wtorek, 7 lutego 2017

Rozdział 19

Witajcie, kochani!
Przepraszam, za ten długi czas zwłoki, ale przez ostatnie dwa tygodnie byłam chora i słaba. Najgorsze jest chyba to, że był to mój czas wolny... :( Który zamiast spędzić na odpoczywaniu, czytaniu i rozrywce, spędziłam pod kołdrą czując się tak jakbym miała wyzionąć ducha :/. Powiem Wam tylko jedno: jeśli czujecie pierwsze oznaki przeziębienia, połóżcie się do łóżka i odpocznijcie, bo nie daj Boże skończy się u Was tak jak skończyło się u mnie: zapaleniem płuc. 
A teraz przypominam o tej BARDZO WAŻNEJ sprawie :D! Moi drodzy, Wschód słońca bierze udział w głosowaniu na BLOG ROKU 2016! Jeśli uważacie, że opowiadanie zasługuje na wygraną, zachęcam Was do oddania głosu w ankiecie w prawej kolumnie :D. Głosowanie trwa do 16 lutego 2017 do 23:59!
Jeśli chodzi o rozdział 20 - jeśli wszystko dobrze pójdzie to jeszcze dziś wieczorem do niego usiądę i powinien zostać opublikowany za tydzień :D! 
A teraz zapraszam do czytania i wyrażania swoich opinii. 
Buziaki, 
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

 Zagubienie i niepewność

Ludzie wrażliwi, niepewni, widzą siebie oczyma innych.
~ Toni Maguire

W opuszczonej klasie lekcyjnej roznosi się delikatny dźwięk uderzeń kropli o parapet i okno. Deszcz pada szybko i miesza się ze śniegiem, tworząc na zewnątrz wielkie błotniste kałuże. Hermiona sunie dłonią po szybie, sprawia, że para znika i znów pojawia się na szkle. Przyszła tu z Malfoyem zaledwie chwilę temu, a już zdążyła się z nim pokłócić. Oboje siedzą teraz daleko od siebie i łudzą się, że w ten sposób uda im się dogadać.
Zabiera dłoń, gdy czuje, że jej palce już zbytnio zmarzły. Obejmuje się ramionami i mrużąc oczy, próbuje dojrzeć coś przez nieprzeniknioną ciemność. Jedynie gwiazdy i księżyc sunący po niebie dają złudzenie światła.
– Powiesz mi wreszcie, co ci w tym eliksirze nie pasuje? – odzywa się w końcu znudzonym głosem. Im szybciej porozmawiają, tym szybciej będzie mogła wrócić do biblioteki.
Draco pochyla się nad kociołkiem ze zmarszczonym czołem. Zdaje się być skupiony, a jednocześnie mocno rozdrażniony. Jego blond kosmyki opadają mu na oczy, całkowicie zasłaniając błękitne, przenikliwe spojrzenie.
– Chodzi mi o całokształt… – mruczy chłopak. – Jesteś pewna, że z nim wszystko w porządku?
Hermiona zgrabnie zeskakuje z parapetu i spokojnie podchodzi do stolika. Staje obok Draco i zagląda do kociołka.
– Malfoy? Czy ty dobrze się czujesz?
Zgodnie z instrukcjami z książki rozłożonej na stoliku, eliksir powinien mieć delikatną wiśniową barwę i zapach cynamonu z nutką imbiru, zapach jednocześnie ostry i delikatny. Przymyka oczy i wciąga powietrze: woń koi jej nozdrza. Kiwa głową z zadowoleniem i odwraca się w kierunku chłopaka. Tak jak sądziła, Draco przypatruje się jej z wyczekiwaniem.
– Wszystko jest z nim dobrze – rzuca cicho i odsuwa się od niego. Nie czuje się zbyt dobrze, stojąc tak blisko. Dociera do niej jego zapach przebijający się przez zapach ziół i eliksiru, a jego ciało delikatnie ociera się o jej. Zdecydowanie Malfoy stoi zbyt blisko niej, dlatego szybko wraca na swoje ulubione miejsce przy oknie.
– Jesteś pewna, Granger?
– Nie jestem Mistrzem Eliksirów, ale nie widzę w nim nic, co wskazywałoby na to, że jest zły – odpowiada spokojnym głosem. I po chwili dodaje: – Mam wrażenie, że podchodzisz do tego zbyt emocjonalnie. Spróbuj na ten czas, kiedy tu jesteś, Malfoy, wyzbyć się wszystkich emocji. Nie możesz nieustannie się tak przejmować, bo może się zdarzyć, że czując zbytnią presję, zrobisz coś źle, a wówczas będzie za późno…
Wzrusza ramionami i opiera czoło o zimną szybę. Uwielbia wpatrywać się w deszcz, a jeszcze bardziej w śnieg. Żałuje, że nie ma ostatnio czasu, by wyjść na błonia i podziwiać sunące z nieba śnieżynki. Ten widok ją uspokaja. Uśmiecha się szeroko na wspomnienie świąt Bożego Narodzenia: miała z rodzicami pewną tradycję… Gdy szli po choinkę, zwykle najpierw swoje kroki kierowali po gorącą czekoladę, a następnie wpatrywali się w niebo, popijając ciepłe napoje.  Zawsze mieli to szczęście, że padał śnieg. Przypomina sobie, jak delikatne śnieżki upadały na jej policzki.
– Chodziło o coś innego, prawda? – pyta, nie odwracając głowy. Nie musi spoglądać na chłopaka, by wiedzieć, co ten robi. Cały czas stoi przy kociołku i się nad nim pochyla. Teraz podniesie na Hermionę wzrok i odsunie się od stolika. Podejdzie do niej bardzo cicho i stanie za nią na tyle blisko, że będzie zmuszona zrobić mu miejsce na parapecie.
– Granger jak zwykle wszystko wie – oznajmia pełnym irytacji głosem Malfoy i tak jak przewidziała Hermiona, siada obok niej na parapecie.
Teraz oboje wpatrują się w rozgwieżdżone niebo rozłożone niczym parasol nad błoniami. Drzewa Zakazanego Lasu złowrogo migają w szronie i kroplach deszczu, poruszane przez wiatr. Dla każdego widok ten znaczy to samo: wspomnienie czegoś dobrego, co miało dawno temu miejsce. Hermiona podciąga kolana i opiera na nich brodę, a Draco wyciąga jedną nogę przed siebie niemal dotykając dziewczyny. Siedzą po przeciwnych końcach parapetu, ale doskonale czują obecność i spojrzenia drugiego. Hermiona przygląda się chłopakowi ze zmarszczonymi brwiami. Widzi, że coś go martwi, ale nie wie, jak ma z niego to wyciągnąć… A może nie musi? Może wystarczy zapytać. Zagryza wargę i dalej patrzy na niego intensywnie. Z zaskoczeniem zauważa, że Draco ma bardzo ładny profil. W sali jest tylko kilka zapalonych świec, które odbijają światło akurat na chłopaka. Stąd jedna strona jego twarzy teraz jaśnieje w blasku świec, złotym i szlachetnym, a druga spowita jest w mroku nocy i zimnie szyby, o którą opiera policzek. Hermiona z zaskoczeniem zauważa, że tak wygląda oblicze prawdziwego zagubionego człowieka... Połowa jego serca jest pełna chłodu i ciemna niczym noc, a druga połowa – jasna jak światło. To odkrycie sprawia, że odzywa się, drżąc na całym ciele.
– Malfoy… O czym chciałeś porozmawiać naprawdę? Jeśli jest coś… Chodzi o to, że postaram się ciebie wysłuchać… – Ostatnie słowa niemal szepcze i szybko kryje swoją twarz za kurtyną włosów.
Słyszy, jak Draco wzdycha, więc Hermiona podnosi na niego wzrok. Chłopak odrywa swoje spojrzenie od świata ukrytego za oknem, a dłonie kładzie wzdłuż ciała i opiera się wygodniej o ścianę.
– Został tydzień do końca listopada. A niecały miesiąc do świąt. A co za tym idzie został nam niecały miesiąc do uwarzenia eliksiru, a my wciąż nie mamy wszystkich potrzebnych składników. Wiesz, co to znaczy, Granger? Znaczy to tyle, że wariuję i popadam w obłęd, ja po prostu chcę uratować moją matkę… Nic więcej.
Przeciera twarz dłońmi.
– Mówiłam ci, żebyś się tym nie martwił… Obiecałam, że ją uratujemy, a ja zawsze dotrzymuję słowa.
– Ufam ci, Granger. Proszę, nie zawiedź mnie.
Po raz pierwszy spoglądają sobie w oczy. Nie tak jak wcześniej szybko odwracając wzrok, teraz brąz niemal walczy z błękitem. I oboje myślą nagle to samo, gdzieś daleko w podświadomości: jakie piękne ma oczy.

