sobota, 13 maja 2017

Rozdział 26

Cześć, kochani! ;)
Dziękuję za tyle komentarzy pod poprzednim rozdziałem :*! Jesteście wspaniali <3!
Rozdział już od dłuższego czasu czeka grzecznie na dodanie i planowałam wstawić go jutro koło godziny dwudziestej, ale już nie mogę doczekać się tego, aż go Wam przedstawię ;)! Mam nadzieję, że się spodoba, a także że zaskoczy!
Na rozdział 27 zapraszam 28 maja.
Buziaki,
Charlotte
PS -> Rozdział jest dopiero w trakcie betowania, za błędy przepraszam ;D

***

Cud

Żyje się po to, żeby być szczęśliwym.
~ Aleksander Sołżenicyn

Czuje drobne dłonie oplatające go ciasno, ciepłe ciało Hermiony przylega do niego, a on pozwala sobie na utonięcie w jej oczach.
– Moja matka – zaczyna lekko zachrypniętym głosem – była wspaniałą kobietą.
Hermiona kiwa głową, a łzy bezsilności pojawiają się w jej oczach. Starała się zrobić wszystko co w jej mocy. Wykorzystała swoje wszystkie kontakty, znalazła księgi, składniki, miejsce, gdzie będą mogli przygotować ten cholerny eliksir! Pomogła go warzyć – poświęcała swój czas i nerwy – a to wszystko na nic!
Pierwszy raz od dawna Hermiona czuje bezradność. Patrząc na dawniej dumnego, a teraz pogrążonego w rozpaczy Draco Malfoya zaczyna rozumieć jak bezlitosne jest życie.
A przecież jeszcze godzinę wcześniej sądziła, że panuje nad wszystkim, a u jej stóp leży cały świat…
– Tak bardzo cię przepraszam – szepcze Hermiona. – Tak bardzo, bardzo mi przykro.
Draco zamyka oczy i właśnie wtedy do jego uszu dociera cichy szept:
– Synku?

