czwartek, 22 września 2016

Rozdział 9

Witajcie, kochani!
Jak mija Wam wrzesień? Pracowicie, czy może jednak leniwie? Mi tak pół na pół. Choć przyznaję, że tęsknie już za czasem odpoczynku… :D.
Dziś mam dla Was, tak jak obiecałam, rozdział 9. Jest dłuższy, ale jest w nim trochę przeskoków czasowych. Zresztą, sami zobaczycie ;). Oczywiście zachęcam do wyrażania swoich opinii.
Rozdział 10 ukaże się 2 października.
Buziaki!
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

Wieża szarych dni

Nigdy nie jesteśmy bardziej samotni,
Niż leżąc w łóżku z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem,
Którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień.
~ Jonathan Carroll

7 września 1998
Ukrywam się w zimnej pustce. W wieży swoich szarych dni. Łudzę się, że w końcu ból ustąpi. Żyję nadzieją, że odejdzie w niepamięć. On mnie nie zostawi. Pozbawi mnie ostatnich sił. Nawet, gdy na chwilę znika, wraca. Ale ja wciąż wierzę. Nie poddam się, choć tak bardzo bym chciał. Nie mam już odwagi. Zawsze byłem tchórzem i na zawsze nim pozostanę. Tchórz. To słowo najbardziej mnie boli, ale jest prawdą. Boje się. Boję się żyć, bo wiem, że nawet jeżeli spróbuję, przeszłość dosięgnie mnie w zawrotnym tempie. Zburzy to, co zdążę wybudować, i okryje jeszcze większym cierpieniem. Znów zamknie w wieży szarych dni.
Draco

***

Trudno jest patrzeć na ich smutek. Od tak dawna obserwuję, zawsze bezstronnie, bezuczuciowo, a teraz?! Nie potrafię przejść obojętnie obok ich żalu, który jest tak namacalny. Na szczęście znam ich przyszłość. Wiem, że w końcu odnajdą ukojenie.
Dziś jest wtorek. Trudno w to uwierzyć, ale znów świeci słońce. Wieje lekki wietrzyk, który swoim ciepłem otula uczniów. W cieplarni jest duszno i parno, większość osób zdjęła czarne szaty szkolne i podwinęła rękawy koszul. Niestety, Draco nie może tego zrobić, a każdy wie dlaczego… Jego przedramię szpeci Mroczny Znak. Tatuaż, mimo że już wyblakły wciąż tkwi na jego ręce i pozostanie tam na zawsze…
– Mam dość! – jęczy Pansy. – Bolą mnie już ręce!
– Przesadzasz – mruczy Draco. Na jego usta wstępuje lekki uśmiech.
– Ja rozumiem, przesadzić jedną, dwie rośliny, ale dwadzieścia?! To wyzyskiwanie uczniów. – Pansy przejeżdża dłonią po czole, a brudne od ziemi rękawice zostawiają ślad na jej twarzy. Przechodzący obok Teodor zaczyna się głośno śmiać.
– Pansy, mówiłem ci, żebyś od czasu do czasu się myła!
Dziewczyna mruży oczy z zaskoczeniem.
– O co ci znowu chodzi, Teo? Czyżby uderzyło ci już do głowy z przepracowania?
Draco śmieje się cicho i niepewnie. Uśmiecham się, bo takie drobne chwilę szczęścia w końcu przyczynią się do tego, że Draco stanie na nogi.
– Wręcz przeciwnie. Noszenie worków z ziemią wpływa doskonale na moje muskuły! – Teodor pręży się dumnie i uśmiecha się z wyższością. W jego oczach błyszczą iskierki, jest rozbawiony.
Draco chwyta za czystą chusteczkę i podchodzi do Pansy. Ściera z jej czoła czarną plamkę i odzywa się:
– Proszę, teraz znów wyglądasz ślicznie.
Pansy śmieje się głośno, a jej policzki rumienią się uroczo. Mimo że Pansy jest z Rogerem, którego kocha i który sprawia, że czuje się wyjątkowa, to nigdy nie zapomni o uczuciu, jakim kiedyś pałała do Draco. Był jej pierwszą miłością, zawsze jakaś część jej serca będzie należeć do niego.
– Niszczysz mi zabawę, Draco! – Teodor prycha głośno i odwraca się, tupiąc nogą. Udaje obrażonego.
– Wracaj już lepiej do Blaise’a – rzuca Pansy. – Bo biedak nigdy nie skończy przesadzać tych roślin!
– A idźcie sobie – mruczy Teodor i odchodzi z wysoko uniesioną głową.
– Uwielbiam go! – Śmieje się głośno Pansy. – Niby taki poważny, a jak przyjdzie co do czego…
– Dzięki, Pansy… – odzywa się niespodziewanie Draco, przerywając przyjaciółce. – Jesteś wspaniała, wiesz? Cały czas mi pomagasz… Zresztą nie tylko ty, Blaise i Teodor też. Nie wiem, co bym zrobił bez waszego wsparcia…
Pansy ciepło się do niego uśmiecha i delikatnie dźga łokciem w żebra.
– Nie zastanawiaj się, co by było gdyby. Masz nas i zawsze będziesz miał. A teraz rozchmurz się, jeszcze się ciebie słońce wystraszy, a planowałam dziś uczyć się na błoniach!
Draco uśmiecha się szeroko, a Pansy ponownie lekko go szturcha, a następnie daje mu pstryczka w nos. Nie zdjęła jeszcze rękawic, przez co rozmazuje mu ziemię nie tylko na nosie, ale i na części policzków.
– Brudas! – rzuca, śmiejąc się głośno.

