niedziela, 14 stycznia 2018

Rozdział 39

Daremne żale

Wy nie cofniecie życia fal!
Nic skargi nie pomogą –
Bezsilne gniewy, próżny żal!
Świat pójdzie swoją drogą.
~ Adam Asnyk

W poniedziałek Draco nie pojawia się na żadnej lekcji.
Dwie godziny eliksirów i jedna transmutacji mijają Hermionie w zatrważającej ciszy. Nawet nie sądzi, że kiedykolwiek tak bardzo przywiąże się do Draco, że będzie w tak wielkim stopniu odczuwać brak jego bliskości na zajęciach. Jej głowę zaprząta wiele myśli, a ciałem targa wiele emocji. Między innymi strach… Draco aż do dzisiejszego poranku, kiedy to znika jeszcze zanim Blaise i Teodor wstają, nie opuszcza swojego dormitorium. Hermiona niestety dowiaduje się o tym zbyt późno… Ma jednak przeczucie, że znajdzie Draco w tym jednym, konkretnym miejscu… Tam, gdzie wszystko się zaczęło.
Gdy tylko zegar wybija godzinę zwiastującą koniec ostatniej lekcji, a po hogwarckich korytarzach roznosi się hałas dzwoniącego dzwonka, Hermiona wybiega z klasy.
Jej włosy plączą się i wpadają jej do oczu, ale jest zdeterminowana, aby jak najszybciej znaleźć się obok Draco. Prawie przewraca się przez rozwiązaną sznurówkę, ale mimo to nie zatrzymuje się. Jej serce bije jak szalone, bo co jeśli Draco coś sobie zrobi? Matka jest dla niego całym światem, a jeśli jej zabraknie to i Draco nie będzie chciał już dalej żyć…
Czuje jak łzy wzbierają się w jej oczach. Nie potrafi sobie wyobrazić, że nie będzie mogła już z nim dyskutować, spierać się, kłócić… Draco wnosi do jej życia płomienie, które sprawiają, że Hermiona nigdy nie wypala się do końca. Nawet gdy jej energia powoli gaśnie, a ogień szalejący w jej sercu zanika, to wystarczy myśli o Draco i Hermiona czuje, że odradza się na nowo. Może to szalone, dziwnie i niewłaściwe, ale Hermiona uważa Draco za swojego przyjaciela. Nie umie nazwać go tak zwyczajnie: chłopakiem, w którym jest zakochana. Wie, że to byłoby spłycenie jego osoby. Draco jest kimś znacznie ważniejszym i nie pogodziłaby się z jego stratą.
Gwałtownym szarpnięciem otwiera drzwi do starej klasy zaklęć na trzecim piętrze.  Mimo że od dwóch miesięcy nikt tutaj nie zagląda, wciąż czuć zapach suszonej szałwii i palonego drewna. Hermiona pozwala, by drzwi zatrzasnęły się z cichym trzaskiem i powoli przenosi się te kilka miesięcy wstecz. Pamięta pierwsze spotkanie z Draco tutaj i swoje zdenerwowanie, a jednocześnie determinację. Pamięta te liczne rozmowy, pierwsze uśmiechy i jego delikatny dotyk. Nawet nie wie, kiedy zaczęła coś do niego czuć… Czy to wtedy, gdy po raz pierwszy zatraciła się w jego spojrzeniu? Czy może był to czas ich pierwszej szczerej, pełnej wyznań i z trudem wstrzymywanych łez rozmowy?
Zamyka oczy, starając się odsunąć od siebie te wspomnienia. Na nie przyjdzie kiedyś pora, ale jeszcze nie teraz.
Rozgląda się uważnie i dostrzega Draco skulonego na parapecie. W klasie panuje niewyobrażalny chłód, mimo to chłopak siedzi z podciągniętymi rękawami, tak że Hermiona ma doskonały widok na jego tatuaż. Nie czuje jednak tego obrzydzenia i wstrętu, który odczuwała niegdyś. Rzuca torbę pod ścianę i rusza w kierunku Draco, by zając miejsce naprzeciwko niego. Tak jak on opiera głowę o parapet.
– Pansy, Teodor i Zabini martwią się o ciebie – szepcze miękkim głosem. – Wiem, że jesteś przerażony tym, co dzieje się teraz z twoją mamą, ale na pewno będzie dobrze…
Draco uśmiecha się ponuro.
– Wy tylko się martwicie, unikacie niewygodnych tematów… – wymienia po kolei, nawet nie siląc się na to, by ukryć złość. – Gdy jestem wściekły staracie się mnie uspokoić, bo w końcu, co sobie pomyślą ludzie… Nie pokazuj im, że jesteś agresywny i tak mają cię już za tego złego!
