poniedziałek, 14 listopada 2016

Rozdział 13

Witajcie, kochani!
Zapraszam Was serdecznie na kolejny rozdział, ten już rozwiewa wiele wątpliwości i jest również początkiem głównego wątku ;). Mam nadzieję, że nie będziecie zawiedzeni. Oczywiście zachęcam do wyrażania opinii, bo przyznam szczerze, że było mi dość przykro widząc tak małą ilość komentarzy pod poprzednim rozdziałem. No, ale już nie przedłużając; zapraszam :)!
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

Zabić śmierć

Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki,
śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą,
na którą stawia się własne życie.
~ Paulo Coelho

Sobota rozpoczyna się dla Hermiony wyjątkowo wcześnie. Jak najciszej wstaje i kieruje się do łazienki; nie chce budzić Ginny ani Fay. W pośpiechu ubiera się i wychodzi z dormitorium. W Pokoju Wspólnym panuje cisza, tak samo jest na hogwarckich korytarzach. W Wielkiej Sali jest mało osób, Hermiona dostrzega jednak, że przy stole Ravenclawu siedzi wielu uczniów ubranych w stroje do quidditcha, zapewne będą mieć trening. Wzdryga się, pogoda za oknem jest paskudna; burzowe chmury zbierają się nad zamkiem. Niestety, niedługo pierwszy mecz, a Ravenclaw gra go ze Slytherinem. Muszą być doskonale przygotowani.
Nie ma apetytu; mimo że przysmaki wyglądają cudownie, Hermiona nie może przełknąć nawet kęsa. Po pierwsze, boli ją gardło. Wyszła na błonia bez szalika, a wiał chłodny wiatr, teraz niestety musi się przemęczyć parę godzin. Nie ma czasu, żeby iść do pielęgniarki. A po drugie, jest zbyt podekscytowana możliwością zagłębienia się w księgi, które przysłał jej Wiktor. Wczoraj wieczorem dostała paczkę. Zaraz odpisała przyjacielowi, ale jeszcze nie wysłała listu. Atena musi odpocząć. Puchacz przebył długą drogę, Hermiona nie chce go zbytnio przemęczać.
Wstaje i kieruje się w stronę biblioteki. Gdy do niej wchodzi, na jej usta wpływa błogi uśmiech. Zapach starych woluminów działa na nią kojąco, przyjemnie drażni jej nozdrza. Skinieniem głowy wita się z panią Pince, jak zwykle pochyloną nad jakimiś spisami. Hermiona kieruje się w stronę swojego ulubionego stolika, stojącego nieopodal okna, a zarazem działu z księgami zakazanymi. Doskonałe miejsce, zwłaszcza że tutaj rzadko kto przychodzi. Wszyscy wolą zaludniony środek biblioteki i stoliki nieopodal wyjścia, zupełnie jakby przebywanie w bibliotece było dla nich tak traumatycznym przeżyciem, że muszą nieustannie spoglądać na drzwi, aby przekonać cię, czy autentycznie mogą stąd uciec!
Kręcąc głową, sięga po malutki woreczek i wysypuje jego zawartość. Wypada kilka zwiniętych ruloników i naprawdę potężnie wyglądających ksiąg. Wyciąga różdżkę i powiększa przedmioty. Po chwili na stoliku aż roi się od zwojów i wyjątkowo grubych tomiszczy. Hermiona delikatnie układa książki na stosik. Wodzi dłonią po pozłacanych grzbietach i starannie żłobionych literach. Okładki książek są delikatne, wykonane najpewniej z jagnięcej skóry, papier zaś szeleści przyjemnie. Wokół niej utrzymuje się ten charakterystyczny zapach starości, atramentu i pergaminu. Czuje się wyśmienicie, jest w swoim żywiole.
Wzdychając, siada na krześle. Z torby wyjmuje kilka kartek i pióro z atramentem. Musi zanotować wszystko, co uda się jej dowiedzieć. Rozwija list od Wiktora; przyjaciel rozpisał jej tytuły w kolejności, w jakiej powinna się z nimi zapoznać. Dlatego pierwszą księgą są „Średniowieczne klątwy i uroki” będące zapiskami nieznanego autora.
Ostrożnie przewraca strony, aż w końcu trafia na właściwą. Z drżącymi dłońmi i mocno bijącym sercem zagłębia się w treść.