***

Hermiona siedzi z Ginny przy stole Gryffindoru. Za chwilę ma rozpocząć się obiad. Wygląda na zmęczoną, nic dziwnego. Nie przespała całej poniedziałkowej nocy… Przewracała się tylko z boku na bok, starając się stłumić swoje myśli. Przyszła odpowiedź od Harry’ego. Tak bardzo się o niego martwi, ona nie chce z niego zrezygnować! Wie, że przegrała, wiedziała to już po ich spotkaniu, ale nie umie się poddać, nie umie przestać walczyć.  Będzie próbować do skutku, nie złamie się.
– O czym myślisz? – pyta cicho Ginny.
– O zajęciach – szepcze Hermiona. Nie chce martwić przyjaciółki, wplątywać jej w to całe zamieszanie, Ginny dosyć boli strata Harry’ego. Hermiona stara się nie wspominać o nim w jej obecności. Tylko Luna wie, że próbuje nawiązać z nim kontakt.
– Mało spałaś, prawda?
Hermiona kiwa głową.
– Martwię się trochę. Wiesz, mam tyle zajęć, boję się, że sobie nie poradzę. – Czuje ucisk w klatce piersiowej, nienawidzi kłamać.
– Dasz sobie radę! Przecież to oczywiste!
– Tak, masz rację… – mruczy.
Na stołach pojawiają się potrawy. Dziewczęta nakładają sobie potrawkę i w ciszy ją jedzą. Każda z nich jest zatopiona w swoich myślach. Chcę, aby myśli Hermiony faktycznie dotyczyły szkoły, niestety to bezsensowne pragnienie.
Jej umysł otwiera się przede mną. Czytam z niego jak z księgi. Niepewność jest najbardziej wyeksponowana… Hermiona czuje ją w każdej chwili, ciągle zadaje sobie pytania: Czy dobrze zrobiłam? Czy powinnam to zrobić? Czy to przeze mnie? Dalej są wyrzuty sumienia… Ma wrażenie, że całe zło, które dotyka jej przyjaciół, to jej wina. Mam ochotę krzyknąć: Jak możesz być tak głupia?! Jednak to nie miałoby sensu. Umysły ludzkie są tak dziwnie skonstruowane… Mimo że mam z nimi do czynienia od wieków, wciąż mnie zaskakują! Myśli Hermiony zamykają ją, osaczają. Sprawiają, że jej dni stają się szare; nijakie i bezsensowne. Hermiona pogrąża samą siebie, zamykając się w wieży z szarych dni.
Obiad mija im powolnie. Po posiłku Hermiona wstaje od stołu i cicho się żegnając, rusza na lekcję. Ginny zostaje sama przy stole. Opiera brodę na dłoni i zaciska powieki. Boli ją niewyobrażalnie głowa. Wzdryga się lekko, gdy czuje drobną dłoń na ramieniu.
– Idziemy na błonia, Ginny? – pyta z uśmiechem Luna. – Dotlenisz się, to ci pomoże.
Ginny kiwa głową i podnosi się, jej ciało drży. Czuje się słabo. Od dłuższego czasu nie może się wyspać. Gdy tylko zamyka oczy, widzi bitwę. Gdy próbuje wsłuchać się w ciszę, słyszy odgłosy walki. Gdy przygryza wargi, starając się nie rozpłakać, przypomina sobie o delikatnych, niepewnych pocałunkach z Harrym.
Gdy wychodzą na zewnątrz, od razu otula je ciepły wiatr. Promienia słońca grzeją ich zwrócone w kierunku nieba twarze. Siedzą niedaleko zamku na trawie. Ginny zamyka oczy i odzywa się cichym głosem:
– Też ciągle o tym myślisz, Luno? Wiesz, o wojnie?
– Nieustannie – przytakuje Luna. – Ale to pewnie przez speratiny zwyczajne. – Kręci głową z rezygnacją.
– A to co znowu? – Śmieje się Ginny.
– Malutkie stworzonka, których nie zobaczysz gołym okiem. Zamieszkują miejsca, gdzie rozegrały się jakieś tragiczne wydarzenia, niosą smutek i przytłaczają. Teraz pełno ich tutaj! – Luna wskazuje dłonią na całe błonia i zamek.
– Pewnie masz rację…
– Oczywiście, że mam! – Uśmiecha się Luna. Kładzie się na trawie obok przyjaciółki i dodaje już zupełnie poważnie: – Będzie dobrze, Ginny.
Luna wyjątkowo się zmieniła. Teraz jest dojrzalsza. Wojna sprawiła, że wydoroślała, pozbawiła ją jednej z ważniejszych rzeczy: beztroski. Musiała stawić czoło wielkim wyzwaniom, nie było czasu na rozmyślania nad istnieniem organizmów, których istnienia nigdy nie udokumentowano… Wojna zabrała jej tę cechę… Luna zwątpiła w wiele rzeczy, czym rani ojca. Niestety, nie umie odbudować swojej wiary w ględatka niepospolitego czy inne niezwykłe, tajemnicze stworzenia, o których piszą w „Żonglerze”. Po prostu nie potrafi…
– To wszystko mnie przytłacza, wiesz? – Zagryza wargę. – Nie chcę o tym mówić, ale muszę to z siebie wyrzucić… – szepcze.
Luna spogląda na przyjaciółkę niepewnie. Ma wrażenie, że gdyby Ginny otworzyła teraz oczy, udałoby się jej dostrzec w nich szarość; głęboką i nieskończoną, będącą odzwierciedleniem jej żalu.
– Gdybym umiała nie myśleć, życie byłoby prostsze! Boli mnie serce, wiesz? Naprawdę, mam wrażenie, jakby ktoś je złamał, a przecież jest całe! Jakby ktoś zaciskał na nim swoje dłonie… Kocham Harry’ego. Tak bardzo go kocham, nie potrafię przestać! I nie chcę go tracić, ale co mogę zrobić? – szepcze. Jest bliska płaczu. Jej oczy już szklą się od łez.
– Czekać, Ginny. To najlepsze rozwiązanie, a w tym czasie próbować odnaleźć zgubioną część siebie…
– Jak, Luno? Kiedy część mnie ma Harry!
– Będzie dobrze. W końcu zawsze jest…