Hermiona podnosi głowę i prostuje się, by móc lepiej obserwować chłopaka.
– A wiesz, co ja bym chciał zrobić? Po prostu móc pokazać, co naprawdę czuję, do cholery! Jestem wściekły. Czuję złość, ból, obrzydzenie. Czuję, że powoli wariuję od tego, że na okrągło powtarzacie mi, że będzie dobrze! – wrzeszczy, zrywając się gwałtownie z miejsca. W jego oczach płonie żar, a Hermiona niemal cofa się, zupełnie zaskoczona. – Nie będzie dobrze! Moja matka możliwe, że nie żyje, mój ojciec, może i był straszny, może i czuję do niego obrzydzenie, ale też nie żyje, Goyle nie żyje, dziewczyna, którą kochał Teo nie żyje, wszystko się wali, do cholery! Ten cały pieprzony świat nie jest wcale dobry! Wierzycie w ideały, żyjecie chorą iluzją… Jesteście takimi idiotami…
Draco łapie się za głowę, zaciskając pięści, Hermiona nigdy nie widziała go tak bezsilnego. Może wcześniej sprawiał pozory? Teraz zaciska wściekle zęby, wrzeszczy i ciągnie się za włosy. Hermiona jest przerażona tym, jakie szaleństwo pochłania jego myśli.
– Jak mogliście uwierzyć w to, że zabicie Czarnego Pana cokolwiek da! Wy pieprzeni kretyni, cholerni głupcy, jesteście takimi durniami… Jak mogliście, jak do jasnej cholery mogliście pozwolić na to wszystko! – Jego głos przeradza się w szloch i teraz Draco już tylko szepcze raz za razem pytania, na które odpowiada mu głucha cisza.
Hermiona oddycha głośno, a może nie oddycha? Nie wie już sama, bo ból w klatce piersiowej jest tak niemiłosiernie wielki, że niczego nie jest już pewna. Jej ciałem, tak jak ciałem Draco targają dreszcze. Czy to co właśnie widzi jest prawdą? Czy to rzeczywistość, czy iluzja, tak jak mówi Draco? Drżąc, osuwa się na kolana obok Draco. Uderza ciałem o posadzkę, ale ból, który odczuwa jest z rodzaju tych, które sprowadzają człowieka na ziemię… Momentalnie Hermiona zaczyna rozumieć, czego właśnie jest świadkiem… Pierwszej nocy po tym jak wymazała rodzicom pamięć, robiła dokładnie to samo, co teraz robi Draco… Wyciszyła pokój, zasłoniła okna i krzyczała, wrzeszczała, wyzywała, a później po prostu płakała z bezsilności. Wtedy była sama, nie pozwoliła, by ktokolwiek widział jej ból. Z perspektywy czasu wie, że gdyby dopuściła wówczas do siebie kogoś, rana w jej sercu nie byłaby tak głęboka. 
Dlatego mimo że Draco wciąż się wyrywa, rzuca i wrzeszczy, Hermiona obejmuje go ciasno ramionami, a swoją brodę opiera na jego głowie. Nie ucisza go, nie głaszcze, ani nie uspokaja, po prostu czeka, aż sam się uspokoi.
Nie ranią jej niekiedy okrutne słowa kierowane w kierunku jej relacji z Harrym i Ronem, przyjaźni z Ginny, pochodzenia. Wie, że Draco nie panuje nad tym, co mówi. Próbuje nie przejmować się bólem, który sprawia, że całe jej ciało drętwieje, a w oczach aż wzbierają się łzy. Z trudem przytrzymuje blisko siebie Draco, ale wie, że nie może go teraz puścić. Potrzeba mu czyjejś bliskości. Mimo że jest świadoma tego, że na jej rękach pojawią się siniaki, nie odsuwa się nawet na milimetr.
Nie wie, ile mija czasu… Godzina? Może dwie? Nie potrafi określić, w końcu jednak oddech Draco się uspokaja, łzy zastygają na jego policzkach, a on powoli odsuwa się od niej, ale niezbyt daleko. Chwyta jej dłoń w swoją i splata swoje palce z jej.
Jest cicho i spokojnie. Jakby nic już nie szalało w sercu Draco. Gdy chłopak unosi głowę i spogląda w oczy Hermiony, ta widzi w nich ból, ale i jakby odnalezione przez Draco ukojenie.
– Jestem przy tobie – szepcze Hermiona, nie odrywając wzroku od twarzy chłopaka.
– Wiem – mówi Draco.
A potem ją całuje.

