czwartek, 1 września 2016

Rozdział 6

Betowała: Cassie McKinley

Dla wszystkich, którzy wracają dziś do szkoły, jak Nasi bohaterowie.
Charlotte

Droga w mroku

Żyję w świetle,
Ale noszę z sobą mrok.
~ John Marsden

Istnieję od zawsze. Jestem i dalej będę trwać. Nie ważne jak bardzo ktoś starałby się mnie zabić; umrę, ale odrodzę się na nowo. Nikt nie jest w stanie sprawić, że zniknę…
Przez cały czas mojego istnienia obserwuję. Widzę i będę jeszcze widzieć wiele. Patrzę na różne specyficzne osoby, poznaję ich dusze i zagłębiam się w ich psychiki. Jednak od bardzo dawno nie udało mi się zauważyć tak interesujących ludzi. Są tak intrygujący; samotni, lecz posiadający przyjaciół, zamknięci w sobie, lecz otwarci, pełni sprzeczności, a jednak tacy zwyczajni… Nazywam ich zagubionymi duszami… Choć wiem, jak potoczą się ich losy, choć wiem, co jeszcze ich spotka, to nie potrafię oderwać od nich wzroku. Nie umiem nie patrzeć na ich życie. Moją cechą musi być obiektywizm i neutralność, ale nie zawsze potrafię się tego trzymać, czasami – właśnie wobec nich – chcę powiedzieć: Spokojnie, nie pozwolę by spotkało was nieszczęście, już dość wycierpieliście. Niestety, nie mogę tego zrobić. Życie musi być sprawiedliwe…
Obserwuję… Cały czas obserwuję…

