niedziela, 30 października 2016

Rozdział 12

Betowała: Cassie McKinley


***

Druga szansa

Nigdy nie jest za późno na kolejną szansę.
~ Lauren Oliver

Hermiona nie może spać. Przewraca się z boku na bok i usilnie próbuje wyrzucić ze swojego umysłu jedną, natrętną myśl. Wiem, że jej się to nie uda… Ta myśl jest zbyt silna, by dało się ją powstrzymać. Po kilku minutach Hermiona w końcu się poddaje. Wstaje, różdżką oświetla sobie drogę, chwyta stojącą przy ramie łóżka torbę i kieruje się w stronę wyjścia z dormitorium. Na korytarzu i w Pokoju Wspólnym lśnią świecie. Najciszej, jak potrafi, podchodzi do jednego ze stolików i siada przy nim. Wyciąga pióro, kałamarz i pergamin. Zagryza wargę i marszczy brwi. Jej ciało jest odrętwiałe. W końcu decyduje się zacząć pisać, choć dłoń jej drży. Nie może siedzieć bezczynnie, nie po tym, co powiedziała jej Ginny.

Hogwart, 5 października 1998
Drogi Wiktorze!
Pewnie jesteś zaskoczony, że piszę tak szybko, zwłaszcza że mój ostatni list wysłałam do Ciebie przedwczoraj… Jednak jest coś, co chciałam Ci powiedzieć… A właściwie, o co chciałam Cię prosić.
Jedna rzecz nie daje mi spokoju ani nie pozwala spać po nocach. Jest pewna osoba, której bardzo chciałabym pomóc, ale… Nie za bardzo wiem jak….
Dlatego zwracam się z tym do Ciebie.
Pamiętasz, jak pokazywałeś mi podziemną bibliotekę Durmstrangu? Mówiłeś, że jest tam wiele ksiąg z zaklęciami i klątwami, a potrzebne informacje da się łatwo znaleźć… Ja potrzebuję takiej informacji. Muszę znaleźć antidotum na klątwę zwaną „muntria”. To dla mnie wyjątkowo ważne, a i czas gra tu wielką rolę. Proszę Cię, pomóż mi. Osoba, o którą chodzi, liczy na moją pomoc…
Czekam na Twoją odpowiedź.
Oddana przyjaciółka,
Hermiona

Czuje się dziwnie… Ciepło rozchodzi się po jej ciele, bo ma wrażenie, że dobrze postępuje, ale jej serce kurczy się boleśnie. Ma wyrzuty sumienia z powodu wciągania w to wszystko Wiktora.
Jednak prawda jest taka, że Hermiona nie może znieść już tych intensywnych myśli dotyczących Malfoya i jego matki. W swoich snach widzi wątłe ciało Narcyzy Malfoy, gdy ta kona w bólach… Od czasu, kiedy Ginny podzieliła się z nią i Luną tą informacją, nie potrafi odsunąć od siebie wizji nieuchronnej śmierci pani Malfoy. Nawiedza ją nieustannie. Dziewczęta kilkakrotnie udały się do biblioteki, starały coś znaleźć, ale niestety poszukiwania okazywały się bezowocne. Hermiona liczy, że w podziemiach Durmstrangu Wiktor znajdzie odpowiedź.
Opiera głowę o stolik. Nie powinna się angażować, ma świadomość, że gdyby o nią chodziło, Malfoy nie pomógłby jej. W końcu jest tylko szlamą… Zagryza wargę i mocniej zaciska powieki. Jego słowa za każdym razem bolą tak samo mocno. Wrzynają się w jej umysł i zostają w nim na długo, ale… Hermiona nie potrafi przejść obojętnie obok cierpienia. Jest szlachetna i pomocna.
Za jej wielką dobroć życie obdaruje ją szczęściem.

