niedziela, 26 lutego 2017

Rozdział 21

Betowała: Cassie McKinley

Niesprawiedliwość

Każdy powinien umierać w czyiś ramionach.
~ Cassandra Clare

Niedzielny poranek wita mieszkańców Hogwartu promieniami słońca. Sklepienie Wielkiej Sali całe mieni się w złocie i błękicie bezchmurnego nieba. Nie da się przejść obojętnie, mając przed oczyma taki widok… Każdy z uczniów ma ochotę zjeść jak najszybciej śniadanie i uciec z przyjaciółmi na błonia; przespacerować się białymi polami, zobaczyć wielką kałamarnicę śpiącą na dnie jeziora pod taflą zamarzniętej wody.
Przy stole Slytherinu panuje – jak zwykle zresztą – atmosfera spokojniejsza niż w pozostałych domach. Uczniowie ci wyzbyli się już zwyczaju głośnego afiszowania swoich emocji. Mimo to widać, że ich twarze promienieją uśmiechami. Zwłaszcza moją uwagę przykuwa jedna z dziewcząt siedząca nieopodal Draco – Astoria. Mimo że jest ona drobna i delikatna, zdaje się emanować światłem, które zdolne byłoby przegonić najczarniejsze chmury. Niestety, ja zdaję sobie sprawę, że jej radość jest chwilowa, bowiem wiem, że osoba, która wywołała u niej tak pozytywne emocje, nie odczuwa tego samego.
Rozglądam się jeszcze raz, uważnie. Mimowolnie zaczynam przypatrywać się tym, o których jest ta historia – moim ulubieńcom.
Draco z delikatnym uśmiechem rozmawia z Pansy i Blaise’em. Wydają się swobodni i całkowicie nieprzygotowani na to, co zaraz nastąpi. Nie wiedzą, co życie dla nich przygotowało.
– Proszę, a oto i nasz śpioch!
Pansy śmieje się głośno, machając w stronę zmierzającego w jej kierunku Teodora. Chłopak zdaje się być przybity i jakby nieswój. Dziewczyna, widząc mimikę jego twarzy, marszczy brwi i uważniej mu się przypatruje. Gdy tylko Teodor zajmuje miejsce obok niej, pyta go poważnym tonem:
– Co się stało?
Teodor kręci głową ze zrezygnowaniem, nie odpowiada. W tej właśnie chwili wtrąca się równie zmartwiony, co Pansy, Draco.
– Nie było cię wczoraj na kolacji ani później w Pokoju Wspólnym… Sądziliśmy, że byłeś z Mariettą, ale, jak widzę, nie wszystko poszło po twojej myśli?
– Tylko mi nie mów, że ma już kogoś?! – wykrzykuje oburzony Blaise. Przysuwa się bliżej przyjaciół, by w razie potrzeby pochylić się tak, aby fragmenty rozmowy nie dotarły do ciekawskich uszu niepożądanych słuchaczy.
– Nic nie poszło zgodnie z planem… Nie poszliśmy do Trzech Mioteł, nie pokazałem jej Wrzeszczącej Chaty, nie zabrałem do zamku… Marietta w ogóle nie przyjechała – mówi łamliwym głosem.
Całą noc zastanawiał się nad tym, co było powodem jej nieobecności. Przecież zaledwie dzień wcześniej wysłała mu list, w którym potwierdziła swój przyjazd. Wczorajszy dzień minął Teodorowi paskudnie. Wałęsał się po wiosce, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Nie chciał przeszkadzać przyjaciołom, którzy mieli swoje umówione spotkania, więc w okolicy południa wrócił do zamku i poszedł do biblioteki. Cały dzień spędził nad książkami i mimo że uczył się, czytał i pisał eseje, wciąż myślał o jednym: Dlaczego Marietta go wystawiła?!
– Napisała ci chociaż jakieś wyjaśnienie?
Pansy zdaje się być wyraźnie zezłoszczona. Teodor jest fantastycznym, błyskotliwym i niezaprzeczalnie przystojnym chłopakiem… Dlaczego więc ta cała Marietta zdecydowała się tak ohydnie zachować?
Zaciska dłonie i mruży groźnie oczy. W jej umyśle świta już pełna niewybrednych komentarzy wiadomość, którą ośmieli się wysłać do tej cholernej Francuzki, jeśli Teodor nie otrzyma żadnego listu z przeprosinami.
– Nic, Pansy. – Wzrusza ramionami i przeciera twarz. – Czuję się jak idiota.
– Teo… Daj spokój, bo to raz już dostałeś kosza? – Blaise szturcha przyjaciela łokciem, na co ten wzdryga się wyraźnie zniesmaczony.
– Czasami powinieneś się zamknąć.
Draco, Pansy i Blaise śmieją się cicho i nawet Teodor uśmiecha się delikatnie. Owszem jest mu przykro, jest zły i może nawet w pewnym stopniu zmartwiony – wczoraj w jego umyśle pojawiały się już rozmaite, najczarniejsze wizje tego, dlaczego Marietta nie przyjechała – ale to nie koniec świata! Blaise ma rację, jeśli nie ta dziewczyna, to inna.
– Uwaga na głowę! – piszczy Pansy, ale jest już za późno. Na głowę Teodora spada pakunek z niedzielnym wydaniem Proroka.
– Przeklęta sowa – mruczy chłopak, pocierając obolałe miejsce.
Pansy wzrusza ramionami, wrzuca kilka drobnych monet do sakiewki przymocowanej do nóżki sówki i zabiera się za czytanie najnowszych wiadomości. W tym samym czasie Teodor, Blaise i Draco pogrążają się w zaciekłej rozmowie na temat planów wyprowadzenia na rynek nowych modeli mioteł.
– Chłopaki – szepcze pobladła Pansy. – Chłopaki, do cholery! – powtarza znacznie głośniej, nie widząc reakcji na wcześniejsze słowa. Podniesienie przez nią głosu skutkuje natychmiastowych uciszeniem się trójki przyjaciół.
– Co jest? – Blaise stara się zajrzeć jej przez ramię, ale Pansy starannie odsuwa od niego gazetę.
– Jak miała na nazwisko Marietta? – pyta drżącym głosem.
– Ornano – odpowiada zupełnie zaskoczony Teodor.
– Tak myślałam… – szepcze, a jej twarz wykrzywia się w grymasie smutku i współczucia. – I zatrzymała się u rodziny w Glasgow, prawda?
– Tak, ale co się stało? Co tam przeczytałaś?
Pansy bez słowa podaje mu gazetę, gdzie na pierwszej stronie napisany wielkimi, czarnymi literami nagłówek przyciąga uwagę każdego.