***

22 listopada 1998
Od czwartku nie widziałem się z Granger, ale to i lepiej. Od czwartku jej spojrzenie mnie prześladuje. Gdy zamykam oczy, widzę czekoladowy brąz, który rozlewa się delikatnie i swoim ciepłem mnie pochłania, co więcej: ja chcę zostać przezeń pochłonięty. Nigdy jeszcze nie widziałem takich oczu, o tak perfekcyjnej barwie…
W uszach wciąż brzęczy mi jej głos, gdy mówiła, że zrobi wszystko, by uratować moją matkę. Nie mogę pozbyć się Granger z mojej głowy! Nie chcę o niej myśleć, ale ona wciąż tam jest, a przede wszystkim jej cholerne włosy i oczy.
Trudno mi to przed sobą przyznać, ale jestem jej wdzięczny, jestem jej tak mocno wdzięczny, że nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę spłacić swój dług. Mam nadzieję, że tak.
Draco

***

– Jesteś ostatnio jakaś niemrawa, Hermiono… – zauważa Ginny tego poniedziałkowego popołudnia, gdy siedzą wspólnie w bibliotece.
– Dużo pracuję, Gin. Ciągłe powtórki, zadania perfekta i jeszcze ten eliksir – kończy szeptem swoją wypowiedź. Siedząca koło niej Luna kiwa głową.
– Mimo to martwię się. – Ginny nie ustępuje. – Powinnaś trochę odpocząć. I pójść do pani Pomfrey, jesteś strasznie blada!
– Daj jej spokój, przecież wiesz, jaka jest Hermiona. – Luna wzrusza ramionami i uśmiecha się. – Jeśli coś by się działo, powiedziałaby nam.
Hermiona unosi delikatnie kąciki ust i rysuje piórem po pergaminie. Stalówka sunie po kartce i zostawia delikatne smugi atramentu. Ostatnio strasznie mało czasu spędza z przyjaciółkami: jeśli nie ona jest zajęta, to któraś z nich… Luna cały wolny czas poświęca Neville’owi – stara się naprawić to, co się między nimi popsuło, a Ginny, jak to Ginny – jej wszędzie pełno. Ostatnio często widywano ją z Deanem i Thomasem, ale Hermiona jest niemal pewna, że parokrotnie minęła przyjaciółkę będącą w towarzystwie Zabiniego.
– Macie zamiar iść do Hogsmeade w tym tygodniu? – pyta Ginny.
– Nie myślałam jeszcze o tym… – mruczy Hermiona, odsuwając się jak najdalej od Gin, która chce połaskotać ją piórem.
– A ja bym poszłam, mam ochotę na kremowe piwo w towarzystwie przyjaciółek! – Luna uśmiecha się rozmarzona, za co zostaje lekko uderzona w bok przez Hermionę.
– Nie pomagasz – rzuca, ale również się uśmiecha.
– No to przegłosowane! – Ginny śmieje się głośno. – Wybieramy się do wioski, ale uwaga: żadnych chłopaków!
Luna wzrusza ramionami. Z jednej strony czuje ulgę na myśl o czasie spędzonym tylko z przyjaciółkami. Opiera głowę o dłoń. Ma już powoli dosyć tego wszystkiego: tej iluzji, którą starają się wokół siebie stworzyć z Neville’em. Sadziła, że tę relację, da się jeszcze naprawić, ale teraz zauważa, że jest to zbyt trudne. Zaledwie parę tygodni wystarczyło, by poróżnili się zupełnie. Luna czuje się tak, jakby ograniczała Neville’a. Nie potrafi rozmawiać z nim na tematy, na które on tak bardzo chciałby dyskutować. Nie interesuje jej zielarstwo ani opieka nad magicznymi zwierzętami. O tym Neville mógłby w stu procentach porozmawiać z Hanną… Na myśl o niej Luna czuje zazdrość. Dziewczyna zupełnie nieświadomie zabrała jej Neville’a, ale Luna wie, że sama jest sobie winna. Była zbyt zafascynowana nową znajomością. Czuje ukłucie żalu, gdy zaczyna myśleć o Blaisie. Chłopak wciąż jest na nią wściekły i w sumie nie dziwi się mu – potraktowała go z wielkim okrucieństwem. Ignorowała go, zbywała, a później, gdy nie miała co ze sobą zrobić, poszła do niego.
Luna wzdycha cicho i wpatruje się w kłócące się Ginny i Hermionę. Lubi obserwować swoje przyjaciółki. Zawsze wówczas przypomina sobie, jak dobrze jest je mieć: wybuchową Ginny, która swoim temperamentem może wpakować w kłopoty całą Szkocję, i spokojną, logiczną Hermionę, która z tych kłopotów zawsze ją wyprowadzi.
– Herm, przecież wiesz, że z Ginny nie wygrasz, czy chcesz czy nie i tak pójdziesz w sobotę do Hogsmeade – zauważa spokojnie Luna, na co Hermiona marszczy brwi.
– Czasami zapominam, że ona zawsze stawia na swoim. – Wzrusza ramionami, ale uśmiecha się szeroko i trąca łokciem rudą przyjaciółkę.
