niedziela, 19 marca 2017

Rozdział 22

Matko Jedyna, to już trzy tygodnie!
Wiem, wiem, że to strasznie długo, ale skupiłam się całkowicie na nauce, a na pisanie – niestety – czasu już brakło.
Nie obiecuję, że teraz będzie lepiej, bo prawdę mówiąc, wątpię w to. Właściwie to minął już czas, kiedy to byłam tak perfekcyjnie punktualna :(…
Nie zmienia to jednak faktu, że będę starać się pisać w każdej wolnej chwili. Nie bądźcie jednak na mnie źli, jeśli nie będę się wyrabiać – kiedyś muszę też spać… :)
Kolejny rozdział pojawi się już we wtorek – 28 marca. W ramach moich przeprosin za tak długą nieobecność.
A teraz chciałabym bardzo, bardzo przeprosić wszystkich, do których nie zaglądałam już od dwóch miesięcy!!! (Tak, wiem, że to okropnie długo!) Postaram się wszystko nadrobić w ciągu nadchodzących tygodni, bo zdaje się, że będą dla mnie nieco luźniejsze.
A teraz zapraszam do czytania i zachęcam do komentowania. Bardzo zależy mi na Waszych opiniach!
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

Czas

Czas jest wielkim nauczycielem, tyle tylko, że zabija swoich uczniów.
~ Hector Berlioz

7 grudnia 1998
Dzisiejszy dzień minął właściwie zwyczajnie. Lubię poniedziałki, bo właśnie wtedy mam te lekcje, które tak uwielbiam, oczywiście mam na myśli zwłaszcza eliksiry… Dzisiaj mogliśmy pracować w parach, w których siedzimy. Dziwnie czułem się, nie współpracując z Granger, właściwie – przyzwyczaiłem się już do jej obecności. Mam wrażenie, że razem tworzymy niezły duet. Ona sprawia, że czuję się naprawdę dobrze.
Blaise cały dzień narzekał, dosłownie na wszystko… Na Slughorna, na Pansy i jej włosy (nie wiem, co mu się w nich nie podobało, wyglądały jak zwykle; starannie ułożone, zaczesane do tyłu z kilkoma kosmykami opadającymi na policzek), a nawet na mnie… Wydaje mi się, że to przez to, że Weasleyówna musiała przesunąć spotkanie z nim. Wysłała mu krótką karteczkę, a ja – jak przystało na najlepszego przyjaciela – przeczytałem ją bez pozwolenia. Wyjaśniła w niej, że obiecała spędzić czas z Pomyluną i Granger (właściwie, ona napisała z Luną i Hermioną…) i nie może się z nim spotkać dzisiejszego wieczoru…
Ostatnio uważnie obserwuję Blaise’a, zresztą nie tylko ja to robię. Czarne oczy Pansy przeszywają go na wylot… I nie tylko jego. Pansy nieustannie ma oko na Teodora i na mnie również. Dziwnie się z tym czuję, ale cieszę się, że zależy jej na mnie na tyle mocno, że martwi się o mnie.
Blaise zdaje się promienieć. Spotkania z Lovegood robiły z niego naprawdę szczęśliwego chłopaka, ale te z Wiewiórą sprawiają, że Blaise staje się kulą świetlną! Śmieje się ze wszystkiego, nie martwi się o nic (choć przecież wiem, że jemu jest ciężko równie często co mnie lub komukolwiek innemu). Cieszę się, że Blaise znalazł sobie swój promyk słońca. Mam nadzieję, że nie straci go, w końcu Luna też zdawała się być jego ostoją.
Martwię się o Teodora… Dziś w końcu zaczął się uśmiechać, ale wiem, że to tylko pozory. Teodor naprawdę nie potrafi udawać. Śmierć Marietty mocno nim wstrząsnęła, ale nie można się temu dziwić… Ta sytuacja… Kto mógłby sądzić, że coś takiego będzie mieć miejsce? Obawiam się, naprawdę obawiam się, czego zwiastunem jest ta tragedia. Czy możliwe, że śmierciożercy znów zaatakują? Tak bardzo boję się tego, że spróbują zemścić się na mnie i matce albo że zechcą znów wplątać mnie w wojnę… Tego nie potrafiłbym już udźwignąć. Nawet mając w sobie całą siłę tego świata…
Pansy nie opuszcza Teodora nawet na krok. Mają to szczęście, że uczęszczają na niemal wszystkie lekcje razem. To dobrze, że któreś z nas cały czas czuwa nad nim. Wydaje mi się, że nasza obecność i wsparcie pomogą mu się podnieść.  Zauważyłem wczoraj, że Teodor wpatruje się w Pansy, jakby ta była centrum jego świata… Nigdy nie widziałem u niego takiego wzroku… Nigdy tak nie wpatrywał się w nią… Obawiam się nieco, bo zdaje się, że kojarzę takie spojrzenie u Teodora – tak spoglądał na dziewczyny, w których prędzej czy później się zakochiwał… Przeraża mnie to, w końcu Pansy od dawna jest z Rogerem i zdaje się, że są niezwykle szczęśliwi… Najbardziej boję się jednak tego, że któreś z moich przyjaciół – Pansy albo Teodor – złamią sobie serce, a przyjaźń między nami wszystkimi osłabnie…
To porażające jak szybko mija czas… Odkąd opuściłem dom, minęły już ponad trzy miesiące… Obawiam się swojego powrotu… Moja matka… Cały czas jest w śpiączce, uzdrowiciele mówią, że bezpieczniej jest pozostawić ją w takim stanie, bo jej serce mogłoby nie wytrzymać próby wybudzenia… Eliksir jest w trakcie ważenia, ale niedługo będziemy musieli dodać będę musiał dodać ostatnie składniki, których nie mam. Granger cały czas mówi, że mam się uspokoić, że ona wszystkim się zajmie, ale nie umiem jej zaufać, nie teraz, gdy zostało mi tak mało czasu.
Ostatnio pojawiła się w mojej głowie szalona myśl… Jest tak nierealna, ale… Przypomniało mi, że ojciec przecież kochał eliksiry, między innymi dlatego tak dobrze rozumiał się ze Snape’em. Niestety, aby sprawdzić to, co przez ostatnie dni zajmuje moją głowę, muszę być w domu.
Draco