***

9 września 1998
Puste echo odbite od zimnych ścian. Jestem zatracony w swojej samotności. Ciche szepty krążą wokół mojego umysłu. Nie zwariowałem, to tylko teraźniejszość. Srebrne cienie tańczą na ścianach. Niemożliwe staje się realne.
Jestem tylko człowiekiem. Jak inni mam duszę, mam serce. Bliskość drugiej osoby pomaga… Przynosi spokój i ukojenie. 
Ciernie rozdzierają mnie na kawałeczki. Przeszłość i teraźniejszość palą gorącym ogniem. Ich płomienie trawią moje ciało i dają o sobie znać.
Czy kiedyś się uwolnię? Moi przyjaciele mówią, że tak…
Draco

***

Hermiona wraca z biblioteki. Niesie kilka ciężkich woluminów. Jest już późno, przez co jest rozkojarzona i zmęczona. Stara się iść szybko, bo wie, że musi jeszcze dziś przejrzeć choć jedną księgę, inaczej cała jutrzejsza sobota minie jej na szukaniu informacji do wypracowania. Stara się poprawić książki, przez co nie za bardzo widzi, gdzie idzie. Niestety, wpada na równie rozkojarzonego, co ona, chłopaka.
– Cholera!
Słyszy warknięcie. Speszona unosi głowę i spogląda wprost w chłodne oczy Draco Malfoya. Zagryza wargę, gdy dostrzega na jego policzkach szare, podłużne ślady jakby łez…?
– Mógłbyś pomóc, Malfoy. To też twoja wina… – mówi spokojnie. Schyla się i zaczyna zbierać książki.
– Nie mam takiego zamiaru – odpowiada.
– Jesteś zbyt dumny, Malfoy. Jeszcze się nie nauczyłeś, że to wcale nie popłaca?
Draco staje zaskoczony. Powoli odwraca się w jej stronę. Korytarz jest pusty, jedynie ich cienie błądzą po ścianach, a oddechy rozdzierają ciszę. Draco dostrzega w jej oczach współczucie. Zaciska szczękę, a jego twarz wyraża pogardę.
– Nic nie wiesz.
– Przykro mi z powodu tego, co zrobił ci Brian… – zaczyna.
– Zamknij się, Granger.
Nie zaszczyca jej nawet spojrzeniem. Odchodzi szybko w przeciwnym kierunku z mocno bijącym sercem. Czuje, że jego ciało się trzęsie. Nienawidzi współczucia, a już tym bardziej nie od kogoś takiego jak Granger, od szlamy, od wroga! Nienawidzi jej jeszcze bardziej. Dostrzegł, że go uważnie obserwuje: na wspólnych lekcjach, na posiłkach, nawet na korytarzach. Wie, że śle w jego kierunku współczujące spojrzenia. Nienawidzi jej za to, że jest jej go żal!
Wchodzi do salonu i bez słowa siada na sofie obok przyjaciół.
– Gdzie byłeś? – pyta Pansy.
– W sowiarni. Musiałem wysłać sowę do uzdrowiciela matki – odpowiada. Nie unosi spojrzenia, bo wie, że jego przyjaciele dostrzegliby w jego oczach tak starannie maskowane przez Draco uczucia: strach, bezsilność, a nawet obłęd.
Pansy bacznie go obserwuje, ja wiem, że ona już dawno przejrzała Draco. Teraz kładzie na jego ramieniu swoją drobną dłoń.