Zabójstwo w Glasgow, zamożna francuska rodzina zamordowana.
W nocy z 27 na 28 listopada tego roku w Glasgow, w Szkocji, zamordowano pięć osób; francuską rodzinę Ornano. Potwierdzono już tożsamość osób, wśród ofiar znaleźli się; Lukrecja Ornano, zd. Flower, 46l., Arabella Ornano, zd. Fougère, 32l., Marietta Ornano, 18l., Aleksander Ornano, 49l., André Ornano, 36l. Wiadomo, że osoby te zostały uśmiercone przy użyciu zaklęcia niewybaczalnego. Co więcej osoby mieszkające w pobliżu willi Ornanów, relacjonują, że w pewnym momencie całą rezydencję spowiły chmury, a wśród nich zaczął jarzyć się zielony wąż, wysuwający się z czaszki – przypominamy – jest to znak śmierciożerców.
Czy możliwe jest to, że śmierciożercy znów zaatakowali? Czy mamy spodziewać się kolejnego ich ataku? Co było powodem śmierci rodziny Ornanów? I najważniejsze: Czy Ministerstwo mydli nam oczy złudzeniami bezpiecznego świata?

***

30 listopada 1998
Dzień ten zdaje się być jeszcze bardziej koszmarny od wczorajszego.
Teodor stara się być silnym, ale widzę, jak bardzo walczy sam ze sobą, aby nie uciec jak najdalej stąd i nie pozwolić emocjom zapanować nad swoim umysłem.
Nawet nie próbuję wyobrazić sobie tego, co czuł do Marietty. Mimo że nie znałem jej osobiście, również czuję smutek – Teodor tak często o niej mówił, że mam wrażenie, jakbym wielokrotnie prowadził z nią długie rozmowy. Z jego opowieści wynika, że był piękna i niezwykła. Mówił z pewnością w głosie, że gdyby tylko uczęszczała do Hogwartu należałaby do Ravenclawu, tak bardzo bystra i inteligentna była.
Właśnie, była… Nie jest i nie będzie… Ona była…
Teodor jest naprawdę specyficzny. Zamknięty w sobie, mógłbym rzecz. Z całej naszej trójki to on jest tym najbardziej skrytym i małomównym. Nieczęsto zdarza się mu mówić o emocjach i uczuciach, ale gdy już to robi, słuchający ma wrażenie, jakby czytał najlepiej napisaną książkę pod słońcem. Nie ważne, czy Teodor mówi o smutku, radości czy rozdrażnieniu. Sposób, w jaki opowiada o swoich odczuciach, jest piękny.
Boję się jednak, że teraz stracił tę część siebie.
Nalegałem z Pansy, aby odpuścił sobie dzisiejsze lekcje, niestety, mimo swej skrytości Teodor jest niezwykle uparty i zawsze stawia na swoim. Tak było i tym razem; cały dzisiejszy dzień spędził, błąkając się po korytarzach. Snując niczym duch od klasy do klasy, z biblioteki do Wielkiej Sali, a stamtąd do Pokoju Wspólnego. W jego oczach widać było pustkę, a ja uświadomiłem sobie, że Teodor musiał zauroczyć się Mariettą, jeśli nie zakochać się w niej. Najgorsze jest to, że nawet nie miał szansy jej tego wyznać.
Martwię się o niego – to mój przyjaciel, zawsze przy mnie był, wspierał i pomagał. A ja czuję teraz, że bezsilność mnie przytłacza.
Jest jeszcze coś, co chodzi mi po głowie; i mimo że niedługo wybije północ, nie mogę zmrużyć przez tę myśl oka… Czy to możliwe, aby śmierciożercy zamordowali Mariettę i jej rodzinę? A jeśli oni naprawdę wrócili, co wtedy? Co zrobię? Jak uchronię bliskich?
Merlinie, proszę, aby to nie była prawda…
Draco