***

Ostatnio życie niezwykle pędzi… Widzę w oczach Luny i Ginny, że nie wpływa to na nie zbyt dobrze… Zwłaszcza po ostatniej rozmowie, jaką przeprowadziły… Nie obyło się bez łez smutku, zrozumienia i rozgoryczenia. Spoglądanie w tamtej chwili na nie wywołało u mnie – nieznany mi dotąd – dyskomfort. Jednak miło jest wiedzieć, że stan, jaki ta poważna rozmowa wywołała u dziewcząt, sprawił, że łącząca je więź jest jeszcze silniejsza.
Ginny i Luna siedzą w bibliotece. Niedługo ma do nich dołączyć również Hermiona, która teraz jest na lekcji starożytnych run. Obie w skupieniu pochylają się nad swoimi zadaniami domowymi. Rude włosy Ginny opadają na pergamin – są dłuższe niż zazwyczaj – i tym samym utrudniają jej pisanie. Między przyjaciółkami panuje cisza, a ja wiem, że nie jest to cisza z rodzaju tych miłych… Ta wywołana jest napięciem…  Dziewczęta boją się zacząć rozmowę, bo przeczuwają, że mogłaby się skończyć kłótnią. Obie mają zgoła odmienne poglądy… Ginny uważa, że Luna powinna, ba!, jest zobowiązana do tego, aby powiedzieć Blaise’owi o swoich uczuciach, ta jednak jest temu stanowczo przeciwna… Nie chce wprowadzać zamętu w relacji Ginny i Blaise’a.
Spoglądam na nie, najpierw widzę ich sylwetki, później widzę ich dusze… Z pozoru widzę spokojne kobiety, które odrabiają prace domowe, ale gdy bardziej zagłębiam się w ich dusze, widzę, że niemal szaleją… Przypominają mi trochę morskie wody… Z pozoru łagodna tafla odbija błękit nieba, ale jeśli tylko wpadniemy do środka, pochłonie nas bezkres czerni…
Ludzie. Chyba nigdy nie przestaną mnie fascynować.
– Nie mogę! – Ginny odrzuca głowę do tyłu i upuszcza pióro. Jej zachowanie mnie zaskakuje. – Nie mogę tak, do cholery…
Luna krzywi się i spogląda na przyjaciółkę spod przymrużonych oczu. Właściwie zdaje się być zdziwiona zachowaniem Ginny, dawno nie miała okazji widzieć jej tak mocno zdenerwowanej. Niespodziewanie zaczyna odczuwać dziwną chęć uśmiechnięcia się: Ginny w tej jednej chwili znów zaczyna przypominać dawną, silną siebie. Dziewczynę, w której oczach skrzą się buntownicze iskry, a rdzawe włosy elektryzują się i wirują wokół głowy, gdy jest gotowa do podjęcia walki.
– Ginny…
– Cholera, Luno! Nie przerywaj mi!
Luna posłusznie milknie i opiera brodę na dłoni. Patrzy wyczekująco. Jej postawa świadczy o tym, że jest wyraźnie znudzona zachowaniem przyjaciółki. Mam ochotę się zaśmiać: Luna nabrała wielkiej pewności siebie. Z dziewczyny, która nieustannie bujała w obłokach, stała się świadomą swojego zdania, silną kobietą.
Ginny zaciska zęby i pochyla się w stronę przyjaciółki. Obie dłonie opiera na stole tak, że niemal góruje nad Luną.
– Musisz powiedzieć Blaise’owi.
– Nie – odpowiada krótko i bez zastanowienia Luna.
– On musi wiedzieć!
– Gin… – Luna jęczy wyraźnie rozgoryczona. – Ja nie chcę, żeby on wiedział…
– Ale powinien!
– Ale ja sobie tego nie życzę! – Teraz również Luna się unosi.
Dziewczyny stoją naprzeciwko siebie z zawziętymi minami. Wiem, że żadna nie odpuści, dopóki nie przekona tej drugiej. W końcu jednak, ku mojej uldze, to Luna pierwsza siada, za jej przykładem podąża Ginny.
– Mówiłam ci, że nie chcę mieszać… Jest mi dobrze tak, jak jest… Zresztą, teraz już nie ma sensu mówić o niczym Blaise’owi. Może gdybym wcześniej… Może wtedy coś by z tego wyszło, ale teraz tylko wprowadziłabym zamęt.
Ginny bierze głęboki oddech. Czuje wyrzuty sumienia, bo ma świadomość, że nawet jeśli nie bezpośrednio, to w jakimś stopniu, jej obecna relacja z Blaise’em wpłynęła na decyzję Luny. Ginny naprawdę pomagają spotkania z chłopakiem, w ich trakcie zapomina o wszystkim, co złe i smutne ją spotkało. Przede wszystkim zapomina o gazetach, które wciąż rozpisują się na temat relacji Harry’ego i… jego nowej dziewczyny… 
Ginny zaciska powieki, a gdy je otwiera, spogląda na Lunę przenikliwie i odzywa się:
– Ale on zasłużył na to, żeby wiedzieć.
Luna uśmiecha się i kiwa głową.
– Zasłużył też na lepsze traktowanie… Wiesz, ile razy go unikałam? Wesz jak okrutnie obojętna byłam? On ma do mnie żal, ostatnio nawet przesiadł się na numerologii… Naprawdę się mu nie dziwię… Nie chcę nic na nim wymuszać… Było, minęło…
– Ale ja nie chcę, żebyś miała złamane serce!
– Przecież każdy musi przez to przejść, prawda?
Luna uśmiecha się niemrawo i kiwa głową. Oblizuje usta i spoglądając na przyjaciółkę, dodaje jeszcze niepewnym głosem:
– Proszę cię, żeby zachowała to dla siebie… A najlepiej, żebyś w ogóle o tym zapomniała. Uznajmy, że o niczym nie wiesz… Tak będzie najlepiej, bo wtedy nie będziesz mieć żadnych wyrzutów sumienia, gdy coś między wami zaiskrzy.
– Słucham?!
Ginny ma wrażenie, że się przesłyszała. Czy Luna wariuje? Przecież ona i Blaise to… To nigdy nie będzie miało miejsca! W jej sercu jest Harry! Harry! Tylko on i nikt więcej. Nie jest pewna, czy kiedykolwiek pokocha kiedyś kogoś tak mocno, jak kocha Harry’ego.
– Pasujecie do siebie – mówi Luna i pochyla się nad pergaminem, dla niej rozmowa właśnie się skończyła.
Ginny głośno wypuszcza powietrze, które zupełnie nieświadomie wstrzymała. Nie odzywa się, tak naprawdę nie wie, co mogłaby powiedzieć.