***

Jest słonecznie. W końcu Londyn zaczyna lśnić w promieniach. Prawie nie pamiętam, kiedy ostatnio udało mi się tutaj widzieć coś innego niż burzowe chmury! Uwielbiam patrzeć na szczęśliwe twarze mieszkańców, roześmiane i zwrócone w kierunku nieba. Pogoda ma niesamowity wpływ na ludzi, właśnie to dostrzegam. Choć niektórzy są wyjątkami…
Draco idzie z pochyloną głową w stronę dworca Kings Cross. Jego myśli są przepełnione złością i żalem. Kumulacja wszystkich negatywnych uczuć, niemal mieszanina wybuchowa. Wyjechał bez pożegnania, jego matka wciąż jest w śpiączce… Przed wyjściem Draco długo trzymał jej ciepłą dłoń, a w oczach skrzyły się łzy. Nie pozwolił im popłynąć, wie, że musi być silny.
Po kilku minutach już stoi przed wejściem na peron 9 i ¾. Zaciska usta, choć chciałby krzyczeć, unosi głowę, choć najchętniej nigdy więcej by jej nie podniósł. Da radę. Przechodzi na drugą stronę. Od razu jego uszy wyłapują tysiące rozmaitych dźwięków. Śmiechy, ckliwe pożegnania, gdzieniegdzie delikatny płacz, zapewne rodzica żegnającego swoje dziecko, które pierwszy raz udaje się w podróż do Hogwartu. Jego krok jest pewny, a spojrzenie chłodne i ostre. Nie zawiesza wzroku na nikim. Gdy przechodzi wszyscy, nagle milkną, a chwilę potem zaczynają szeptać. Draco wie, że niektórzy ludzie, głównie uczniowie, wskazują na niego palcami. Dorośli również odsuwają się, gdy idzie. Nie jest tym zdziwiony, Prorok Codzienny długo wypisywał o nim, umieszczając jego zdjęcie na środku strony obok artykułów na jego temat. Draco sądzi, że przez jeden błąd ojca jego życie będzie już zawsze tak wyglądać – w oczach wszystkich pozostanie śmierciożercą. Nie wie, że pewna osoba sprawi, że ludzie zaczną inaczej go postrzegać…
Dla osób znajdujących się na peronie Draco wygląda jak wyrachowany, pewny siebie mężczyzna. Człowiek, który nie ma żadnych wyrzutów sumienia z powodu swojego wcześniejszego postępowania. Ale ja mam wgląd w jego duszę i umysł. Jego postawa jest tylko pozorem. Draco nie może pokazać, jak słaby i niestabilny jest, to jedna z lekcji, których udzielił mu ojciec… Choć nienawidzi Lucjusza całym sobą, niektóre jego wykłady bardzo mu się przydają. Najbardziej właśnie ta: Nigdy nie okazuj słabości, Draconie…
Otwiera drzwi przedziału, który zawsze zajmuje z przyjaciółmi. Gdy wchodzi niektóre spojrzenia wędrują w jego kierunku, a rozmowy milkną. Draco staje niepewnie i przygląda się twarzom Ślizgonów. Nie dostrzega swoich przyjaciół, czuje panikę, choć wyraz jego twarzy się nie zmienia.
– Draco, dobrze cię widzieć – mówi Dafne, przerywając niezręczną cieszę. Wstaje i podchodzi do chłopaka. – Cieszę się, że postanowiłeś wrócić. – Przytula go delikatnie.
Draco jest zdezorientowany, gdy po kolei podchodzą do niego znajomi z domu. Witają się z nim serdecznie, klepią po plecach. Zachowują się tak jakby wojna nigdy nie miała miejsca.
– Terence? – pyta zaskoczony Draco, gdy wita się z nim chłopak o krótko ściętych, ciemnych włosach. – Co ty robisz?!
– Oblałem dwa lata temu, miałem poprawiać rok, ale wiesz, wybuchła wojna, przez którą w ogóle nie pojawiłem się w Hogwarcie, więc oto jestem teraz! – Śmieje się, a wraz nim kilka innych osób stojących niedaleko.
Draco kiwa głową i ponownie ściska mu dłoń. Czuje wsparcie ze strony kolegów, jest ono tak wyczuwalne, że na jego usta wpływa nieśmiały uśmiech. Ślizgoni nie są na niego źli, wręcz przeciwnie, rozumieją go i chcą być dla niego podporą. Cieszy się, że jest w Slytherinie, członkowie tego domu są oddani wobec siebie, jeden jest gotowy w każdej chwili stanąć w obronie drugiego. Ja wiem, że Draco niedługo się o tym przekona.
Czuje dłoń na swoim ramieniu. Odwraca się zaskoczony i niemal wpada na uśmiechniętą Pansy. Mruży oczy w skupieniu, gdy zauważa jak ładnie dziewczynie w spiętych włosach. Zawsze pozwalała swoim czarnym jak smoła kosmykom błąkać się po twarzy, a teraz upięte w koka odsłaniają jej równie ciemne oczy i wyszczuplają buzię. Wygląda delikatnie i dziewczęco.
