czwartek, 15 września 2016

Rozdział 8

Cześć, kochani!
Jak Wam mija wrzesień? Mi równie upalnie, co lipiec! ^^.
Dziś prezentuję Wam rozdział 8, liczę na to, że spodoba się Wam, a swoje opinie wyrazicie w komentarzach! :*
Rozdział 9 będzie opublikowany 22 września, i będzie w nim to, na co wszyscy tak czekacie… ;)
Buziaki!
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

Mury

A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!
~ Jacek Kaczmarski

Hermiona siedzi wraz z Ginny i Luną na dziedzińcu. Jest już po kolacji, ale dzisiejszy wieczór jest na tyle ciepły, że dziewczęta nie mogły z tego nie skorzystać. Rozmawiają cicho. Są wyraźnie przejęte, nie dziwię się im – wiem, czego dotyczy rozmowa.
– Nie mogę uwierzyć, że to zrobili – szepcze Hermiona. – Nie zasłużył na coś takiego…
– Mam ci przypomnieć, ile przez niego wycierpiałaś?! – unosi się niespodziewanie Ginny. – Ile zadał nam cierpienia…
– Nie zapomniałam o tym, ale takie zachowanie jest niedopuszczalne! Ginny, oni chcieli go zaatakować, słyszysz?! Zaatakować!
– Mówcie ciszej, proszę – mruczy Luna.
– A ty, co o tym sądzisz? – pyta Lunę Ginny. – Uważasz, że Brian źle zrobił?
Luna milczy. Zastanawia się chwilę, ale w końcu odzywa się tak dobrze znanym dziewczynom głosem.
– Brain powinien dostać naganę. Jakikolwiek Malfoy nie jest, nikt nie powinien samodzielnie go osądzać. Od tego był Wizengamot.
– Ale on uznał, że Malfoy jest niewinny!
– Widocznie musiał być, skoro taki dostał wyrok – wtrąca pewnie Hermiona.
Ginny mruczy coś z irytacją, ale nie odzywa się już. Jest rozdrażniona i wściekła. Ciągle chodzi rozemocjonowana, bliska wybuchu. Ja wiem, że to jest jej mur obronny. Nie chce popaść w obłęd. Czuje, że jeśli tylko pozwoliłaby swoim prawdziwym emocjom przejąć kontrolę nad jej życiem, nigdy nie udałoby się jej normalnie funkcjonować. W jej życiu jest za dużo przeszkód… Ale to się wkrótce zmieni.
Siedzą w milczeniu, każda zatopiona w swoich myślach, tak różnych, a jednak podobnych. Najbardziej jednak intrygują mnie myśli Hermiony. Znam jej historię, doskonale pamiętam, ile bólu zdał jej Draco, a jednak dostrzegam w jej oczach wyraźny żal. Hermiona ma tak dobre serce, że mimo całego swojego cierpienia potrafi czuć współczucie dla Draco. Jest zła, że nie zareagowała i nie powstrzymała szóstoklasisty przed zadaniem takiego ciosu Malfoyowi. Wiem, że przed jej oczyma wciąż stoi zagubiony blondwłosy chłopak. Wiem, że wciąż widzi jego szare, pełne rozpaczy oczy.
Hermiona widziała moment, w którym mury Draco Malfoya upadły. Cegiełka po cegiełce, otwierając drogę do jego wnętrza. Ten widok już zawsze będzie ją prześladować.