***

 – Wiesz, co jest najgorsze, Pansy? – pyta Teodor. Zaciska swoje oczy i stara się nie widzieć przed oczami rdzawozłotych włosów Marietty.
– Nie wiem, Teo. Tak naprawdę jest niewiele rzeczy, które wiem – odpowiada miękko dziewczyna.
Niebawem zegar wybije pierwszą w nocy. Pokój Wspólny zdaje się być bardziej mroczny niżeli przytulny. Zielone lampy, które zazwyczaj oświetlają pomieszczenie, teraz są przygaszone i dają jedynie nikłe promienie światła. To głównie ogień żarzący się w kominku rozjaśnia pokój, ale i tak niewystarczająco. Pansy siedzi na kanapie, a na jej kolanach swoją głowę opiera Teodor. Mimo że nie jest to najwygodniejsza dla dziewczyny pozycja, nic nie mówi. Delikatnie zaczesuje czarne krnąbrne loczki Teodora, przeczesuje je palcami jakby od tego zależał cały świat. Wie, że to uspokaja Teodora, a właśnie tego najbardziej teraz potrzebuje – wyciszyć się i móc powiedzieć o tym, jak bardzo mu ciężko, jak boli go ta strata.
– Nie mów tak, jesteś jedną z osób, które zawsze wiedzą co powiedzieć, co doradzić. Jesteś cudowna, Pansy.
Pansy uśmiecha się słabo i przesuwa wierzchem dłoni po kości policzkowej Teodora. Czuje, że ten pod wpływem jej dotyku jeszcze bardziej się rozluźnia. Trudno jej patrzeć na smutną, pobladłą twarz przyjaciela. Czuje wielką wściekłość; dlaczego wszystko zawsze przychodzi im z trudem? Dlaczego nie mogą mieć normalnego, łatwego życia, pozbawionego ciągłych zmartwień i problemów? Nie zasłużyli sobie na taki los, może parokrotnie podjęli złe decyzje, ale nie powinno się nieustannie karać kogoś za głupie, młodzieńcze błędy.
Pansy zagryza wewnętrzną stronę prawego policzka. Życie jest niesprawiedliwe.
– Tak właściwie nie miałem okazji do końca jej poznać… – odzywa się Teodor. – Pisaliśmy ze sobą właściwie od niedawna. Najzabawniejsze jest chyba to, że nie wiem, jaka ona jest… Jaka była naprawdę. We Francji spotkaliśmy się parę razy i mimo że już wtedy uważałem, że jest jedną z najładniejszych dziewcząt, jakie kiedykolwiek widziałem, nie czułem nic więcej. A potem zaczęliśmy wymieniać listy.
Otwiera oczy i spogląda wprost w czarne tęczówki Pansy. Dziewczyna ma wrażenie, jakby jego wzrok spoglądał w jej duszę i z trudem powstrzymuje się od tego, by nie odwrócić głowy.
– Pisała tak błyskotliwie, niejednokrotnie z humorem godnym Blaise’a! I wtedy pomyślałem, że by się z nim dogadała. Pisaliśmy na wszystkie tematy, od ulubionego przedmiotu w szkole, po ulubioną baśń z dzieciństwa. Okazało się, że uwielbia obronę, eliksiry i Fontannę Szczęśliwego Losu i stwierdziłem, że Draco na pewno by ją polubił. Z każdym listem zagłębiałem się w tę znajomość coraz bardziej i bardziej. Co więcej, w jej sposobie wyrażania poglądów, harcie ducha i żywiołowości dostrzegłem tyle ciebie, ile tylko mogłem. I to chyba wtedy zakochałem się w Marietcie.
Teodor wzdycha cicho, znów przymykając oczy. Pansy nagle uświadamia sobie, że pod wpływem spojrzenia przyjaciela, mimowolnie wstrzymała oddech. Teraz powoli wypuszcza powietrze i znów zaczyna wodzić palcami po kości policzkowej Teodora.
– Zakochałem się w swoim wyobrażeniu o niej, tak naprawdę jedyne, co wiedziałem o niej w stu procentach, to to, że zdawała się być miła i sympatyczna. Boli mnie to, że nie miałem okazji poznać jej do końca. Dotknąć jej włosów ani nawet pocałować. Najgorsze jest to – jego głos łamie się i drży niebezpiecznie – że ona była całkiem niewinna. Była młoda, tak cholernie młoda.
Pansy kręci głową i pochyla się delikatnie w stronę Teo. Składa na jego czole delikatny pocałunek. Wie, że przyjaciel teraz potrzebuje jej bliskości jak nikt inny. A ona właśnie od tego jest – to ona musi go wspierać, pomóc mu się podnieść i poprowadzić w dobrą stronę. Musi być dla niego wsparciem.
– Wiedziałem to, Pansy. Wiedziałem to od samego początku… – szepcze Teodor. – Ta wojna tak naprawdę jeszcze się nie skończyła.
Pansy zamiera z dłonią wplecioną w miękkie włosy chłopaka. Nagle całe jej serce wypełnia jedno pragnienie: Oby Teodor się mylił.