***

Dzień czwartego grudnia mogę z powodzeniem nazwać dniem zamieci… Już od wczorajszego wieczoru sypie śnieg i nie zapowiada się na to, aby przestało padać. Hermiona siedzi skulona w klasie zaklęć. Mimo że ma na sobie koszulę i gruby, wełniany sweter, to czuje, że jej ciałem wstrząsają dreszcze. Ma tylko nadzieję, że nie jest to oznaka zbliżającego się przeziębienia.
Na kolanach rozłożyła książkę, a na niej pergamin. Zapalczywie pisze piórem po białej kartce, mozolnie wypełniając ją delikatnymi, zgrabnymi literami. Przyszła tutaj, bo ani w Pokoju Wspólnym, ani w bibliotece nie mogła zebrać myśli. Ma wrażenie, że coś ściska jej serce i sprawia, że wszystko wokół niej powoli się zatrzymuje… Hermiona wie, co powoduje u niej to przygnębiające uczucie… Jest tego aż nadto świadoma.
Czas.
Tylko tyle i aż tyle…
Czas upływa w zbyt szybkim tempie. Hermiona martwi się, że nie uda jej się pomóc Malfoyowi – wciąż jeszcze nie udało jej się wymyślić sposobu na zdobycie tych dwóch ostatnich składników. Wie, że chłopak pokłada w niej nadzieję, widzi to w jego spojrzeniu…
Oczy Malfoya.
Hermiona zaciska zęby i odsuwa od siebie kartkę papieru. Nie wie co napisać, bo teraz jej myśli zostały całkowicie zajęte przez te oczy…
Z niechęcią musi przyznać, że Malfoy ma naprawdę piękną barwę tęczówek. Gdy po raz pierwszy Hermiona w nie spojrzała, miała wrażenie, że topi się w nich, tonie i już nigdy nie będzie mogła zaczerpnąć oddechu. Ten chłód ją owiał, ten błękit wciągnął ją głęboko pod wodę, a ta stal przebiła jej ciało…
Wzdycha. Od tamtej pory spojrzenie niebieskich oczu ją prześladuje…
Hermiona jest tak pochłonięta swoimi myślami, że nie słyszy, jak drzwi klasy powoli się otwierają. Towarzyszy temu delikatne skrzypienie, a zaraz potem drewniana podłoga ugina się pod ciężarem czyichś stóp.
Draco wchodzi do pomieszczenia i mruży oczy. Sala jest rozjaśniona setkami świec, które unoszą się pod sufitem i stoją na stolikach. Chłopak już ma zamiar podejść i sprawdzić co z eliksirem, gdy zauważa skuloną postać siedzącą na parapecie. Kąciki jego ust mimowolnie się unoszą. Hermiona siedzi wpatrzona w biały świat za oknem, zupełnie nieświadoma jego obecności. 
Krzyżuje ręce na piersiach i opiera się o framugę, uważnie przyglądając się dziewczynie. Rozpuszczone loki Hermiony opadają jej na twarz i zasłaniają jej oczy. Draco czuje wielką chęć wyjścia z cienia i podejścia do niej tylko po to, by odsunąć pukle z jej policzków i założyć je za ucho. Niemal czuje, jak jedna z jego dłoni sama wyrywa się, by spełnić tę zachciankę. Jednak rozsądek Draco odrzuca na bok wszelkie podobne pragnienia i kryje je głęboko poza zasięgiem świata. Ta potrzeba dotknięcia włosów Granger jest dla Draco niezrozumiała i przerażająca….
Dlaczego tak bardzo chce zrobić coś podobnego?
Ostatnio Granger bardzo często zajmuje jego myśli… Najgorsze są noce, kiedy to podczas snu jest całkowicie bezbronny. Wówczas postać dziewczyny wypełnia jego umysł… Śnią mu się różne rzeczy; Granger uśmiechającą się do niego z wyciągniętą w jego kierunku dłonią, w której trzyma książkę… Czasami te sny są jeszcze bardziej zadziwiające: śnią mu się oczy. Bezkresne, brązowe – nieprzeniknione. Przez całą noc śni jeden sen: pełen koloru czekolady… A gdy już się budzi, czuje wielką chęć zatopienia się w tym – znanym mu już dobrze – spojrzeniu.
Draco mruga kilkakrotnie. Znów pozwolił, by myśli przejęły kontrolę nad jego ciałem. W końcu postanawia ujawnić swoją obecność. Na początku chrząka, a później rusza w kierunku Hermiony. Dziewczyna zdaje się być rozkojarzona, a gdy dostrzega zmierzającego w jej stronę Draco, jej policzki pokrywają się rumieńcami. Czuje wstyd, bo ma wrażenie, że chłopak jest w stanie przeniknąć jej myśli, a te są w tej chwili niestety pełne jego osoby.
Draco kiwa głową.
– Granger.