***

Gdy Ginny się budzi, do wschodu słońca pozostaje jeszcze dużo czasu. Zaspana wstaje z łóżka i udaje się do łazienki. W pokoju panuje mrok, a Ginny porusza się chwiejnym, szybkim krokiem, chce jak najszybciej znów zasnąć. Niestety, uderza o kant łóżka Hermiony.
– Przepraszam, Mionka! – szepcze sennie i nasłuchuje, czy nie obudziła przyjaciółki. Jedyne, co słyszy, to delikatny oddech Fay Dunbar dobiegający z przeciwległego końca pokoju.
Ginny mruga zaskoczona. Nagle przytomnieje całkowicie. Marszczy brwi i zaczyna wodzić dłonią po dole łóżka, szukając nóg przyjaciółki. Po chwili uświadamia sobie, że Hermiony nie ma! Najciszej, jak potrafi, podchodzi do stolika, na którym leży jej różdżka, chwyta ją i oświetlając sobie drogę, wychodzi z pokoju.
– Hermiono! – szepcze, widząc przyjaciółkę skuloną na krześle z głową opartą o blat. Podchodzi do niej i potrząsa nią lekko. Jest cała lodowata. – Miona!
– Ginny? – Głos Hermiony drży. Unosi swoje załzawione spojrzenie na przyjaciółkę, a jej ciałem wstrząsa dreszcz. – Która godzina?
– Chyba wpół do czwartej! – szepcze i łapie ją za ramię, podciągając w górę. – Merlinie, czyś ty zwariowała? Jesteś przemarznięta, od której tu siedzisz?
– Nie wiem – mruczy. Czuje, jakby zimne szpile przeszywały jej ciało. Dłonie ma sine. Mimo że w kominku wciąż tli się ogień, w pokoju panuje chłód. Noc jest wyjątkowo mroźna. 
– Chodź w tej chwili na górę!
– Tak. – Ziewa Hermiona. – Już idę.
Bolą ją mięśnie, gdy wstaje i chwyta torbę. Energicznym ruchem zarzuca ją sobie na ramię, a później równie szybko wkłada list do jednej z kieszeni. Nie może zapomnieć go wysłać! Ginny cały czas przygląda się jej uważnie, ale jest zbyt zmęczona, by pytać o cokolwiek. W milczeniu wchodzą do sypialni i kładą się łóżek. Hermiona z westchnieniem kładzie głowę na poduszki i otula się kołdrą.
Są pogrążone we śnie, spokojne i podatne na wszelkie słabości. Patrząc na ich twarze, dostrzegam, jak kruche jest życie człowieka. Mimo to ludzie potrafią cieszyć się życiem… Umieją się bawić, kochać, szaleć, choć często cierpią. To piękne.
Piękne jest też to, że potrafią odmienić życie drugiego człowieka, dając mu szansę.
Długo je obserwuję. Patrzę, jak październikowe promienie słońca padają na ich twarze i budzą je. Jako pierwsza wstaje Hermiona. Podchodzi do Ginny i potrząsa nią. Dosłownie chwilę zajmuje im przebranie się i spakowanie książek. Gdy wybija ósma, schodzą już schodami do Pokoju Wspólnego, a następnie kierują się do Wielkiej Sali na śniadanie. Jak zwykle jest tutaj niezwykle głośno. Słychać śmiechy i rozmowy. Dziewczęta siadają nieopodal Neville’a i Deana. Ginny pozwala wciągnąć się w rozmowę, Hermiona jednak pozostaje pogrążona w myślach.
Fantastycznie jest móc zagłębić się w jej umysł. Nigdy mnie to nie znudzi. Mam wówczas tak jasny i przejrzysty obraz człowieka; smutków, trosk, radości i marzeń…
Teraz widzę, jak wodzi wzrokiem w poszukiwaniu chłopaka, któremu tak usilnie chce pomóc. Wie, co to znaczy stracić rodziców. Państwo Granger wciąż wiodą szczęśliwe życie gdzieś w Australii zupełnie nieświadomi posiadania córki… Czuje ukłucie żalu, dlatego kręci głową. Nie chce znów o tym myśleć.
– Ja już pójdę pod klasę – mruczy Hermiona. Wstaje i łapie swoją torbę.
– To czekaj chwilkę, pójdziemy wszyscy razem – proponuje Dean i zaczyna jeść szybciej. W tym momencie przypomina Rona, dlatego Hermiona kręci głową.
– Tak, już idziemy – dodaje Ginny.
– Spokojnie, niech Dean zje. Pójdę sama, bo i tak chciałam jeszcze powtórzyć, a do tego potrzebuję spokoju. Zobaczymy się na lekcji. – Kiwa głową i szybko kieruje się w stronę wyjścia. Zostało jej dwadzieścia minut do rozpoczęcia zajęć. Ma nadzieję, że zdąży dojść do sowiarni.