***

Czwartek zdaje się dłużyć Lunie niezwykle mocno. Dziewczyna ma wrażenie, jakby każda sekunda, minuta, godzina była wiecznością. Teraz siedząc w bibliotece, opierając się o regał z książkami z zielarstwa, żałuje, że nie ma jeszcze kilku dodatkowych godzin na przemyślenia… A najlepiej – na ucieczkę.
Luna przymyka oczy. Nie rozumie swoich wątpliwości, przecież już dawno podjęła decyzję… Nie zmienia to jednak faktu, że jest jej smutno. Neville to jej pierwszy chłopak, pierwsza osoba, którą pocałowała i którą trzymała za rękę. Uśmiecha się ciepło, mając przed oczami wspomnienie letniego, czerwcowego dnia.
Zbliżała się dwunasta, a słońce unosiło się nad Hogwartem, prace nad odbudową zamku już się rozpoczęły i wszędzie dookoła widać było uczniów, nauczycieli i pracowników Ministerstwa usuwających gruzy, starających się uprzątnąć zniszczenia i nadać szkole tę samą świetność, co dawniej.
Luna i Neville pracowali w jednym zespole; od samego rana zajmowali się oczyszczaniem drogi prowadzącej do wioski. Teraz w końcu mieli chwilę wytchnienie. Neville zaproponował jej spacer w pobliżu jeziora. Zgodziła się bez najmniejszego wahania. Po kilku minutach w końcu przechadzali się plażą, a w ich ciała uderzał przyjemny chłód płynący od wody. W pewnym momencie Neville złapał ją za rękę. Jego dłoń była cała wilgotna, a mimo to lodowata. Lunę przeszył dreszcz, a na policzkach pojawiły się rumiane plamki. Nikt nigdy nie trzymał jej w ten sposób. Kątem oka spojrzała na Neville’a – chłopak był równie purpurowy, co ona, ale na jego ustach widniał szeroki uśmiech.
Gdy zatrzymali się nieopodal molo i usiedli na samym jego brzegu z nogami zwisającymi nad wodą, to chłopak odezwał się jako pierwszy:
– Luno… Ja nie żartowałem wtedy, po bitwie – zaczął ostrożnie, a Luna tylko kiwnęła głową. Wciąż była zbyt zaskoczona, by zareagować inaczej.
Neville jednak przysunął się ostrożnie bliżej niej i odwrócił się tak, by móc patrzeć na jej profil. Wyglądała niezwykle z promieniami słońca rozbijającymi się w jej złotych włosach. Miał ochotę dotknąć ich, by przekonać się, czy rzeczywiście są tak miękkie, jak mu się wydaje.
– Bardzo mi się podobasz…
Luna spojrzała na niego, a on utonął w głębi jej spojrzenia. Nie sądził, że istnieje tak szlachetny odcień błękitu; niczym bezchmurne niebo, morskie fale uderzające o lazurowe wybrzeża i strumień górskiej wody… Przepadł w jej spojrzeniu bez reszty, tak jak ona w jego. Wpatrywali się w swoje oczy urzeczeni, jakby spojrzenie drugiego mogło ochronić ich przed wszystkim. Luna uśmiechnęła się wówczas do niego i kiwnęła głową.
– Wydaje mi się, że lubię cię w ten sam sposób, co ty mnie…
I wtedy Neville miał wrażenie, że jego serce wyskoczy z piersi. Nie wiedział, co nim pokierowało, ale pochylił się w jej stronę i nieporadnie objął swoimi ustami jej. I mimo że ten pocałunek był całkowicie niezgrabny i nie było w nim nic z wielkiej namiętności, która zwykle przecież w takich chwilach się objawia, był cudowny. Słodko-gorzki i niezwykły, bo pierwszy, podarowany osobie, na której niezwykle im zależało.
Luna uśmiecha się, dotykając swoich warg. Nawet nie wie, w którym momencie zaczęła muskać swoje usta palcem. To wspomnienie wciąż jest w niej żywe i ma nadzieję, że już zawsze takie pozostanie. Neville to cudowny chłopak, ale wie, że nie pasują do siebie w ogóle.
– Luno, jestem!
Neville wychyla się zza rogu z naręczem książek. Dziewczyna zaczyna śmiać się na widok jego roztrzepanych włosów i zagubionego spojrzenia; jakby nie wiedział co ze sobą zrobić.
– Postaw te książki na ziemi i chodź, proszę, usiądź obok mnie…