Hermiona uśmiecha się słabo w jego kierunku i lekko przytakuje. Przesuwa się na parapecie, robiąc chłopakowi miejsce. W tej jednej chwili wyglądają jak przyjaciele, którzy postanowili razem patrzeć na sypiący za oknem śnieg… Jak przyjaciele, którzy wiedzą o sobie wszystko i rozumieją, że widok tych targanych wichrem płatków jest uspokajający.
– Jak ci minął dzień, Malfoy? – pyta Hermiona. Od jakiegoś czasu ich rozmowy zaczynają się właśnie w taki sposób. Mimo że żadne z nich nie chce się do tego przyznać, zbliżyli się do siebie. Można rzec, że połączyła ich jakaś specyficzna więź…
– Tak samo paskudnie jak wiele poprzednich – mruczy pełnym zrezygnowania głosem Draco. Opiera się plecami o ścianę i spod lekko zmrużonych oczu przygląda się Hermionie.
Dziewczyna wzrusza ramionami i splata dłonie na swoich kolanach. Jej knykcie są lekko zaczerwienione i popękane. Draco zastanawia się, ile czasu już tutaj siedzi w tej pustej i chłodnej klasie.
Draco czuje na sobie spojrzenie Hermiony. Nie jest ono natarczywe, a i tak sprawia, że włoski jeżą się mu na karku, a jego ciało wypełnia ciepło. Zawsze ma wrażenie, że gdy Hermiona go obserwuje, jej wzrok przeszywa go na wylot. To sprawia, że Draco często w jej obecności czuje się niepewnie.
W końcu Hermiona odwraca wzrok i znów zaczyna pisać po pergaminie. Draco przyjmuje to z ulgą, bo nie jest pewien, ile jeszcze czasy minęłoby, nim zerwałby się z parapetu i pognał do drzwi, byle tylko pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia.
W ciszy mija im kilkanaście minut. Draco nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że czas tak szybko mknie… Dla niego chwile, które spędza, siedząc w milczeniu obok Granger, trwają wieczność. W końcu przerywa ten spokój i harmonię, która zdaje się między nimi panować. Pytanie, które zadaje Hermionie, sprawia, że ta momentalnie zamiera z piórem uniesionym nad pergaminem.
– Granger, co robisz w święta?
Dziewczyna marszczy brwi i zaciska wargi. W końcu powoli unosi głowę i spogląda oczyma pełnymi złości na Malfoya.
– To chyba nie jest twoja sprawa, Malfoy. – Nie pyta, jedynie stwierdza oschłym głosem.
Draco wzrusza ramionami. Teraz na pewno się nie wycofa.
– Pomyślałem, że może… – zacina się. W końcu postanawia zacząć od nowa, z innej strony.
Hermiona patrzy na niego wyczekująco, ale widać po jej postawie, że jest gotowa w każdej chwili odeprzeć jakiś atak skierowany w jej kierunku.
– Potrzebuję twojej pomocy, Granger. Wiesz o tym – mówi Draco, a Hermiona kiwa głową. – Nie jestem pewien, czy dam radę sam skończyć eliksir i podać go matce, dlatego… Chodzi o to, że chcę cię prosić, żebyś pojechała ze mną do mojego domu, Granger.
Hermiona upuszcza pióro i wydaje z siebie zduszony okrzyk zaskoczenia, gdy zauważa ogromną plamę atramentu, tworzącą się na pergaminie. Chwyta różdżkę i jednym machnięciem pozbywa się paskudnego kleksa. Następnie powoli opuszcza nogi na podłogę i siedząc bokiem, odwraca głowę w kierunku Draco. Jej brwi są zmarszczone, a usta zaciśnięte w wąską kreskę.
– Czy to jakiś żart, Malfoy?
– Nie poradzę sobie bez twojej pomocy. Boję się, że coś zepsuję i wszystko pójdzie na marne…
Hermiona kręci głową i mruga szybko. Jej twarz jest pobladła, a dłonie mocno zaciska na kancie parapetu. Niemal nie czuje bólu, który sama na siebie sprowadza.
– Miałam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała przekroczyć progu Malfoy Manor – mówi zimnym głosem, który ledwie dostrzegalnie drży.
Draco zagryza wargę i spogląda na ramię Hermiony. Pamięta ten dzień aż zbyt dobrze. Wciąż słyszy rozdzierające umysł krzyki i błagania Hermiony. Wciąż widzi pukle ciotki Bellatriks, opadające na zakrwawiony napis szlama. Gdy unosi głowę jego spojrzenie napotyka wzrok Hermiony. Jej oczy wyrażają pustkę. W końcu dziewczyna zeskakuje z parapetu i łapie swoje rzeczy. Szybko wrzuca wszystko do torby i niemal biegnie do drzwi.
– Granger, proszę! – krzyczy łamiącym się głosem Draco.
– Daj mi spokój, Malfoy. Po prostu daj chwilę spokoju – mówi.
Hermiona wychodzi z klasy, nawet raz nie spoglądając na Draco.