***

1 marca 1999
Całowałem się już z kilkoma dziewczynami. Wiele razy z Pansy, raz z Tracey przez co pokłóciłem, się z Blaise’em, w piątej klasie przez krótki czas spotykałem się z Dafne, a ostatnio z Astorią…
Jednak dzisiaj, gdy pocałowałem Hermionę, czułem się tak, jakbym całował po raz pierwszy. Jej usta były delikatne i słodkie, ta słodycz mieszała się z słonym posmakiem łez, które wciąż jeszcze widniały na mojej twarzy. Była zaskoczona, ale nie odsunęła się ode mnie. Przyciągnąłem ją do siebie bliżej i zrobiłem to, czego od dawna pragnąłem; jedną z dłoni przytrzymałem jej policzek, drugą wplotłem w jej włosy; są tak miękkie jak w mojej wyobraźni. W jednej chwili poczułem, że mój świat runął, ale pocałowanie Hermiony sprawiło, że odrodził się na nowo. Każda kolejna sekunda, w której czułem jej usta przy swoich, odpowiadała kolejnej cegiełce mojego nowego świata. I nawet gdy na chwilę odsunęliśmy się od siebie, zaskoczeni, zdenerwowani, ale i podekscytowani, na nowo wróciliśmy do tej bliskości między nami. Tym razem gwałtowniej, mocniej, głębiej, jakbyśmy potrzebowali siebie wzajemnie, jakbyśmy byli jednością. Ja musiałem czuć ją, a ona musiała czuć mnie. Szalałem z tych emocji i wciąż, choć mija już kolejna godzina odkąd się rozeszliśmy nie potrafię zapomnieć jej dotyku. Nie potrafię zapomnieć jej głosu, jej szeptu, jej zapachu, jej wsparcia, tego, że okazała mi serce…
Hermiono Granger, chyba cię kocham.
Draco

***

Wczoraj wiele się zdarzyło w życiu Hermiony i Draco. Sami jeszcze nie wiedzą, czym jest dla nich ten pocałunek. Otwierają oczy i wciąż mają przeświadczenie, że ta druga osoba jest tu, blisko. Na wyciągniecie ręki. Obawy Draco dziś znikają: wstaje, ubiera się, idzie na śniadanie, rozmawia z przyjaciółmi i czuje, że jego matka żyje i zostanie odnaleziona. Dziwna pustak w sercu Hermiony zostaje zapełniona: uśmiecha się więcej i szerzej, rozmawia więcej i z większą ilością osób, czuje, że wszystko jest na właściwym miejscu.
I mimo że zdaje się być dobrze, to gdy spotykają się na obronie przed czarną magią, unikają kontaktu wzrokowego, rozmawiają mało, niemal wcale. Choć każde wciąż jeszcze myślami jest przy pocałunku, gdy są obok siebie nie wspominają go, zachowują się, jakby ta sytuacja nigdy nie miała miejsca. Choć w ich życiu znów zmienia się wszystko.