Będąc zafascynowanym magią średniowiecznych czarodziejów, nie mogłem przejść obojętnie obok owych klątw. Rok ten była dla mnie rokiem łaskawym. Udało mi się zdobyć to, czego tak bardzo pragnąłem: wiedzę.
Dotarcie do dawnych zaklęć było wyzwaniem trudnym i niezłomnym, ale ostatecznie udanym.
Zapoznałem się z wieloma rękopisami, ale najbardziej moją uwagę przykuł jeden z nich. Klątwa tak okrutna, że na samą myśl o niej czuję fascynację. Autor zwie ją „muntrią”, od prostych słów łacińskich „morte”, czyli śmierć, i „exponetria”, czyli zaklęcie. Jak opisuje twórca – tę klątwę stworzyła nienawiść. Kobieta autora śmiała dzielić łoże z innym mężczyzną… Nie chciał karać jej czymś lekkim, pragnął, by cierpiała. Merwyn Złośliwy już takim był czarodziejem; okrutnym i bezlitosnym. Niezmiernie mi tym imponuje! Podziwiam jego czarnoksięską potęgę.
Autor z dokładnością opisał sposób, w jaki należy rzucić klątwę; trzykrotnie zamachnąć różdżką w prawo, następnie w lewo, skierować w naszą ofiarę i wypowiedzieć słowo „muntria”. Z różdżki powinien wystrzelić błyszczący czarny promień. Uderzyć w ciało ofiary, zwalić ją z nóg i ogłuszyć. Później miała się zacząć prawdziwa zabawa!
Autor rzucił klątwę około 983 roku, rozwijała się w jego niewiernej kochance niemalże cztery lata. Powolnie niszczyła jej organizm. Merwyn przyglądał się temu, dokładnie notując wszystkie objawy. Pragnął poznać jej skutki. Jego zamiarem było zadanie cierpienia, chciał dowiedzieć się, czy mu się udało.
Najpierw kobieta zaczęła słabnąć. Z dnia na dzień traciła siły. Przez pierwszy rok bolały ją kości, nie mogła chodzić, jej mięśnie zanikały. Krew szybko pulsowała w żyłach, pojawiały się rozsadzające czaszkę bóle głowy, które nie ustępowały. Następowały częste omdlenia, wymioty. W końcu klątwa zaczęła dotykać układu nerwowego. Stan ten u niewiernej kochanki autora trwał kolejne dwa lata. Kobieta miała omamy, majaczyła, miewała napady złości i szaleństwa, a także stany lękowe. W ostatnim, najciekawszym roku jej mózg zaczął obumierać. Cierpiała zasłużone katusze. Nie rozpoznawała ludzi, nie wiedziała, kim jest. Jedyną prawdą, jaką znała, była śmierć. To było jej jedyne pragnienie. Jej skóra paliła żywym ogniem, drapała się aż do krwi. Próbowała się zabić, rwała włosy z głowy, obgryzała paznokcie, rzucała się po łożu. W końcu jej naczynia krwionośne pękły, a płuca zalały się krwią. Zaczęła się nią dusić.
Umarła.
Merwyn czcił swoje dzieło. Jednakże pragnął również umieć uwarzyć antidotum, którym w ostatnich chwilach życia swej niewiernej kochanki kusiłby ją. Udało mu się to. Lista składników jest długa i trudna do skomponowania, jednak nie niemożliwa do znalezienia.
1.  Asfodelus roślina z rodziny liliowatych, ma załagodzić ból i cierpienie, oczyścić organizm i ustabilizować pracę serca.
2.  Bezoar unormuje prace układu krwionośnego.
3.  Smocza krew wpływa na układ nerwowy, ma działanie uspokajające, omamy i stany lękowe dzięki niej znikają. 
4.  Kora i liście z drzewa Wiggen leczą ciało i umysł z urazów, które wywołała klątwa.
5.  Sproszkowany róg jednorożca ma działanie oczyszczające i redukujące.
6.  Krew jednorożca wzmacnia organizm, uodpornia go.
7.  Kwiat Samulaga potęguje działanie pozostałych składników, scala je. Leczy wszystkie objawy, niszczy skutki uboczne. Zatrzymuje śmierć.

Hermiona zatrzaskuje książkę z mocą. Nie sili się na delikatność. Jej serce bije szybko, a oddech jest gwałtowny i świszczący. To, czego się właśnie dowiedziała, przechodzi wszelkie pojęcie. Przeczytała wiele ksiąg i słyszała dużo o Merwynie Złośliwym, nawet uczyła się o nim na lekcjach historii magii! Te fakty są nierealne! Niemożliwe, aby ten czarodziej był autorem tak okrutnej klątwy. Owszem, stworzył wiele paskudnych zaklęć i uroków, ale to zaklęcie przechodzi wszelkie pojęcie! Oparła się drżącą dłonią o blat, całe szczęście, że Lord Voldemort nie miał dostępu do tego rękopisu, to, co wówczas by się działo…
– Merlinie – szepcze Hermiona. – Merlinie….
Zakrywa sobie oczy dłonią i odchyla się na krześle. Jeśli to wszystko jest prawdą, a zapewne jest, to to, co spotyka mamę Malfoya… Wzdryga się, a po jej ciele przebiegają dreszcze. Nagle zrobiło jej się zimno. Czuje głęboką nienawiść i złość, dlaczego jest tak wielu okrutnych ludzi, cieszących się z cierpienia i bólu?
Dlaczego świat jest zły?
Widzę, jakie myśli błądzą po jej umyśle. Żal, smutek, złość to tylko niektóre z emocji jej towarzyszących. Hermiona czuje w sobie wielką wściekłość. Magia buzuje w jej żyłach, ale stara się ją opanować. Bierze kilka głębokich wdechów. Powoli się uspokaja. Już od dawna nie wzbierało w niej tyle negatywnych uczuć. Jednym z takich momentów była chwila śmierci Lavender Brown. Nie mogła nic zrobić. Nie mogła jej pomóc, nie mogła jej uratować, nie mogła jej pomścić.
Teraz czuje się podobnie, jednak w jej sercu kiełkuje nadzieja. Teraz może coś zrobić. Pomoże Malfoyowi. Nie pozwoli, by kolejni czarodzieje cierpieli. Wojna i śmierciożercy już dosyć zadali bólu. Czas wstać z kolan i chwycić świat. Nie dać mu przewagi.
Hermiona nie chce, by grzechy przeszłości kolejnej osobie odebrały rodzinę. Wie i rozumie, jaką siłę daje ona człowiekowi. Zaciska dłonie na księdze. Odnajdzie lekarstwo, którym uratuje przed bólem niewinną osobę. Nie pozwoli, by znów cierpiano.
Zmniejsza książki, które następnie wrzuca do swojej torby, ich miejsce na stoliku zastępują podręczniki i pergaminy. Musi odrobić lekcje i przygotować się na egzaminy.
Ja wiem, że nie będzie mogła się skupić. Nikt by nie potrafił, posiadając taką wiedzę.