***

12 grudnia 1998
Dziś sobota. Od czwartku nie zamieniłem z Granger nawet słowa. Boję się, że moja prośba przeraziła ją i wstrząsnęła nią tak mocno, że straciłem jej pomoc już bezpowrotnie. Nie wiem czemu, ale czuję dziwną pustkę…
Blaise gdzieś wybył. Wydaje mi się, że na spotkanie z Weasleyówną. Jestem zadowolony z tego, że łączą go z nią tak bliskie kontakty: częściej się uśmiecha i zdaje się nie przejmować żadnymi przykrościami. Kontakt z nią sprawia, że zapomina o chorobie mojej matki i o problemach ze swoją… Jeśli Lovegood była bliska Blaise’owi, to trudno mi określić to, co łączy go z Weasleyówną. Blaise na razie nie mówi o tym zbyt wiele, mimo że Pansy ostatnio nawet zagroziła mu, że nigdy więcej nie da mu spisać żadnego eseju; tak jak ja jest ciekawa, co łączy Blaise’a z Wiewiórą. 
Jeśli chodzi o Teodora: powoli wszystko wraca do normy. Jednak martwię się o niego… O to, że tak wiele czasu spędza z Pansy. Boję się, że może z tego wyniknąć coś złego… Zwłaszcza że ostatnio przypomniałem sobie, że Teodor kiedyś podkochiwał się Pansy… Jestem jednocześnie przerażony jak i szczęśliwy. Teo znów się śmieje i znów żartuje. Dziś po południu nawet, gdy Blaise jak zwykle zaczął swój pełen ironii i sarkazmu wywód, jednym, zaledwie jednym komentarzem, ukrócił jego zapędy i sprawił, że Blaise zamknął się na kolejną godzinę!
Dawno nie miałem tak dobrego dnia.
Draco