Całą drogę zastanawia się nad tym, czy dobrze robi. Czy powinna wciągać w to Wiktora? Czy w ogóle sama powinna się angażować? Przecież tyle bólu, ile przysporzył jej Malfoy i jego rodzina, nie zadał jej nikt. Czuje do niego wielką niechęć, może nawet nienawiść? Ale mimo to Hermiona nie potrafi przejść obok tej sytuacji obojętnie. Ma mieszane uczucia; czasami odczuwa dziwną satysfakcję: po tylu latach zadawania bólu Malfoy w końcu sam go doświadcza... Z drugiej jednak strony jest wściekła na samą siebie za taki sposób myślenia, a ponadto czuje wielkie współczucie. Nikt nie zasługuje na utratę kogoś bliskiego… 
Nawet nie orientuje się, gdy jest już w sowiarni. Jej puchacz poleciał z listem do Wiktora dwa dni temu, pewnie teraz odpoczywa w Durmstrangu. Hermiona podchodzi do jednej ze szkolnych sówek. Głaszcze ją i częstuje przyniesionym ze śniadania herbatnikiem.
– Jedz, mała. Czeka cię długa podróż.
Przyczepia do jej nóżki list i wypuszcza ją. Patrzy, jak sowa znika wśród chmur. Hermiona ma nadzieję, że Wiktorowi uda się coś znaleźć.
Pod klasą obrony jest kilka minut przed dziewiątą. Podchodzi do przyjaciół. Uśmiecha się delikatnie i włącza w rozmowę. Równo z dzwonkiem, drzwi się otwierają, a panna Clare zaprasza wszystkich na lekcję.
– Gdzie byłaś? – pyta Ginny, gdy zajmują miejsca.
– Zapomniałam wziąć jedną książkę – odpowiada.
– Dzisiaj też idziemy do biblioteki?
– Myślisz, że uda nam się coś znaleźć? – Hermiona spogląda na przyjaciółkę wątpliwie. Nie sądzi, aby w bibliotece była jakakolwiek informacja, choć nie zamierza przestać szukać. Obiecała to Ginny, a ponadto czuje, że postępuje właściwie.
– Nie wiem. Możliwie – mówi, wzdychając. – Chciałabym mu jakoś pomóc… Nikt nie powinien tracić swoich bliskich.
Hermiona kiwa głową. Przecież dokładnie to samo myśli. Rodzina zawsze będzie wszystkim, co najważniejsze w życiu człowieka.
– Moi mili – odzywa się ciepłym głosem profesor Clare. – Na dzisiejszych zajęciach zajmiemy się czymś nietuzinkowym, a zarazem pięknym. – Na jej ustach pojawia się szeroki uśmiech. Kilka razy porusza różdżką i wypowiada cicho słowa zaklęcia.
Uczniowie wydają z siebie okrzyki zdumienia. Nad głową nauczycielki unosi się wielki, potężny smok. Jego srebrzysto-niebieskie łuski lśnią, gdy zaczyna swój lot po pomieszczeniu.
– Dziś będziemy mówić o patronusie – mówi. Smok znika, a ona zaczyna przechadzać się po klasie. – I w czasie kolejnych lekcji całkowicie skupimy się na tym zaklęciu. Jednak od razu uprzedzam: patronus to niezwykle potężny czar i niestety niewielu czarodziejów potrafi go użyć. Może się zdarzyć, że niektórym z was nigdy nie uda się wyczarować cielesnej formy, a jeszcze innym nawet bezkształtnego obłoku, dlatego nie przejmujcie się tym zbytnio; to zaklęcie jest wyjątkowo trudne i złożone.
Staje i spogląda na uczniów. Jej usta wciąż zdobi szeroki uśmiech.
– Wiem, że w klasie jest co najmniej kilka osób, które już potrafią wyczarować patronusa. Prosiłabym, aby te osoby wstały i zaprezentowały je nam.
Na trzydzieści pięć osób, podnoszą się tylko cztery: Hermiona, Ginny, Neville i Seamus. Panna Clare uśmiecha się do nich ciepło i delikatnie kiwa dłonią, by zademonstrowali swoje patronusy.
Widzę, jakie wspomnienia wypełniają ich myśli.
Neville idzie szpitalnym korytarzem. W Świętym Mungu panuje cisza. Jego babcia poszła po kawę, dlatego sam staje przed drzwiami pokoju. Z pewną obawą wchodzi do pomieszczenia. Na jednym z łóżek siedzą jego rodzice. Nie zorientowali się jeszcze, że wszedł. Oboje mają przymknięte oczy, opierają się o ścianę. Neville dostrzega, że mają złączone ręce. Na jego usta wpływa uśmiech. Kocha ich tak bardzo.