Dziewczęta śmieją się cicho i rozmawiają jeszcze przez jakiś czas. Gdy Luna i Ginny prowadzą zaciętą konwersację, Hermiona w skupieniu pochyla się nad swoim esejem. Ginny zostawiła pracę domową na jutrzejszy wieczór, ale Hermiona nigdy tak nie robi. Ona woli odrabiać ćwiczenia systematycznie, dzięki temu zawsze ma więcej wolnego czasu, a i efekty jej pracy są lepiej widoczne, niżeli miałaby robić zadanie na ostatnią chwilę. Z zadowoleniem zauważa, że została jej jeszcze co najwyżej jedna strona, a wypracowanie będzie gotowe! Dzisiejsza lekcja eliksirów była czysto teoretyczna, omówili pięć wywarów leczniczych i jako pracę domową Slughorn nakazał przygotować referat o wybranym eliksirze. Nie byłaby sobą, gdyby nie wybrała tego najtrudniejszego. Teraz jednak z dumą może stwierdzić, że wybór był doskonały.
– Ja już będę się zbierać, dziewczyny. – Ginny podnosi się z miejsca i zaczyna pakować swoją torbę. Rude włosy opadają jej na oczy, dlatego nieustannie je poprawia. Spogląda na przyjaciółki spod przydługiej grzywki.
– Myślałam, że spędzimy cały wieczór razem – mówi Hermiona i marszczy brwi.
Ginny tylko uśmiecha się, przepraszając, i dodaje:
– Wiem, wiem, ale innym razem, dobrze? Jestem umówiona. 
– Jasne, cześć! – Luna kiwa jej głową. Gdy tylko Ginny znika za regałami, odwraca się z pełnym pretensji wzrokiem w kierunku Hermiony i pyta: – Umówiła się z Blaisem, prawda?
Luna już kilkakrotnie zauważyła ich razem, trudno nawet opisać, jak przykro jej było i jak bardzo chciałaby być na miejscu Ginny. Niestety, wie, że jest to niemożliwe. Blaise jest na nią wściekły i wątpi, aby szybko zapomniał o tym, co ich poróżniło. Czuje ukłucie w sercu i jest mocno zirytowana, bo aż zbyt dobrze wie, co to jest: czysta zazdrość.
– Nie wiem – odzywa się Hermiona, ale widząc wzrok Luny, w końcu dodaje: – Możliwe, często ostatnio się widują.
Luna kiwa głową, ale nie odpowiada. Zrozumiała coś ostatnio, wtedy, gdy zobaczyła śmiejących się Ginny i Blaise’a; dotarło do niej, że chyba czuje do Blaise’a coś więcej niż przyjaźń. Na pewno jest do niego przywiązana, ale woli nawet nie dopuszczać do siebie myśli, że może to być zauroczenie, albo nawet zakochanie… Wie, że jeśli pozwoli tym uczuciom przejąć nad sobą kontrolę, straci zarówno Neville’a jak i przyjaciółki. W końcu jak można zakochać się w drugim chłopaku, będąc jeszcze w związku? Zagryza wargę, wściekła na siebie.
Nie wie, że jest ciągle obserwowana przez Hermionę, a panna Granger jest doskonałą obserwatorką, zna i rozumie wiele ludzkich reakcji, a postawa Luny nasunęła jej tylko jedną myśl: zazdrość. Odzywa się niepewnym głosem:
– Luno… Czy ty i Blaise… Czy między wami do czegoś doszło? – Kończy szeptem, ale jej słowa i tak doskonale docierają do Luny.
– Hermiono…
– Jeśli nie chcesz, nie musisz mi odpowiadać, ale może potrzebujesz się wygadać…?
– Będziesz na mnie zła – szepcze zduszonym głosem Luna i kryje twarz w dłoniach opartych o stół. – Będziesz na mnie tak bardzo wściekła…
Hermiona rozgląda się, po czym wstaje i siada na miejscu obok przyjaciółki. Wolałaby, aby nikt nie usłyszał ich rozmowy. Delikatnie łapie Lunę za dłonie i odciąga je od jej twarzy. Tak jak się spodziewała: po policzkach Luny biegną łzy, delikatnie znacząc ślady. Hermiona czuje ucisk w sercu – nienawidzi patrzeć na łzy przyjaciół.
– Nie musimy o tym rozmawiać… Po prostu od dłuższego czasu widziałam, że coś cię trapi, a dzisiaj wydawałaś się taka zdenerwowana i przygaszona jednocześnie, że pomyślałam, że może to właśnie to jest powodem… – Język jej się plącze, ale to, co chce przekazać, dociera do Luny.
– Nie wiem, jak to się stało… W którymś momencie po prostu pomyślałam, że miło byłoby go pocałować, a w jeszcze innym, że chciałabym potrzymać go za dłoń. Jestem okropna, wiem, w końcu chyba zakochałam się w Blaise, choć spotykam się z Neville’em…
– Nie jesteś okropna, tylko zagubiona… Czy Blaise o tym wie?