– Witaj, Pansy.
Dziewczyna przytula go mocno, jest zdziwiony, nie może przyzwyczaić się do takiego publicznego okazywania emocji przez Ślizgonów. Mimo to kładzie dłonie na jej tali, a głowę kryje w zagłębianiu jej szyi.
– Myślałam, że spanikujesz i nie przyjdziesz – wyznaje dziewczyna. – Byłam gotowa nawet wysłać po ciebie skrzata! – Śmieje się głośno.
– Nie było potrzeby – mówi doskonale znany Draco głos. – Malfoyowi tak łatwo się nie poddają, mówiłem ci, Pansy.
– Cześć, Blaise. – Draco odsuwa się od przyjaciółki i wita z przyjacielem. – A gdzie Teodor?
– Za chwilę będzie, żegna się z siostrą.
– Jest tutaj? – pyta zaskoczony Draco. – Przyjechała specjalnie z Francji?
– Nigdy nie odprowadziła go na pociąg. To oczywiste, że chce to nadrobić. Jest jego siostrą – mówi miękko. Mocniej zaciska dłoń na rączce kufra i ciągnie go w kierunku ich miejsca. Siada i czeka aż Draco i Pansy zrobią to samo.
– Przepraszam, chłopaki. Obiecałam, że usiądę z Milicentą i siostrami Greengrass. – Posyła im słodki uśmiech i rusza ze swoim bagażem na drugi koniec przedziału.
– Do ostatniej chwili nie byłem pewien, czy przyjdziesz – wyznaje Blaise, gdy Pansy się oddala.
– Przecież Malfoyowie się nie poddają – rzuca z kpiną Draco. Prawda jest taka, że on też nie sądził, że uda mi się znaleźć siłę, by zostawić matkę i jechać do szkoły. Ale obiecał, a obietnicy danej swojej matce nie potrafi złamać.
– To nie ma znaczenia, znam cię, jesteś nieprzewidywalny! – Śmieje się niepewnie. Chce przełamać tę dziwną barierę, która się między nimi utworzyła po spotkaniu na Pokątnej. Draco dostrzega w zachowaniu przyjaciela tę sztuczność i wzdycha głośno, by po chwili się odezwać:
– Jest dobrze, Blaise. Nie mam pretensji. Wiem, że chciałeś dobrze, mówiąc Pansy i Teodorowi.
– Posłuchaj, nie chciałem robić nic wbrew tobie, ale oni powinni wiedzieć, przecież też są twoimi przyjaciółmi – mówi ostrożnie. Jego spojrzenie jest rozbiegane i pełne obaw.
Draco uśmiecha się kącikiem ust. Przemyślał wszystko i wie, że Blaise dobrze zrobił. Pansy i Teodor zasługują na wyjaśnienie, dlaczego wyjechał bez słowa i zerwał wszelki kontakt. W dodatku cieszy się, że nie musiał sam wszystkiego wyjaśniać; nie dałby rady znów opowiedzieć o chorobie swojej matki.
– Spokojnie, Blaise. Jestem ci za to wdzięczny…
– Czyli jest dobrze? Nie jesteś na mnie wściekły?
– Nie… Skończmy już ten temat, proszę – mówi twardo Draco i odwraca się w kierunku okna.
Jest pogrążony w myślach, ale mimo to uważnie obserwuje rozrywające się na peronie sceny. Widzi rodziców przytulających swoje dzieci, nastolatków witających się z przyjaciółmi, ale widzi też wielu swoich rówieśników. Idą spokojnie, z opuszczonymi głowami, wyraźnie przygaszeni. To oni walczyli w Bitwie o Hogwart i to oni będą musieli zmierzyć się ze wspomnieniami.
Jego spojrzenie wędruje od twarzy do twarzy, aż nagle zatrzymuje się na jednej z trzech osób. Mruga zaskoczony i przygląda się z ciekawością. Nie przywidziało mu się: to Granger. Stoi w towarzystwie Lovegood i Weasleyówny. Sprawia wrażenie najbardziej pogodnej z nich wszystkich. Draco wykrzywia usta w niesmaku i odwraca głowę. Akurat w tym momencie przy stoliku siada Teodor. Wita się i zaczyna entuzjastyczną rozmowę na temat tego jak nie może doczekać się rozpoczęcia lekcji. Pociąg zaczyna się trząść i po chwili już rusza z peronu. Draco opiera głowę o szybę i całkowicie ignoruje przenikliwe spojrzenia Teodora i Blaise’a, a także ich próby wciągnięcia go w konwersację. Przymyka oczy i stara się skupić na swoich myślach; chaotycznych i nieskładnych. Pełnych niepewności, ale i nadziei. Draco wierzy, że ten rok będzie dobry, że życie w końcu przyjmie dla niego barwę światła. Ja już wiem, że tak się w końcu stanie, ale za nim to nastąpi, Draco przejdzie długą drogę w mroku…