***

17 października 1998r.
Kochani rodzice!
Nie wiem, co mogłabym Wam powiedzieć. Że się cieszę? Że płaczę, gdy tylko przychodzi do mnie list od Was? Że w końcu czuję Wasze wsparcie?
Jest tyle uczuć i tyle myśli, o których chciałabym Wam napisać. Nie potrafię jednak znaleźć słów. Jedno jest jednak pewne: tęsknię za Wami, za domem, za braćmi, za Waszą miłością i ciepłem. Odliczam dni do świąt, gdy znów się spotkamy, ale tak prawdziwie. Bez złudnych postaw, bez skrytych emocji. Gdy będziemy razem tak naprawdę, prawdziwi, a jednocześnie krusi. Ludzie z krwi i kości. Czekam na moment, w którym usiądziemy razem przy stole i wspólnie wspomnimy Freda. Chwycimy się za ręce i powiemy, jak bardzo go kochamy i jak bardzo kochamy siebie nawzajem.
Pytaliście się, co u mnie. Prosiliście o prawdę. Prawda jednak boli.
Harry… Harry mnie zostawił. Odszedł, nie mówiąc słowa. Pozostawił po sobie jedynie wspomnienie pustki. Wciąż kocham go bardzo mocno. Myślałam, że zawsze będziemy razem; od chwili, w której go poznałam, wierzyłam w to. Niestety, życie potoczyło się inaczej. Pisałam do niego listy, prosząc o zmianę decyzji, niemal błagając. Każda kolejna jego odpowiedź raniła bardziej, w końcu przestał odpisywać. Ja w końcu przestałam prosić. Straciłam go na zawsze i to boli. Nigdy nie przestanę go kochać i nigdy nie zapomnę. Nie potrafię wyrzucić go ze swoich myśli, ze swoich wspomnień, ze swojego serca. 
Nawet nie chcę tego robić! On jest częścią mnie, na zawsze. Nieważne, jak bardzo będzie mnie boleć, na wieczność. Kocham Harry’ego.
Pytaliście, co u Hermiony i Luny. Historia Luny jest szczęśliwa, spotyka się z Neville'em, wydają się szczęśliwi. U Hermiony niestety było gorzej…
Ron bardzo się zmienił, tak bardzo, że stracił Hermionę. Najpewniej na zawsze. Nie będę pisać o tym, co zrobił, jednak zranił ją tak, że wyjechała. Spędziła całe lato w Norwegii, pomagając w modernizacji Durmstrangu. Wróciła dopiero w sierpniu, by przygotować się do roku szkolnego. Wydaje mi się, że Ron nigdy nie odzyska zaufania Miony…
Pytaliście, czy ktoś był przy mnie. Byli… Była Luna, były ciepłe słowa Hermiony. Był Neville. Niestety, nie było Was, nie było moich braci, nie było Harry’ego. Ale przetrwałam to. Udało mi się wytrzymać i czuję, że teraz jestem silniejsza, bardziej doświadczona przez życie. Nie martwcie się o mnie. Teraz już jest dobrze, bo znów jesteście ze mną. Odzyskałam Was i to daje mi siłę.
Kocham Was bardzo mocno,
Ginny