Chłopak marszczy brwi, wyraźnie zdekoncentrowany, ale wykonuje jej prośbę. Po chwili siedzi naprzeciwko niej z nogami wyciągniętymi przed siebie i w otoczeniu wielu tomów. Luna jeszcze szerzej się uśmiecha, w tej chwili przypomina jej Hermionę.
– Co się stało? Zdajesz się być nieobecna? – Neville przygląda się jej ze zmartwioną miną.
– Chciałam porozmawiać… Właściwie to chciałam powiedzieć ci, że jesteś cudownym chłopakiem… – Z trudem panuje nad głosem. Nie chce, aby zaczął drżeć, bo jeśli jej głos się złamie, to cała jej postawa – silnej, upadnie.
– A ty jesteś cudowną dziewczyną.
Neville przysuwa się w stronę Luny i kładzie jej dłoń na kolanie. Luna po chwili sięga po nią i złącza jego palce ze swoimi. Czuje, że to ostatnie minuty, kiedy może tak po prostu trzymać jego rękę w swoim uścisku. Za chwilę już nie będzie miała na takie zachowanie przyzwolenia.
– Kocham cię… Kocham bardzo mocno, ale… Nie tak, jak ty byś tego oczekiwał. Bardziej jak brata, przyjaciela i towarzysza… Nie jak chłopaka – szepcze Luna i nie mogąc dłużej powstrzymywać łez, pozwala, by kilka z nich popłynęło po jej bladym policzku.
Uśmiech znika z twarzy Neville’a zastąpiony przez wyraz zaskoczenia i rozpaczy. Puszcza dłoń dziewczyny, a Luna czuje, że w jednej chwili straciła go, być może na zawsze.
– To przez Zabiniego, prawda? – pyta zduszonym głosem Neville, a Luna niemal niewidocznie kręci głową.
– I tak, i nie… To bardziej przeze mnie… Nie dostrzegłam tego, że tak naprawdę kocham cię jak przyjaciela, że się do ciebie przywiązałam, ale nie jak do kogoś, z kim mogłabym, może kiedyś, iść przez świat…
Zaciska powieki i odzywa się znów, głosem, który jest ledwie słyszalny, a przy tym niezwykle drżący.
– Prawda jest taka, że zakochałam się w Blaisie, ale on nie ma o tym pojęcia i chciałabym, aby tak pozostało. To co było między nami… To zauroczenie na początku… Wypaliło się we mnie; nie chcę cię oszukiwać, nie chcę kłamać i ranić cię bardziej. Wiem, ile cierpienia sprawiło ci już to, że wcześniej tak wiele czasu spędzałam właśnie z Blaise’em. Chciałam po prostu… Chciałam być szczera.
Neville kręci głową, spod jego przymkniętych oczy płyną łzy. Teraz twarze obojga zdobią ślady smutku i cierpienia. Chłopak nie może zrozumieć dlaczego… Przecież on ją kocha, prawda? Przynajmniej tak mu się wydaje… A może jednak nie? A może Luna ma rację? Może dostrzegła to, co on starał się zatuszować? Może ich relacja wypaliła się, bo wcześniej była zwykłą fascynacją bądź zauroczeniem?
– Neville… Powiedz coś – szepcze drżącym głosem Luna. Z jej oczu płyną tysiące łez.
– Kocham cię, bardzo mocno, ale… Może masz rację.
Spogląda w jej piękne oczy, które tak wiele razy śniły mu się nocami. Przesuwa się w jej stronę i wyciąga ręce, by objąć jej drobne ciało ramionami. Ten ostatni raz może sobie na to pozwolić. Ten ostatni raz pochyla się i muska jej usta swoimi. Pocałunek smakuje słono i smutno, zupełnie jakby oboje przekazywali sobie ten żal i rozpacz.
– Nie chcę cię stracić. Jeśli nie będziesz już moją dziewczyną, to chociaż przyjaciółką, koleżanką, znajomą, kimkolwiek, ale nie odchodź. Proszę.
W jego głosie pobrzmiewa napięcie, ale Luna kiwa głowa. Na jej usta wkrada się ciepły uśmiech, gdy mocniej przytula się do ramienia Neville’a.
– Zawsze będę twoją przyjaciółką, nawet wtedy, gdy będziesz miał mnie już dosyć.
Neville śmieje się przez łzy i opiera brodę na jej głowie. Wdycha zapach jej szamponu i również się uśmiecha.
– Trzymam cię za słowo, Luno.
Mówią, że od nienawiści tylko jeden krok w kierunku miłości. Mówią też, że miłość zdolna jest przekształcić się w nienawiść… Dlaczego jednak nikt nie wspomina o tym, że z miłości może powstać piękna przyjaźń, która przetrwa całe życie?