Choć jestem tu od tak dawna i widzę wszystko od zawsze, to wciąż ludzie mnie zaskakują. Tak łatwo potrafią unikać rozmów, które mogłyby zmienić ich życie. Tak zwyczajnie unikają spojrzeń, których przecież pragną. Tak usilnie nie chcą dotknąć drugiej osoby, choć chcą wrócić do tego, co było wcześniej.
Dlaczego tak bardzo utrudniacie sobie życie?, pytam ciągle.
Może i świat podąża nie w tym kierunku, w którym powinien… To jednak nie on ma na was wpływ. Życie jest wasze i nikt za was go nie przeżyje. Staram się ich nakierować, ale nie mogę, nie wolno mi zbytnio ingerować. Wiem, co będzie dalej, ale wszystko byłoby prostsze, gdyby po prostu patrzono na te delikatne znaki, które staram się dawać…
Uchylam rąbka tajemnicy raz za razem, ale wciąż nie wszyscy rozumieją, że ich zadaniem jest za mną podążyć. A wtedy wszystko stanie się jasne.
Nie mogę jednak wprost powiedzieć, co będzie, choć doskonale to wiem. I mimo że z trudem patrzę na samotnie siedzącą teraz Hermionę, to nie mogę inaczej.
Dziewczyna wciąż jeszcze oddycha zapachem Draco, wciąż jeszcze dotyka ust, których jeszcze wczoraj dotykały usta Draco. Jest wpatrzona, niczym w obraz i skupiona na tym tak, jakby nic innego nie istniało na tym świecie, a obiektem jej szczególnego zainteresowania jest słodka para siedząca kilka stolików dalej.
Kto by przypuszczał, że Hannah i Neville kiedyś będą razem, przecież wszyscy mówili o Neville’u i Lunie. To jednak nie delikatna blondyneczka o wiecznie zamglonych błękitnych oczach trzyma teraz Naville’a za rękę… Jej miejsce zajęła stąpająca twardo po ziemi, nosząca duży ciężar na swych barkach, młoda kobieta. Może to i lepiej, że Luna i Neville się rozstali… Luna nie dopełnia Neville’a tak, jak robi to Hannah.
Hermiona uśmiecha się lekko, czując jak szczęście przyjaciół rozwiewa czarne chmury, które znów pojawiają się nad Hogwartem. Tak bardzo cieszy się, że mimo iż na twarzach Neville’a i Hannah maluje się przerażanie i obawa o to, co będzie dalej, potrafią zdobyć się na te drobne gesty, delikatne muśnięcia dłoni i zwykłe wsparcie.
To jest prawdziwa miłość.
Znów w jej głowie pojawia się wspomnienie wczorajszego popołudnia, przesiąkniętego deszczem emocji i lawiną pocałunków. Ale wspomina też słowa otuchy, wsparcia i ciszę, kiedy to siedzieli blisko siebie; on oparty o ścianę, a ona oparta o jego ramię…
To jest prawdziwa miłość.
Nie tylko jest zakochana w Draco Malfoyu, ona go kocha.