***

Ginny siedzi oparta o krzesło z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Wydaje się znudzona i zaspana. Nieustannie zerka na zegarek wiszący nad drzwiami, którego wskazówki poruszają się wyjątkowo wolno! Dzisiejsza lekcja zaklęć duży jej się niemiłosiernie… W następnym tygodniu ma odbyć się test, dlatego profesor Flitwick postanowił przeprowadzić dziś lekcję teoretyczną, powtórzeniową. Ginny nie sądziła, że będzie to tak nudna lekcja!
Wzdycha głośno i rozgląda się po sali. Po jej prawej stronie siedzi Hermiona, która – jak to ona – zapalczywie notuje coś na pergaminie. Ginny uśmiecha się szeroko, jej przyjaciółka jest cholerną perfekcjonistką! Tuż obok Hermiony siedzi Luna, ona zdaje się być równie znudzona co Ginny. Nuci pod nosem jakąś melodię i bawi się piórem. Ginny w końcu postanawia się odezwać:
– Nudzę się – szepcze Hermionie do ucha. Dziewczyna niemal robi kleks na swoim pergaminie. Marszczy brwi i podnosi głowę: brązowe loki opadają jej na policzek.
– To rób notatki.
– Przecież ty robisz… – Ginny uśmiecha się szeroko i mruga do niej.
Hermiona wzdycha z irytacją i odsuwa od siebie pióro, kałamarz i kartkę. Patrzy na Ginny wyzywającym wzrokiem, po czym odchyla się na oparciu krzesła. Teraz i ona sprawia wrażenie znudzonej.
– Czyżbyś się buntowała, Herm? – Luna śmieje się cicho, nie chce zwrócić na siebie uwagi profesora Flitwicka.
Hermiona wzrusza ramionami, a następnie krzyżuje ręce na klatce piersiowej.
– Nie będę robić za was notatek – mamrocze obrażonym głosem, choć tak naprawdę nie jest zła. Bardziej rozbawiona. Lubi droczyć się z przyjaciółkami.
Luna i Ginny chwilę jeszcze drażnią się z Hermioną, gdy w końcu zaczyna dzwonić dzwonek. Wstają i pakują swoje książki, a następnie ruszają w kierunku Wielkiej Sali.
– Chodź do naszego stołu. – Ginny wskazuje Lunie stół Gryffindoru. – Jeśli raz zjemy razem, nic się przecież nie stanie.
– A jeśli jakaś niewidzialna siła odrzuci mnie i każe usiąść z resztą Ravenclawu?
– Wtedy dam tej niewidzialnej sile jasno do zrozumienia, że nie należy tak traktować mojej przyjaciółki – mówi z szerokim uśmiechem Hermiona i zajmuje swoje stałe miejsce.
Luna wzrusza ramionami i siada obok niej, a chwilę później naprzeciwko nich siada Giny.
Stoły zapełnione są samymi pysznościami. Półmiski pełne są różnego rodzaju mięs, sałatek i warzyw. Hermiona nakłada sobie purée ziemniaczane, kawałek kurczaka w panierce i dwie łyżki soczyście zielonych, gotowanych brokuł. Widząc to Ginny krzywi się z niesmakiem i wytyka język…
– Nienawidzę tego paskudztwa! – jęczy, a Luna i Hermiona śmieją się głośno.
– Ja tam lubię wszystkie warzywa. – Luna uśmiecha się szeroko, wzruszając przy tym ramionami. – Ale dziś mam ochotę na coś rudego! – Najpierw mruga porozumiewawczo do Ginny, a później chwyta półmisek z marchewką.
Jedzą z zupełnej ciszy, w czasie gdy Wielka Sala powoli wypełnia się uczniami. Pomieszczenie staje się jednym wielkim chaosem: gwar rozmów i hałas uderzania sztućców o talerze niemal przenika kości.
Hermiona nałożyła sobie wyjątkowo małą porcję, a mimo to ma problem z jej zjedzeniem. Od kilku dni nie może nic przełknąć. Wciąż chodzi jej po głowie prośba Malfoya, czuje, że musi powiedzieć o niej swoim przyjaciółkom, bo inaczej wybuchnie!
– Chodźmy stąd… – odzywa się, widząc, że przyjaciółki już skończyły jeść. Głową wskazuje na wyjście z pomieszczenia.
– Ale jeszcze nie zjadłaś wszystkiego – protestuje Ginny, Hermiona jednak wzrusza ramionami i prostuje się. 
– Nie mam ochoty…
Wstają i wychodzą z Wielkiej Sali. Do kolejnego dzwonka jest jeszcze nieco ponad piętnaście minut, dlatego Hermiona nie śpieszy się. Najpierw układa sobie wszystko, co chce powiedzieć przyjaciółkom, w głowie, a dopiero potem odzywa się:
– Malfoy poprosił mnie o dość specyficzną rzecz…
Ginny marszczy brwi i wskakuje na parapet, miejsce obok niej zajmuje Luna.  
– Co to takiego? – pyta nieco podejrzliwie blondynka.
Hermiona opiera się o jeden z filarów i przymyka oczy. O tym, jak wygląda jej relacja i spotkania z Malfoyem, mówi śmiesznie mało. Mimo że oczekuje, że przyjaciółki będą dzielić się z nią wszystkim, sama jest strasznie skryta. Wie, że zachowuje się niewłaściwie i powinna być całkowicie szczera z Luną i Ginny, ale niektóre rzeczy woli zachować dla siebie. Czuje, że potrzebne jej są takie małe tajemnice.
W końcu wzdycha i zaczyna:
– Poprosił mnie, żebym pojechała z nim w święta do Malfoy Manor…
Ginny otwiera szerzej oczy i pochyla się w kierunku przyjaciółki. Ma wrażenie, że się przesłyszała. Widząc jednak pełen koncentracji wzrok Hermiony i czując zaciśnięte na swoim kolanie palce Luny, zdaje sobie sprawę, że słowa, które dotarły do jej uszu, są prawdziwe.
– Nie może cię o to prosić! – wybucha Luna. Całe opanowanie nagle opuszcza jej ciało, ustępując miejsca rozjuszeniu i zatroskaniu.
Hermiona kręci głową i pochyla ją powoli. Ginny zbyt dobrze zna przyjaciółkę. Mruży wściekle oczy i wbija w nią pełne złości spojrzenie. Nienawidzi w Hermionie tego, że zawsze jest tak cholernie skryta! Nigdy nie chce o niczym mówić… Ginny nawet nie ukrywa tego, jak bardzo ciekawa jest przebiegu jej spotkań z Malfoyem, Hermiona jednak zawsze zbywa ją krótkimi odpowiedziami typu: „Wszystko w porządku…”, „Praca nad eliksirem idzie dobrze…”. W końcu Ginny chce powiedzieć, to co teraz wykrzykuje w swoim umyśle. Już nawet otwiera usta, żeby dać upust swoim emocjom, jednak Luna wchodzi jej w słowo.
– Po tym, co tam przeszłaś – szepcze zduszonym głosem. – Nie sądziłam, że jest tak bezczelny!
Hermiona wciąż nie spogląda na przyjaciółki, jest bardziej zajęta wpatrywanie się w podłogę. Ginny prycha, czym zwraca na siebie uwagę zarówno Hermiony jak i Luny.
– Już podjęłaś decyzję… – mówi pełnym wyrzutów głosem. – Tak samo zresztą jak ostatnio. Pojedziesz z nim, prawda?
Hermiona wydaje z siebie zduszony jęk i unosi błagalny wzrok na Ginny.
– Ja po prostu chcę pomóc jego mamie…
– Ty wszystkim chcesz pomóc, ale nie sobie! – warczy Ginny, a później, po wzięciu głębokiego oddechu, znów się odzywa: – Ja się po prostu o ciebie martwię.
Luna milczy i pozwala, by przyjaciółki same wyjaśniły wszystko między sobą. Ta chwila prywatności się im należy.
– Ginny, minęło już tyle czasu, poradziłam sobie z tym wspomnieniem…
Ginny zeskakuje z parapetu i staje przed Hermioną z hardym spojrzeniem utkwionym w jej twarzy. Granger jednak nie odwraca wzroku; jej oczy wyrażają wielką determinację i odwagę; gotowa jest przyjąć każdy atak.
– Jesteś pewna, Hermiono? Jestem stuprocentowo pewna, że pogodziłaś się z tym?
Ginny wpatruje się w oczy Hermiony, a następnie wymownie i powolnie przenosi swój wzrok na jej ramię.
Zawsze schowane za rękawem koszuli.
Nigdy nieodsłonięte.
Zawsze ukryte przed światem.
– Jesteś tego pewna? – pyta, powoli akcentuje każde słowo.
Hermiona zaciska wargi i nagle kuli się. Oczywiście, że nie jest pewna. Płakała nad każdym, kto odszedł w czasie wojny, aż w końcu wypłakała wszystkie łzy. Pożegnała każdego i ruszyła naprzód… Oswoiła się z każdym wspomnieniem i pozwoliła sobie na rozpoczęcie nowego etapu… Nie zrobiła tylko jednej rzeczy: nie pogodziła się ze świadomością, że jej ramię już na zawsze zdobić będzie wciąż zaogniona, czerwona blizna.
Szlama
Mimo walki, jaka rozgrywa się w jej umyśle, Hermiona unosi hardo głowę. Mimo że jej serce zaciska się z bólu, odzywa się pewnym głosem:
– Z czasem to wszystko minie…
Ginny wygina usta w grymasie. W końcu kiwa głową tak szybko, że jej rude włosy falują. Przytula mocno Hermionę i szepcze jej do ucha:
– Po prostu nie daj się złapać w pułapkę wspomnień.