– Porozmawiajmy – mówi cicho.
– Nie tutaj. Chodźmy do naszego dormitorium. – Teodor wstaje i czeka aż to samo zrobią Pansy, Draco i Blaise. – Nie ociągaj się, Draco.
Pokój chłopaków wygląda zwyczajnie. Oprócz nich mieszka tam jeszcze Terence, ale teraz uczy się w bibliotece ze swoją dziewczyną, Dafne. Pansy siada na łóżku Draco, podciąga kolana pod brodę i obejmuje je.
– Jesteś bardziej zdenerwowany niż wcześniej. Co się stało?
– Nienawidzę współczucia – mruczy Draco. – Wpadłem na Granger, znów patrzyła na mnie jak na najbardziej zrozpaczonego człowieka, którego żałuje.
Pansy kiwa głową. Ona też dostrzegła dziwne zachowanie Hermiony w stosunku do Draco.  Gdy wszyscy inni Gryfoni patrzą na Draco z pogardą i nienawiścią w oczach, Granger spogląda na niego ze współczuciem. Od momentu, gdy pierwszy raz Pansy to zauważyła, obserwuje ją uważnie. Niejednokrotnie widziała, jak Hermiona próbuje powstrzymywać Ginny Weasley od rzucania obraźliwych komentarzy w kierunku Draco, jak stara się usprawiedliwić zachowanie Draco, przekonując swoich przyjaciół i resztę Gryfonów, że każdy zasługuje na drugą szansę. Pansy wciąż nie może uwierzyć własnym oczom i uszom. Takie zachowanie Granger ją zaskakuje i ciekawi jednocześnie. W minimalnym stopniu Pansy czuje irytację, Hermiona jest doskonałym przykładem usposobienia wielkiego dobra. Draco tak wiele razy ją skrzywdził, a ona go broni! Bo jak inaczej można to nazwać?
– To dziwne, prawda? – odzywa się Blaise. – Jej zachowanie i postawa. Nie oszukujmy się, tak wiele razy uprzykrzaliśmy jej życie, a ona zamiast znienawidzić nas jeszcze bardziej, żałuje nas! Gryfoni to jednak idioci.
– Skończmy już! – warczy Draco.
Zapada między nimi cisza. Draco zaciska mocno zęby, starając się nie wybuchnąć. Czuje ogromną nienawiść do Granger, jak ona śmie mu współczuć? Brudna, plugawa szlama!
– Słuchajcie… – zaczyna Teodor, wyrywając pozostałych z zadumy. – Jutro od rana musimy iść do biblioteki. W końcu trzeba zacząć poszukiwania…
– To nie ma sensu – szepcze Draco. – Odwiedziłem tyle bibliotek i archiwów świata i nic tam nie znalazłem, że wątpię, żeby w zbiorze ksiąg zamku coś było.
– Warto spróbować – mówi Pansy. – Może uda nam się coś znaleźć. Nie można się poddawać, Draco.
– Poddałem się już dawno…
– Więc na nowo odbudujesz wiarę albo zamienię cię w fretkę! – Blaise dźga Draco w brzuch. On, Pansy i Teodor śmieją się cicho na widok speszonej, ale uśmiechniętej twarzy Draco.
Gdyby nie przyjaciele, wiem, że Draco już na zawsze utknąłby w wieży szarych dni.