***

Stoją przed klasą. Za chwilę mają rozpocząć się eliksiry. Ginny zawzięcie dyskutuje o czymś z Deanem, ale Hermiona nie uczestniczy w rozmowie. Stoi z boku i w skupieniu obserwuje cały korytarz. W końcu zauważa osobę, której szukała. Malfoy idzie w towarzystwie swoich przyjaciół. Ma zaciśnięte usta, a oczy zmrużone. Hermiona stara się zauważyć choć minimalną zmianę w jego zachowaniu bądź wyglądzie. Bezskutecznie. Gdyby nie wiedziała, co miało miejsce wczoraj, nie uwierzyłaby, że Draco Malfoy ukazał jawnie swoje uczucia.
Wchodzi jako jedna z ostatnich do klasy. Zajmuje miejsce obok Ginny. Pierwsza godzina mija jej na skrzętnym notowaniu, a kolejna na warzeniu eliksiru. Po skończonych zajęciach, mimo że czuje, iż jej włosy napuszyły się i teraz sterczą w we wszystkie strony, jest zadowolona. Wraz z Ginny dostały Wybitne.
– Jak myślisz, o co chodzi? – pyta szeptem Ginny, gdy kierują się w stronę drzwi.
– Co masz na myśli? – mruczy.
– Slughorn zatrzymał Malfoya…
Hermiona nie odwraca się, wciąż idzie przed siebie, nadając szybkie tempo. Torba ciąży jej na ramieniu. Z jednej strony czuje wielką złość na Malfoya. Dręczył ją przez tyle lat, przyczynił się do zabójstwa Dumbledore’a. Śmie powiedzieć, że go nienawidzi, ale… Ale równie mocno nienawidzi, gdy ktoś zadaje cios osobie niemogącej się bronić. Hermiona uważa, że każdy zasługuje na drugą szansę. Sądzi, że jest zbyt naiwna, Malfoy się nie zmienił, ale ma wrażenie, że przez jeden ułamek sekundy widziała w jego oczach skruchę. Dostrzegła jego potrzebę zmiany. Zagryza wargę i kręci głową. To bez sensu… Nie wie jeszcze, że wszystko w życiu ma sens…
Wchodzą do Wielkiej Sali na lunch. Przy stole Gryffindoru siedzą już Neville i Luna. Hermiona uśmiecha się do nich szeroko. Cieszy ją szczęście przyjaciół. Niestety, czuje bolesny uścisk w sercu, gdy widzi smutny wzrok Ginny. Zagryza wargę. Tak bardzo chciałaby pomóc przyjaciółce. Bezsilność ją przytłacza, ale wierzy, że będzie lepiej. Ja wiem, że będzie…
– Jak wam minęły lekcje? – pyta Ginny. Stara się jak najszybciej zacząć rozmowę, a tym samym wyrzucić z głowy wspomnienie siebie i Harry’ego.
– Uwielbiam starożytne runy! – mówi z zachwytem Luna. – Dzisiejsze zajęcia były jeszcze ciekawsze. Czuję, że zdam Owutemy na Wybitny!
Neville śmieje się głośno, szczypie Lunę lekko w dłoń i odzywa się: 
– Spokojnie! To były pierwsze dwie lekcje!
– A ty co miałeś, Neville? – Uśmiecha się Hermiona.
– Opiekę nad magicznymi zwierzętami i zielarstwo. – Sprawia wrażenie wyjątkowo szczęśliwego. Z ekscytacją dodaje: – Chciałbym pracować tutaj. Wiecie, uczyć zielarstwa.
– O! – Ginny wydaje okrzyk zaskoczenia. – Jesteś pewien?
– Uwielbiam to. Nie wyobrażam sobie innej pracy…
– Zazdroszczę – mruczy Hermiona. – Ja wciąż nie wiem, co chciałabym robić…
Przerwa mija im szybko. Kilka minut przed dzwonkiem wstają od stołu i kierują się na zajęcia: Luna na numerologię, a Ginny, Hermiona i Neville na obronę przed czarną magią. To będzie ich pierwsza lekcja tego przedmiotu i są ciekawi, jak będzie wyglądała. Na posiłkach profesor Clare sprawia wrażenie sympatycznej, ale nieco rozmarzonej. Hermiono ma nadzieję, że mimo to okaże się wymagającą nauczycielką.
– Zapraszam państwa – mówi ciepło pani Clare. Hermiona przygląda jej się dokładnie; profesor jest raczej młoda, ma długie, rubinowe włosy i soczyście zielone oczy.
Hermiona i Ginny zajmują drugą ławkę w środkowym rzędzie. Za nimi siadają Neville i Seamus. Uczniowie wyjmują podręczniki i pergaminy, a następnie spoglądają na panią Clare.
– Witam was serdecznie, moi drodzy – mówi profesor. – Nazywam się Kasjopeja Clare i będą was uczyć obrony przed czarną magią, choć, prawdę mówiąc, niektórym z was nie jest to potrzebne… – W jej głosie daje się wyczuć dumę. – Wśród was, jak widzę, jest wielu bohaterów wojennych.