***

Wielka Sala prezentuje się pięknie, zresztą jak zawsze… Mimo to, Hermiona nie potrafi cieszyć się tym widokiem.  W pociągu czuła się dobrze, rozpierała ją energia na samą myśl o nadchodzących lekcjach, ale teraz… Przed jej oczami stają obrazy, z którymi już do końca życia będzie kojarzyć sobie Wielką Salę. W miejscu, gdzie stoją stoły Gryffindoru i Ravenclawu rozegrało się ostateczne starcie Harry’ego z Voldemortem, tam gdzie znajduje się stół Slytherinu składano ofiary, a pod przeciwległą ścianą, czyli w miejscu przeznaczonym dla Hufflepuffu odpoczywali ci, którzy przeżyli… Nie umie wyrzucić tego obrazu z głowy. Nawet spoglądanie w rozjaśnione gwiazdami sklepienie przypomina jej o wyglądzie nieba w dniu drugiego maja; sunęły po nim ciemne, burzowe chmury, ani jeden promyk słońca nie mógł przecisnąć się przez tamten mrok. 
Potrząsa głową i zaczyna się rozglądać po pomieszczeniu. Nie tylko ona ma taką posępną minę; uczniowie z jej rocznika, a także jeszcze dwóch w dół wydają się przygaszeni i nieobecni. W ich myślach pojawiają się obrazy rozegranej bitwy, w której walczyli. Nie śpiewają hymnu, nie uczestniczą aktywnie w Ceremonii Przydziału, nie słuchają przemówienia dyrektor McGonagall, a nawet nie zajadają się smakołykami podanymi na kolację. Są obecni ciałem, lecz nie duchem.
W końcu Hermiona odrywa swoje spojrzenie od uczniów i zaczyna przyglądać się stołowi nauczycielskiemu. Czuje uścisk, gdy widzi krzesło nauczyciela obrony przed czarną magią zajęte przez nową, młodą profesor. Kiedyś to miejsce należało do Remusa Lupina, a teraz… Teraz Lupin nie żyje… Zaciska powieki i wzdycha głośno, czym wyrywa z podobnego letargu Ginny. Przyjaciółka unosi swoje załzawione spojrzenie na Hermionę.
– Też o tym myślisz, prawda?
– Tak, Ginny… Nie umiem… – przerywa i kręci głową. Nie umiem zapomnieć – dodaje w myślach. Nie umiem pogodzić się z tą niesprawiedliwością.
Neville obdarza je pokrzepiającym uśmiechem, ale w jego oczach zauważają ten sam ból. Mimo to czują się lepiej, Neville zawsze roztacza wokół siebie pogodną atmosferę niczym Luna.
– Hermiono, musimy zając się pierwszorocznymi, pamiętasz? – mówi niespodziewanie siedzący nieopodal Dean Thomas, to on zajął miejsce Rona jako Prefekt.
– Tak, tak, już idę – mruczy i podnosi się z miejsca. – Zobaczymy się w Pokoju Wspólnym, Ginny, dobrze?
– Jasne i tak chciałam jeszcze iść do Luny. – Unosi kąciki ust i kiwa lekko głową.
Hermiona pozwala, by to Dean zawołał do nich pierwszoklasistów, a następnie zaczął opowiadać im o zasadach panujących w Hogwarcie. Jest wdzięczna, że to on postanowił się tym zająć. Hermiona nie jest pewna, czy dałaby radę spokojnie opowiadać o zamku, mając przed oczami wszystkie tragiczne wydarzenia, jakie się w nim rozegrały.
– Przepraszam…
Rozmyślenia Hermiony przerywa delikatny, dziewczęcy głos.
– Przepraszam, ale czy ty jesteś Hermioną Granger, która pomogła Harry’emu Potterowi pokonać Tego-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać? – pyta jedenastolatka.
Hermiona posyła Deanowi zaskoczone spojrzenie, on jednak wzrusza ramionami i uśmiecha się delikatnie, by już kilka sekund później wrócić do tłumaczenia pierwszorocznym regulaminu zamku. 
– To ja – odpowiada spokojnie i stara się uśmiechnąć.
– Przyjaźnisz się z nim?
Hermiona mruga zaskoczona, nagle zaczyna czuć dziwny uścisk w klatce piersiowej. Jej serce szybciej bije. Ma wrażenie, jakby świat zatrzymał się właśnie w tym momencie. W głowie słyszy słowa Harry’ego wypowiedziane parę dni wcześniej, słowa, które sprawiły jej ogromny ból, mimo to odpowiada pewnym głosem:
– Tak, to mój najlepszy przyjaciel.