– Nie i niech tak pozostanie – mówi twardo, z mocno bijącym sercem spogląda Hermionie w oczy i odzywa się ponownie: – To minie, Herm. Zwłaszcza, że on jest teraz na mnie wściekły… Byłam przerażona tym, co czuję, i odsunęłam go od siebie w bardzo okrutny sposób. Teraz nie chce nawet ze mną rozmawiać.
 Hermiona przechyla się lekko do przodu, by pochwycić w ramiona drobne ciało przyjaciółki. Czuje, że łzy Luny moczą jej szyję i bluzkę, ale nie przejmuje się tym, tylko delikatnie głaszcze ją po plecach, mrucząc uspokajające słowa. Niespodziewanie nachodzi ją pewna myśl, którą szepcze do ucha Lunie.
– Wiesz, to całkiem dobrze mieć takie normalne, sercowe problemy… To pozwala zapomnieć o tych, z którymi zmagaliśmy się wcześniej.
Ciałem Luny wstrząsa dreszcz, gdy śmieje się cicho. Rozumie, co Hermiona chce jej przekazać. Odsuwa się i teraz z jej oczu już nie płyną łzy, są jedynie lekko wilgotne i zaczerwienione.
– Przepraszam, Hermiono.
– Przestań w tej chwili! – mówi groźnym głosem, ale na jej ustach błąka się uśmiech.  – Twoje serce powinno ciebie przeprosić, a nie ty mnie.
– Co mam teraz zrobić?
Hermiona spogląda na nią spod na wpół przymkniętych powiek. Przygryza wewnętrzną stronę policzka i wzdycha lekko. Co powinna zrobić Luna? Nie potrafi jej doradzić, nie wie, co sama zrobiłaby w takiej sytuacji. Nie chce, by przyjaciółka cierpiała. Aby jej tego zaoszczędzić, Hermiona jest gotowa skoczyć nawet w ogień, bo dla swoich przyjaciół i ich szczęścia odda wszystko. Wie, że Luna najpewniej jest teraz zagubiona i niepewna. Jej serce ją zdradziło… W końcu po dłuższej przerwie odzywa się ciepłym głosem, takim, jakim zwykle zwracają się matki do swoich dzieci, by je uspokoić:
– Powinnaś porozmawiać z Blaise’em, ale wiem, że tego nie zrobisz. Powinnaś też pomówić z Neville’em, ale wiem, że tego też nie zrobisz… Więc może powinnaś najpierw wszystko sobie ułożyć i dopiero zdecydować, co dalej?
– Nie chcę tracić Neville’a… Chociaż mam wrażenie, że to już dawno się stało. Oddaliliśmy się od siebie i te nasze wspólne spotkania… – Prycha pod nosem. – Bardziej przypominają mi spotkania dwójki przyjaciół, a nie chłopaka i dziewczyny… Krępujemy się swoją obecnością, wiesz?
– Przykro mi, Luno…
– Nie, to mnie jest przykro, ale nic na to nie poradzę… Ostatnio zauważyłam nawet, że bardziej pasowałaby do niego Hanna niż ja. Oni się dopełniają, mają wspólne zainteresowania i pasję, ze mną Neville nigdy nie rozmawia tak zapalczywie jak z nią – mówi zgorzkniałym tonem i wzrusza ramionami. Widać, że ruch ten sprawia jej wiele trudu, zupełnie jakby miała za chwilę rozsypać się na drobne kawałeczki.
– Nie myśl już o tym, to nie pomaga.
Luna jednak zupełnie ją ignoruje i wciąż patrząc jej głęboko w oczy, odzywa się:
– Nie mów Ginny. Na razie wolałabym, żeby nie wiedziała.
– Oczywiście. Nie było tej rozmowy. – Uśmiecha się ciepło i odwraca się, by dopisać jeszcze parę zdań do referatu. Doszła do wniosku, że nie potrzeba całej strony, da się to wypracowanie zakończyć teraz w sposób zgrabny i ładny.
W bibliotece spędzają czas do kolacji. Ani Luna, ani Hermiona nie poruszają już tematu, który sprawił, że na policzkach Luny wciąż widoczne są smugi po łzach. Obje uznają, że tak będzie lepiej, niżeli Luna miałaby znów płakać z powodu swojej bezradnością i swojego zagubienia. Gdy zapada wieczór, obie wstają i pakują swoje książki do toreb.
– Dawno nie byłam taka głodna! – mruczy pod nosem Hermiona, gdy kierują się w stronę Wielkiej Sali.
– Przynajmniej jedna z nas ma apetyt… – Wzrusza ramionami Luna i uśmiecha się wymuszenie.
Hermiona przygląda się jej kątem oka, ale nie komentuje jej zachowania, zawsze stara się spełniać prośby przyjaciół, a Luna wyraźnie woli nie wracać do dzisiejszej rozmowy. Mimo to odzywa się cichym głosem, w którym pobrzmiewa doza pewności, że jej słowa się spełnią.
– Głowa do góry, Luno. Przecież wiesz, że będzie dobrze!
Uśmiecham się, bo nikt nie wyraziłby moich myśli lepiej, niż teraz zrobiła to Hermiona.