***

– Neville!
– O, Luna. Cześć…
– Zastanawiałam się, czy nie pójdziemy pouczyć się razem do biblioteki?
– Nie mogę. Obiecałem Hannie, że pomogę jej w jednym zadaniu.
Całuje dziewczynę w policzek i uśmiechając się przepraszająco, biegnie w kierunku dziedzińca. Luna wciąż stoi w miejscu. Nie tak planowała niedzielę. Czuje smutek, a jej oczy tracą blask. Gdy chce wrócić do swojego Pokoju Wspólnego, ktoś łapie ją za rękę.
– Liczyłaś, że mi dziś uciekniesz?! – Śmieje się Blaise. – Nigdy w życiu, jesteś mi winna anegdotę!
Luna uśmiechnęła się lekko, ale uśmiech ten nijak współgra z jej smutnymi oczami. Blaise nie pyta, o co chodzi, wie, że jeśli Luna będzie chciała, powie mu. Oferuje jej ramię, za które Luna w końcu go chwyta. Ruszają w kierunku błoni. Mimo że wczoraj lało niczym z cebra, dziś świeci słońce, dlatego ich ciepłe swetry w zupełności chronią ich przed zmarznięciem. Siadają na trawie, która zdążyła już wyschnąć. Luna wzdycha, a Blaise lekko dźga ją łokciem w ramię.
– Czekam na anegdotę!
– Blaise! – mruczy Luna. – Daj spokój…
– Nie ma mowy! Obiecałaś, że opowiesz mi zabawną historię z dzieciństwa. Mów! – Uśmiecha się złośliwie, na co Luna śmieje się głośno.
– Jesteś wredny!
– Jak każdy Ślizgon! A teraz czekam!
– No dobra… Miałam może z sześć lat. Moja mama była piękną kobietą! Nie musiała podkreślać swojej urody, mimo to posiadała kilka szminek. Uwielbiałam zakradać się do sypialni rodziców i ubierać w długie suknie mamy, malować i zakładać biżuterię. Zbliżała się jakaś uroczystość, na którą mama i tata zostali zaproszeni. Mama naszykowała sobie ubranie i poszła zająć się kolacją dla mnie. Nie mogłam się powstrzymać, wyjęłam wszystkie szminki i zaczęłam się malować. A później założyłam jej sukienkę. Kręciłam się bardzo, aż w końcu upadłam. Pupą rozgniotłam na ubraniu wszystkie szminki, które leżały rozrzucone na podłodze…
– Nie! – Blaise śmieje się. – Ale twoja mama zauważyła plamę, prawda?
Luna kręci głową, a jej policzki są czerwone. Zagryza wargę, widząc Blaise’a zanoszącego się śmiechem.
– Jakim cudem?
– Spaliła pieczeń – mruczy Luna. – Była tak zajęta robieniem kolacji i ratowaniem dania, że zapomniała o przyjęciu. Moi rodzice planowali, że udadzą się na nie, gdy tylko tata wróci z pracy. Przyjaciółka mamy, która miała się mną zająć, miała teleportować się z tatą. Gdy tata się pojawił, mama nie była gotowa. Szybko się przebrała, nawet nie patrząc w lustro. Ciocia Lucy zajęła się mną, więc też nie zauważyła zniszczonej sukienki… Okazało się to dopiero na przyjęciu…
– Nie wierzę! Luna, jak mogłaś coś takiego zrobić? Ty niegrzeczna czarownico, malować się w tak młodym wieku?
– Daj spokój… Wiesz, jakiego wstydu najadła się moja mama?
– Wyobrażam sobie!
Długo rozmawiają. Jak zwykle, gdy kończy się jeden temat, udaje im się znaleźć drugi. Nie umieją nudzić się w swoim towarzystwie. Między nimi jest więź, można rzec, że są swoimi bratnimi duszami. Luna czuje przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele i wypieki pojawiające się na twarzy, gdy Balsie długo wpatruje się w jej oczy. Jego brązowe spojrzenie hipnotyzuje ją i sprawia, że jej serce zaczyna szybciej bić. To jest dla niej dziwne, bo tak nie czuje się nawet przy Neville'u… Nagle się wzdryga. Dociera do niej, że coraz bardziej oddala się od swojego chłopaka.
Blaise dostrzega w niej tę ponurą zmianę. Chwyta ją za dłoń, Luna czuje, że po jej ciele przebiegają dreszcze. Dotyk Blaise’a jest niesamowicie delikatny.
– Co się stało?
– Po prostu – zaczyna drżącym głosem Luna – trochę spraw mi się pokomplikowało.
– Wiesz, że możesz na mnie liczyć? Jestem twoim przyjacielem… – mówi ostrożnie.
Luna unosi zaskoczone spojrzenie. Jednak uśmiecha się delikatnie.
– Wiem.
Niespodziewanie zrywa się silny wiatr. W błyskawicznym tempie słońce zostaje zakryte burzowymi chmurami, a na błoniach zapadają ciemności. Zdziwieni uczniowie zrywają się z miejsc. Niestety, na próżno. Zimne krople deszczu najpierw delikatnie, a potem z mocą uderzają o ziemię. Blaise ze śmiechem zrywa się z trawy i wciąż trzymając Lunę za dłoń, ciągnie ją w kierunku zamku. Dziewczyna oddycha szybko, nie ma tak dobrej kondycji jak chłopak. W końcu zmoczeni stają pod dachem. Zanoszą się głośnym śmiechem. Luna opiera się o ramię chłopaka, a on przytula ją do siebie. Ten bieg w deszczu poprawił dziewczynie humor. Spogląda na Blaise’a i uśmiecha się do niego szeroko.
– Dziękuję – mówi. Pochyla się i całuje chłopaka w policzek.
Na dziedzińcu znajduje się wielu uczniów. Na jednym z murków siedzi Neville i Hanna. Odrabiają razem prace domowe, gdy zrywa się silna wichura, a deszcz zaczyna bębnić o dachówkę. Spoglądają na uczniów rozbawionym wzrokiem. Po kilku minutach pierwsze zmoknięte osoby wpadają na dziedziniec i kryją się przed nawałnicą. Nagle Hanna wychyla się bardziej, wygląda, jakby czemuś uważnie się przyglądała.
– Czy to Luna? – pyta, wskakując na jakąś roześmianą parę.
– Nie, to nie może być ona – odpowiada drżącym głosem Neville, choć wie, że prawda jest inna. Ze smutkiem patrzy na swoją dziewczynę przytulającą się do Blaise’a Zabiniego. 