Obok Neville’a w powietrze wzbija się piękny sokół. Zatacza wielkie kręgi po sali i ląduje na ramieniu chłopaka.
Seamus znajduje się na peronie 9 i ¾. Obok niego stoją rodzice. Mama obejmuje go mocno, a tata trzyma mu dłoń na ramieniu. Seamus uśmiecha się szeroko: właśnie rozpoczyna przygodę życia!
– Pisz często, Seamusie – mówi pan Finnigan.
– I uważaj na siebie, synku! – Mama ostatni raz całuje go w czoło.
Seamus wchodzi do pociągu i zaczyna szukać wolnego przedziału. W końcu siada w jednym z dziewczynką o imieniu Hermiona i chłopakiem Neville'em. Podróż mija im na szukaniu ropuchy Neville’a, Teodory. Udaje im się ją znaleźć kilka minut przed przyjazdem na stację.
– Dziękuję za pomoc – mówi ponownie Neville, ale Seamus ucisza go. Właśnie wchodzą do Wielkiej Sali, chce się wszystkiemu dokładnie przyjrzeć.
– Patrz, jaki piękny sufit – szepcze z zachwytem.
Rozglądają się na boki. I milkną, gdy zaczyna się przydział do domów. W końcu zostaje wyczytane jego nazwisko. Na drżących nogach wchodzi na podwyższenie i siada na stołku. Tiara nie zastanawia się długo, niemal od razu wykrzykuje:
– Gryffindor!
Z różdżki Seamusa wypływa srebrzysta poświata, która zamienia się w lisa. Kilka razy przebiega on wokół sali, ostrząc swoje zęby. Zanim znika, chowa się za jedną z ławek tak, że widać tylko jego ogon.
Patrzę, jak w oczach Ginny błyszczą łzy. Widzę obrazy w jej umyśle. W jej wspomnieniu są wszyscy, których kocha: mama, tata, Fred i reszta chłopaków, Hermiona, Harry i inni członkowie Zakonu. To były ostatnie święta Bożego Narodzenia, w czasie których byli w komplecie. Fred wygłupia się, czym irytuje Molly. Wraz z George'em rzucają w Rona orzeszkami. Harry z uśmiechem odpakowuje paczkę: znów otrzymuje sweter ze swoim imieniem, wyszytym złotą nitką. Hermiona rozmawia nieopodal z Percym, który jak zwykle jest pełen dumy i pewności swojej racji. Ginny z uśmiechem zauważa jego zmieszanie, gdy Hermiona zaledwie jednym argumentem niszczy jego tezę.
Uczniowie z zafascynowaniem patrzą na srebrzystego konia, który potrząsa grzywą. Lśni w blasku promieni wpadających do pomieszczenia. Wszyscy są oczarowani. Odczuwają chęć nauczenia się tego zaklęcia. Również pragną móc wyczarować tak fantastyczne zwierzę.
Hermiona chwilę zastanawia się nad wspomnieniem. I mimo że czuje wielkie ukłucie żalu, wie już, o czym powinna pomyśleć. W Pokoju Wspólnym panuje półmrok i cisza. Oprócz nich nie ma tutaj nikogo. Hermiona siedzi na podłodze przed kominkiem oparta o kolano Harry’ego. Ron jak zwykle pałaszuje słodkości, tym razem zjada fasolki wszystkich smaków kupione w czasie ostatniego wypadu do Hogsmeade. Panuje między nimi cisza, którą niespodziewanie przerywa Harry.
– Dziękuję – mówi.
Hermiona odwraca się w jego stronę. Ron również to robi z ustami pełnymi fasolek.
– Za co? – mówi, choć jego usta są pełne jedzenia. Hermiona wzdryga się z oburzeniem i niesmakiem! 
–Ron! Nie mów z pełną buzią! – warczy z reprymendą. Ron wzrusza ramionami, a Harry uśmiecha się szeroko.
– Za to, że jesteście moimi przyjaciółmi.
Hermiona mruga szybko, nie chce, by z jej oczu popłynęły łzy. Chrząka i wypowiada formułę zaklęcia:
– Expecto patronum.
Wydra, która zaczyna wokół niej pląsać, świeci najjaśniej ze wszystkich pozostałych patronusów i utrzymuje się najdłużej. Gdy znika, wokół Hermiony wciąż jeszcze unosi się srebrzysta poświata, lśniąca niczym diament.