***

Gdy otwiera oczy te zaczynają łzawić. Jak długo nie widziała światła? Jak długo żyła pogrążona w ciemności? Nie pamięta wiele, a to sprawia, że po jej ciele rozchodzi się uczucie pustki; gdzie jest Draco?
Zaczynają do niej docierać bodźce ze świata zewnętrznego; szum drzew targanych przez wiatr i uderzenia gałęzi o szkło, miękkość materaca pod jej plecami. Zaciska swoje palce na jedwabnej pościeli i delektuje się jej gładkością. Przymyka oczy pozwalając sobie na pogrążenie się w tym dziwnym zachwycie…
Gdy ponownie otwiera oczy widzi nad sobą szafir baldachimu, mimo że jej skronie pulsują mocno, powodując u niej ból, pozwala sobie na zadarcie głowy. Kiedy ostatnio miała tyle siły? Unosi dłoń i dotyka nią swojej twarzy, wyczuwa lekkie zmarszczki, ale jej skóra wciąż jest napięta i delikatna jak wcześniej.
Wzdryga się, bo zaczyna odczuwać zimno. Co się stało? Czemu jej koszula nocna jest w strzępach? Okrywa się leżącym obok niej kocem i powolnie podnosi się, by usiąść. Do jej uszu docierają szmery, coś jakby płacz?
Narcyza kręci głową i powolnie odwraca ją, mimo że każdy ruch sprawia jej trudność jest zdeterminowana… Ile spała?
Dostrzega dwie postaci siedzące na podłodze przy jej łóżku. Od razu w oczy rzucają się jej brązowe loki kobiety. Kto to jest? Mruży oczy i zauważa, że obok dziewczyny siedzi Draco – od razu rozpoznaje jego włosy. Narcyza wciąga gwałtownie powietrze i niemal zgina się wpół czując ból w klatce piersiowej. Zaciska zęby i najpierw powoli szepcze imię syna, ten jednak nie reaguje. Po chwili próbuje odezwać się ponownie tym razem z całą mocą, którą w sobie ma.
– Synku?
Draco unosi głowę. Czy to możliwe? – przebiega mu przez myśl. Czy możliwe, że ona… żyje?
Rozbiegany wzrok chłopaka pada na siedzącą na łóżku Narcyzę; jej włosy są poplątane i poskręcane, w jednej chwili na myśl przywodzą mu włosy ciotki Bellatriks, choć kolor różni się diametralnie. Serce Draco zaczyna bić szybciej, gdy uświadamia sobie, że kobieta nie jest duchem, aniołem, ani inną istotą. Jest jak najbardziej żywa… Jej oczy błyszczą, gdy patrzy na syna z miłością. Ile to już czasu nie widziała tego bezchmurnego nieba? Tej morskiej wody odbijającej się do skalistych wybrzeży?
Jak długo była pogrążona we śnie? 
Po policzkach Draco zaczynają płynąć nowe łzy; znaczą ślady w miejscach innych niż te wcześniejsze. Chłopak drżącą dłonią stara się jej zetrzeć, ale w końcu rezygnuje. Wstaje i kręci głową, nie mogąc uwierzyć, że przed nim siedzi jego matka. Przecież już wszystko się skończyło, prawda? Ona odeszła, a on pogrążył się w rozpaczy… Był pewien, że stracił wszystko…
A teraz?
Uśmiech matki sprawia, że Draco rusza w jej kierunku. Nigdy nie okazywali sobie zbyt wylewnie uczuć, ale ta chwila jest inna.  
Narcyza obejmuje syna mocno. Tuli go do swojego ciała z taką zawziętością i determinacją, jakiej nie dane mi było zobaczyć u niej od dawna. Z jej oczu też płyną łzy, w końcu przez ułamek sekundy, mimo że była nie przytomna, czuła, że to już koniec. Pamięta jak w pewnej chwili jej serce – nie zdolne dłużej walczyć – poddało się. Krzyczała podświadomie, ale jej krzyk z każdym urwanym oddechem stawał się cichszy.
Poddała się.
I właśnie wtedy, gdy myślała, że już na zawsze odchodzi coś złapało ją za rękę. Jakaś niewidzialna i niezrozumiała dla niej siła włożyła w jej ciało moc, a ona złapała upragniony oddech.
Wróciła, by móc naprawić swoje błędy i w końcu być dobrą matką. Taką, na jaką zasługuje Draco.
Całuje syna w czoło. Cały czas głaszcząc go po włosach, odzywa się schrypniętym głosem:
– Przepraszam, Draco, że musiałeś przez to wszystko przechodzić.
Jej słowa mają wiele znaczeń. Tak wiele ma na sumieniu; to, że nie nauczyła syna miłości, a jedynie pokazała mu jak tłumić je w sobie; to, że nie uratowała Draco przed zostaniem śmierciożercą; to, że obarczyła go tak wielką odpowiedzialnością. Narcyza czuje, że musi tak wiele zmienić i jest gotowa poświęcić wszystko, byle tylko wykorzystać szansę, którą dostaje od życia.

***

Hermiona zamyka za sobą drzwi pokoju gościnnego, w którym sypia. Gdy tylko zobaczyła Malfoya zmierzającego w kierunku matki, wypadła niczym burza z sypialni Narcyzy i pognała biegiem po schodach, byle móc się ukryć, byle nie patrzeć na tę radosną chwilę, która może rozerwać jej serce.
Osuwa się po drzwiach, nie bacząc na chropowatą, drewnianą strukturę i pada na podłogę. Opiera głowę o stojący obok drzwi regał i zanosi się szlochem. Gdzie są jej rodzice? Dziś Wigilia, tak wiele dałaby, by choć przez chwilę móc z nimi pobyć. Przytulić się do ciała matki, zaciągnąć zapachem jej perfum, zagrać z ojcem w karty….
Wciąż nie może uwierzyć, że Narcyza jest uratowana, cieszy się, choć nie to zajmuje teraz jej myśli…
Jej serce właśnie otula się bólem, wielkim i nieustępliwym.
Co się dzieje z jej rodziną? Co z rodzicami, z Harrym? Dlaczego wszystko w jej życiu jest tak bardzo skomplikowane?
Zamyka oczy i mocniej oplata się ramionami, by poczuć choć odrobinę czułości.
– Tak bardzo za wami tęsknię… – szepcze z ustami przyciśniętymi do dłoni. – Tak bardzo mi was brakuje…