***

Ten tydzień jest ciężki, mimo że dopiero środa, ja wiem to doskonale… Jeszcze wiele zmieni się w czarodziejskim świecie w ciągu kolejnych dni…
Żałuję tylko tego, że zmiany te nie będą zmianami na lepsze… Wielu zostanie obarczonych odpowiedzialnością, od której bardzo pragnęliby uciec…
Luna jakby coś podejrzewa. I mimo że od dłuższego czasu chodzi jakby bardziej przygaszona, dziś jest wyjątkowo spięta. Jej spojrzenie jest smutne, a cera szara. To co się dzieje ostatnio, nie wpływa na nią korzystnie…
Mimo to jest lepiej niż było. Powoli leczy złamane serce, na czym jednak traci jej przyjaźń… Już od dawna nie rozmawia z Ginny albo Hermioną. Po prostu nie umie… Już nie…
Wszystko staje się inne, one; niegdyś jej tak bliskie, teraz stają się obce. Widziała je kilka razy w towarzystwie Ślizgonów, skłamałaby, gdyby powiedziała, że jej to nie boli… Boli, owszem, nawet bardzo… Ale wie, że nadchodzi czas rozstania. Nie rozmawiała jeszcze o tym z nimi, ale gdy tylko dowie się odpowiednio dużo i gdy tylko skończą się te niespokojne czasy, wie, że powie Ginny i Hermionie o wszystkim. Należą im się wyjaśnienia, zwłaszcza Ginny, w końcu ona nie wie, że jest jednym z powodów…
– Znowu odpływasz, Luno… – mówi Michael Corner.
Luna mruga kilkakrotnie i uśmiecha się delikatnie, znów przypomina anioła, choć zgnębionego i przepełnionego żalem. 
– Dlatego w takich chwilach sprowadzasz mnie na ziemię! – Śmieje się cicho Luna, czym również wywołuje uśmiech na twarzy Michaela.
Dziewczyna zaczyna pisać po pergaminie i przez krótki czas panuje między nimi cisza, którą zakłóca jedynie skrobanie pióra. W końcu Michael odsuwa na bok kałamarz i swój niemal skończony esej i zaczyna bacznie przyglądać się Lunie. Początkowo to nie przeszkadza dziewczynie, jednak po dłuższej chwili staje się bardzo uciążliwe.
– O co chodzi? – pyta, marszcząc delikatnie brwi. Jednocześnie rozmasowuje bolący nadgarstek.
– Myślałem o tym, co mówiłaś. Na temat wyjazdu… Czy jesteś gotowa na taki krok? A co z przyjaciółmi, ojcem? Te studia będą trwać kilka lat i, jak mówiła profesor, nie ma gwarancji, że w czasie ich trwania wrócisz choć na chwilę do Anglii.
Luna przeciera kark i odsuwa się lekko na krześle. Zastanawia się nad tym już nieustannie, właściwie dzień w dzień od trzech miesięcy, kiedy to poszła do Hagrida i przedstawiła mu swoje oczekiwania względem przyszłej pracy… Hagrid był niezawodny i wraz z dyrektor McGonagall zorganizował Lunie spotkanie ze znaną badaczką magicznych zwierząt, panną Mallory; uczennicą samego Newtona Skamandera, a także jego byłą synową. Kobieta obiecała, że jeśli Luna zda odpowiednio owutemy, bez najmniejszych problemów weźmie ją na naukę do siebie. Wizja takich studiów, prowadzenia badań nad wszystkimi niezwykłymi gatunkami, obserwacja i możliwość udowodnienia, że ojciec jednak nie we wszystkim się myli jest dla niej niezwykle pociągająca. Niestety, te studia wymagają również wyrzeczeń… Możliwe, że w ciągu kolejnych dwóch, trzech, może nawet czterech lat nie wróci do Anglii, będzie za to nieustannie podróżować po świecie lub zajmować się badaniami w głównym biurze panny Mallory, w Nowym Yorku.
– Jestem pewna, że mój tata sobie poradzi, a z przyjaciółmi…
Luna nie za bardzo wie, jak mogłaby uniknąć opowiadania Michaelowi o tym, że to oni – jej przyjaciele – są jedną z przyczyn, dla których chce uciec z Anglii. Chce odsunąć się od uczuć, liczy, że w końcu uda jej się zapomnieć. Nie chce mówić Michaelowi o tym, że każdego dnia, gdy widzi Blaise’a i obojętną na jego uczucia Ginny jej serce krwawi… Michaelowi trudno raczej będzie uwierzyć w to, że można kogoś tak mocno pokochać i dobrowolnie zrezygnować z tej miłości…
– Będzie dobrze. Oni na pewno będą mnie wspierać – mówi lekko Luna. Choć czuje, że nawet zawsze pełna zrozumienia Hermiona, tym razem jej nie wybaczy.