***

13 września 1998
Nic nie znaleźliśmy, choć w bibliotece spędziliśmy wiele godzin. W żadnej księdze, którą przejrzeliśmy, nawet słowem nie wspomniano o muntrii. Boję się, że nie uda mi się znaleźć informacji o lekarstwie. Gdyby to się stało…
Nie umiem spojrzeć w lustro. Dziś przyszła odpowiedź, moja matka nie wybudziła się, a lekarze nie dają szansy na to, że zrobi to w najbliższym czasie. List uzdrowiciela był prawie kondolencjami… Nie dają jej szansy! Dlaczego?
Czekam, aż ktoś wyciągnie mnie z tej wieży szarych dni…
Draco

***

Czwartek wita je ulewnym deszczem.  Wielka Sala prezentuje się pochmurnie, co przytłacza uczniów. Siedzą blisko siebie, starając się jeszcze bardziej ogrzać. Ginny i Hermiona powolnie jedzą śniadanie. W nocy szalała nawałnica, której odgłosy nie pozwoliły dziewczętom zmrużyć oka.
– Było tak ładnie! – jęczy Ginny. Jeszcze wczoraj świeciło słońce i było wyjątkowo gorąco, to noc przyniosła nagłą zmianę pogody.
– Jest połowa września, to normalna pogoda – mruczy Hermiona, a chwilę później głośno ziewa.
– Jesień zawsze jest przygnębiająca, tak samo jak zima… – szepcze. Zagryza wargę i spogląda na przyjaciółkę swoimi brązowymi oczyma.
– Nie martw się, będzie dobrze.
– Chodźmy już lepiej. – Ginny nie odpowiada przyjaciółce. Wstaje i szybko idzie w kierunku drzwi. Ma pochyloną głowę, przez co jej rude pukle zasłaniają całą jej buzię. Może to i dobrze? Lepiej, że inni uczniowie, a przede wszystkim Hermiona, nie widzą jej smutnego spojrzenia. Gdy słone krople uderzają o mury Hogwartu, przypominają jej o takim samym deszczu, który spadł drugiego maja tego roku. Przypomina sobie, jak walczyła za miłość, którą i tak straciła, za przyjaźń, za dobro… Przypominają jej o tym, co straciła bezpowrotnie. Ginny czuje się już lepiej, dużo rozmawia z Hermioną i Luną, ale to nie jest takie proste. Nie tak łatwo wyplątać się z sideł, które oplotły jej życie i zamknęły w szarej wieży smutnych dni… Codzienność ją przytłacza; wstaje, je śniadanie, idzie na lekcje, następnie odrabia prace domowe lub uczy się do egzaminu, a później stara się zasnąć. Sen jednak nie nadchodzi, zamiast niego pojawiają się wspomnienia i różne myśli. Ginny żyje nimi… Wielokrotnie, gdy zegar wybija już późną godzinę nocną, ona siedzi przy kominku w pokoju wspólnym i próbuje napisać listy; do rodziców, do braci, do Harry’ego. Zawsze pergaminy są trawione przez płomienie, a ona wpatruje się w nie niczym w najpiękniejszy obraz. Już nie płacze, ma wrażenie, że gdyby to zrobiła, zawiodłaby Lunę i Hermionę. Stara się być silna.
Wchodzą jako jedne z pierwszych do klasy eliksirów. Zajmują swoją ławkę i czekają na przyjście nauczyciela. Profesor Slughorn pojawia się równo z dzwonkiem. Wita się z uczniami i zapisuje temat na tablicy.
– Dziś, moi drodzy, podzielimy się pary i uwarzymy wywar wzmacniający – mówi z uśmiechem. Spogląda na swoją kartkę i zaczyna odczytywać nazwiska par. Hermiona zostaje wyczytana już na początku. – Randall Neil i Granger Hermiona.
Dziewczyna posyła ciepły uśmiech w stronę ciemnowłosego chłopaka. Neil jest rocznikiem Ginny, dlatego też przyjaciółka już zaczyna opowiadać o nim Hermionie.
– Jest bardzo sympatyczny i inteligentny – mówi. – I ma niesamowite poczucie humoru… Niestety, z eliksirów jest słaby, zawsze miał Zadowalający…
– To dziwne – zauważa Hermiona. – Przecież trzeba mieć Powyżej Oczekiwań, żeby kontynuować eliksiry…
– Dziadek Neila jest starym znajomym Slughorna i byłym graczem quidditcha.
– No i wszystko jasne! – Śmieje się Hermiona. Profesor znany jest z „selekcjonowania” uczniów. Sam Klub Ślimaka zrzeszał nie tylko tych wybitnie uzdolnionych, ale i tych sławnych…