***

18 października 1998
Mógłbym napisać wiele, ale po co? Wystarczy jedno słowo: dobrze. Jest dobrze! Od dawna tego zdania nie było w moim słowniku, a teraz? Teraz mogłoby gościć w moich ustach nieustannie.
Czemu?
Odpowiedź jest prosta; są ludzie, którzy sprawiają, że „jest dobrze” staje się rzeczywistością. Mam Pansy, która nieustannie mnie rozbawia, ale daje też wielką siłę. Naprawdę Pansy nadaje się na terapeutkę! Mam Teodora, który jak zwykle jest realistą, mówi mądre rzeczy, obok których nie da się przejść obojętnie. Jest Blaise, który ostatnio stał się jeszcze większym wesołkiem! Zastanawiam się, czy to dzięki Pomylunie? Jest cały Slytherin! Oni wszyscy są gotowi stanąć w mojej obronie i pomóc mi, nawet jeśli trzeba byłoby skoczyć w ogień.
Jest też Astoria, która ostatnio staje się mi coraz bliższa. Chyba zaczynam coś do niej czuć.
Wiem, że nie jestem sam.
Draco

***

– Nott! Stój ty przebrzydły wężu!
Teodor wybucha głośnym śmiechem, ale odwraca się w stronę idącej w jego kierunku Susan Bones.
– Co się stało, Sus?
Dziewczyna staje naprzeciwko niego, dłonie opiera o biodra. Jej włosy wypadły z luźnego koka i teraz wchodzą w jej oczy.
– Zrobiłeś to specjalnie! – Tupie nogą. Teodor wybucha jeszcze głośniejszym śmiechem.
– A mówią, że Puchoni są spokojni.
– Nie zaczynaj, obślizgły gadzie! Zrobiłeś to specjalnie!
– Sus, przecież wiesz, że ja nie maczałem w tym palców. Jestem przykładnym uczniem Slytherinu, nie jestem skłonny do przebiegłości – mówi z błyskiem w oczach.
Prawda jest taka, że nie mógł się powstrzymać! Susan, gdy się złości wygląda naprawdę zabawnie, a on nie mógł odmówić sobie przyjemności zdenerwowania jej. Owszem, kolegują się, ale gdy nadarzyła się tak dobra okazja, wykorzystał ją razem z Erniem. Udało im się przekonać profesor Babbling, by parą Susan w projekcie, który mieli realizować na kolejnych lekcjach starożytnych run, był Justyn Finch-Fletchley. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że Susan i Justin ostatnio mocno się pokłócili właśnie o ów przedmiot…
– Jesteś wredny – mruczy. Kręci głową z rozdrażnieniem.
– Wiem, Sus!
– Wiesz, że zepsułeś mi cały wtorek?
– Nie jest tak źle, zwłaszcza że na obiad mają być roladki – rzuca Teodor i lekko szturcha Susan.
Dziewczyna zaczyna się głośno śmiać. Idą w stronę Wielkiej Sali, rozmawiając zawzięcie na temat z dzisiejszej lekcji run. Są zgodni, że dział, który rozpoczęli będzie miał ogromne znaczenie w ich przyszłości. Oboje stwierdzają, że będzie fascynujący. Gdy wchodzą do Wielkiej Sali rozdzielają się. Teodor kieruje się w stronę swojego stołu, tradycyjnie siada obok Pansy.
– Gdzie znów zniknąłeś? – pyta przyjaciółka, nakładając sobie danie na talerz. Teodor znów jako pierwszy wybiegł ze szklarni po zielarstwie, nie czekając na nią, Draco i Blaise’a.
– Chciałem odłożyć podręczniki. 
Pansy kiwa głową, nagle sobie o czymś przypomina.
– Ja i chłopaki zastanawialiśmy się nad jedną rzeczą, co się stało, że chodzisz dziś taki zadowolony?
– Udało mi się zdenerwować kilka osób! – Śmieje się głośno, na co Pansy najpierw wzrusza ramionami, a później kreci głową ze znudzeniem. Teodor niekiedy jest strasznie dziecinny.
– Okej.
– Gdzie Draco i Blaise?
– Musieli pomóc profesor Sprout. Zaraz będą.