***

6 października 1998
Dzisiejsze lekcje obrony były nietypowe. Uczyli nas uczniowie… Jak wyjaśniła profesor Clare: chce sprawdzić, jak odnajdziemy się w takiej sytuacji…
Miałem pecha – jak zwykle zresztą – trafiłem do grupy, którą uczył Longbottom. To cud, że ten dziwoląg w ogóle umie to zaklęcie. Dawno nie słyszałem tak wielu „eee” w jednym zdaniu: Musimy, eee, pomyśleć, eee, o, eee, wspomnieniu, eee. Aaa, eee, szczęśliwym…
Merlinie, w tamtym momencie wolałbym być w grupie kogokolwiek innego, nawet Granger…
Prawdę mówiąc, nawet nie muszę próbować tego czaru; wiem, że nigdy mi nie wyjdzie. Nie potrafię wskrzesić w sobie tego najszczęśliwszego wspomnienia, nie teraz, gdy moje myśli zaprząta matka. Wbrew oczekiwaniom uzdrowicieli, nie wybudziła się… Jedyną odpowiedzą, jaką uraczyli mnie medycy, była prośba o cierpliwe czekanie.
Więc czekam i szukam lekarstwa. W nadziei, że to cokolwiek da.
Draco

Draco wzdycha. Odkłada dziennik i sięga po książkę. Skończył już lekcje, teraz w spokoju może zająć się wertowaniem tomiszcza. Niestety, jego myśli błądzą zupełnie innym torem. Nieustannie powtarza sobie, że będzie dobrze. Jego matka się wybudzi, a on znajdzie lekarstwo, by ją wyleczyć. Wtedy oboje wyjadą... Nowy początek… Druga szansa…. Draco sądzi, że nie może na nią liczyć tutaj, w Brytanii. Zbyt wielu ludzi go zna, zbyt wielu wie o tym, co zrobiła jego rodzina. Uważa, że najlepszym rozwiązaniem będzie ucieczka; zostawienie za sobą przeszłości… Jest jednak wiele „ale”… Nie chce zostawiać przyjaciół, nie chce mieć z nimi tylko listownego kontaktu, w dodatku to tutaj jest jego dom…
– O czym tak myślisz?
Draco mruga zaskoczony. Obok niego siada Astoria. Jej różane usta jak zwykle rozjaśnia uśmiech. Chłopak mimowolnie również unosi kąciki swoich ust.
– Nic szczególnego.
– Szukałam cię, a Teodor powiedział, że możesz być w bibliotece. Ostatnio dużo czasu tutaj spędzasz.
Draco kiwa głową. W ostatnim czasie jedynie tutaj można go znaleźć. Spędza tu wiele godzin dziennie; odrabia lekcje, uczy się, wertuje księgi i oddaje się przemyśleniom. Biblioteka stała się dla niego azylem; bezpiecznym miejscem, w którym może się schronić przed gradem chłodnych słów i lodem żelaznych spojrzeń.
– Jak ci minął dzień? – pyta ciepłym głosem. Astoria doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak Draco jest postrzegany. Nie może zrozumieć, skąd w ludziach bierze się tyle nienawiści. Dlaczego wszyscy postrzegają Draco jako tego złego, kiedy on wcale taki nie jest? Mimo że Astoria dopiero co go poznaje, czuję, że między nimi wykształca się więź przyjaźni, a może nawet czegoś więcej? Ostatnio coraz częściej myśli o chłopaku. Draco gości w jej myślach nieustannie, co zaskakuje dziewczynę, a jednocześnie fascynuje. Nie wie, jak to jest być zakochaną, nigdy jeszcze tego nie doświadczyła. Ale sądzi, że to dziwne, przyjemne mrowienie w brzuchu, które czuje na każdą wzmiankę o Draco, może być właśnie tym uczuciem…
– Zwyczajnie – odpowiada swobodnie Draco.
– Naprawdę nie wydarzyło się nic ciekawego? – pyta nieco zawiedziona.
– Nic, chociaż… Na zielarstwie przesadzaliśmy gryzące cebule. Te rośliny mają tak straszliwy zapach, że wywołują lekkie łzawienie, ale oczywiście Pansy złamała stereotypy. Wybuchła takim płaczem, że przez resztę zajęć wszyscy kręcili się wokół niej, podając chusteczki.
Słowa Draco nie są szczególnie zabawne, ale Astoria śmieje się cicho, na co chłopak się uśmiecha. Siedzą tak chwilę, rozmawiając. Draco lubi jej towarzystwo. Bardzo dobrze się przy niej czuje. Gdy zbliża się pora kolacji, oboje wstają i kierują się w stronę Wielkiej Sali. Tam Astoria idzie do swoich koleżanek, a Draco kieruje się w stronę siedzącego już przy stole Teodora.
– Widzę, że cię znalazła – mówi Teo, kiwając głową na Astorię.
– Nic nowego. – Śmieje się Draco. – Mam wrażenie, że nawet gdybym schował się pod ziemią, spotkalibyśmy się.
– Ale ci to nie przeszkadza?
– Nie. Lubię Astorię.
– Wiesz, że ona ciebie też? – Teodor spogląda na Draco uważnie. Przyjaciel kiwa głowa i wzrusza ramionami.
– Jest fantastyczną dziewczyną – przyznaje.
– Oczywiście, że jestem! – Pansy niespodziewanie pojawia się obok nich, siadając wygodnie na ławce. Obie dłonie opiera na stole.
Teodor wybucha śmiechem.
– I w dodatku jesteś bardzo skromna?
– Nie, do tego się nigdy nie przyznawałam! – Pansy szczerzy zęby w uśmiechu.
– Przyszedł list od Rogera? – pyta Draco. Pansy zawsze wariuje ze szczęścia, gdy dostaje kolejny list od swojego chłopaka. 
– Aż tak to widać? – Śmieje się głośno. – Przyjedzie w sobotę do Hogsmeade, już nie mogę się doczekać!
– A gdzie Blaise? – Teodor stara się zmienić temat, Pansy oczywiście od razu orientuje się w jego zamiarach i prycha, ale ostatecznie udziela odpowiedzi.
– Zniknął gdzieś z Lovegood.
– Ostatnio dużo czasu spędzają razem – zauważa Draco.
– Mam wrażenie, że to już nie tylko ich projekt – mówi Pansy. – Ja ze swoim partnerem nie spędzam tyle czasu, ba! Nawet bym nie chciała… Jest tak nudny, że ledwie wytrzymuję chwile, w których pracujemy nad zadaniem! 
Draco i Teodor kiwają głowami, a na ich usta wpływają uśmiechy. Blaise’owi dobrze robi ta znajomość.
– W każdym razie nie sądzę, aby szybko pojawił się w Pokoju Wspólnym. Wychodzi na to, że dzisiejszy wieczór spędzimy w trójeczkę! – Pansy klaszcze w dłonie, ale widząc smętne spojrzenia chłopaków, jej entuzjazm stygnie. – Dobra, co znowu?
– Chciałem iść jeszcze do biblioteki – mówi Draco.
– A ja obiecałem Ernie'emu, że pomogę mu z eliksirów. Jutro ma egzamin – dodaje Teodor.
– Aha, dobra. Zapamiętam to sobie! – Pansy prycha. – Parszywi zdrajcy. Phi, jedna osoba też może się świetnie bawić! Mówię wam!
Jednak kilka minut później odwraca się w stronę Milicenty, z pytaniem czy nie chciałaby spędzić dzisiejszego wieczoru na babskich ploteczkach. 