***

5 marca 1999
Cały czas trwa między mną a Hermioną ta dziwna cisza, choć ciągle ze sobą rozmawiamy… Pansy jak zwykle jest nieomylna, nie wiem, jak udało jej się wyciągnąć ze mnie tyle informacji, może przeczytała mój dziennik? Nie, nie sądzę, chyba po prostu potrzebowałem jej wsparcia, energii i pozytywizmu i ta potrzeba sprawiła, że się jej wygadałem…
Profesor Slughorn wraz z profe dyrektor McGonagall na bieżąco informują mnie o tym, co może dziać się z moją matką. Są dobrej myśli, w dworze oprócz spustoszenia i chaosu, które najpewniej specjalnie zrobili śmierciożercy, nie ma śladów, jakoby moja matka mogła zostać skrzywdzona. Możliwe, że zdołała uciec, albo ukryła się gdzieś w sekretnych komnatach dworu i próbuje tam przeczekać to szaleństwo. Moja matka jest świetną czarownicą, wyśmienitą wręcz, niejednokrotnie walczyła z silniejszymi od siebie i udawało jej się zwyciężyć. Pansy, a później także Blaise i Teodor utwierdzili mnie w przekonaniu, że mojej matce na pewno nic nie jest. Zwłaszcza że teraz jest już w pełni zdrowa, zapewne śmierciożercy liczyli na to, że po prostu ją dobiją, ale nie… Im oczom ukazała się zdrowa, sprawna i znająca się na zaklęciach wiedźma, która jest zdeterminowana by walczyć i wygrywać.
Narcyza Malfoy jest jedną z najsilniejszych kobiet, jakie znam. Zaraz obok niej dzięki swej waleczności i harcie ducha znajdują się Hermiona i Pansy. Wszystkie trzy są niezwykłymi kobietami, które zmieniły i wciąż zmieniają moje życie.
Zdecydowanie jest mi lżej. Zwłaszcza po tym jak powiedziałem o tym, co wydarzyło się miedzy mną a Hermioną również Blaise’owi i Teodorowi. Co innego mówić o tym z Pansy, a co innego z przyjaciółmi, którzy wniosą nieco męskiego punktu widzenia w tę sprawę. Dawno nie rozmawialiśmy tak długo i szczerze. Jakbyśmy zupełnie zapomnieli, że przecież rozmawianie jest tak istotne, a wzajemne wspieranie niezwykle ważne.
Blaise zdaje się szukać jakiś korzyści z przyjaźni z Weasleyówną, próbuje wmawiać sobie, że lepiej jest być z nią, jako przyjaciel, niż nie być z nią wcale. Widzę jednak, że są to raczej żmudne poszukiwania szczęścia przez osobę, której serce krwawi. Blaise ugrzązł w toksycznej relacji, która powolnie go wykańcza i boję się, że w końcu zaprowadzi go do krytycznego momentu…
Z Teodorem zdaje się być podobnie, bo choć ten nie przyznał tego szczerze, znam go na tyle dobrze, by wiedzieć, co siedzi w jego głowie. A siedzi tam pewna dziewczyna, dziewczyna, która zdecydowanie nie powinna tam być. Nigdy nie spodziewałem się, że Teodor mógłby poczuć coś właśnie do niej, ale właściwie wszyscy przez to przechodziliśmy. U mnie okres zauroczenia nią minął szybko, choć zdawać by się mogło, że ciągnie się nieskończenie długo.
Dziś w końcu piątek. Ten tydzień był niezwykle ciężki, a jeszcze nie zakończył się definitywnie. Boję się tego, co przyniosą kolejne dwa dni. Chciałbym, aby było to coś, co mógłbym wspominać z utęsknieniem, jak ten poniedziałkowy pocałunek…
Chyba nigdy nie zapomnę jej oczu wpatrzonych w mnie z taką fascynacją, jakby czuła to, co czuję ja. Pansy mówi, że to całkiem możliwe, w końcu moja relacja z Hermioną jest długa i burzliwa, i kto wie czy w ciągu ostatnich miesięcy również ona, nie poczuła czegoś więcej… Blaise jest ostrożny, ale również jest zdania Pansy, natomiast Teodor mówi, że liczy na to, że Granger czuje to, co ja, bo nie zniesie kolejnej osoby usychającej z powodu nieodwzajemnionej miłości. Blaise się wtedy szczerze zaśmiał, chyba pierwszy raz od dłuższego czasu w naszej obecności.
Zaczynam rozumieć jedno; niezależnie od tego jak bardzo walczymy, krzyczymy, krwawimy, to wszystko jest bezsensowne. Jesteśmy bezsilni wobec tego, dokąd zmierza świat. Możemy natomiast otoczyć się ludźmi, którzy w odpowiednim momencie dadzą nam wsparcie, pomogą i ukoją nerwy. To oni w większości wpływają na to, w którą stronę będzie zmierzać nasze życie. Jeśli dobrze dobierzemy sobie przyjaciół, możemy pokonać nawet najtrudniejsze drogi.
Draco