***

23 listopada 1998
Dzisiejszy dzień mogę uznać za doskonały.
Na eliksirach znów pracowałem z Granger i mimo że czułem dziwne, niezrozumiale skrępowanie, to nasza współpraca okazała się owocna. Ciągle przekrzykiwaliśmy się w udzielaniu prawidłowych odpowiedzi na zadawane przez Slughorna pytania. Lekcja mimo że teoretyczna, pozwoliła mi zdobyć wiele punktów dla Slytherinu. Gdy wyszliśmy z klasy, myślałem, że Teodor padnie mi do stóp, tak bardzo zaskoczony był! Ale akurat temat dzisiejszych zajęć wpasował się w moje zainteresowania: eliksiry lecznicze.
Rozmawiałem dziś z Astorią: zaprosiłem ją do Hogsmeade. Wiem, że nie powinienem robić jej żadnej nadziei, dlatego uprzedziłem ją, że chciałbym spędzić czas jak przyjaciel z przyjaciółką. Słysząc moje słowa, uśmiechnęła się delikatnie swoimi różanymi ustami i z rumieńcami odpowiedziała, że rozumie, ale już cieszy się na sobotę. W tamtej chwili miałem tylko ochotę przytulić ją do siebie i nigdy nie wypuszczać z ramion. Gdybym tylko mógł wszystko jej powiedzieć, ale nie… Zbytnio boję się jej reakcji.
Pansy i Teodor są cali w skowronkach i tylko odliczają czas do soboty. Oboje spotkają się wtedy ze swoimi wielkimi miłościami… Co prawda Teodor zaprzecza, jakoby łączyło go jakiekolwiek uczucie z Mariettą, ale ja wiem swoje. Cieszę się, że w końcu znalazł sobie jakąś dziewczynę… Od czasu Celaeny, Ślizgonki będącej rok wyżej, nie angażował się zbytnio w związki. Może Marietta to zmieni, zwłaszcza że Teodor tak pochwalnie się o niej wyraża. Jeśli chodzi o Pansy i Rogera, to już całkiem inna bajka. Oni są ze sobą już od czerwca i chyba to coś bardzo poważnego. Cieszę się szczęściem Pansy, zasługuje na nie, ale jeśli tylko Roger złamie jej serce, wówczas będę pierwszym, który złamie jego!
Blaise dzisiaj wrócił cały w skowronkach i zaczął opowiadać o swoim spotkaniu z Weasleyówną... Nigdy nie widziałem, żeby był tak podekscytowany, Pansy i Teodor też patrzyli na Blaise’a podejrzliwie… Nawet spotkania z tą całą Lovegood nie sprawiały, że był tak rozanielony. Nie przepadam za nimi: ani nie lubiłem tej Pomyluny, ani nie lubię Wiewióry, ale obie dobrze działały na Blaise’a. Ostatnio chodził całkiem przybity i wiem, że było to spowodowane kłótnią z Lovegood, a spotkania z Wiewiórą robią z Blaise’a tego samego, rozrywkowego chłopaka, którego poznałem wieki temu! Dlatego cieszę się, że znalazł swoje oparcie w Weasleyównie.
Zaraz wybije dwunasta. Jak zwykle nie mogę spać, a jutro znów rozpoczynam ciężkimi lekcjami. Dwie godziny obrony z panną Clare to jak dawniej dwie godziny eliksirów ze Snape’em. Ciężkie są te lekcje, a pani profesor jest niezwykle wymagająca, ale też zabawna, co w niej uwielbiam. Szkoda, że nie wszystkie nauczycielki takie są: McGonagall przydałoby się trochę mniej sztywności. Czasami mam wrażenie, że jak już coś powie i skrzywi się tak charakterystycznie, to jej coś w kościach przeskoczy i nie będzie mogła się ponownie ruszyć…
Draco

