś innego, czegoś, co może ją doszczętnie zranić i złamać.

***

Gdy Draco wchodzi do dormitorium, napotyka badawcze spojrzenia Blaise’a i Teodora. Zanim jednak któryś z nich decyduje się odezwać, to Draco zabiera głos:
– Wszystko będzie dobrze. Po prostu muszę poukładać sobie w głowie, ale wydaje mi się, że jak już to zrobię, będę mógł powiedzieć, że wszystko jest dobrze…
Teodor bez słowa zaczyna wkładać rzeczy do swojej torby, a Blaise kończy zawiązywać swój krawat. Później unosi głowię i patrzy na Draco z żalem.
– Astoria jest świetną dziewczyną, która naprawdę cię kocha. Postaraj się jej nie zranić.
Draco kręci głową. Blaise zawsze potrafił się wszystkiego domyślić, Teodor zresztą też… Jednakże to Zabini zawsze zdobywa się na odwagę powiedzenia tego, czego Teodor nie potrafi…
– Nie potrafię kochać jej tak, jak ona kocha mnie… Jest…
Draco kręci głową, nie wypowiada tego, co ciśnie mu się na usta. Zbiera swoje rzeczy i rusza w kierunku łazienki, nim chwyta za klamkę, zatrzymują go słowa Teodora.
– Granger to bystra dziewczyna – zaczyna, a Draco mimowolnie wstrzymuje oddech. – Spędziliście ze sobą wiele czasu, pomogła ci, zmieniła swoje nastawienie do ciebie... Do nas wszystkich… To jednak wciąż Gryfonka, Draco… Gryfonka, która walczyła przeciwko tobie, która była twoim wrogiem, która jeszcze nie tak dawno chciała twojej śmierci… To dziewczyna, która była torturowana przez twoją ciotkę, która pojedynkowała się z tobą i która niejednokrotnie cię zwyciężyła.
– I co to wszystko ma wspólnego z tym, co czuję? – pyta Draco, jego głos jest odległy, a kolana się pod nim uginają.
– Nie chodzi o twoje uczucia, chodzi o to, co ona czuje… Ludzie są pamiętliwi, a ja nie chcę żebyś cierpiał, jeśli ona cię odrzuci… Astoria to jednak…
– Coś pewnego? To chcesz powiedzieć, Teo? Zawsze tylko kalkulujesz, twój rozsądek przewyższa wszystko… Tylko nie rozumiesz jednego: mam już dosyć słuchania, co jest dobre, co jest właściwe, jak powinienem się zachować! Chcę w końcu sam podjąć decyzję, nawet jeśli okaże się ona najgorszą z możliwych.
Blaise milczy, gdy Teodor i Draco się kłócą. Przymyka oczy, bo słowa Teodora są skierowane również do niego… Niemal każde zdanie jest dokładnie przemyślane i wyważone w taki sposób, by mogło uderzyło zarówno w Draco jak i Blaise’a i by im obu otworzyło oczy.
– Daj już spokój, Teodorze – mówi Blaise, czym sam siebie zaskakuje. – Czasami warto zaryzykować…
Teodor kręci głową z wyraźnym żalem.
– Nawet, jeśli wykrwawicie się na śmierć z powodu waszych uczuć? Nie widzicie? Nie potraficie dać sobie z nimi rady!
Draco mruży oczy i powoli, cedząc słowo po słowie, wbija ostrza w duszę przyjaciela.
– Ty też nie panujesz nad swoimi uczuciami, Teo. Ja też nie jestem ślepy i widzę jak tęsknie na nią patrzysz…
Teodor zaciska zęby i rzuca wściekły torbę na podłogę, wszystkie książki wysypują się z niej, a jeden z kałamarzy otwiera się i zalewa marmurową posadzkę atramentem.
– Wszyscy trzej wpadliśmy w niezłe gówno – mówi, przecierając twarz. Zamyka oczy i opiera się o ścianę.