Teodor kiwa głową i zaczyna jeść obiad. Niespodziewanie ktoś uderza go tak mocno w plecy, że niemal ląduje twarzą w talerzu. Pansy zanosi się głośnym śmiechem, niemal spadając z ławki.
– Cześć, stary! – rzuca Blaise.
– Zabini, zgłupiałeś! – warczy Teodor.
– To się tyczy bardziej ciebie, przyjacielu – mówi Draco, siadając obok Pansy. – Zostawiłeś nas na pastwę losu! A gdyby jakaś krwiożercza roślina nas zaatakowała?
– Jesteście idiotami – mruczy Teodor, ale uśmiecha się szeroko. Tacy przyjaciele to skarb. Da się z nimi pośmiać, ale i można liczyć na nich w każdej chwili.
– Takich idiotów każdy chciałby mieć. – Draco uśmiecha się. Ostatnio ma dobry humor. Jego przyjaciele bardzo o to dbają. Nie pozwalają mu zbyt wiele myśleć o klątwie ciążącej na Narcyzie. To mu pomaga. Oczyszcza jego umysł tak, że chłopak może całkowicie skupić się na szkole i wertowaniu ksiąg. Nie robi już tego z napięciem i drżącymi dłońmi, jest spokojniejszy. A to wszystko dzięki przyjaciołom. 
Gdy Draco kończy posiłek, wstaje od stołu.
– Idę do biblioteki – rzuca. – Zobaczymy się później.
Nikt nie proponuje mu, że z nim pójdzie. Draco bardzo to cieszy. Rozumieją, że potrzebuje nieco samotności i dają mu ją.
Szybko pokonuje drogę do biblioteki. Tam siada przy swoim stoliku. Wyciąga księgi, pergaminy i podręczniki. Najpierw odrabia lekcje, a następnie zaczyna przeglądać książki. Jest dokładny. Pozwala, by treść ksiąg zajęła całkowicie jego umysł. Nie baczy na czas ani na to, co dzieje się wokół niego. Do momentu, w którym słyszy cichy głos, jest pogrążony w swoich rozmyślaniach.
– Malfoy.
Chłopak unosi swoje zaskoczone spojrzenie. Mruży oczy i spogląda chłodno na dziewczynę.
– Czego chcesz, Granger?
– Chcę ci pomóc… – szepcze. Siada naprzeciwko chłopaka, Draco odwraca się zdegustowany, ale i zdezorientowany. Mimo to wciąż czuje palący wzrok Granger.
– Niby w czym? – warczy ostrym tonem.
– Wiem, co się dzieje z twoją mamą…
Draco ma wrażenie, że spada w przepaść, a jego ciało i umysł rozpadają się na miliony drobnych kawałów, z których nic nie da się już złożyć.

16 komentarzy:

  1. Rozdział jest cudowny *_*
    Aż mi się smutno zrobiło,że już się skończył
    i muszę czekać na kolejny aż do 24 listopada, to aż 9 dni.
    ale muszę wytrzymać ;,)

    Ta klątwa jest straszna,ciarki mnie przeszły jak skończyłam czytać o niej.
    Ale to cudowne,że Miona znalazła antidotum.
    Może w końcu ona i Draco przestaną na siebie warczeć.
    Blaise i Luna to taka słodka i cudowna para, oby szybko się zeszli i tworzyli wspaniały związek <3
    Czekam na kolejny i weeeny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*!
      Spokojnie, wytrzymasz tę parę dni ;), a kolejny rozdział na pewno Cię nie zawiedzie :D.
      Tak, z tą klątwą nieco poszalałam :D, ale taki był zamysł od początku, w końcu została stworzona z nienawiści.
      Jeśli chodzi o Lunę i Blaise'a, cóż... Ja od dawna wiem jak to się skończy, ale niestety wyznać tego nie mogę. Mogę jedynie powiedzieć, że niektórzy będą zaskoczeni :D!
      Jeszcze raz dziękuję! :D

      Usuń
  2. Omg.To jest piękne ,straszna i rozwala mi umysł jak ja kocham HP i każde Fanfiction z nim związane no poza tymi gdzie parują Harrego i Draco ale to jest świetne.
    #Irhiriänka