***

– Witam serdecznie, moi mili! – Panna Clare klaszcze w dłonie, jak to zwykła robić, i uśmiecha się szeroko do swoich uczniów. – Na dzisiejszych lekcjach urządzimy sobie Klub Pojedynków! Gdy tylko sprawdzimy obecność udamy się do Wielkiej Sali.
Uczniowie kiwają z aprobatą głowami i zaczynają szeptać między sobą. Hermiona opiera się o ramię Deana, z którym wesoło gawędzi, a Ginny próbuje przekonać Neville’a i Seamusa do swojej racji. Niestety, chłopcy są wyraźnie przeciwni jej pomysłowi.
– Naprawdę nie rozumiem skąd u tych pierwszoroczniaków nagle wzięła się ochota na robienie psikusów. Mam dosyć prób udobruchania Filcha, zwłaszcza że pani Norris jest jeszcze gorsza niż lata wcześniej… – mruczy Hermiona w kierunku Deana, na jej słowa chłopak śmieje się głośno.  
– Oni to robili odkąd tylko tutaj przyjechali, po prostu ty zgrabnie wywijałaś się od zajmowania się nimi… – Mruga do niej i lekko uderza ramieniem w bok.
– Wiem, wiem, przepraszam. – Opuszcza głowę wyraźnie zawstydzona. – Miałeś wszystko na swoich barkach, jestem koszmarna.
– No coś ty, nie taki z ciebie diabeł straszny, ale nie powiem, mam ochotę dać ci dzisiaj wycisk w czasie pojedynku. – Mruga do niej, na co ta śmieje się cicho.
Hermiona nigdy wcześniej nie zauważała, że Dean jest typem takiego chłopaka z sąsiedztwa, z którym da się porozmawiać na każdy temat i o każdej porze. Wspólna praca jako prefektów nieco ich zbliżyła do siebie i jest niemal pewna, że mogłaby powiedzieć o Deanie: swój przyjaciel.
Profesor Clare prowadzi całą grupę do Wielkiej Sali. Pomieszczenie zostało przyszykowane już przez skrzaty: teraz na środku rozciągnięty jest długi podest, a po bokach w bezpiecznych odległościach stoją krzesła, których i tak nikt nie zajmie. Wszyscy ustawią się blisko podestu, gdy tylko rozpocznie się pierwszy pojedynek.
– W tym koszyczku – panna Clare podnosi nad głowę małe, wiklinowe pudełeczko – mam wasze nazwiska. Za chwilkę wylosuje pary, w jakich będziecie się pojedynkować. Dafne, moja droga, podejdź tutaj. Weź tamtą kartkę i zapisz proszę na niej kolejno pary, które będę wyczytywać. Tylko pisz nazwiskami! – zaznacza profesor i wyjmuje pierwsze dwie kartki. Rozwija się i marszczy początkowo brwi, ale później odzywa się ciepło: – Weasley i Finnigan.
– O, Seamusie, dam ci popalić! – Ginny poprawia włosy i strzepuje niewidzialny pyłek z szaty.
Kolejno ubywa kartek w koszyczku, a gdy mają zostać wyczytane ostatnie nazwiska Hermiona wzdycha głęboko i rozgląda się po bokach. Nim profesor wyczytuje: Granger i Malfoy, Hermiona już spogląda w błękitne oczy chłopaka, stojącego nieopodal.
– Masz szczęście, nie ma co – szepcze Ginny, nim kieruje się w stronę podestu. Przyjaciółka nie może zauważyć, jak Hermiona wzrusza lekko ramionami i uśmiecha się delikatnie.
Pojedynek Seamusa i Ginny nie odbywa się tak, jak wszyscy sądzą. Każdy jest niemal przekonany, że Seamus szybko polegnie, a Ginny odniesie łatwe zwycięstwo. Jest jednak zupełnie inaczej. Pojedynek może i zaczyna się w taki sposób, ale już na początku jasne staje się, że aby wygrać, Ginny będzie musiała się mocno wysilić. Oboje przeskakują, rzucają i odbijają zaklęcia aż po dziecięciu minutach nikt nie zdaje już sobie sprawy z tego, czyj właściwie urok mknie w jego stronę. Czy rzucone przez przeciwnika, czy przez niego, a odbite od tarczy. Mimo to Ginny udaje się wygrać. Z trudem, ale się udaje.
Profesor Clare klaszcze w dłonie z zadowoleniem i zaprasza na podest kolejną parę. Z każdym kolejnym pojedynkiem atmosfera w Wielkiej Sali robi się bardziej napięta, a uczniowie coraz to bliżej podchodzą do podestu, na którym walczą ich przyjaciele. Hermiona niemal podskakuje, gdy widzi upadającego Deana. Wraz z Ginny wykrzykuje w jego kierunku kolejne słowa otuchy.
– Dajesz, Dean! Dasz radę! – Neville również zdziera sobie gardło.
Ostatecznie chłopakowi nie udaje się wygrać pojedynku i zabrać różdżki przeciwnikowi. Mimo to teraz ściska dłoń Terence’owi i dziękuje za udaną walkę. Dean i Terence walczyli jako przedostatni, teraz przychodzi pora na Hermionę i Draco.
– Trzymam kciuki, Herm – szepcze Ginny do ucha przyjaciółce.