Najpierw panuje między nimi napięta cisza, aż w końcu pierwszy zaczyna śmiać się Teodor, za nim Blaise i Draco. Jest to śmiech pełen żalu, smutku i dozy szaleństwa.
– Nie mogłem trafić na lepszych przyjaciół niż wy – rzuca Teodor, zawsze to on jest tym, który nie boi się mówić o uczuciach. 
– Nie licz na to, że wyznam ci miłość, stary! – mówi Draco, a na jego ustach pojawia się złośliwy uśmieszek.
– Na mnie też nie patrz, Nott… I nie zbliżaj się do mnie, nie chcę mieć koszmarów…
Gdy Draco w końcu wchodzi do łazienki, sam już nie jest do końca pewien, czego dotyczyła kłótnia, czy też rozmowa, z przyjaciółmi… Jednego jest pewien; ma w sobie zarówno wielkie pokłady niepewności jak i determinacji. Gdy wchodzi pod prysznic pozwala, by zimna woda całkowicie zmyła z niego wszelkie wątpliwości.
Nie wie, ile dokładnie czasu spędza w łazience, traci rachubę, ale po kilku pierwszych minutach jego ciało jest skostniałe, a on trzęsie się z zimna. Potem długo wpatruje się w swoje odbicie w lustrze. Mokre włosy opadają mu na czoło, jego oczy są smutne i wyblakłe, usta sine, a policzki trupioblade. Nie przypomina siebie z dawnych lat… Za dużo rzeczy ma miejsce w jego życiu, jednak nie traci nadziei. Wie, że w końcu nastanie dla niego wschód słońca…
Nie idzie już na śniadanie tylko kieruje się prosto pod klasę eliksirów. Tam, ku swojemu zaskoczeniu, spotyka już Hermionę. Gdy dziewczyna go zauważa, uśmiecha się lekko, ale zaraz potem gwałtownie blednie.
– Merlinie, Malfoy, co ci się stało?! – pyta zaniepokojona. Przykłada swoją ciepłą dłoń do jego lodowatego czoła i z trudem opanowuje dreszcz, który przeszywa jej ciało.
– Nie spałem w nocy i potrzebowałem czegoś, co mnie rozbudzi… Zimny prysznic wydawał się najlepszym rozwiązaniem.
Draco wzrusza ramionami i uśmiecha się blado.
– Czyś ty zwariował?! – Hermiona zdaje się być przerażona bezmyślnym zachowaniem chłopaka. – Wiesz, że mogło ci się coś stać? Równie dobrze mogłeś pójść nad jezioro i wziąć długą kąpiel z kałamarnicą!
Draco mimowolnie unosi kąciki ust, a Hermiona po dłuższej chwili również pozwala sobie na lekki uśmiech. Napięta atmosfera między nimi całkowicie znika i znów można wyczuć te skaczące między nimi iskry wzajemnego zainteresowania i przyciągania. To Hermiona przerywa jednak tę chwilę, odsuwa się od niego na bezpieczną odległość, ma w końcu cały czas świadomość, że Draco spotyka się z Astorią.
– Jak ci poszedł esej, który Slughorn zadał? – pyta Hermiona, a Draco śmieje się cicho. Oczywiście, czego innego mogłaby dotyczyć luźna wymiana zdań między nimi na środku korytarza? W takim miejscu nie ma miejsca na pełne wyznań rozmowy, od tego jest opuszczona sala, w której warzyli antidotum, albo przytulny kącik w bibliotece, ukryty przed wzrokiem ciekawskich.
– Był względnie prosty, dopóki nie zagłębiłem się dokładniej w ten temat… Później było znacznie gorzej…
Hermiona śmieje się cicho.
– W moim przypadku było podobnie. Mam wrażenie, że Slughorn chciał nas przetestować, sprawdzić, jak poradzimy sobie z tak złożonym eliksirem.
– Ze Slughornem nigdy nic nie widomo – odpowiada Draco z szerokim uśmiechem.