***

Hermiona wchodzi do pustej sali. Dziś piątek i nie ma zbyt wielu rzeczy do zrobienia, zwłaszcza że jest już po kolacji. Ginny i Luna zostały w bibliotece. Hermiona przeczuwając, że właśnie teraz Luna powie przyjaciółce o swoich uczuciach, zostawiła je same – nie chce się wtrącać. Dzięki takiej postawie teraz nie ma co ze sobą zrobić… W końcu uznała, że najlepszym pomysłem będzie przyjście tutaj i spędzenie czasu w otoczeniu aromatycznej woni warzonego eliksiru i przeglądaniu po raz kolejny którejś z ksiąg otrzymanych od Wiktora.
Siada na swoim stałym miejscu na parapecie z jedną nogą zgiętą w kolanie, a drugą wspartą o przeciwległą ścianę. Otula się cieplej grubym, wełnianym swetrem i otwiera tom na pierwszej lepszej stronie. Nie może się jednak skupić; nieustannie myśli o tym, co się dzieje z jej przyjaciółmi. Harry wciąż nie odpisuje na listy, Ginny często budzi się w nocy z płaczem, a ona stara się ją uspokoić. Niestety, jest to trudne. Dziewczyna chyba głęboko w podświadomości obwinia samą siebie za rozpad związku z Harrym. Mimo że Ginny za dnia stara się ukrywać swoje smutki, te pojawiają się pod osłoną nocy, gotowe spędzić sen z jej powiek na wiele, wiele godzin.
Hermiona wzdycha i mruga kilkakrotnie. Stara się przeczytać choć jedną linijkę tekstu, ale nie wychodzi jej to; teraz w jej umyśle pojawia się Luna. Hermiona nie może wyjść z podziwu wobec takiej postawy przyjaciółki. Poświęca dla dobra innych swoje serce i uczucia. Nie chcąc zatrzymywać ani ograniczać Neville’a, pozwala mu odejść. Chcąc pomóc Ginny i nie chcąc utrudniać niczego Blaise’owi, pragnie zachować swoje uczucia głęboko skryte przed czujnym wzrokiem innych.
Hermiona uśmiecha się smutno; tyle dobra w jednej osobie.
Dziewczyna przymyka oczy, wyraźnie skoncentrowana. Jest jeszcze jedna sprawa, która nie chce opuścić jej umysłu. Morderstwo. Odkąd przeczytała o nim w Proroku nie może wyrzucić go z głowy. Czy to możliwe, że redakcja ma rację? Czy Ministerstwo ukrywa fakty dotyczące łapania i osądzania śmierciożerców? A jeśli naprawdę nie wszyscy zostali znalezieni, a teraz tylko czekają na odpowiedni moment, by zaatakować i zemścić się za wszelkie zastosowane wobec nich represje? Merlinie, a jeśli znów zaatakują szkołę? A jeśli…?
– Granger?
Hermiona wydaje z siebie okrzyk zdumienia, otwiera gwałtownie oczy i podrywa się z miejsca. Zderza się ze stojącym obok niej Draco. Chłopak nawet nie drga, gdy jej drobna sylwetka odbija się od jego chudego cała.
– Przepraszam – mamrocze zarumieniona Hermiona. Podnosi książkę, która upadła z łoskotem na posadkę, i znów siada na parapecie. – Nie słyszałam, jak wszedłeś, zamyśliłam się…
– Zauważyłem. Wydawałaś się taka… – przerywa. Kręci głową i nie dodaje tego, co przemknęło mu przez myśli. Wydawałaś się taka skupiona i zamknięta w swoim świecie, że mógłbym cię taką godzinami obserwować.
– Zaglądałaś do eliksiru? – Widząc jej zaskoczony wzrok, Draco wzdycha i dodaje: – Już nieważne, sam sprawdziłem; wszystko z nim w porządku.
Draco sprawia wrażenie chcącego jeszcze wtrącić coś do swojej wcześniejszej wypowiedzi, ale rezygnuje. Zaciska usta i odwraca się, by skierować się w stronę wyjścia. Gdy już wyciąga dłoń, by położyć ją na klamce i opuścić pomieszczenie, Hermiona odzywa się pełnym napięcia głosem:
– Lubisz czytać, Malfoy?
Pytanie, które zadaje, jest najprostszym z możliwych, ale jako pierwsze przychodzi jej do głowy. Tak naprawdę bardzo chce zatrzymać chłopaka jeszcze na chwilę w sali, porozmawiać z nim. Czuje, że ta rozmowa bardzo by jej pomogła.
Draco zdaje się być zaskoczony. Odwraca się w jej kierunku ze zmarszczonymi brwiami, ale powoli kiwa głową.
– Kiedyś tego nie znosiłem, ale teraz uwielbiam. Czytanie pozwala nam odciąć się od świata rzeczywistego i przenieść w taki, w którym chcemy być. Gdy nie masz już nadziei na cokolwiek, weź książkę do ręki, a na pewno ją znajdziesz, bo na kartach ksiąg spisane są rzeczy, które potrafią nam ją dać.
Hermiona zamiera, a jej spojrzenie staje się bardziej ciepłe niż kiedykolwiek wcześniej. Nie spodziewała się usłyszeć takich słów z ust chłopaka. Jego wypowiedź jednak podbija jej serce i sprawia, że Hermiona czuje wielką chęć rozpoczęcia z nim dyskusji, dlatego odzywa się niepewnie:
– A co najbardziej lubisz czytać?
Draco wzrusza ramionami. Zdaje się być podejrzliwy, ale w końcu rusza w kierunku Hermiony i siada obok niej. Spoglądają na siebie w skupieniu. Draco, gdzieś głęboko w swoim sercu, czuje przemożną satysfakcję z tego, że Hermiona sama rozpoczyna z nim rozmowę.
– W zasadzie to wszystko, co wpadnie mi w ręce… – mruczy, ale sprawia wrażenie zamyślonego. Po chwili jednak kiwa głową i odpowiada już szczegółowo: – Lubię czytać księgi dotyczące eliksirów i obrony, ale chyba najbardziej lubię te historyczne. Różne kroniki są całkiem w moim typie…
Draco próbuje unieść kąciki ust. Jest wyraźnie zakłopotany, do tej pory nie rozmawiał ze zbyt wieloma osobami na temat książek. Tak właściwie to od niedawna lubi czytać. Wcześniej zdawało mu się, że jest to zajęcie nudne, żmudne i bezsensowne. Dopiero w szóstej klasie, kiedy to… Kiedy to powierzono mu zadanie i zmuszony był zacząć czytać; polubił to, ba! Może nawet pokochał!
– Czytałeś Historię Hogwartu? – pyta wyraźnie podekscytowana Hermiona, na moment zapomina o dystansie i obojętności.
– Czytałem… Nie sądziłem, że ten zamek, że może skrywać tyle tajemnic i naprawdę być tak magiczny!