***

Blaise siedzi z Luną na błoniach. Nie potrafi ukryć uśmiechu, który ciśnie mu się na usta, widząc, jak dziewczyna odchyla głowę, pozwalając poniedziałkowym promieniom słońca błądzić po swojej twarzy.
– Nie sądzisz, że takie momenty są najwspanialsze? – pyta; wciąż ma przymknięte oczy.
– Co masz na myśli?
– Chwile takie jak ta, gdy możesz oderwać się od problemów.
– Masz jakieś problemy? – Blaise prostuje się i marszczy brwi. Jeśli tylko będzie w stanie, pomoże jej we wszystkim.
Luna odwraca się w jego kierunku i łapie go za dłoń. Blaise jest tym bardzo zaskoczony, dlatego sztywnieje. Mimo to przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele.
– To nie o mnie chodzi. Od czwartku wydajesz się jakiś niemrawy. Co się stało?
Blaise jest zaskoczony, że Luna zauważa zmianę w jego zachowaniu. Prawdę mówiąc, stara się ukrywać ze swoimi uczuciami jak najbardziej.
– Co się dzieje, Blaise? Widzę, że jesteś strasznie milczący.
– To przez matkę – mówi. Wzdycha głęboko.
W czwartek przyszedł od niej list. Poznała kolejnego mężczyznę. Bogatego czarodzieja wywodzącego się z czystokrwistego hiszpańskiego rodu. Jedyne, co mu napisała, to to, że jest na dobrej drodze do zmiany nazwiska… Blaise ma już tego dosyć. Nie potrafi już patrzeć ani nawet myśleć o matce bez uczucia obrzydzenia. Jest wyrachowaną kobietą, która nie zna granic. Chłopak opowiada o tym Lunie. Dziewczyna słucha go, cały czas trzymając za rękę. Chce być wsparciem dla Blaise’a. Nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo jej dotyk koi jego nerwy.
– Nie chce jej tracić, ale mam już tego dosyć – szepcze Blaise. – Nigdy nie była dla mnie matką, ale kocham ją… Tak mi się wydaje…
– Nic na to nie poradzisz, Blaise. – Luna mówi ciepłym głosem, głaszcząc kciukiem jego dłoń. – Myślę, że ona tak stara się przed czymś uciec.
– Ale przed czym?!
– To wie tylko ona – mówi i dodaje po chwili: – Nie zmienisz jej postępowania. Jest dorosłą kobietą, nie powinieneś się nią opiekować. To jej zadanie względem ciebie.
– Nigdy się mną nie przejmowała. – Blaise nie kryje złości, ale w jego głosie wyczuwalny jest również smutek.
– Na pewno cię kocha. Na swój pokręcony sposób, ale jednak. Jesteś jej jedynym dzieckiem.
– Nigdy nie sprawiła, że czułem się kochany.
– Może nie umiała?
Luna patrzy Blaise’owi głęboko w oczy. Uśmiecha się do niego ciepło i mocniej ściska jego rękę. Blaise niepewnie pochyla się i przytula dziewczynę. Pachnie słodko, a jej włosy są miękkie niczym aksamit. Przymyka oczy, skupiając się na cieple, jakie od niej bije.
Luna też zatraca się w tym przyjemnym uczuciu. Ma wrażenie, że w tym uścisku mogłaby trwać jeszcze przez długi czas.

***

Durmstrang, 15 października 1998
Kochana Hermiono!
U mnie bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć wyśmienicie! Pamiętasz Ragnhildę? To ta nauczycielka eliksirów. Pisałem Ci o tym, że staram się z nią umówić i udało mi się! Co prawda trwało to nieco ponad miesiąc, ale było warto! Hilda jest fantastyczna; piękna, mądra, szlachetna. Chyba się zakochałem, Hermiono. I nawet nie wiesz, jak mnie to cieszy…
To tyle, jeśli chodzi o Twój przedostatni list, a jeśli mowa o tym ostatnim… Wybacz, że odpisuję tak późno, ale Twoja prośba całkowicie pochłonęła mój czas. Zaniepokoiły mnie Twoje słowa… Czy coś się dzieje w Brytanii? Czy pomocy potrzebuje ktoś bardzo Ci bliski? Ufam jednak, że gdybyś tylko mogła, powiedziałabyś mi, kogo dotyczył ten list.
Jak zwykle Twoja intuicja Cię nie zawiodła; w podziemnej bibliotece faktycznie znalazłem potrzebne księgi. Jest w nich wiele informacji na temat klątwy, a w jednej z nich zmieszczony jest dokładny opis antidotum, składniki i sposób uwarzenia eliksiru. Wszystko znajduje się w sakiewce Ateny. Uważaj jednak na nie, gdy będziesz je powiększać: tomy mają wiele setek lat.
Uważaj na siebie, Hermiono. Wiem, że jesteś gotowa wiele zrobić, by komuś pomóc, dlatego proszę Cię: bądź ostrożna.
Twój przyjaciel,
Wiktor

13 komentarzy:

  1. Nowy rozdział jak zwykle ujmujący :D
    Lubię relację Wiktora i Hermiony. Dziewczyna zawsze może liczyć na swojego przyjaciela. Przyznam, że faktycznie jest bardzo szlachetna. Mało kto tak przejąłby się problemami dawnego wroga i próbowałby mu pomóc.
    I jak na razie Draco dalej zbliża się do Astorii. Niestety ich jako parę też polubiłam, aż żal będzie to kończyć na rzecz Dramione ;)
    Wzruszyłam się na wyczarowywaniu patronusów :P
    Bardzo ładna, ciepła, szczera rozmowa Luny i Blaise'a.
    Pozdrawiam i weny ^^