***

Draco nawet nie orientuje się, że Hermiona opuszcza sypialnię Narcyzy. Wpatruje się w matkę z przejęciem i strachem, a także miłością. Udało się im, naprawdę się udało.
W tej chwili Draco nic nie udaje.
Narcyza zdaje się promieniować magiczną energią, która rozsadza ją od środka. Mimo początkowego zamroczenia teraz czuje się świetnie. Ma siłę, by zawołać skrzaty, aby te pomogły jej się przygotować. Draco nie wie, ile czasu mija odkąd jego matka się obudziła, ale teraz Narcyza siedzi przed nim w swoim ulubionym fotelu, odświeżona, z włosami związanymi na czubku głowy i w zielonej sukni.
Draco nie może uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę, przecież jeszcze niedawno wpatrywał się w jej pogrążone w śpiączce ciało, by chwilę potem opłakiwać jej śmierć.
– Ty naprawdę żyjesz… – szepcze któryś już z kolei raz Draco. – Muszę zawiadomić uzdrowicieli, muszą cię zbadać, upewnić się, że wszystko w porządku. Gdyby cokolwiek się stało, gdyby pojawiły się jakieś powikłania…
– Zgadzam się na wszystko, Draco, synku… Tylko proszę, proszę skończ już się tak martwić.
Draco kręci głową i chwyta dłoń matki.  
– Myślałem, że zostałem sam… Nic nie wskazywało na to, że istnieje jakiekolwiek lekarstwo…
– A jednak, Draco, nigdy nie wątpiłam w to, że masz siłę, by zmienić ten świat…
Draco jednak marszczy brwi i jeszcze raz kręci głową.
– To nie moja zasługa, matko… To… zasługa Hermiony Granger, to ona mi pomogła; znalazła odpowiednie księgi i składniki. Gdyby nie ona…
Narcyza stara się przypomnieć sobie skąd kojarzy nazwisko Granger. Nagle uświadamia sobie, że przecież nie jest jej tak obce jak mogłoby się zdawać.
– To przyjaciółka Pottera, ta szlama?
Draco kiwa głową.
– To wszystko dzięki niej…
– Napisz do uzdrowiciela, Draconie – mówi w końcu kobieta. Jej twarz nie wyraża żadnych emocji, nie może uwierzyć, że zawdzięcza swoje życie jakiejś zwykłej, brudnej szla…. Nie może uwierzyć, że uratowała ją mugolaczka. – I powiedz mi, jaki dziś mamy dzień?
– Dziś jest Wigilia.
Narcyza uśmiecha się;
– A więc nakaż skrzatom naszykować wieczerzę. Chciałabym podziękować pannie Granger za jej poświęcenie.