Godzina mija mi na obserwowaniu dwójki niedawnych wrogów zawzięcie dyskutujących o swoich ulubionych księgach. Przyjemnie jest móc patrzeć na ich pogrążone w skupieniu i fascynacji twarze. Nie sądzili, że mogą mieć wspólny temat… Nie spodziewali się, że będą rozmawiać ze sobą na tak błahy temat. A jednak… Czyż nie to jest w życiu piękne? Że niemożliwe staje się możliwe?  

11 komentarzy:

  1. Ha no patrz jak szybko jestem!
    Czytam i nie dowierzam jak wiele się wydarzyło w tym rozdziale.
    Kochana jesteś cudowna mówiłam Ci to już?
    Rety wręcz nie mogę sie oderwac od czytania tego rozdziału.
    Trochę mi szkoda Luny i Nevill'a... Ich rozstanie było tak niezwykle romantyczne?
    Sama nie wiem dlaczego ale tak właśnie myślę.ogólnie jestem zakochana ale mówiłam to nie raz. I się powtórzę. Wiesz mogłabyś pomyśleć o własnej twórczości. Myślę że z twoich łapek powstałoby coś pięknego.
    Spróbuj bo naprawdę warto.
    pozdrawiam serdecznie i czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! :D
      Cóż, trochę się zadziało, nie powiem :). W kolejnym też będzie sporo akcji, w końcu będą to już te trzy ostatnie tej części.
      Cieszę się, że scena z Neville'em i Luną się spodobała. Prawdę mówiąc pisałam ją z łzami w oczach, bo wydawała mi się taka smutna.
      Dziękuję serdecznie za ciepłe słowa!
      A jeśli chodzi o moją własną, autorską twórczość - piszę wiele opowiadań, ale nigdzie ich na razie nie publikuję, ale - planują zacząć :D!

      Usuń
  2. Tyle się wydarzyło w tym rozdziale,
    że aż nie wiem od czego zacząć...
    Rozdział jak zawsze świetny, cudowny, zniewalający...
    Nie spodziewałam się, że Marietta zginie i to za sprawą śmierciożerców...
    czyżby Harry i Ron byli jakoś w to wplątani (imperius lub jakiś eliksir)?
    A co do Notta czy zaiskrzy coś pomiędzy nim a Astorią?
    (tak mi ładnie pasuje, on i ona załamani,smutni.. odnajdują pocieszenie w ramionach drugiej osoby ^^)
    Żal mi się zrobiło Luny, ale mam nadzieję,że będą przyjaciółmi.
    A teraz najważniejszy wątek, ta scena w sali
    Hermiona i Draco <3 <3 <3
    w końcu odnajdują wspólny język i mam nadzieję,że to ich do siebie zbliży ^^
    Czekam na kolejny i weeny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Zaskoczyła Cię śmierć Marietty? Muszę przyznać, że mnie też... Gdy robiłam plan na rozdział nie sądziłam, że właśnie to zrobię - że ona umrze... Ale później podjęłam ostateczną decyzję...
      Teo o Astoria? Kto wie? Wszystko może się zdarzyć, czyż nie?
      Cieszę się, że rozdział się spodobał i dziękuję serdecznie za miłe słowa <3!