    P.S.
    Bardzo się cieszę, że wpadłaś też do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! :)
      Tak, jakoś nigdy nie wyobrażałam sobie Hermiony inaczej, zawsze to uważała ją za dziewczynę, która potrafi przebaczać i stara się za wszelką cenę pomóc, dlatego też tak ją przedstawiam :).
      No wiem, ja też kurczę polubiłam Astorię i Draco :(. Ale to miało być Dramione i to Dramione będzie, ale wszystko w swoim czasie ;).
      Cieszy mnie, że spodobała Ci się rozmowa Luny i Blaise'a, uwielbiam pisanie fragmentów o nich, ba! Kocham pisać wszystkie fragmenty, całe to opowiadanie! :D
      Jeszcze raz dziękuję!
      + Czekam na Twój rozdział! ;) I moment, kiedy w końcu pojawi się Bestia :D. Więc pisz, pisz ;).

      Usuń
    2. Nie ma sprawy ^^
      Masz rację, Hermiona miała wielkie serce, chociaż czasem również potrafiła się odgryźć ;)
      No właśnie widać, że dobrze Ci się pisze o Astorii, serio szkoda haha ;) I super, że czerpiesz taką radość z pisania, to bardzo ważne :D
      Rozdział powinien pojawić się niebawem, jak będę miała czas go sprawdzić ;) Dzięki, że pytasz :3

      Usuń
  2. Rozdział świetny^^
    Już dawno go przeczytałam,
    ale nie mogłam się zabrać za skomentowanie.
    Lekcja OPCM była piękna i te wspomnienia....ahhh
    I jeszcze ten list od Wiktora,mówiący że znalazł lekarstwo na chorobę Narcyzy.
    Mam nadzieję, że dzięki temu Miona i Draco się do siebie zbliżą.
    Czekam nakolejny i weeny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za miłe słowa :). Cieszy mnie, że postanowiłaś skomentować, to wiele dla mnie znaczy :).
      Dziękuję jeszcze raz! :*

      Usuń
  3. Cześć!
    W końcu zebrałam się za przeczytanie kolejnego rozdziału, więc wypadałoby skomentować. ;)
    Z wejścia powiem, iż rozdział mi się bardzo podobał, z resztą jak zawsze. Bardzo lubię Twoje opowiadanie i jak mam chwilę, to lubię sobie poczytać. :)
    Rozdział czytało mi się bardzo przyjemnie. Lubię narrację w tym opowiadaniu, mimo że ciekawość zżera mnie od środka, kto jest narratorem. Tak swoją drogą obstawiam Syriusza albo Dumbledore'a, ale zapewne się mylę. :P
    No, miałam komentować rozdział, a ja tu się rozwodzę nad narratorem. Cała ja. xD
    Na początku sądziłam, ze Hermiona, pisząc list do Wiktora, sama będzie chciała w jakiś sposób dostać się do Durmstrangu. Ale się pomyliłam. I powiem szczerze, iż nawet się cieszę, że tam nie pojechała. Może byłoby ciekawie, ale żywię do tej szkoły lekka niechęć, więc no... Dobrze, że Wiktorowi udało się znaleźć księgi o tej klatwie. I obstawiam od razu, ze raczej nie będzie prosto jej zdjąć. I wydaje mi się, że Malfoy bedzie też troszkę zły na Hermione, iż miesza się w nieswoje sprawy.
    Uwielbiam w Twoim opowiadaniu rozmowy między Ślizgonami. ♡ Wychodzą Ci tam naturalnie. I jak zazwyczaj nie lubię Pansy, to u Ciebie to jedna z moich ulubionych postaci.
    I oczywiście Luna i Blaise... Podoba mi się ta relacja, tylko coś czuję, że ich uczucia nie są obustronne. Blaise liczy chyba na coś więcej, a Luna chce to tylko jako przyjaciela. Tak mi się wydaje, choć mogę się mylić.
    No i została jeszcze lekcja OPCM. Wyszła Ci świetnie. Podobało mi się jak opisywała, o czym myślą Hermiona, Neville i Ginny. ♡ Aż mi się łezka w oku zakręciła (co jest u mnie naprawdę rzadkie). ;D
    To chyba tyle.
    Przepraszam Cię za jakieś dziwne przeinaczenia, ale piszę z telefonu... I chyba sama rozumiesz...
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro postaram się nadrobić kolejne rozdziały. ;)

      Usuń
    2. Hej! :)
      Dziękuję serdecznie za ciepłe słowa ;)!
      Cóż, narracja do końca pozostanie wielką niewiadomą, ale miło jest poczytać teorie :)! Uwielbiam je, bo niektóre z rozdziału na rozdział stają się jeszcze bardziej intrygujące ;)! Jednak czy pośród nich jest choć jednak dobra? To się okaże...
      Nigdy nie planowałam wyjazdu Hermiony do Durmstrangu, to wydało mi się raczej mało prawdopodobne, w końcu trwa rok szkolny i nie sądzę, aby komukolwiek wolno było od tak po prostu opuszczać zajęcia :).
      Luna i Blaise.. Będziesz zaskoczona jak to się potoczyło! I to jak postrzegają tę relację też cię zaskoczy :D!
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz!