Hermiona stara wsłuchać się uważnie w każde słowo profesor Clare, niestety, nieudolnie. Kobieta zaczęła mówić wyjątkowo melancholijnym głosem, przez co Hermiona niemal ziewa. Rozgląda się po klasie, ale dostrzega takie samo znudzenie na twarzach pozostałych uczniów.
– Drętwota! – krzyczy profesor Clare. Dean Thomas pada bez czucia na posadzkę. Uczniowie podrywają się z miejsc i patrzą z zaskoczeniem na nauczycielkę.  – Daliście się zaskoczyć – mruczy wyraźnie zawiedziona, a następnie znów wykrzykuje zaklęcia: – Drętwota! Expelliarmus! Petrificus Totalus!
Profesor zaskakuje wszystkich. Na podłogę kolejno padają: Milicenta Bulstrode i Carlina Max, zaś Terence Higgins zostaje pozbawiony różdżki. Uczniowie spoglądają na siebie z niedowierzaniem, w tym czasie pani Clare petryfikuje kolejnych wychowanków.
– No dalej! Zaatakujcie mnie!
Ginny mruży oczy i śle uśmiech w stronę Hermiony, a następnie zaczyna rzucać zaklęcia w stronę nauczycielki. Hermiona po chwili zastanowienia robi to samo. One i kilku innych uczniów, w tym Malfoy i Neville, atakują profesor Clare. Ta bez żadnego trudu odbija zaklęcia, a w ich stronę śle coraz silniejsze klątwy. Neville’owi i Ginny po paru minutach zostają wytrącone różdżki z dłoni, a sami zostają trafieni drętwotą. Sala wygląda jak pobojowisko; ławki są poprzewracane, a krzesełka rozrzucone po całym pomieszczaniu. Hermiona czuje szybkie bicie swojego serca, a także krew pulsującą w żyłach. Odezwał się w niej duch walki – pojedynkuje się z profesor. Oprócz niej wciąż walczy Malfoy. Hermiona spogląda na niego z jednego końca sali, a ich spojrzenia krzyżują się. Draco wykonuje dłonią ruch, który przypomina manewr potrzebny do rzucenie czaru. Czuję zadowolenie, gdy Hermiona zaczyna rozumieć, co ma na myśli chłopak. W tym samym czasie rzucają zaklęcie expelliarmus. Różdżka zostaje wytrącona profesor Clare z dłoni, a Draco i Hermiona stają przed nią, gotowi do ataku. Nauczycielka uśmiecha się i unosi dłoń w geście poddania.
– Wybitne – mówi. Pstryka palcami, a różdżka wraca do jej dłoni. Kilkoma ruchami przywołuje salę do porządku, a także odczarowuje uczniów.
Hermiona jest pod wrażeniem zdolności nauczycielki, zresztą, nie tylko ona. Wszyscy zajmują swoje miejsca i przyglądają się kobiecie z niedowierzaniem i fascynacją. Są nią oczarowani, cały czas wodzą za nią wzrokiem, gdy siada za biurkiem i wyjmuje pergamin. Notuje coś na nim, a następnie unosi swoje spojrzenie i wskazuje na Hermionę i Draco, i pyta o ich nazwiska.
Reszta lekcji mija im na małej powtórce zaklęć obronnych. Profesor zapowiada, że na jej lekcjach nie będzie dużo teorii, a czysta praktyka. Uprzedza, że nie wyobraża sobie, by pod koniec roku ktoś nie umiał pokonać jej w pojedynku. Zaskakuje tym uczniów, którzy są oczarowani jej umiejętnościami.
– To było fantastyczne! – zachwyca się Ginny, gdy kierują się na obiad. – Panna Clare jest niesamowita!
– Nie wiesz, czy jest panną – mruczy Hermiona.
– Nie miała obrączki.
– Ginny! Nawet na to zwróciłaś uwagę!
– Oj, cicho już… – Śmieje się delikatnie. Jej humor uległ diametralnej zmianie, lekcja minęła jej w tak przyjemnej atmosferze, że całkowicie zapomniała o swoich smutkach.
Cieszę się, że dziewczęta mogą choć przez chwilę odpocząć od swoich zmartwień. Ich życie jest pełne cierpienia. Na swojej drodze ciągle napotykają przeszkody, twarde skały, które da się skruszyć dopiero, gdy zadadzą ból. Rozranią stopy i uniemożliwią dalszą drogę. Niemal martwię się, że ich umysły wkrótce eksplodują od nadmiaru myśli, a serca nie wytrzymają tylu negatywnych emocji. Wiem jednak, że będzie dobrze. Mury przeszłości wkrótce runą, pogrzebią stary świat, a na nim narodzi się nowy.
Nowe, lepsze życie, które zbudują cegiełka po cegiełce, aż stanie się niezniszczalne.