***

Astoria może i jest młoda, nie jest jednak tak naiwna, jak wszyscy próbują jej wmówić. Jest dumną Ślizgonką i dziedziczką znamienitego czystokrwistego rodu. Nie jest ani głupia, ani tym bardziej łatwowierna.
Należy podkreślić, że jest doskonałą obserwatorką.
Schowana w jednym z najciemniejszych zakątków biblioteki, ukryta przed wzrokiem ciekawskich wśród regałów i zapachu zapomnianych ksiąg, ma doskonały widok na całe pomieszczenie. Jest świadkiem wielu rozstań, przelotnych uśmiechów, czułych gestów… Z pozoru niewinna, a w rzeczywistości przez posiadaną wiedzę niezwykle groźna….
Tym razem pochylona nad pracą domową z eliksirów, kątem oka obserwuje dwójkę Gryfonów; Longbottoma i Abbot. Zaciska zęby widząc to irytujące uczucie, które aż bije od nich. Miłość, wygina usta w krzywym uśmiechu, na co to komu? Dlaczego tacy cholerni Gryfoni mogą cieszyć się szczęściem, a ona nie dostaje tego przywileju? Dlaczego chłopak, w którym jest zakochana od tak wielu lat, nie może odwzajemnić jej uczuć?
Wpatruje się tępo w stojący po drugiej stronie pusty stolik. Starając się uciec od myśli dotyczących uczuć, zaczyna zastanawiać się nad tym, kto już za chwilę tam usiądzie? Czy będzie to dwójka pierwszoroczniaków, chcących poczuć zapach zakazanych ksiąg znajdujących się nieopodal? A może paczka zestresowanych piątoklasistów, pragnących po raz kolejny powtórzyć materiał obowiązujący na sumach?
Jej przypuszczenia okazują się błędne.
Biblioteka jest dziś szczególnie zatłoczona, zapewne gdyby Astoria nie przyszła tak wcześnie nie udałoby się jej zając swojego ulubionego stolika. Ci, którzy przychodzą późno niestety zmuszeni są szukać innych miejsca niż te, które zajmują zazwyczaj.
Tak jest również w przypadku Hermiony i Draco. Dwa fotele w jednej z bardziej zacisznych części biblioteki są już zajęte, dlatego decydują się usiąść przy innym stoliku. Wydaje im się, że jest on ukryty przed wzrokiem ciekawskich, jednak nie zdają sobie sprawy z tego, że Astoria obserwuje ich z uwagą.
Gdy tylko ich zauważa momentalnie się prostuje. Draco i Granger, cóż to ma znaczyć? Owszem, słyszy pogłoski o tym, że Draco siedzi z nią na lekcjach, ale nigdy nie przywiązuje zbytniej uwagi do tego, o czym szepczą w Pokoju Wspólnym. Teraz jednak zdaje sobie sprawę, że postępuje niezwykle głupio… Wszystkie plotki zdają się być prawdziwe…
Astoria z bólem serca zauważa ten czuły uśmiech Draco. Łzy zbierają się w jej oczach, gdy dostrzega, że chłopak łapie Granger za rękę, jakby jej bliskość dodawała mu otuchy i wsparcia. Oczyma wyobraźni Astoria widzi już, jak Draco wodzi swoimi palcami po podbródku dziewczyny; delikatnie, łagodnie, romantycznie… Spoglądają sobie w oczy długo i namiętnie, a później on pochyla się nad nią, by w końcu ją pocałować…
Słone łzy spadają na książkę i Astoria musi ją szybko zatrzasnąć, by nie zamoczyć wiekowych stronic. A więc dlatego Draco ją zostawił, po prostu kocha kogoś innego. Astoria drży i nie umie pohamować szlochu, który wyrywa się z jej gardła. Dziękuje za to, że znajduje się odpowiednio daleko, by jej płacz mógł zostać uznany za skowyt wiatru szalejącego na zewnątrz.
Wiele czasu zajmuje jej opanowanie szaleństwa, które ją ogarnia. Gdy w końcu jednak wstaje, jej twarzy nie zdobią ślady łez, ani smutku, wręcz przeciwnie. Astoria jest dumna i silna, tak jak siostra, matka i przodkowie. Jest czarownicą z wysoko postawionego rodu. Nie wyobraża sobie nawet tego, by przegrać ze zwykłą szlamą.
Astoria Greengrass wychodzi z biblioteki z myślą, że jeszcze zdobędzie serce Draco Malfoya.