– Malfoy Draco i Weasley Ginewra.
Ginny unosi gwałtownie głowę i blednie na chwilę zaskoczona, ale jej szok szybko mija. Jej twarz nabiera purpurowego odcienia. Hermiona łapie Ginny za rękę, niestety, Ginny szybko się wyrywa, wstaje i spogląda gniewnie na Slughorna.
– Chyba zaszła jakaś pomyłka, profesorze.
– Och nie, raczej nie. Będziesz pracować z panem Malfoyem – mówi ciepło nauczyciel swoim doskonale znanym uczniom, pogodnym tonem.
– Chciałabym prosić o zmianę partnera, nie będę pracować ze śmierciożercą! – unosi się.
Uczniowie milkną. Profesor spogląda na Ginny wyraźnie speszony, ale i zezłoszczony.
– Proszę w tej chwili przeprosić pana Malfoya, panno Weasley! Inaczej odejmę punkty pani domowi!
Ginny nie reaguje wciąż uparcie wpatrzona w nauczyciela.
– Minus pięćdziesiąt punktów dla Gryffindoru i szlaban, panno Weasley!
– Profesorze, ja przepraszam za Ginny. – Hermiona wstaje i spogląda na nauczyciela błagalnie. – Jeśli można, zamienię się z nią partnerami…?
– Proszę usiąść, panno Granger. Zostanie pani partnerką pana Malfoya, ale z panią, panno Weasley, jeszcze nie skończyłem!
Obie siadają. Hermiona mocno ściska ramię przyjaciółki i patrzy na nią ze złością.
– Coś ty najlepszego zrobiła?! Zwariowałaś?!
– To śmierciożerca, Hermiono!
– To człowiek, który też ma uczucia! – warczy. Jest wściekła. – Przesadziłaś, Ginny. Nie spodziewałam się, że zrobisz coś takiego!
– Miona, ja przepraszam… – zaczyna. Właśnie dociera do niej, jak podle się zachowała. Zaczyna rozumieć, że jej postawa była pełna okrucieństwa, bólu i chęci zemsty. Czuje palący wstyd i złość na samą siebie. Pozwoliła, by negatywne uczucia zawładnęły całym jej ciałem i przysłoniły zdolność logicznego myślenia. Merlinie… Co ja zrobiłam?! – myśli przerażona.
– Porozmawiamy po zajęciach… – mówi i odchodzi w kierunku stanowiska, które będzie dzielić z Malfoyem.
Draco uważnie śledzi każdy jej krok. Jego spojrzenie jest chłodne i pełne pogardy. W rzeczywistości jednak cały się trzęsie. Słowa Weasleyówny ogromnie na niego podziałały. Powiedziała prawdę, tę samą, którą powiedział mu niedawno Cinderford. Jak on ma się podnieść i odnaleźć wyjście z szarości, gdy wszyscy próbują stłumić płomień jego nadziei? Jak ma spróbować odmienić swoje życie, gdy wszyscy pragną, by na zawsze pozostało pełne smutku?
– Cześć – mówi cicho dziewczyna. Draco znów dostrzega w jej oczach współczucie. Zaciska zęby, czuje, że zaraz wybuchnie.
Nie odzywa się do niej nawet słowem. Nie reaguje, gdy siada obok niego i zaczyna przeglądać książkę w poszukiwaniu składników na eliksir.
– Potrzebujemy kilku kropli wody miodowej – zaczyna czytać – kilka listków mięty, garść kolców jeżozwierza i smoczą wątrobę. Warzymy przez godzinę, mieszając, aż do uzyskania złotego koloru.
Unosi głowę i spogląda na Draco, wyczekująco. Jednocześnie analizuje jego postawę. Zastanawia się, jak bardzo słowa Ginny dotknęły go, nim zdąży się zastanowić, odzywa się niepewnie:
– Malfoy, przepraszam za Ginny, ona…
– Skończ, Granger! – warczy. Tego już za wiele, pozwala swoim emocjom zapanować nad nim. – Mam już cię dosyć! To nie ty mówiłaś te rzeczy, to nie ty się tak zachowujesz i przede wszystkim to nie ty byłaś śmierciożercą! Te twoje rozżalone, przepraszające spojrzenia są dla mnie niczym. Mam gdzieś twoje współczucie i ciebie. Jesteś zwykłą szlamą, niczym więcej…
Hermiona blednie. Jej spojrzenie jest harde i pełne zawziętości, mimo że wewnątrz szlocha. Jej głowa eksploduje od nadmiaru myśli, a dłonie się trzęsą. Zaciska je na swojej szacie szkolnej.
– Podgrzej kociołek, Malfoy. Ja idę po składniki – mówi twardym, pustym głosem.