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybacz za spóźnienie :)
    Cieszę się, że dostaliśmy już rzetelną informację o klątwie. To wszystko brzmi okrutnie, strasznie. Rzeczywiście na świecie jest dużo nienawiści. Zaimponowało mi także, że podałaś składniki antidotum :)
    Luna i Blaise to taka ładna para. Sceny z nimi przypominają film romantyczny :) Żal mi jednak Neville'a. Myślę, że Luna za niedługo będzie musiała wybrać, bo nie można ranić uczuć dwóch chłopaków.
    No i końcówka. Hermiona przeszła do sedna. Nie mogę się doczekać ich rozmowy! Mam nadzieję, że tym razem Draco nie odtrąci jej pomocy :)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, wybaczam, wybaczam ;). Oczywiście bardzo dziękuję Ci za takie cieplutkie słowa! :*
      Nawet nie wiesz jak się namęczyłam z tymi składnikami, żeby każdy leczył jedno ze schorzeń, itp., więc tym bardziej jest mi miło, gdy to doceniłaś :D.
      Cieszy mnie, że lubisz naszą Lunę i Blaise'a, ale jak to z nimi będzie, hmm, kto wie... ;)
      Obiecuję, że rozmowa będzie ciekawa, akurat ją mam już całkowicie napisaną :D.
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  4. O rety ja wiem za co tak pokochałam Twoją twórczość.
    To opowiadanie jest fenomenalne i nie są to czce pochlebstwa. Po prostu szczera prawda.
    Luna i Blaise. Wciąż mnie zadziwia ta para i nie umiem tego określić.
    Ale jestem ciekawa rozwoju sytuacji między nimi.
    I końcówka.
    Granger nie owija w bawełnę. Chcę pomóc Draconowi. To zrozumiałe tylko czy ten tej pomocy oczekuje od niej?
    Sama nie wiem i mam sporo wątpliwości.
    pozdrawiam serdecznie i czekam na NN

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam jeszcze dodać ostatnie myśli. Przyjaźń. Przyjaźń to mocne słowo. Draco ostatnio zaczął ją doceniać i dobrze. Wie, że nie jest sam. Tak samo jak Blaise dzięki Lunie. I jeszcze Nott i Astoria... czemu skreślił ostatnie słowa? Intrygujące dość!
      Jeszcze raz pozdrawiam.

      Usuń
    2. Oj, nawet nie wiesz jak mi się miło zrobiło, dziękuję za takie ciepłe słowa! :*
      moja odpowiedź na wszystko brzmi tak jak zwykle, każda niejasność ma swoje wyjaśnienie i wkrótce się ono pojawi :D.
      Właśnie to jest w tym opowiadaniu najważniejsze, to mój priorytet: przyjaźń i wszystko, co z nią związane :).
      Dziękuję jeszcze raz <3!

      Usuń
  5. No i jak mówiłam, czytam!
    Właściwie przeczytałam już do tego momentu, co mnie ogromnie cieszy.

    Opowiadanie zapowiada się świetnie. Masz bardzo ciekawy pomysł na nie i to jeszcze bardziej zachęca. Jak już pewnie większość osób wie, kocham Dramione i jestem im oddana całym sercem.

    Draco w opowiadaniu mnie nieco zaskakuje, jednak jest w odpowiedni sposób wyważony. Ma momenty załamania, co jest zrozumiałe, bo całe życie mu się zawaliło, ale także stara się nie poddawać.
    Hermiona jak zwykle jest pełna współczucia, dobroci i chęci pomagania. W sumie z tym pomaganiem ma tak jak ja. Moja cała rodzina i chłopak nazywa mnie "Matką Teresą", bo nie potrafię przejść obojętnie obok osoby, której mogę jakoś doradzić lub wesprzeć.
    Luna i Blaise tworzy przecudowną parę. W głowie zawsze układa mi się Ginny z Zabinim, ale ta mała odmiana mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Zaczynam im kibicować!
    Pomysł na klątwę jest genialny. Cały opis, przemyślane fakty i nawet składniki, które są potrzebne. Szacunek moja droga!
    Ostatnia rzecz to narracja, która mnie ogromnie zaciekawiła. Przez cały czas zastanawiam sięe kto to może być. Pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że Fred opowiada jak to się wszystko dzieje. Jednak po czasie zaczęłam zauważać sprzeczności i teraz mam problem, bo nie mam pojęcia.

    Czekam na dalszy ciąg i oczywiście będę obserwować.
    PS. Jeśli piszę mało składnie, to musisz mieć świadomość, że ja nie umiem inaczej. W mojej głowie jest za dużo myśli na raz i składają się w niespójną całość. Mam nadzieję, że rozszyfrujesz to. Z góry przepraszam!
    #Nath

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba :). Zarówno postacie jak i wątki. Obawiałam się nieco przedstawiania w ten sposób Draco, ale z drugiej strony to była ta moja wizja jego osoby, jako właśnie chłopaka, który bardzo cierpi. Och, nawet nie wiesz jak wielką radość sprawiły mi Twoje słowa dotyczące klątwy! Głowiłam się nad nią długo, nad składnikami antidotum, nad jej skutkami, sposobem rzucania, itp. Ogólnie poświęcam masę czasu temu opowiadaniu, bo chcę aby wszystko było dokładnie przemyślane, wyjaśnione, zrozumiałe i dopięte na ostatni guzik, aby nie było niedociągnięć :).
      A już na koniec moja odpowiedź na Twoje pytania dotyczące przyszłości naszych bohaterów i narracji, wszystko wyjaśni się w swoim czasie. Teraz już jesteśmy bliżej niż dalej wyjaśnień :D.
      Dziękuję za Twój czas i miłe słowa! :*