      Usuń
  4. Tak dawno czytałam 11 rozdział, że aż mi głupio. Miałam tyle na głowie i dopiero teraz zaczynam nadrabiać zaległości. Mam nadzieję, że wybaczysz.
    Rozdział bardzo fajny. Podobały mi się wspomnienia członków GD. List do Wiktora taki tajemniczy...
    Zawsze lubiłam duet Blaise Luna. Razem są tacy idealni <3
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, ja mam podobnie, wciąż jeszcze nie zajrzałam na tyle blogów, a czasu znów mi brakuje :( Ale, niestety, nie mam na to żadnego wpływu :( Jednak liczę, że pod koniec maja już będę mogła na bieżąco wszystko czytać, pisać i odpoczywać, po ciężkim roku :D
      Cieszę się, że rozdział Ci się spodobał i bardzo dziękuję za miłe słowa! :*

      Usuń
  5. #MagiczneSmakołyki #DyniowePaszteciki

    Merlinie, jestem najgorszą czytelniczką ever! Chyba z miesiące mnie tu nie było, ale cały czas pamiętałam o tym opowiadaniu. Ale co ja mogę… Deadline goni deadline, egzaminy mi się sypią na głowę, komentarze gdzieś pozaczynane, historie zaległe z tyłu głowy. Jednak jak zobaczyłam, że mogę wziąć udział w akcji, to od razu się na Ciebie rzuciłam, bo no cóż, nie mogłam sobie przepuścić tego opowiadania. :D Więc wracam niczym syn marnotrawny z nadzieją, że moja nieobecność zostanie puszczona w niepamięć.

    Wracam do standardowego komentowania dwóch rozdziałów naraz.

    Wiesz, co lubię w opowiadaniach? Realizm. Takie wplatanie rzeczy, które spotykają nas na co dzień. Rzadko kiedy ludzie chcą o tym pisać, nawet ja sama chyba trochę traktuję to po macoszemu, ale jak widzę takie wstawki z życia wzięte, to od razu przyklaskuję. A piszę to w odniesieniu do Luny i jej przeziębienia. :D To takie banalne i jednocześnie właśnie w tej banalności życia – ujmujące. Przypomina to, że postaci są ludźmi.

    A skoro już mowa o Lunie – kurczę, piszesz o niej w taki sposób, że od razu wokół mnie robi się ciepło, przyjemnie, a słońce jaśniej świeci (mimo że jest noc, to i tak czułam, jakby było wiosenne południe :)).

    Ciekawi mnie relacja Draco i Astorii. Pewnie już o tym pisałam, ale serio – podoba mi się to, jak Draco o niej mówi. I chociaż jako fanka Dramione wypatruję każdej wzmianki nie jak fanka, a jak fanatyczka XD, to i tak bardzo chętnie będę o tej dwójce czytać. Interesujące, co tam z nich będzie.

    W ogóle integracja między domami, szczera chęć pomocy wychodząca od dziewczyn – jest w tym coś, co sprawia, że mam uśmiech na twarzy. Twoja narracja powoduje, że moje serducho jest przyjemnie spokojne. :)

    Na koniec jeszcze dwie wzmianki. Pansy! Jej przebojowość, bezpośredniość – uwielbiam! Taką Pansy mogę czytać i czytać. A Wiktor i romans z nauczycielką? Hahah, zabiłaś mnie tym. Świetne! :D

    (Na bloga trafiłam dzięki Akcji komentatorskiej „Magiczne Smakołyki”. Więcej szczegółów tutaj).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja uwielbiam Twoje komentarze! <3 *.*
      Cieszę się, że postanowiłaś kontynuować historię, jest mi z tego powodu niezmiernie miło :*!
      Ogólnie staram się jak najbardziej urealnić ten świat, nie chcę tworzyć ideałów, ale wiem, że nie zawsze mi to wychodzi, niestety. Muszę to w kolejnych rozdziałach zmienić :D
      Postać Luny jest jedną z moich ulubionych. Jestem zadowolona z tego, że postanowiłam jednak zmienić jej charakter i mam nadzieję, że wyjaśnienie dlaczego nagle przestała wierzyć w te magiczne, zmyślone stworzonka jest całkiem realne. W sumie mogło się tak zdarzyć, prawda? Rowling sama pisała, że gdy Luna dojrzała zrozumiała, że wiele tych istot po prostu jest wymysłem jej ojca ;D
      Wiem, że to jest dramione, i naprawdę mocno - bardzo mocno wręcz - chciałabym już móc pisać takie prawdziwe dramione, ale, kurczę, nie mogę :c To jeszcze za wcześnie, więc zadowalam się drastorią :D! Ogólnie mimo że toleruję tylko dramione, to jakoś o nich pisze mi się tak łatwo, neutralnie, itp.
      I cieszę się, że moja Pansy Ci się podoba! Ogólnie irytuje mnie gdy wszyscy robią z niej fankę Draco, biegającą za nim krok w krok. Chyba niektórzy zapominają, że Pansy jest szlachcianką/czystej krwi czarownicą, a więc jest dobrze wychowana, i nigdy, przenigdy, nie będzie się przed nikim płaszczyć, ani poniżać.
      Jeszcze raz dziękuję za taki długaśny komentarz! <3

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!