***

Malfoy Manor ożywa.
Za godzinę wybije dwudziesta, a w dworze panuje harmider; skrzaty krzątają się po całym skrzydle należącym do ich pani i przygotowują wszystko na jej powrót. Wciąż nie mogą uwierzyć, że pani Narcyza jest uratowana, a wszystko to dzięki paniczowi Draco i panience, która wraz z nim przybyła.
Narcyza siedzi na łóżku, a obok niej krząta się kilkunastu uzdrowicielu; przybyło wielu biegłych i uczonych, specjaliści od klątw i uroków, a także kilku medyków z Świętego Munga, wszyscy chcą jak najdokładniej zbadać jej organizm – i wszyscy są w stu procentach pewni, że Narcyza jest uleczona.
Draco opiera się o jeden z filarów podtrzymujących baldachim, jedną ręką podpiera swoją brodę, drugą zaś ma skrzyżowaną na piersi. Mimo że widzi jak bardzo zirytowana jest jego matka, to na razie nie chce kończyć konsultacji lekarskich – musi się upewnić, że wszystko w porządku.
Draco nie mówi uzdrowicielom o eliksirze, który podał matce. Wie, że gdyby to zrobił zaczęłyby się rozmaite pytania, co więcej mogły zostać pociągnięty do odpowiedzialności za działania, które mogły spowodować śmierć. Wówczas na nic zdałyby się jego wyjaśnienia, że wszystko to robił po to, aby uratować matce życie. Oficjalnie utrzymuje przed uzdrowicielami, że cały dzisiejszy dzień spędził na trzymaniu matki za rękę i czekaniu, aż – tak jak ostrzegali medycy – nadejdzie jej koniec. W którymś momencie najpewniej zasnął, ale gdy się obudził zastał matkę siedząca obok niego i uśmiechającą się. Wówczas od razu wezwał specjalistów.
– Panie Malfoy – zaczyna jeden z uzdrowicieli – jest pan pewien, że pani Malfoy nie został podany żaden eliksir?
Kilku innych lekarzy podrywa głowy znad swoich notatek i zaczyna się wpatrywać w chłopaka. Draco zaciska zęby, ale po chwili się rozluźnia: przecież nic mu nie udowodnią…
– Jestem całkowicie pewien, że moja matka otrzymywała te eliksiry, które panowie zalecili jej podawać.
Starszy mężczyzna marszczy brwi, by w końcu zatrzasnąć swój notatnik i spojrzeć na Draco przenikliwie.
– W takim razie to wigilijny cud – mówi nieco cierpko. – Pani Malfoy jest całkowicie zdrowa.
Draco uśmiecha się i zerka w kierunku matki. Narcyza, mimo że jest trochę blada to wygląda nad wyraz dobrze i nikt – gdyby nie miał świadomości, przez co kobieta przechodziła – nie mógłby powiedzieć, że przez ostatnie kilka lat chorowała.
– Chcielibyśmy, aby przychodziła pani co tydzień na kontrolę – dorzuca jeszcze na koniec jeden z uzdrowicieli, główny specjalista do spraw zaklęć i uroków Świętego Munga. – Musimy wykluczyć wszelkie prawdopodobieństwo nawrotu klątwy.
– Oczywiście. – Narcyza kiwa głową i wstaje, by uścisnąć dłoń medykom.