***

18 września 1998
Nienawidzę piątków, bo po nich nastają soboty i niedziele, a niedziele symbolizują koniec kolejnego tygodnia. Koniec kolejnego, bezowocnego tygodnia poszukiwań.
Czuję dziwny ból, to pewnie pamiątka po wczorajszej lekcji eliksirów. On nie jest fizyczny, a psychiczny. Słowa Weasleyówny podziałały podobnie jak słowa Cinderford, uderzyły we mnie, nie dam rady o nich ot tak zapomnieć.
Ludzie mnie ranią, a ja ranię ich… Dziś powiedziałem Pansy o swoim zachowaniu względem Granger. Pansy mnie zbeształa, powiedziała, że zachowałem się paskudnie, że zachowałem się, tak jak wszyscy inni sądzą, że się zachowuję. Poczułem się wtedy głupio, bo sam dałem im kolejne preteksty do malowania moich dni szarością.
Dziś znów szukaliśmy w bibliotece, znów bezowocnie, znów tracę nadzieję. Dzięki Ci, Merlinie, za przyjaciół, którzy nie pozwalają mi zamknąć się w wieży smutku.

Draco

14 komentarzy:

  1. Rozdział jest świetny.
    Dlaczego Draco zachowuje się względem
    Miony jak bezduszny dupek...
    Z jednej strony go rozumiem,a z drugiej nie.
    Ona próbuje mu pomóc, a on wszystkich odtrąca,
    oprócz przyjaciół, a trochę inne towarzystwo by mu pomogło.
    Czekam na kolejny i weeeny :*
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że się tak zachowuje, przecież to Granger, to że jest przybity nie wpłynie na jego zachowaniem względem szlam... :)
      Wkrótce wszystko stanie się jasne, jeszcze tylko kilka rozdziałów :)

      Usuń
  2. Nadrobiłam i jestem z siebie mega dumna :D
    Rozdział długi i intrygujący. Chociaż denerwuje mnie ta wybuchowość Draco wobec Hermiony. Ona chce być neutralna, a on ciągle na nią krzyczy. Oj nieładnie, panie Malfoy. Oby sytuacja szybko się zmieniła. A Ginny powinna zostać surowiej ukarana. To było takie chamskie :/
    Czekam na kolejny rozdział
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie jest taki długi, długi to będzie 10... :D Uwierz mi, zamierzam stworzyć tasiemca! ;)
      Nie miałam serca krzywdzić biednej Ginny, tyle już przechodzi to przez to, ze jej tak ciężko, wyżywa się na otoczeniu :).
      Dziękuje serdecznie za opinię! :)

      Usuń
  3. Mnie nie dziwi zachowanie Draco. W końcu to Malfoy, zawsze chamski. Hermiona odrobinę za bardzo współczująca, ale wiem, że akcje trzeba trochę przyspieszyć. Nie przeszkadza mi to zbyt znacząco.
    Liczę też, na następne ich wspólne sceny <3
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! :)
      Tak, teraz akcja przyśpieszy, to współczucie Hermiony było takim początkiem tego, co ma nastąpić. :) Bo już niedługo wszystko zacznie się kręcić wokół jednej sprawy, chyba nie muszę pisać jakiej :).
      Dziękuję serdecznie za opinie! :)