Malfoy i Granger wchodzą na podest i stają naprzeciwko siebie z wyciągniętymi różdżkami. Draco kiwa głową w stronę Hermiony i uśmiecha się do niej z wyraźnym rozbawieniem, ale i wyzwaniem błąkającym się w błękitnym spojrzeniu. Dziewczyna nie odpowiada na jego wyraźną zaczepkę, wciąż stojąc prosto i elegancko. Ginny, która cały czas uważnie przypatruje się przyjaciółce, postawa Hermiony przywodzi na myśl pełną gracji i potęgi królową, która za chwilę stoczy swoją najważniejszą walkę, która rozstrzygnie o losach całej wojny.
– Powodzenia, moi drodzy – mruczy z zadowoleniem profesor Clare i daje znak rozpoczęcia pojedynku.
Draco mruży oczy i stawia krok w kierunku Hermiony, zupełnie jakby chciał wybadać jej kolejny ruch. Dziewczyna nie cofa się jednak, jak miał nadzieję, a również zbliża się do niego. Swoją różdżkę ma cały czas wyciągniętą przed siebie, a jej postawa wyraża wielkie znudzenie. W końcu, gdy widzi, że Draco zbiera się do rzucenia zaklęcia, ona kieruje w niego różdżką i wypowiada czar:
– Expelliarmus – jej głos brzmi cicho mimo milczenia, które ogarnęło całą salę. Jej słowa są niemal niesłyszalne dla obserwujących uczniów.
Szkarłatny promień odbija się od błękitnej tarczy wytworzonej przez Draco. Wszyscy w pomieszczeniu zaczynają rozumieć, że te dwa zaklęcia były zaledwie przedsmakiem tego, co nastąpi. Wszystko zaczyna się dziać w błyskawicznym tempie. Tarcza stworzona przez Malfoya znika i chłopak zaczyna atakować. Bombarduje Hermionę kolejnymi zaklęciami: Expelliarmusem, Drętwotą i innymi równie silnie paraliżującymi czarami. Ale Hermiona nie pozostaje mu dłużna, każde zaklęcie odbija delikatnymi ruchami nadgarstka. Wszyscy w Wielkiej Sali z uwagą spoglądają na nich, sprawiających wrażenie tańczących i zatraconych w tym tańcu niczym w namiętnym uścisku.
– Nie wygrasz ze mną, Malfoy – sapie cichym głosem Hermiona i rzuca w kierunku Draco mocne zaklęcie oszałamiające, chłopak cudem go unika i teraz marszczy brwi wyjątkowo rozdrażniony.
– To się jeszcze okaże, Granger – syczy.
Odległość między nimi zmniejszona jest do minimum, stoją naprzeciwko siebie tak blisko, że jedno mogłoby pochwycić w swoje dłonie drugiego. Draco niemal czuje na twarzy gorący oddech Hermiony.
– Expulso – mruczy Hermiona, wyzywająco unosząc głowę.
W chwili, gdy zaklęcie ma uderzyć w chłopaka, ten stawia przed sobą kamienny mur, który kilka chwil później sam rozbija. Oszołomiona Hermiona musi teraz odbijać cegły mknące z zawrotną szybkością w jej kierunku. Potyka się o jedną z nich i przewraca na plecy, różdżka wypada jej z dłoni, gdy uderza plecami o podłogę. Nim Draco zdąży do niej dobiec, Hermionie udaje się przeturlać po ziemi, nie bacząc na niektóre rozbite w drobny mak cegły, chwycić w dłoń różdżkę i w chwili, gdy chłopak nad nią staje wytworzyć potężną, oślepiającą tarczę, która pozwoli jej na podniesienie się z ziemi.
– Dobry ruch – rzuca Draco. Nie jest nawet w minimalnym stopniu zniechęcony porażką, wręcz przeciwnie, czuje adrenalinę buzującą w żyłach i uderzającą mu do głowy potrzebę zwyciężenia.
– Widzisz, Malfoy, ja zawsze wygrywam – szepcze Hermiona i korzystając z chwilowej nieuwagi chłopaka, spowodowanej atakiem uniesionych w górę przez Hermionę cegieł, rzuca w niego zaklęcie za zaklęciem.
 – A ja nigdy się nie poddaje! – warczy Draco. Z jego różdżki bucha lśniący płomień i już po chwili po ziemi, ku Hermionie, sunie obślizgły, wielki wąż.
Hermiona wydaje z siebie okrzyk zdumienia, ale sprawia, że wąż zmienia się w błyszczące konfetti, które rozsypuje się po całej Wielkiej Sali, ku zaskoczeniu wszystkich uczniów.
Walczą znacznie dłużej niż przeciętne pary. Niedługo wybije dwudziesta piąta minuta ich pojedynku, a nic nie wskazuje na to, aby miał się on skończyć. Żadne z nich nawet nie myśli o tym, że mogłoby sobie odpuścić, ich spojrzenia ciskają błyskawice, a twarze wyrażają skupienie i oddanie tej walce.
Profesor Clare z bólem serca wypowiada pierwsze słowa od dłuższego czasu:
– Czas stop, moi mili! Pojedynek uważam za zremisowany. Oboje dostajecie po Wybitnym, to była niezaprzeczalnie piękna walka
Hermiona z trudem łapie powietrze i odchyla z twarzy lepkie od potu kosmyki. Zerka na równie zmachanego Draco i uśmiecha się w jego kierunku lekko. Faktycznie, to była piękna walka.