***

Draco wchodzi do pustej sali zaklęć i od razu krzywi się z rozczarowania. Liczył, że spotka tutaj Hermionę. Niestety, nie ma nawet śladu obecności dziewczyny… Chyba że…
Jego uwagę przykuwa mała, zwinięta kartka z starannie napisanym nazwiskiem Malfoy. Draco podnosi ją i szybko przebiega wzrokiem po tekście. Od razu po jego przeczytaniu wzdycha z ulgą, a chwilę potem na jego ustach pojawia się delikatny uśmiech.

Zgoda, Malfoy. Pojadę z Tobą.
G.

17 komentarzy:

  1. Rozdział świetny!
    Opłacało się na niego czekać.
    Mam nadzieję,że relacja Hermiony i Draco się poprawią, gdy będą w Malfoy Manor.
    Brakuje mi Harrego i Rona, nie mogę się doczekać kiedy ich sytuacja się wyjaśni.
    Czekam na kolejny i weeny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie! Cieszę się, że rozdział bardzo się podobał :D!
      Harry i Ron pojawią się w trzeciej części, czyli już za dwa rozdziały ;)!

      Usuń
  2. No cóż rozdział bardzo w Twoim stylu, tak jak lubie. Ale wiesz co uwielbiam? Narratora, serio to jest cos co mnie urzekło ogromnie, jako, że w jednej z moich ulubionych książek narratorem jest śmierć, tak tutaj sytuacja jest hm łagodniejsza? Nie umiem tego określić, ale ogromnie mi sie podoba taki punkt widzenia. Twoje rozdziały są napakowane emocjami, uczuciami, wszystko czyta sie z taką lekkością, świetne jest również to, że odnoszę wrażenie, że nawet o ciężkich sprawach potrafisz pisać z taką delikatnością, która juz chyba zawsze bede kojarzyć z tym opowiadaniem. Piszesz, krótkie rozdziały-ale nie wyobrażam sobie tej historii z ciagnacymi się zbyt długo słowami. Wszystko jest tak jak należy, rozwija sie powoli i stopniowo. Ledwie mały postęp-myśl, słowo, gest między Hermiona wywołuje we mnie taką euforię jakby juz co najmniej byli parą i to jest takie cudowne. Atmosfera jest niesamowicie magiczna, naprawde pierwszy raz spotykam sie z czymś takim, z tak dobrze działającymi na wyobraźnię słowami, mimo że nie jest ich dużo. Czytając mam wrażenie jakbym sama była w hogwarcie a za oknem padalby śnieg-to wszystko jest takie delikatne i lekkie, samo czytanie sprawia przyjemność. To jak piszesz o uczuciach jest piękne i naprawde Cię za to podziwiam.
    Żeby nie było zbyt cukierkowo to przyczepie sie do kwestii publikacji, ponieważ nie chce na Ciebie w nawet najmniejszym stopniu najezdzac, ani nie mam żadnych pretensji, ale jeśli nie jesteś naprawdę pewna kiedy wstawisz rozdział to nie pisz tego. Większość ludzi rozumie, że czasami to nie zależy od Ciebie, ale to lekko irytujące kiedy można odnieść wrażenie, że jesteś goloslowna czy cos w tym stylu. Juz samo, to jak to nazwałam mi sie nie podoba i nie myśl sobie, ze chcialam Cię obrazić nawet w najmniejszym stopniu, tylko to po prostu taka uwaga, ze lepiej podac późniejszy termin, albo nie pisać nic.
    Trzymaj sie i dużo dużo weny!x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3!!!
      Cieszę się ogromnie, że narrator również i Tobie się podoba. Początkowo, gdy zaczynałam pisanie tego opowiadania byłam nieco przerażona, ale teraz widzę, że dobrze było zaryzykować :D!
      Bardzo mi miło i naprawdę rosnę w piórka czytając tak serdeczne słowa! Autentycznie uśmiecham się do monitora, bo cieszy mnie to, że moja praca tak bardzo przypadła Ci do gustu :D!
      Jeszcze raz naprawdę mocno dziękuję za komentarz!!<3 :*

      Usuń
  3. Hejo hejooo :D
    Brak czasu już niejednokrotnie i mi pokrzyżował plany, więc doskonale wiem co czujesz, gdy zaległości w komentowaniu innych blogów i własnym pisaniu stają się wielkie jak góra lodowa.
    Rozdział jest cudowny i przyznam, że parę razy wchodziłam na Twojego bloga by sprawdzić czy nie dodałaś czegoś nowego.
    Wspólne święta Draco i Hermiony są dla mni jak przysłowiowa gwiazdka z nieba i jestem przeszczęśliwa, że coś takiego wymyśliłaś. Mam nadzieje, że będą przełomem w ich relacji :D
    Jeśli miałabym wybrać ulubiony fragmencik to oprócz cytatu, który kryje w sobie całą prawdę, wskazałabym te wszystkie skreślenia Dracona, gdy podświadomie pisze o Hermionie. Urzekły mnie i wiem, że dla niego znaczą też coś więcej niż tylko pomyłkę w tekście.
    Pozdrawiam, Iva Nerda
    kiedyjestesprzymniedramione.blogsppt.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cieplutkie słowa!!! <3 Cieszę się ogromnie, że rozdział się podoba :D!
      Cóż, jedyne, co mogę zdradzić to to, że święta będą bardzo emocjonalnie i to nie tylko dla Draco i Hermiony, ale dla wszystkich bohaterów :)
      + Oczywiście miło mi, że dobrany cytaty wpasował się i przypadł do gustu. Zawsze staram się dobierać je tak, aby oddawały klimat i ducha danego rozdziału :)

      Usuń
  4. Hej jestem tu nowa! Bardzo fajny blog, super piszesz i masz fajne pomysły. Już nie mogę się doczekać tych ich wspólnych świąt!! Ciekawa jestem, co z tym eliksirem, czy znajdzie w domu krew jednorożca, kiedy jego mama wyzdrowieje, czy w trakcie świąt. Jak ułoży się jej relacja z Hermioną i czy zaiskrzy między Hermioną a Draco. Czekam z niecierpliwością na kolejne notki. Pozdrawiam serdecznie
    ~Madzik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za przemiłe słowa! Cieszę się, że opowiadanie ci się podoba i wzbudza ciekawość! :D
      Jedyne, co mogę obiecać, to to, że nie powinnaś się zawieść kolejnymi rozdziałami ;)!