***

Hogwart, 5 września 1998
Kochany Harry!
Musisz wiedzieć jedną rzecz: nie zrezygnuję z naszej przyjaźni. Będę o nią walczyć, bo jesteś dla mnie nie tylko przyjacielem, jesteś rodziną, jesteś moim bratem.
Nie poddam się tak łatwo. W końcu zburzę mur, który starasz się zbudować między nami.
Na zawsze oddana przyjaciółka,
Hermiona

14 komentarzy:

  1. Świetne :) Weny i czekam na następne!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i fajnie, ale koniecznie czekam na wyjaśnienia jak to się stał, że Gini i Hermiona są w tej samej klasie. O ile pamiętam Gini jest młodsza o rok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :). + Już pędzę z wyjaśnieniem; doskonale pamiętasz, Ginny jest rok młodsza :D, ale w książce jest luka, otóż, powiedziane jest, że po feriach wielkanocnych w 1998 Ginny nie wróciła już do Hogwartu, czyli przerwała rok, ale nie ma, a przynajmniej ja tego nie znalazłam, potwierdzonego, że gdy wróciła do szkoły we wrześniu, od nowa uczyła się w 6 klasie. Własnie z tego powodu w moim opowiadaniu zarówno Ginny jak i Luna są już w klasie 7. :)

      Usuń
  3. Wybacz że z opóźnieniem.
    Widzę, że ciekawie napisałaś sam rozdział.
    Trochę się zamotałam ale powoli zaczynam wszystko rozumieć.
    Podoba mi się pomysł z pokazową lekcją profesora.
    Widać zaskoczył uczniów swoją sprawnością i perfazją.
    No i oczywiście list Hermiony do Harry'ego.
    Mam nadzieję, że do chłopaka coś dotrze bo wiadomo jak bywa z facetami.
    Trochę mało Draco ale rozdział ciekawy i czekam na kolejny.
    Zaintrygowałaś mnie kochana bardzo.

    p.s. u mnie nowość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję :). Cieszę się, że rozdział przypadł Ci do gustu, to dla mnie wiele znaczy! :)
      Wszystko się wkrótce wyjaśni, sprawa Harry'ego i nie tylko.
      + OPCM uczy pani profesor :D I dziękuję, miło mi, że mój sposób wykreowania jej Ci się spodobał :).