      Usuń
  4. Hejo hejooo :D
    Draco, to Draco. Jego opryskliwość w stosunku do Hermiony nie jest niczym nadzwyczajnym a wręcz, wymaganym! To tworzy kanon - czyli coś, co uwielbiam :D
    Czekałam na ich spotkanie i się doczekałam. I powiem szczerze, że jestem w pełni usatysfakcjonowana :D Mam nadzieję, że teraz ich kontakty będą coraz cieplejsze :p
    No i ciekawa jestem, jak przebiegnie ich "współpraca" :D Coś mi się wydaję, że będzie wybuchowo. Oh gdyby tylko Malfoy przestał widzieć w jej oczach współczucie, wtedy jak myślę, ich relacja byłaby o wiele... spokojniejsza :D
    Pozdrawiam serdecznie, Iva Nerda
    kiedyjestesprzymniedramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie. Muszę powiedzieć, że własnie o to mi chodzi, nie chcę aż tak odchodzić od kanonu, dosyć go później zepsuję :D. Cieszę się, że spotkanie Draco i Miony się podobało i zadowoliło Twoje oczekiwania :D.
      Jeszcze raz dziękuję! :)

      Usuń
  5. Coraz ciekawiej się dzieje.
    Twój Malfoy ma niezwykłą dumę.
    Bardzo mi się to podoba bo jest taki Ślizgoński a zarazem uczuciowy.
    Pokazujesz ciemną i jasną stronę jego cierpienia.
    No i Hermiona.
    Jak zawsze dobra i szlachetna.
    Czy Draco w końcu otworzy oczy i zrozumie kim ona jest dla niego?
    Chciałabym wiedzieć.
    POzdrawiam serdecznie i czekam na NN ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :). Pięknie to ujęłaś: ciemna i jasna strona cierpienia, naprawdę :D. Cieszę się, że się podoba :).

      Usuń
  6. Hej, cześć i czołem :D
    W końcu przybywam z komentarzem ;)
    Jak zawsze rozdział świetny. Po prostu uwielbiam czytać to opowiadanie i, gdy tylko nadarzy mi się chwila, żeby coś przeczytać, robię to.
    Podobał mi się ten miły akcent na początku. Rozmawiali tak... normalnie. Bez żadnych większych spin czy czegoś w tym rodzaju.
    Strasznie mi szkoda Hermiony. Za to wszystko, co wycierpiała, musi jeszcze znosić Malfoya. Dobra, rozumiem, że nie miał słodko przez te wszystkie lata, ale mógłby chociaż okazać ten mały pierwiastek człowieczeństwa i nie obrażać Miony. Choćby w ramach rekompensaty za te kilka lat. Chociaż, czego można się spodziewać po Draco? Oczywiście tutaj nie mam ci tego za złe. Nie odbierz tego, że mówię, że źle piszesz. ;) Co to to nie. ;) Po prostu zirytowało mnie jego zachowanie.
    Na lekcji eliksirów w sumie nie zdziwiło mnie zachowanie Ginny. Zawsze jest taka... porywcza.
    Ogólnie naprawdę super rozdział :)
    Ach, zapomniałabym... Jak czytałam rozdział do głowy przyszło mi, czy w twoim opowiadaniu Fred żyje :P Nie wiem dlaczego naszła mnie ta myśl, ale nie daje mi to spokoju xd
    Pozdrawiam i duo weny życzę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję :). Cieszy mnie, że opowiadanie Cię ciekawi i lubisz je czytać :). Niestety, Fred nie żyje :(. Akurat jeśli o to chodzi to trzymam się ściśle kanonu, ten kto umarł w książce, u mnie też nie żyje.
      Jeszcze raz dziękuję :).

      Usuń
  7. Czekałam na pierwszą konfrontację Draco-Hermiona i przyznam, że mnie zaskoczyłaś :)
    Hermiona jest pełna współczucia i wyciąga dłoń nawet w stronę dawnego wroga, wielki szacunek ;) A draco... no nie dziwię się, że jej współczucie tak go drażni, on nie chce litości ani poczucia długu. Aczkolwiek traktuje ją okropnie. Sądziłam, że już skończył ze szlamą :( I Pansy ma rację, zachował się tak jak wszyscy tego po nim oczekują, powinien pokazać, że potrafi lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszy fakt, że Cię zaskoczyłam ;). Tak, chciałam, żeby Hermiona była jak najbardziej kanoniczna, a zawsze podkreślano, że ma wielkie serce, więc czemu nie może okazać go również swojemu wrogowi? :)
      Owszem, Malfoy jak zawsze wyniosły, jak zawsze dumny, również chciałam, by był taki jak zawsze, a przecież prawdziwy Draco tak by zareagował :).
      Dziękuję za ciepłe komentarz! :)

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!