Draco odprowadza lekarzy do salonu, a stamtąd ci kolejno przenoszą się przy pomy sieci Fiuu. Gdy w końcu Draco zostaje sam, siada na sofie i ukrywa twarz w dłoniach. Bierze kilka głębokich wdechów i dopiero ponownie podnosi głowę. Na jego ustach pierwszy raz od dłuższego czasu błąka się prawdziwy – szczery – uśmiech. W końcu czuje, że wszystko jest na właściwym miejscu. Wszelkie jego problemy jakby wyparowały, ustępując miejsca długo wyczekiwanej przez Draco radości. Bo właśnie to czuje w tej chwili Draco – radość! Przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele, szybkie bicie serca dudniącego w jego piersi, nawet oddech zdaje się być dla Draco łatwiejszy niż wcześniej. Chłopak wie, że teraz wszystko już będzie prostsze, a jego droga ku lepszej przyszłości będzie łatwiejsza. A to wszystko dzięki Granger. Draco niemal dziękuję Merlinowie za to, że postawił na jego drodze właśnie tę dziewczynę. Może i jest szlamą, może i naprawdę nie darzył jej sympatią, uprzykrzał życie, denerwował i sprawiał przykrości, ale to właśnie ona uratowała życie jego matce. Zostawiła za sobą wszelkie lata wzajemnej wrogości i mu pomogła i za to Draco jest jej naprawdę, naprawę wdzięczny.
Zrobi wszystko byle tylko móc jej zadośćuczynić.
Wstaje z kanapy i rusza w kierunku korytarza. W końcu ma chwilę, by na spokojnie porozmawiać z Granger. Prawdę mówiąc nawet nie zauważył jej wyjścia, przez co czuje się strasznie; głupio i niewdzięcznie. Powinien od razu jej podziękować.
Pokonuje kilka stopni na raz, pozytywna energia niemal go rozsadza. Gdy w końcu staje przed drzwiami sypiali zajmowanej przez Granger nagle zaczyna odczuwać niepokój. Co tak właściwie ma jej powiedzieć? Jak ubrać w słowa to, co czuje? Jest tyle rzeczy, za które chciałby ją przeprosić, a jeszcze więcej, za które chciałaby podziękować, ale boi się tego, bo nie wie jak dziewczyna zareaguje. Ta sytuacja jest dla Draco nowa i z trudem chłopak się w niej odnajduje. Nigdy przedtem nie był zobowiązany do takiej postawy; przepraszanie kogoś, dziękowanie za cokolwiek? To nie leży w jego naturze… Teraz jednak, po tym wszystkim, co go spotkało, wie, że zmiany są dobre. W końcu gdyby nie przełamał się i nie przyjął pomocy Granger Narcyza by nie żyła.
W końcu wyciąga drżącą dłoń przed siebie i puka kilkakrotnie w drzwi. Odpowiada mu cisza, dlatego Draco próbuje jeszcze raz. W końcu postanawia zajrzeć do środka. Mimo że klamka jest chłodna i śliska, Draco ma wrażenie, że parzy mu skórę.
Otwiera drzwi do sypialni i wchodzi do niej po cichu – może dziewczyna zasnęła ze zmęczenia i emocji? Pansy bardzo często nadmiar wrażeń woli po prostu odespać.
Niestety, pokój jest pusty. Łóżko zostało starannie pościelone, a zasłony odsłonięte tak, że Draco widzi piękny skąpany w bieli ogród. Nie ma nawet śladu obecności dziewczyny.
Draco marszczy brwi jeszcze raz uważnie się rozglądając, nawet upewnia się, czy nie pomylił sypialni… Niestety, Hermiony nie ma.
W końcu jego uwagę przykuwa zwinięty w rulonik pergamin leżący przy świecy na stoliku nocnym. Draco bez wahania podchodzi do niego i rozwiązuje, by jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie podziewa się Hermiona.
Pergamin jest delikatny w dotyku, a atrament jeszcze nie do końca zasechł, a więc wiadomość została napisana stosunkowo niedawno. Draco spogląda na drobne, pochyłe litery i uśmiecha się kpiąco po nosem, nawet pismo Hermiony Granger musi być tak perfekcyjne jak ona…