      Usuń
  5. Jak zawsze mega.
    Trochę rozumiem Hermionę.
    Bardzo źle znosi zaproszenie Malfoya. Wspomnienia dają w kość.
    Na całe szczęście mężczyzna rozumie ją i nie naciska. Owszem potrzebował pomocy, ale jakoś dała radę. I postanowiła mu pomóc. Jak zostanie przywitana w Malfoy Manor? Zaintrygowałaś mnie mocno. Aż jestem ciekawa co pokażesz dalej. Czym to się skończy? I przerwałaś w tym momencie? Normalnie aż zaciskam zęby. Normalnie brr... aż się wściekam ty wiesz? Szczególnie bo jestem miłośniczką Twojego opowiadania. I czekam na ciąg dalszy. Czekam, czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :*
      Cóż, to jak potoczy się reszta opowiadania - mam to wszystko już dokładnie opracowane - będzie zaskakujące. Jestem niemal pewna, że tego, co wydarzy się w kolejnej części nie spodziewa się nikt! Jeśli zaś chodzi o nieco bliższe rozdziały: będzie dużo opisów i decydowanie dużo, dużo emocji, łez i ogólnego smutku przemieszanego z radością. Czyli - jak to u mnie - normalka :D!
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  6. Hmmm no więc tak, widzę, że życie uczuciowe Twoich bohaterów znów ulega zmianie. Tak się właśnie zastanawiałam, co jest między Ginny a Blaisem, ale dobrze wiedzieć, że to tylko przyjacielska relacja, przynajmniej z jej strony. Cały czas kibicuję Lunie. Gdyby szczerze pogadała z Zabinim, być może ich uczucie dało by się jeszcze uratować.
    Zaskoczył mnie Teodor i Pansy. Z jednej strony dobrze, że chłopak się otrząsnął po ostatniej tragedii, z drugiej strony zajętej dziewczyny się nie tyka. Trudna sytuacja.
    Też byłam zaskoczona, gdy Draco poprosił Hermionę o coś takiego. Tutaj faktycznie mógłby uszanować jej uczucia i traumę. A jednak dziewczyna się zgodziła. Coś czuję, że ich relacja rozkwitnie podczas wspólnych Świąt ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie lubię mieszać w życiu uczuciowym moich bohaterów. Jakoś tak już mam, ale obiecuję, że niedługo wszystko powinno się unormować. Każdy w końcu odnajdzie swoją właściwą drogę, to już pewne ;)!
      Cieszy mnie, ze zaskoczyła cię sytuacja Pansy i Teo, to była raczej spontaniczna decyzja, a u mnie rzadko zdarza się takowe podejmować. Zazwyczaj staram się ściśle trzymać swojej pierwotnej wizji i nic w niej nie zmieniać.
      Dziękuję za komentarz i miłe słowa, kochana! <3

      Usuń
  7. Skąd wiedziałam, że Hermiona się zgodzi? Chyba intuicja :D
    Dużo tu było Ginny i Luny ale podobało mi się :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie oczywiste to było? :D :D Kurczę, ale jestem przewidywalna ;)!
      Dziękuje bardzo, bardzo mocno za komentarz! :*

      Usuń
  8. #MagiczneSmakołyki #DyniowePaszteciki

    Po pierwsze cytat. Ech. Każdy powinien umierać w czyichś ramionach. A jednak nikomu w ramionach nie powinna umierać bliska osoba.

    Atmosfera się zagęszcza. Przyznam szczerze, że wątek Teo i tajemniczej Marietty jakoś za bardzo mnie nie interesował, raczej podchodziłam do niego neutralnie, a przynajmniej do momentu, gdy laska rzekomo wystawiła naszego chłopaka do wiatru. Nawet przez moment nie pomyślałam, że powód byłby tak… ważny (chociaż to idiotyczne słowo w tym kontekście xD). Zaskoczyłaś mnie mega i jestem ciekawa, tak samo jak nasi bohaterowie, czy to nie jest znak o powrocie śmierciożerców. Brrr. Może faktycznie jest tutaj powiązanie ze zmianami, jakie zaszły w Harrym i Ronie.

    I dopiero jak ta Marietta umarła, to poczułam z całą mocą, co to znaczyło dla Teo. Właściwie jedno zdanie mnie zatrzymało na chwilę podczas czytania: „Zakochałem się w swoim wyobrażeniu o niej”. To straszne, że nigdy już nie przekona się, jak ona była naprawdę, że zawsze już pozostanie w jego myślach idealna. Myślę sobie, że to okropna świadomość tak na przyszłość. To taki nieskazitelny duch, który ciągle będzie go gonił.

    Kolejna sprawa – Luna. Usuwa się na bok, nie chce znów ranić Blaise’a, ale mówi wszystko Ginny i daje jej, im wolną rękę. Wow, nie wiem, czy to dojrzałość czy głupota. Z jednej strony sama wszystko straciła przez własne wybory, ale z drugiej strony nie podoba mi się obarczanie taką wiedzą Ginny.

    Iiii… Dramione! :D Faza obserwowania – check! Faza neutralnych rozmów – check! A teraz… tudududu… Faza kompletnej szczerości! Check, check, check! :D Draco otwarcie powiedział, że jej potrzebuje. I chyba to jest największy dowód na to, jak bardzo się zmienił przez te ostatnie rozdziały. Ale nie powiem, propozycja, by Granger z nim pojechała, totalnie rozłożyła mnie na łopatki. Jej reakcja jak najbardziej zrozumiała. Trzymasz się jej charakteru i rozterek, nie zapominasz o traumie – no czego mogłabym chcieć więcej? Jest bardzo, bardzo dobrze! :)

    (Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”. Więcej szczegółów tutaj).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sytuacja z Mariettą jest jakby wstępem do kolejnej części. To taka mała zapowiedź tego, co może - ale oczywiście nie musi - mieć miejsce ;)
      Racja, Luna i jej to dobre serce. Nie chciała być egoistką, ale raczej było to spowodowane wyrzutami sumienia, wodziła za nos i Neville'a i Blaise'a. Nie chciała już tak postępować. A dodatkowo zauważyła, że Ginny odżywa przy Zabinim. Po prostu nie chciała zabierać Ginny jeszcze tego, w końcu ta już straciła Harry'ego.
      Wyjazd Hermiony do Malfoy Manor był planowany już od dawna! Zacierałam rączki na moment, w którym będę mogła go opisać :D! I cieszę się, ze w końcu nastała ta chwila. Właściwie, zacieram rączki na samą myśl o wielu scenach, które wkrótce będę mogła napisać. Ale chyba najbardziej nie mogę doczekać się epilogu - tak wiem, to jeszcze daleko - bo epilog rozłoży wszystkich na łopatki, to mogę obiecać! :D
      Dziękuję za cieplutkie słowa! :*

      Usuń
    2. Nawet nie wiesz, jaki mam teraz zaciesz na twarzy! O rany XD Jak przeczytałam, że obiecujesz, że epilog nas rozłoży na łopatki, to mentalnie klasnęłam w ręce z radochy, haha, serio. :D Teraz to się totalnie nie mogę doczekać, co Ty nam tam zaserwujesz w ostatniej części. *_*

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!