***

Gabinet Ministra Magii Kingsleya Shacklebolta różni się drastycznie od tego, który należał do jego poprzednika. Nie ma już w nim bogato zdobionych marmurowych rzeźb, ruchomych portretów najpotężniejszych czarodziejów, znikają również gobeliny przedstawiające dzieje najznamienitszych czystokrwistych rodów. Jedyne co pozostaje ze starego wyglądu pomieszczenia to mosiężny, drewniany stół, przy którym dziś stoi dwanaście krzeseł.
Kingsley siedzi u szczytu stołu, a pozostałe miejsca zajmują szefowie poszczególnych Departamentów, Biura Aurorów, Biura Bezpieczeństwa i przedstawiciel Wizengamotu. Jedno krzesło pozostaje jednak wolne…  
To również ta kwestia jest tematem dzisiejszej dyskusji i nagłego zebrania.
– Od tygodnia nie mamy kontaktu z panem Potterem – mówi Gawain Robards, szef Biura Aurorów. – To samo dzieje się z Weasleyem. Zupełnie jakby zapadli się pod ziemię…
Kingsley podpiera brodę dłonią, a na jego twarzy maluje się skupienie. Wie, że najprawdopodobniej dzieje się najgorsze. Od stycznia zaczęli podejrzewać to jego najbliżsi doradcy, między innymi Gawain… Zarówno Potter jak i Weasley mogą być kontrolowani przez śmierciożerców… Akty z Departamentu Tajemnic dziwnym przypadkiem zostają skradzione wtedy, gdy właśnie ta dwójka ma tam patrol kontrolny… To do nich docierają informacje o atakach… Zawsze są w centrum wydarzeń…
– To nie jest Imperius – mówi Julianna Aragon, szefowa Biura Bezpieczeństwa. – Od Bitwy o Hogwart wprowadziliśmy takie sposoby kontroli, że nie przeoczylibyśmy czarodzieja, który wykazywałby objawy…
– Ależ, panno Aragon, co też pani mówi! – Wchodzi jej gwałtownie w słowo Marcus Blackwell, przedstawiciel Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. – Nie sprawdzacie przecież codziennie wszystkich pracowników Ministerstwa…
– Nie, ale…
– Ale co? Chce mi pani powiedzieć, że wszystkie kontrole panowie Potter i Weasley przeszli bez zarzutu? Panno Aragon, niechże mnie pani nie rozśmiesza tymi bezsensownymi argumentami!
Panna Aragon jest drobną, młodą jeszcze kobietą, która wiele musi się jeszcze nauczyć. Teraz milknie, całkowicie przykryta ciężarem gorzkich słów bardziej doświadczonego współpracownika.
– Musimy przedstawić sprawę jasno, panie Ministrze – zaczyna Marcus. – Minister mugoli musi się dowidzieć. Jak długo jeszcze będziemy ukrywać przed nimi to, co się u nas dzieje? Trzeba również ostrzec wszystkich, w szczególności szkołę. Nasi ludzie radzą sobie świetnie w Hogwarcie, uczniowie mają do nich zaufanie i poważnie angażują się w ich lekcje. Pomysł Gawaina, aby obsadzić dwóch aurorów na stanowiskach profesorów był doprawdy perfekcyjny, w razie najgorszego szkoła będzie w stanie obronić się nim dotrą posiłki.
Kingsley przeciera twarz i prostuje się. Uważnie przygląda się twarzom swoich współpracowników a zarazem najbliższych doradców i w końcu po raz pierwszy zabiera głos.
– Pozostaje jeszcze kwestia panny Granger. W czasie ostatniej wojny to ona była mózgiem operacji i gdyby nie jej zdolności i niezwykła inteligencja Harry nie zdołałby pokonać Voldemorta. Powinniśmy zaangażować ją w nasze działania, być może będzie w stanie dociec, co jest przyczyną tej zmiany w zachowaniu Harry’ego i Rona. Jeśli oczywiście założymy, że nie jest to Imperius.
– Litości, Kingsleyu, przecież to zwykła czarownica, w dodatku aktualnie jest uczennicą! Nie możemy tak po prostu angażować jej w najważniejsze sprawy świata czarodziejskiego! – protestuje Marcus, a wraz z nim szefowie Departamentu Międzynarodowej Współpracy Czarodziejów i Departamentu Tajemnic.
Minister uśmiecha się lekko, ale nim ponownie zabiera głos, odzywa się Julianna.
– Widział pan, panie Blackwell, skutki wielkiej dociekliwości i inteligencji Hermiony Granger – zauważa kobieta. – Biuro Aurorów przecież kontrolowało rodzinę Malfoy i doskonale wiedzieliście o tym, co dzieje się z panią Narcyzą. Jestem pewna, że chora kobieta nie byłaby w stanie pokonać czterech śmierciożerców i uciec z otoczonego dworu do swej siostry.  
– Cóż… – Marcus zdaje się być zakłopotany, ale jednocześnie jest zaskoczony tą nagłą zmianą w zachowaniu panny Aragon. Doskonale przedstawiła sprawę.
– Sądzę, że argumenty przytoczone przez pannę Aragon są wystarczające, Marcusie – odzywa się Kingsley. – Jak najszybciej musimy o wszystkim poinformować dyrektor McGonagall, a także pannę Granger, zajmę się tym osobiście. Natomiast waszym zadaniem będzie przygotowanie stosownego oświadczenia. Najpóźniej jutro w specjalnym wieczornym wydaniu Proroka ma się ono znaleźć. Czarodzieje muszą wiedzieć, że rozpoczęła się kolejna wojna.