Malfoy,
mam nadzieję, że z Twoją mamą już wszystko w porządku. Pozwoliłam sobie na zabranie ksiąg z pracowni, ponieważ muszę oddać je właścicielowi. Dziękuję za gościnę i życzę Wesołych Świąt.
Hermiona Granger

Draco krzywi się z irytacji, a wiec Granger wyjechała… Zaciska dłonie na papierze tak, że ten drze się w kilku miejscach. To było przecież takie oczywiste! Granger, gdy tylko miała możliwości uciekła – zostawiła go z długiem nie do spłacenia. Draco czuje jak jego serce zaczyna szybciej bić, a on sam mocno się denerwuje. Jak inaczej mogła zachować się Granger? Przecież to jasne, że nie mogłaby dłużej z nim wytrzymać, w końcu jest śmierciożercą…! Na pewno tylko czekała na moment, w którym będzie mogła skończyć tę współpracę i odsunąć się od niego na wiele mil! Na pewno wszystko, co robiła, robiła z litości!
Draco wciska zwitek papieru do kieszeni i wychodzi z sypialni, głośno trzaskając drzwiami. On też cieszy się z tego, że już dłużej nie będzie musiał spędzać czasu z tą szlamą

***

Hermiona staje przed kamienicą, w której mieści się jej mieszkanie. Szybko pokonuje schody i w końcu znajduje się przed swoimi drzwiami wejściowymi. Na ciemnych drzwiach błyszczy złoty napis Granger. Hermiona z delikatnym uśmiechem zaczyna zdejmować zaklęcia, którymi przed wyjazdem zabezpieczyła dom, a następnie wyciąga pęk kluczy i otwiera drzwi.
W jej mieszkaniu panuje przyjemna i błoga cisza. Dziewczyna wyciąga zmniejszony zaklęciem kufer, a następnie stawia go nieopodal komody. Z ulgą zdejmuje płaszcz i wiesza go w szafie, by udać się w kierunku kuchni. Wszystko wygląda tak jak pamięta i czuje, że atmosfera tego miejsca działa na nią kojąco. Dzisiejszy dzień był dla niej wyjątkowo ciężki i Hermiona ma ochotę jak najszybciej położyć się spać. Najpierw jednak postanawia zrobić sobie gorącej herbaty i może coś zjeść. Ma to szczęście, że nieopodal kamienicy, w której mieszka jest mały, przyjemny sklepik. Zanim wróciła do domu weszła tam i zrobiła szybkie zakupy.
Hermiona opiera głowę o szafkę kuchenną, czekając aż woda zacznie się gotować. Różdżka ciąży jej w kieszeni, ale dziewczyna nie ma siły, ani ochoty na to, aby podgrzać wodę. Na dziś ma dosyć magii…
Na dziś ma dosyć wszystkiego
Wychodząc z Malfoy Manor czuła na sobie setki spojrzeń, które wywoływały u niej ciarki. Pozbawiona obecności Draco narażona była na wiele ostrych słów rzucanych przez cienie z portretów… Przodkowie Malfoya bardzo, bardzo nie lubią nieczystej krwi.
Hermiona zaciska zęby i zalewa herbatę wrzątkiem. Po kuchni zaczyna roznosić się słodki zapach róży i żurawiny. Niczym zaklęta wpatruje się w wodę zmieniającą barwę; najpierw delikatny róż zaczyna wirować jakby w tańcu, a zaraz potem zmienia swój kolor w krwistą czerwień. Tak krwistą jak serce dziewczyny. Tak krwistą jak jej krew.
Nawet nie wie, w którym momencie po jej policzkach zaczęły płynąć łzy, orientuje się o tym dopiero wtedy, gdy kilka kropel wpada do jej filiżanki. Wówczas Hermiona ściera je szybkim, gwałtownym ruchem i zaciska dłonie na blacie kuchennym. Ostatnie dni wywołały w na pozór spokojnej Hermionie wiele uczuć; obudził się w niej dawno stłumiony ból.
Patrząc na załamanego Draco pozwoliła sobie poczuć wszystko... Otworzyła swoje serce na cały jego żal i uczucie pustki… Ale coś jeszcze zrodziło się w jej sercu w chwili, w której Narcyza Malfoy przestała oddychać… Obudziła się w Hermionie jej dawno zapomniana i uwięziona głęboko w sercu gorycz… Hermiona poczuła satysfakcję; W końcu Malfoy wie, co to znaczy ból…  To uczucie jednak zniknęło równie szybko, co się pojawiło, a mimo to wzmogło w Hermionie poczucie żalu; Jak mogła tak pomyśleć?
Gdy Narcyza się ocknęła Hermiona odczuła ulgę; spłynęła na nią i otuliła całe jej ciało. Chociaż Malfoyowi się udało odzyskać straconą rodzinę. I wówczas zaczęła myśleć o rodzicach; o tym jak się czują, gdzie teraz są, jak idą im przygotowania do świąt…?
Jej decyzja upuszczenia Malfoy Manor nie była pochopna – Hermiona już wczoraj dokładnie ją przemyślała. Mimo to do ostatniej chwili miała wątpliwości; A jeśli coś stanie się Narcyzie? Postanowiła jednak zaryzykować – nie potrafiła dłużej wytrzymać w tych zimnych murach dworu. Ze wszystkich stron otaczały ją złe rzeczy, to było dla niej zbyt wiele.
Hermiona wzdycha głośno i mruga kilkakrotnie pozbywając się ostatnich łez. Drżącą dłonią chwyta filiżankę i rusza w kierunku salonu. Nagle coś przykuwa jej uwagę. W duże okno z widokiem na ulicę Pokątną stuka sowa. Hermiona szybko odstawia herbatę na stolik kawowy i rusza w stronę drzwi balkonowych. Otwiera je i wpuszcza dużą, śnieżną sowę do pokoju. Uśmiecha się, bo wie, że to  Vŭlk– puchacz Wiktora.
– Cześć, wilku – szepcze i pozwala, by sowa usiadła na jej przedramieniu. Krzywi się, gdy zwierzę za mocno wbija swoje szpony w jej skórę.
Rusza w stronę kuchni, a tam wysypuje na jeden z półmisków wodę, a na drugi kilka ciastek, które następnie kruszy tak by sowa mogła bez problemu je zjeść. Dopiero wówczas odwiązuje od jej nóżki list i mały pakunek. Najpierw odpieczętowuje kopertę.

Nesebyr, 24 grudnia 1998
Kochana Hermiono,
wiesz, że ja nigdy nie odpuszczam, prawda? Pogoda w Nesebyr jest jak zwykle ładna. Może to nie jest taka, jak w okresie letnim, jednak ja nie narzekam.
I liczę, że tobie też się spodoba. W pudełku, które Vŭlk Ci przyniesie znajduje się świstoklik. Uruchomi się jutro o ósmej rano. Czekam na ciebie.
Twój,
Wiktor

Hermiona zaskoczona odpakowuje pudełeczko z papieru, a jej oczom ukazuje się złota bransoleta z zawieszką. Zagryza wargę, ale w końcu uśmiecha się szeroko.
Dawno nie była w Bułgarii. 