      Usuń
  3. Hejo hejooo :D
    Wreszcie mnie oświeciło i zrobiłam najprostszą rzecz na świecie - zaczęłam obserwować Twojego bloga. Że też ja wcześniej na to nie wpadłam... :P Teraz przynajmniej będę na bieżąco z rozdziałami! :D
    Rozdział jest przejmujący i faktycznie wzbudzający poczucie niesprawiedliwości na świecie. Żal mi Teo... Bardzo. Chociaż moim zdaniem bliżej mu do Pansy niż Astorii. Kto wie :P
    Cieszę się, że Draco dołożył kolejną, mała cegiełkę do relacji z Hermioną. Oby więcej takich rozmów.
    Dzisiaj nie przytoczę żadnego fragmentu rozdziału.
    Nie jestem po prostu w stanie, ponieważ początkowy cytat zabił dosłownie wszystko: Całą resztę i mnie przy okazji. Gdy tylko go przeczytałam, wbiłam go Sb do głowy i siedzi tam do tej pory. Nie wiem skąd dobierasz takie cudeńka, ale jestem absolutnie zachwycona. Kolejne prawdziwe słowa do mojej kolekcji: "Każdy powinien umierać w czyiś ramionach" Aż się wzruszyłam ;)
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pansy i Teo... Hmm, hmmm, hmm :D Jako, że jesteś już po przeczytaniu rozdziału 22 wiesz co jak, więc w sumie nie będę się na ten temat rozwodzić :D!
      Cieszę się, że rozdział się podobał i jestem niezmiernie szczęśliwa z tego, że cytat na początku zrobił swoje :D!
      Dziękuję za miłe słowa! :*

      Usuń
  4. Czytam Twojego bloga od niedawna ale po przeczytaniu rozdziałów myślę,że będę tutaj zaglądała częściej !
    Życze weny :*

    Zapraszam również do siebie http://myybestenemy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo Cię przepraszam, że tak późno się tu zjawiam, ale jakoś na parę tygodni zrobiłam sobie przerwę od blogowania. W nagrodę postaram się, by komentarz był długi ^^

    Przede wszystkim bardzo wzruszył mnie pierwszy fragment. Ogromnie żal mi Teodora. Najpierw myślałam, że dziewczyna tylko go wystawiła i zaczęłam mieć o niej złe myśli, a tu taka wiadomość... Jej również oczywiście mi żal. Makabryczne czasy, w których twoi przyjaciele mogą zginąć o każdej porze. I chociaż jak sam chłopak przyznał, zakochał się bardziej w wyobrażeniu niż rzeczywistej postaci, to jednak tragiczne, że nie miał szansy się dowiedzieć, jaka ona naprawdę jest. Czy była... :(

    Poruszyło mnie też wspomnienie pierwszego pocałunku Luny i Neville'a. Był taki... słodki, szczery, dziewiczy, bo właśnie taka jest pierwsza miłość. A jednak uczucia zawsze mogą się zmienić, bo i ludzie się zmieniają pod wpływem różnych doświadczeń. Chłopak jest dla dziewczyny ważny, ale jako przyjaciel. No i dobrze, że sobie to wyjaśnili i rozstali się w zgodzie, choć Neville aż się rozpłakał, czyli jednak mu na niej zależało mocniej ;/ Ale przyjaźń to też wspaniała, budująca rzecz.

    No i ostatnia scena. Przez książkę do serca :D Super, że Draco i Hermiona mają coraz więcej wspólnych tematów, a ich relacja się rozwija.

    Pozdrawiam i mam nadzieję, że dodasz tu coś niebawem ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że zaskoczyłam sytuacją z Mariettą :D! Prawdę mówiąc to nie miałam w planach takiego końca... W sumie to miało wyjść inaczej, ale jestem mega zadowolona z ostatecznego wyglądu rozdziału :D
      Scenę Luny i Teodora pisałam z wielkim wzruszeniem i sentymentem. Starałam się oddać uczucia, które zapewne czuliby w takiej chwili jak najdokładniej, cieszy mnie więc, że udało mi się to :D
      Dziękuję za przemiłe słowa! :*

      Usuń
  6. O niee Teo, dlaczego mu to zrobiłaś? Biedny...
    Dobrze, że Luna pogadała z Neville'em. Mam nadzieję, że będą przyjaciółmi.
    Hah Draco i Hermiona rozmawiają o książkach... nieźle się zaczyna :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była naprawdę spontaniczna decyzja! Ale później byłam z niej mega zadowolona, wiem, to brzmi tragicznie... o, ale musiałam to zrobić, to taki mały wstęp do kolejnej części... ^^
      Tak, kto by pomyślał, że to może ich połączyć? ;)
      Dziękuję! :*

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!