      Usuń
  6. Cześć!
    Bez zbędnego przedłużania powiem, że rozdział naprawdę świetny. Tylko dlaczego urwałaś w takim momencie? Robisz polsat tak bardzo. xD Na szczęście mam co dalej czytać. Zaległości mają też swoje plusy. ;D
    Dobra, co do rozdziału, to jak zwykle mega fajny i ciekawy.
    Jak czytałam o tej klątwie, to tak ciężko do mnie dochodziły fakty, ale skupiłam się i doczytałam się w tym sensu. Zazwyczaj, kiedy czytam jakieś notatki, muszę się mocno skupić, więc no.
    Bardzo się cieszę, iż Hermionie udało się odnaleźć jakiś sposób na odczarowanie klątwy. Tylko teraz, czy uda się to zrobić? Czy nie będzie za późno? To już się okaże. Ale w końcu coś ruszyło. Może Narcyza wyjdzie z tego cało.
    Trochę zdziwiło mnie, że Hermiona powiedziała tak wprost Draco, że wie o klątwie jego mamy. Myślałam, iż zrobi to jakoś bardziej... Hm, dyskretnie? Powiedzmy, że to odpowiednie słowo. xd Ale z jednej strony dobrze, że też nie owijała tego wszystkiego w bawełnę. Chociaż Malfoy wie mniej więcej, na czym stoi. Wydaje mi się, że coś niechętnie będzie podchodził do chęci pomocy ze strony Hermiony. I nie dziwię mu się. W końcu chciał to wszystko zachować w tajemnicy, więc skąd Miona mogła o tym wiedzieć... No się zobaczy, jak to wszystko się potoczy. ;)
    Uwielbiam u Ciebie Lunę i Blaise'a. ♥ Oni tworzyliby taką fajną parę. ;D Aż mi się smutno zrobiło, jak napisałaś w którejś odpowiedzi, że w następnych rozdziałach trochę się ta relacja zmieni...
    Trochę zaskoczyła mnie ta opowiastka Luny. ;D Pewnie nieźle jej mama była zdziwiona, jak zobaczyła szminkę na tyłku. xD Nie wiedzieć czemu, zawsze uznawałam Lunę za spokojne dziecko. ;)
    W ogóle zdziwiło mnie, iż Neville'owi tęskno do Luny. Toż przecież on ma dziewczynę! Ech, Neville, Neville, weźże się określ. xd
    Uwielbiam, jak opisujesz relacje/dialogi między Ślizgonami. Z resztą wydaje mi się, że o tym wcześniej mówiłam. Ale co tam... Można powtórzyć. xD
    To chyba wszystko. :)
    Pozdrawiam i dużo weny życzę! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie przesadzajmy, do Polsatu to mi jeszcze daleko :D! Taką mam przynajmniej nadzieję ;)
      Dziękuję bardzo za miłe słowa! :) Jeśli chodzi o Herm i o to, że tak szybko powiedziała Draco - już i tak dostatecznie długo zwlekała. Nie chciałam też robić z tego telenoweli, wiesz, czegoś w tym stylu: Jak ja mam mu to powiedzieć! Och, nie... A co będzie dalej...?!
      Gdyby tak robiła nie jestem pewna, czy dałaby radę choć w minimalnym stopniu pomóc jego mamie :)
      Luna i Blaise... A co ja się będę rozwodzić, zobaczysz sama... ;)
      Nie za bardzo jednak rozumiem o co chodzi z tymi słowami:
      W ogóle zdziwiło mnie, iż Neville'owi tęskno do Luny. Toż przecież on ma dziewczynę! Ech, Neville, Neville, weźże się określ. xd
      Jakby nie patrzeć to własnie Luna jest jego dziewczyną :D Więc tęskno być mu może ;)
      Jeszcze raz dziękuję! *

      Usuń
    2. O nie! xD Ale plamaż! Mój błąd. Myślałam, ze Neville nie jest w związku z Luna. Coś mi się pomyliło. :P

      Usuń
  7. Wiedziałam, że Hermiona znajdzie jakieś rozwiązanie! Brawa dla niej <3
    Uwielbiam Lunę i bardzo bym chciała żeby była szczęśliwa. Mm nadzieję, że tak będzie :)
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luna - jak i każdy z pozostałych bohaterów - odnajdzie swoje szczęście, ale będzie ono nadchodziło powolnie. Jednak obiecuję, że wszystko będzie w jej życiu dobre ;D!
      Tak, Hermiona pomysłowa :D! To było trochę zbyt oczywiste, no ale, co ja mogę poradzić? Musiało się to w końcu ruszyć, prawda? ;)
      Dziękuję za komentarz! :*

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!