***

25 grudnia 1998
W końcu wszystko jest tak jak być powinno. Moja matka żyje, a to jest najważniejsze. Niedługo Blaise i Pansy przyjdą w odwiedziny i znów wszystko będzie normalne.
Jednak mam wrażenie, że coś jest nie tak. Że czegoś – kogoś – mi brakuje.

Draco

10 komentarzy:

  1. Ten rozdział to taka mieszanka emocji. Z jednej strony cieszę się, że Narcyza żyje, ale z drugiej jest mi smutno, że tak się zadziało między Draco i Hermioną. Może ten wyjazd jej pomoże? Cóż, zobaczymy :)
    Życzę weny!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz ;) Cóż, ten rozdział z założenia miał wprowadzić zamieszanie i wywołać niepewność , co do sytuacji Draco i Hermiony :) Cieszę się, więc, że to się udało! :D
      Jeszcze raz dziękuję! <3

      Usuń
  2. Hejo hejooo :P
    Najpierw pochwalę Cię za cytat - jak zwykle piękny!
    I absolutnie zgadzam się z Hermioną,a jej zachowanie w całości rozumiem. Odeszła, by nie czuć się jak piąte koło u wozu. Brawo za odwagę.
    Co do Draco, to nie sądziłam, że uniesie się aż takim gniewem, gdy dowie się, że Granger wyjechała. Ale w pełni go rozumiem. W chwili, gdy spełniły się jego marzenia, gdy odzyskał matkę i był tak szczęśliwy, jedyna osoba, z którą od kilku miesięcy się tym wszystkim dzielił, po prostu go zostawia. Bez wyjaśnień, bez pożegnania. Nic więc dziwnego, że chłopak czuje się rozżalony - bo kto by nie był?
    Podsumowując: Rozumiem ich zachowanie i w pełni popieram, nie opowiadając się po żadnej stronie. Poczekam co z tego wyniknie :D
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak często chwalisz mnie za dobór cytatów, że jeszcze trochę i pomyślę, że mam do ich wybierania jakiś talent 😁
      Cieszę się, że rozdział się podoba mimo sytuacji, które mają w nim miejsce. Długo zastanawiałam się nad tym czy jednak pozwolić im na takie zachowanie. Właściwie to początkowo wszystko miało wyglądać inaczej. Może nawet trochę romantycznie. Ostatecznie jednak pozwoliłam na to, żeby poniósły mnie emocje. Zastanawiałam się, co ja zrobiłabym na miejscu Hermiony i ucieczka - mimo że bardzo nie gryfońska wydała mi się najlepszym rozwiązaniem ☺
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz ❤!

      Usuń
  3. Rozdział świetny ^^
    Jak dobrze, że Narcyza się obudziła.
    Rozumiem Hermionę, ale żal mi się zrobiło Draco gdy nie znalazł jej w pokoju.
    Czekam na kolejny i weny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo❤!
      Nigdy nie planowałam inaczej: Narcyza musiała się obudzić. Chyba nikt nie wyobrażał sobie tego inaczej 😉 I może to było nawet przewidywalne, ale - kurczę - nie mogłam zrobić tego bohaterom. To już byłoby naprawdę paskudne z mojej strony 😂
      Jeszcze raz dziękuję ❤

      Usuń
  4. Świetny rozdział i czekam na kolejny :) <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ❤ Cieszę się, że się podobał 😊

      Usuń
  5. Rozdział cudowny.
    Pełen emocji, nieoczekiwanego wzrotu i wspaniałego finału.
    Warto było czekać te 26 rozdziałów by zobaczyć ten obrót sprawy. Narcyza wstała. Może nie jest zachwycona ale i tak wspaniale pokazałaś całą historię. I czemu Hermiona uciekła? Nie powinna tego robić. A jednak może podjęła słuszną? Malfoy Manor nie było jej miejscem. Podobnie jak i Malfoyowie towarzystwem. Tylko w tym wszystkim musi być jeszcze Draco. Cóż będę czekać na ciąg dalszy. Jak zawsze wiernie i cierpliwie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, kochana za takie miłe słowa ❤❤
      Cieszę się, że koniec nie zawiódł i że się podobał.
      Oczywiście, że Draco będzie mieć swoje duże/małe miejsce 😊 W końcu to jednak dramione. I ono będzie - tylko nie chcę, by ta historia była taka zwyczajna Chcę sprawić,że ich relacja będzie taką jakiej jeszcze nie było 😊
      Jeszcze raz dziękuję 😍

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!