10 komentarzy:

  1. OMG *__*
    Rozdział cudowny
    czytałam go z wypiekami na twarzy ^^
    Najbardziej do gustu przypadła mi walka Hermiony z Draco,
    opisałaś ją bardzo realistycznie i wręcz czułam, że jestem na Wielkiej Sali.
    Rozmowa Hermiony z Luną też była taka naturalna, żal mi Luny, mogłaby porozmawiać Z Blaisem i Nevillem i wyjaśnić sobie wszystko.
    Ale z drugiej strony uwielbiam gdy Ginny jest z Diabłem...
    Czekam na kolejny i weny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo cieplutko! :** Cieszę się, że rozdział się spodobał :D.
      Właśnie obawiałam się, że nie ukazałam tej sceny Draco i Hermiony realistycznie, ale Twoje słowa sprawiły, że już nie czuję takiej obawy ;)!
      Jeszcze raz dziękuję <3!

      Usuń
  2. Rozdział przeczytałam jednym tchem jak zawsze powstałe z Twojego pióra.
    Ta historia jest niezwykle piękna. Bardzo lubię czytać pamiętniki Malfoya. Wydają mi się takie poruszające i osobiste. Czytając je czuje jakbym mogła poznać go bliżej i z innej strony.
    Trochę brakowało mi Bleisa w tym rozdziale ale nadrobiłaś relacjami Draco i Hermiony.
    Również wyczułam sporo uczuć i emocji towarzyszących bohaterom.
    I jeszcze Luna i Hermiona. Wspaniała, neutrealna przyjaźń. Widać, że sporo łączy obie kobiety i to jest właśnie wspaniałe.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na ciąg dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie, że rozdział się spodobał, biorąc pod uwagę fakt, że tak opornie mi się go pisało :).
      Tak, ja też lubię relację Luny, Ginny, Hermiony. Uwielbiam pisanie ich wspólnych scen, tak samo jak w przypadku Draco, Pansy, Teodora i Blaise'a. Lubię rozpisywać się o ich przyjaźni i o tym jak wzajemnie się wspierają.
      Jeszcze raz dziękuję ;*!

      Usuń
  3. Hejo hejooo :D
    Wielkie brawa dla Ciebie. Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno jest pisać w czasie teraźniejszym. Niby takie proste, ale ja np machinalnie piszę "spojrzał na nią" zamiast "patrzy na nią". Musiałabym się nieźle pilnować, by nie palnąć gafy, więc tym bardziej Cię podziwiam :D
    "I oboje myślą nagle to samo, gdzieś daleko w podświadomości: jakie piękne ma oczy." - wedle tradycji dodałaś fragment, który dosłownie rozmiękczył moje serducho <3 Oby częściej!
    Jako że przychodzi mi wypisywać wszystkie pochlebstwa, to przyznaję się bez bicia, że zapisy Dracona o Hermionie to coś pięknego! Niech zatem chłopak piszę częściej :D
    Aaa byłabym zapomniała... Cytat na początku - majstersztyk!
    Pozdrawiam cieplutko, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczałkowo się myliłam i biedna Cassie (moja beta) ciągle musiała poprawiać fragmenty, gdzie mieszał się teraźniejszy czas z czasem przeszłym, ale teraz nie ma to już miejsca. Przyzwyczaiłam się do takiej narracji i uwielbiam ją. Pisze mi się w tym czasie wyśmienicie i wiele opowiadań, które tworzę takich "moich", a nie potterowych, robię też z taką narracją.
      O, cieszę się, że ten fragment przypadł Ci do gustu! :D Zawsze czekam na to, co tym razem tak przyciągnęło twoją uwagę ;)!
      Dziękuję za miłe słowa, bardzo, bardzo mocno <3!

      Usuń
  4. Przepraszam, że jestem tak późno, a komentarz będzie nieco chaotyczny ;)
    Podobały mi się słowa o sercu Dracona, połowie ciemnej, połowie jasnej. Trafnie ujęte.
    Luna znalazła się przed trudnym wyborem. Zaimponowało mi, że sama zaczęła zauważać pewne zmiany w swoim związku z Nevillem, że ona go ogranicza i że być może nie ma sensu tego ciągnąć. Z drugiej strony zależy jej na Blaisie, ale nie ma pojęcia, czy on jej kiedykolwiek wybaczy i czy nie jest zainteresowany Ginny. Biedna Luna.
    Fajnie opisana walka Hermiony i Dracona. Niemal leciały między nimi iskry :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana <3! Cieszę się, że rozdział się podobał :D!
      Jeśli chodzi o walkę Draco i Hermiony to to była kompletnie spontaniczna decyzja o umieszczeniu jej, zastanawiałam się jak podkreślić ich charaktery i przemianę, jaką przechodzą i doszłam do wniosku, że uśmiechy słane do siebie nawzajem po wspólnej walce będą doskonałe ;D
      Jeśli chodzi o to, co czuje Luna, Blaise, Ginny - wszystko będzie się powolnie wyjaśniać, ale to mogę zdradzić - nie sądzę, aby rozwiązanie podane przeze mnie czarno na białym ;)
      Wspominałam już, że lubię mieszać? :D
      Jeszcze raz dziękuję! + Obiecuję jak najszybciej się u Ciebie pojawić na rozdziale, ale nie wiem, kiedy dokładnie to nastąpi - terminy gonią mnie niezwykle :/.

      Usuń
  5. Rany co za walka! Emocjonująca i taka w punkt. Ale najbardziej lubię fragment jak oboje siedzieli na parapecie i na siebie patrzyli. Merlinie rozpływam się <3
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, ja też kocham ten fragment. Aczkolwiek uwielbiam opisywać ich tak "z boku", skupiać się czasami nie tyle na ich wspólnych chwilach, a na tym jak inny ich postrzegają, na małych wzmiankach w dzienniku Draco, itp.
      Ciszę się, ze rozdział przypadł do gustu! :* Dziękuję! <3

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!