      Usuń
  4. Hej :)
    Z drobnym opóźnieniem, ale przychodzę w końcu z komentarzem :D
    Oczywiście rozdział bardzo mi się podobał. Po prostu uwielbiam czytać to opowiadanie ♥
    Bardzo urzekła mnie walka z profesorką (jakkolwiek dziwnie to brzmi xd). Hermiona i Draco walczący ramię w ramię, aby ją pokonać. Oczywiście nawet ze sobą nie rozmawiali, ale coś mi podpowiada, że ściągnęli pierwszą cegiełkę z dzielącego ich muru.
    Jeszcze ta rozmowa Ginny i Miony... Ginny chyba zawsze przywiązuje uwagę do takich rzeczy ;D
    Bardzo polubiłam postać nauczycielki. W sumie to nie wiem dlaczego, ale jakoś tak po prostu przypadł mi jej charakter do gustu. Nie jest to jakaś kolejna wersja Lockharta, Umbridge, Quirella czy kogo tam jeszcze. Taka zwykła kobitka ;)
    To chyba wszystko, co chciałam napisać ;)
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję Ci bardzo! :) Cieszę się, że postać profesor przypadła do gustu, bo... I tu nic więcej nie powiem! :D Z jednej strony to dobrze, że ją polubiłaś, a z drugiej no niekoniecznie... Ale to się wyjaśni wkrótce ^^. (Uwielbiam ten tekst, po prostu sobie go wymaluję na czole: wszystko wyjaśni się wkrótce... :D)
      Jeszce raz dziękuję! :)

      Usuń
  5. Rozdział świetny :)
    Lecę przeczytać następny ^^
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
  6. O matulu jaka fajna ta nauczycielka! Charlotte, czy to przypadek, że Draco i Hermiona potrafią się ze sobą porozumieć? Ah dramione jak ja kocham ten pairing <3
    Oczywiście muszę wspomnieć o tym, że podoba mi się postawa Hermiony wobec tego, co chciał zrobić Brain. Brawo dla niej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też go kocham!<3 Dramione jest cudne! *.* Przypadek, czy to był przypadek...? Oj, moja droga, przecież wiesz, że i tak Ci nie powiem! ;) Wszystko w swoim czasie... :D

      Usuń
  7. Ach, wracam po przerwie i znów na nowo jestem zachwycona tym, jak operujesz czasem teraźniejszym. Tak przyjemnie się czyta! :)
    Standardowo dopóki nie będę na bieżąco, komentarz do dwóch rozdziałów.

    Draco! Może nie każdemu odpowiadać takie jego przedstawienie - załamanego, płaczącego, piszącego pamiętnik, ale jest w tej charakteryzacji coś, co mnie cholernie ujmuje. Taka najsurowsza, najprawdziwsza strona cierpienia człowieka, który próbuje być silnym, ale ileż można? I jest mi mega smutno, że dźwiga to brzemię śmierciożercy, choć widać, jak bardzo chciałby je z siebie zrzucić, że tak naprawdę ten Mroczny Znak go brzydzi.
    Brian - gdy czytałam te jego odzywki, o rany, ale mi się skojarzył z młodym Malfoyem, który wyzywał Hermionę. I choć faktycznie było mi smutno, że Draco cierpiał, to jednak jakaś część mnie uważała, że zasługiwał. Poczuł wreszcie, jak to jest.
    Przepięknie przedstawiłaś przyjaźń Ślizgonów, no uwielbiam Cię za to jeszcze bardziej! :) Ta solidarność mimo wszystko, bez pytań, po prostu wstawienie się za kumplem.
    W tym rozdziale na pierwszy plan wyszła nauczycielka i powiem Ci, że moją czujność też uśpiła, haha. :D Ale wiesz, co było jeszcze lepsze? Współpraca Draco i Hermiony. Awww! Niby nic takiego, a mnie cieszy. :D
    Jestem ciekawa, co tam będzie się dalej między nimi działo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :D!
      Oj, nie mówmy, że Draco pisze pamiętnik, to nie brzmi zbyt męsko, zostańmy przy dzienniku :D! Wiem, trochę to dziwne i ja również zdawałam sobie sprawę z tego, iż taka charakteryzacja może nie każdemu przypaść do gustu. I naprawdę długo się zastanawiałam nad tym, aż w końcu doszłam do wniosku, że taka postawa jest całkiem realna. Przypomnijmy sobie szósty rok, Draco płaczący w łazience, słaby psychicznie, załamany... Ja tylko przedłużyłam ten jego stan :D
      Cieszę się, że panna Clare i Ciebie zaskoczyła :D! Powiem Ci, że ta nauczycielka odegra ogromną rolę w kolejnej, trzeciej części opowiadania... :D
      Dziękuję serdecznie za miłe słowa i poświęcony czas :*!

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!