***

Hermiona podąża za Deanem niczym cień. Jest niesamowicie zmęczona. Właśnie wracają z gabinetu nowego nauczyciela transmutacji, a jednocześnie opiekuna ich domu, profesora Marcusa Faira. Z założenia mieli być tam kilka minut, ale profesor przeciągnął spotkanie o godzinę! Rozmawiali na dosłownie wszystkie tematy. Profesor wydał się Hermionie sympatycznym, ale surowym mężczyzną, w dodatku – co dziwne – niezwykle ciekawskim!
– O czym tak myślisz? – pyta niespodziewanie Dean, przerywając ciszę panującą między nimi.
– Zastanawiam się, czemu profesor Fair tak nas wypytywał o wszystko – mruczy w odpowiedzi.
– Faktycznie! – Śmieje się. – Najchętniej jeszcze by nas tam trzymał! A myślałem, ze to kobiety są ciekawskie…
Hermiona uśmiecha się delikatnie.
– Hermiono… – zaczyna Dean. Chrząka i mruży oczy. – Czy wszystko w porządku? – pyta z wahaniem.
Hermiona staje zaskoczona i mruga. Kręci głową i wzrusza ramionami.
– Zwyczajnie, a czemu pytasz?
– Wydajesz się strasznie zamyślona, przygaszona – mówi delikatnym głosem. Przygląda się dziewczynie z niepewnością.  Mimo że nigdy nie utrzymywał zbyt bliskich relacji z Hermioną, martwi się o nią. 
– Jest dobrze, nie przejmuj się mną – mruczy. Idzie szybko w kierunku schodów. Słyszy głośne uderzenia butów Deana o posadzkę. Chłopak dogania ją w kilka sekund.
– Przepraszam za wścibskość, ale czy to przez Rona?
– A czemu niby przez niego? 
– Zaraz po twoim wyjeździe Ron zaczął umawiać się z Padmą – mówi cicho.
Po ciele Hermiony przechodzi nieprzyjemny dreszcz. Jej dłonie zaczynają się trząść, a oczy napełniają się łzami. Mruga, chcąc je odgonić. Czuje się tak, jakby znów był dzień, w którym wszystko się popsuło.
Ciepłe dłonie Deana obejmują jej drżące ciało, jednak Hermiona odsuwa się. Obiecała Wiktorowi, że już nigdy więcej nie będzie płakać z powodu Rona. Gdy Dean spogląda na jej twarz, nie zauważa już żadnych łez, jedynie bladość twarzy, ale nic poza tym.
– Widziałam, jak się całowali – zaczyna – dlatego zerwałam z Ronem. Musiałam odpocząć od tego, co miało miejsce w Anglii, dlatego wyjechałam pomóc Wiktorowi w modernizacji Durmstrangu – wyjaśnia.
– Hermiono, tak mi przykro! Bardzo cię przepraszam!
– Nic się nie stało, byłeś ciekaw, to zrozumiałe – odpowiada swobodnie.
– Czekaj… Byłaś w Durmstrangu!? – pyta po chwili z niedowierzaniem. – I jaki on jest? Faktycznie tak mroczny, jak go opisują? – zaczyna wypytywać o szczegóły, zupełnie jakby chwilę temu nie miała miejsca ich niezręczna rozmowa.
Hermiona śmieje się głośno, ale zaczyna odpowiadać Deanowi o zamku. Chłopak słucha każdego jej słowa z wielkim zainteresowaniem, co jakiś czas zadając pytania.
Całą drogę zajmuje jej zaspokojenie ciekawości Deana, a i tak chłopak zapowiada, że jutro przyjdzie do niej po kolejną dawkę informacji. Gdy wchodzą do pokoju wspólnego, żegna się z nią i pędzi w stronę dormitoriów, jak wyjaśnia: musi wszystko opowiedzieć Seamusowi!
Hermiona uśmiecha się, gdy do jej uszu dobiega tak znajomy gwar rozmów i dźwięk trzasków palonego drewna. Zauważa Ginny siedzącą na dywanie przy kominku w towarzystwie Neville’a. Podchodzi do nich i zajmuje miejsce obok.
– Jak było? – pyta Neville.
– Zwyczajnie. Poinstruował nas, co mamy robić, jako prefekci. – Hermiona wzrusza ramionami. – Mówi to, co zazwyczaj profesor McGonagall.
– Właśnie, Hermiono! Co się stało, że nie jesteś jednym z prefektów naczelnych? – Ginny pochyla się w jej kierunku. –  Podobną są nimi Hanna Abbot i Anthony Goldstein?
– Mhm… – mruczy Hermiona i przymyka oczy. – Odmówiłam. Mam już dostatecznie dużo na głowie…
– Ten cały Goldstein nie pasuje mi na to stanowisko – dorzuca jeszcze Ginny.– Rozmawiałam z nim kilka razy; jest tak przemądrzały i nadęty, że miałam ochotę rzucić w niego upiorogackiem! 
Śmieją się głośno, nawet Ginny, choć ta krótka chwila radości nijak na nią wpływa. Wciąż czuje cienie napływające ze wszystkich stron i pochłaniające w mroku drogę, którą chce podążać. Mimo to stara się jak najmocniej wczuć w tę przyjemną atmosferę. Zagarnąć ją całą dla siebie i nigdy nie pozwolić jej zniknąć.
Rozmawiają jeszcze krótką chwilę na lekkie i przyjemne tematy. Żadne z nich nie chce poruszać tych trudnych, wywołujących silne emocje. Po prostu boją się tego, co może spowodować taka rozmowa, ile wspomnień wróci i znów zacznie nawiedzać ich myśli. Nie wiedzą, że to i tak za chwilę się stanie… Gdy w końcu decydują się iść już do swoich dormitoriów są zmęczeni i pełni niepewności, a kiedy zamykają oczy, chcąc usnąć, widzą bitwę o Hogwart.
Ja wiem, że tej nocy, żaden z uczestników rozegranej tu w maju walki, nie zaśnie.