Dwie godziny eliksirów mijają Draco szybko… A potem kolejne godziny upływają w zawrotnym tempie i Draco wie, że nieubłagalnie zbliża się to, czego najbardziej się obawia. Gdy zaczyna dzwonić dzwonek obwieszczający jego ostatnią lekcję, Draco rusza prosto do Biblioteki. Uczy się, pisze, rozmyśla. Nie czuje głodu, dlatego nawet nie próbuje wstać i ruszyć do Wielkiej Sali na kolację… Dopiero gdy zbliża się dziewiętnasta Draco kieruje się do Pokoju Wspólnego. Teraz panuje tutaj przyjemne ciepło, słychać szelest kartek, śmiechy i miły dźwięk żarzącego się ognia. Draco, tak jak przypuszczał, znajduje Astorię skuloną na fotelu przy jednym ze stolików. Mimo że chłopak stara się podejść niespostrzeżenie, Astoria wyczuwa jego obecność. Od razu wstaje i podchodzi do niego, mocno oplata go ramionami. Draco czuje się nieswojo, nie na miejscu… Astoria jednak zdaje się nie zauważać jego zakłopotania.
– Miałam strasznie ciężki dzień – szepcze, wtulając się mocniej w jego koszulę i wdychając jego zapach. – Cieszę się, że już tu jesteś.
Astoria unosi głowę i spogląda w oczy Draco. Chłopak dostrzega w nich tyle ciepła i miłości… Jest wściekły na siebie, bo wie, że już wkrótce w tych pięknych zielonych oczach pojawią się łzy… Łzy, za które on będzie odpowiedzialny.
– Po prostu potrzebuję, żebyś chwilę ze mną był – mówi cichutko Astoria i przymyka oczy. Wspina się na palce i całuje delikatnie Draco, cały czas kurczowo trzymając się krawędzi jego koszuli, jakby był on ostatnią rzeczą, która trzyma ją na ziemi wśród żywych.
Draco wie, że to ostatni pocałunek, jakim obdarza dziewczynę. Chce, aby był takim, który oboje zapamiętają już na zawsze. Najpierw jedną z dłoni łapie ją za podbródek, by pogłębić pocałunek, a następnie drugą dłoń kładzie na jej tali, mocniej przyciągając jej ciało do siebie. Astoria w tym czasie pozwala sobie na całkowite zatracenie się w tym cudownym uczuciu. Czuje, że między nimi jest chemia. Od zawsze wiedziała, że ona i Draco doskonale się dopełniają i wspaniale do siebie pasują. Wplata swoje dłonie w włosy Draco, gdy ich pocałunek staje się bardziej gwałtowny i namiętny. W tej chwili Astoria dziękuje Merlinowi za to, że znajdują się z dala od ciekawskich spojrzeń w jednym z bardziej ukrytych zakątków Pokoju Wspólnego.
– Co się stało? – szepcze z trudem Astoria, wciąż są niezwykle blisko siebie i ich oddechy mieszają się ze sobą. Dziewczyna nie może oderwać wzroku od ust Draco, dlatego raz jeszcze delikatnie dotyka ich swoimi. Muska je kilka razy, do momentu, w którym obojgu udaje się zapanować nad emocjami.
– Musimy porozmawiać… – Głos Draco drży od nadmiaru emocji i Astoria już wie, że ta rozmowa złamie jej serce.
Gdy siadają do stołu, Astoria bierze głęboki wdech i mówi:
– Cokolwiek chcesz mi powiedzieć, niech to nastąpi później… Po prostu, chcę żebyśmy byli tutaj sami… – mówi cicho i zamyka oczy. Siedzą w całkowitej cichy; Astoria drżącą dłonią trzyma pióro i kończy wypracowanie, Draco zaś obserwuje ją, od czasu do czasu zapisując coś w swoim dzienniku.

18 lutego 1999
Nie wiedziałem, że to będzie aż tak trudne. Nie sądziłem, że to rozstanie może przysporzyć mi aż tyle żalu i smutku. Dzisiejszy dzień był bardzo ciężki. Poranek, południe, wieczór… Czuję, że i nadchodząca noc nie będzie dla mnie łaskawa.  
Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Niezależnie od tego jak bardzo moje serce będzie krwawić w przyszłości, będę zadowolony z tego, że spróbowałem. Już zbyt długo byłem tchórzem, kryjącym się w cieniu podejmowanych przez innych decyzji. Teraz czas by w końcu MOJE życie znalazło się w MOICH rękach.
Draco

– Wiem, co chcesz mi powiedzieć – szepcze cicho Astoria. Kuli się w fotelu, kolana podciąga pod brodę i owija wokół nich swoje ramiona. Teraz zdaje się być jeszcze bardziej bezbronna i niewinna. Jej włosy rozrzucone są wokół jej twarzy, Astoria niemal za nimi ginie…
– Tak bardzo przepraszam…
– Czułam, że tak będzie… Dafne miała rację, co do ciebie… Merlinie, jaka ja byłam głupia! Dlaczego musiałam pokochać właśnie ciebie?! – Głos jej drży, a ciałem wstrząsają dreszcze. Nie płacze jednak, jest arystokratką i Ślizgonką, jest zbyt dumna na takie zachowanie.
– Astorio…
Dziewczyna kręci głową. Draco widzi jak stara się pozbyć łez, które usilnie chcą wezbrać w kącikach jej oczu.
– Nie ma znaczenia, co teraz powiesz, Draco… Nieważne, czy powiesz, że ci przykro, nieważne, czy będziesz mi przepraszać, to i tak będzie boleć tak samo mocno…
Astoria siada i opiera łokcie na stole, dłońmi przeciera twarz, biorąc kilka głębszych wdechów. Zdaje się być zrezygnowana i pozbawiona wszelkich złudzeń nadziei. Wygląda tak, jakby pogodziła się z przegraną.
– Myślałam, że nadszedł już czas, kiedy nam się uda… Naprawdę sądziłam, że mamy szansę…
– Astorio, tak bardzo przepraszam za to, że dawałem ci nadzieję. Myślałem, że jestem w stanie pokochać cię tak jak ty kochasz mnie, ale nie potrafię, nie teraz…
Astoria spogląda Draco głęboko w oczy i chłopak jest zaskoczony tym, co w nich widzi. Nie ma w nich bólu, nie ma smutku i rozgoryczenia… Cały czas lśni w nich czysta i prawdziwa miłość.
– Może jestem głupia, może powinnam naprawdę się poddać, ale… nie potrafię. Ja naprawdę cię kocham, Draco… To nie jest jakieś bezsensowne zauroczenie, kocham cię szczerze i mocno… I niezależnie od tego jak potoczy się przyszłość, niezależnie od tego, kim w niej dla ciebie będę, chcę żebyś wiedział, że zawsze możesz na mnie liczyć… Cokolwiek się zdarzy musisz wiedzieć, że zawsze przyjdę ci z pomocą.
– Tori…
Astoria uśmiecha się z żalem, wstaje podchodzi do Draco i całuje go w policzek.
– Mam nadzieję, że kiedyś pokochasz kogoś tak mocno jak ja kocham ciebie. Mam nadzieję, że ta osoba da ci szczęście.
Astoria spogląda mu głęboko w oczy i mocno ściska jego dłoń. To nie w jej oczach lśnią łzy i błyszcza żal, lecz w oczach Draco. Chłopak zdaje sobie sprawę, jak bardzo rani dziewczynę, rozumie też, ile dobra jest w Astorii, skoro potrafi tak po prostu pozwolić mu na odejście. Draco nie chce puścić jej dłoni, ale wie, że musi. Drobne palce dziewczyny wysuwają się z jego uścisku, a Draco wie, że właśnie zakończył jeden z niedomkniętych rozdziałów swego życia. Teraz jego serce jest już czystą kartą.
Teraz jest już gotów przyjąć w swoje serce Hermionę Granger.