***

1 września 1998, noc
Już dawno powinienem spać, ale nie mogę; przewracam się z boku na bok i próbuję wyrzucić z głowy obrazy, które stają mi przed oczami. Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która dzisiejszej nocy cierpi na bezsenność… Blaise i Teodor poddali się godzinę temu; teraz rozgrywają kolejną rundę szachów.
Na nowo widzę śmierciożerców wkraczających do Hogwartu, siebie między nimi… Patrzę jak płomienie Szatańskiej Pożogi zaczynają pochłaniać Pokój Życzeń. I mimo że nie wiedziałem śmierci Vincenta, to mam przed oczami wyraz jego wykrzywionej w bólu twarzy, powolnie trawionej przez płomienie.
Mam wrażenie, że idę drogą pełną mroku, a mrokiem są wspomnienia.

Draco

16 komentarzy:

  1. Hejo hejooo :D
    Może nie będę oryginalna, ale nie mogę nie poruszyć kwestii narratora! Nie mam pojęcia kim jest i chyba to intryguję mnie w tym opowiadaniu najbardziej. Warto też podkreślić, że początek rozdziału był mega zaskakujący. Niby odkrył przed czytelnikami osobę, która to opowiada, jednak wskazówki były tak małe, że nie dało się z nich nic wywnioskować. Sprytne :p Znowu umrę w niewiedzy :/ Czy mi się wydaję, czy ta "osoba" zna przyszłość? Wiem, że może to głupio zabrzmi, ale naprawdę tak wywnioskowałam :P
    Oczywiście Twoje opisy uczuć i emocji jak zwykle zachwycają!
    Pozdrawiam, Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, zna przyszłość doskonale! ;) Niestety, tyle mogę zdradzić, wszystko się wyjaśni w swoim czasie... :D
      Serdecznie dziękuję za przemiły komentarz! Bardzo cieszy mnie, że rozdział się podobał :D!

      Usuń
  2. Rozdział pisany jak zwykle z wyczuciem i subtelnością. Fajnie się go czyta. Żaden z bohaterów nie wyskakuje z czymś głupim i psuje atmosferę rozdziału, to dobrze. Tak trzymaj. Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam
    Some Say

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa, to dla mnie wiele znaczy! :)

      Usuń
  3. Hej :)
    Spóźniona o jeden dzień, ale przybywam z komentarzem ;)
    Jak zwykle rozdział mi się podoba.
    Dziewczyno, nie znęcaj się tak nade mną! xD Nie mam pomysłu, kto może być narratorem, a na początku jeszcze takie coś... Bardzo mi się podoba, jak przedstawiasz narratora. Jakby była to jakaś istota, która ma władzę nad czasem i wie, co się stanie.
    U ciebie w rozdziałach cenię sobie to, jak opisujesz uczucia. Niby mamy "równowagę" dialogów i opisów, ale jakoś bardziej odczuwam te wszystkie uczucia. Naprawdę dobrze ci to wychodzi ;)
    Mogłam sobie wyobrazić, jak czuł się Draco, gdy szedł przez peron. Pewnie czuł się strasznie, jakby wszystkie gapie były zwrócone na niego i nie używając słów, wyrażają swoją niechęć do niego.
    Co do Hermiony... Zaskoczyło mnie, że nazwała Harry'ego swoim najlepszym przyjacielem. Wiem, że nie uważa iż zachowanie przyjaciela, to było jedno wielkie widzimisię, tylko szuka jakiegoś racjonalnego wyjaśnienia.
    Atmosfera w rozdziale jest adekwatna to odczuć bohaterów, czyli do przygnębienia (nie wiem, czy jest to odpowiednie słowo, ale takie pierwsze przyszło mi do głowy :P)...
    Dobra, to już chyba wszystko, co chciałam napisać ;)
    Pozdrawiam, zakręcona 01 ^^
    http://dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz. Jeśli chodzi o narratora, niestety, muszę się poznęcać! :D Ale mogę powiedzieć; zna on przyszłość doskonale :).
      Jeszcze raz dziękuję za przemiłe słowa! :)

      Usuń
  4. Hej. Zaglądam co jakiś czas i czytam. Świetna robota! Mimo moich lat nadal kocham historię Hogwartu. :) Twoje opowiadanie tylko mi przypomniało jak bardzo tęsknie za czasami, gdy pochłaniałam rozdziały książek, żeby dowiedzieć się co jest dalej. :)
    Co do narratora, to dodam swoje pięć groszy. ;) Pewności nie mam, ale odniosłam wrażenie, że narratorem jest "życie" (które musi być sprawiedliwe). Zawsze istnieje możliwość, że to tylko moje złudzenie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za komentarz. Cieszę się, że postanowiłaś się odezwać :). Jeśli chodzi o narratora, powiem tak: każdy ma w jakimś stopniu rację, niektórzy w większym inni mniejszym, ale to jeszcze nie to :D. Jednak, na każde pytanie jest odpowiedź, a i na to wkrótce się pojawi :).

      Usuń
  5. Och wspaniały rozdział.
    Obiecałam ze będę na bieżąco i o to jestem.
    Oczywiście czyta się jak zwykle ciekawie.
    szkoda mi trochę Hermiony.
    Na pewno musiała przeżyć niemały wstrząs na wieści o Ronie.
    No i jeszcze Harry.
    Naprawdę może go tak nazywać?
    Sama nie wiem w tym temacie... jakoś ich stosunki wyglądają na dość złożone.
    Jestem ciekawa Twoich dalszych pomysłów.
    Będę czekać na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na NN do mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję.
      Cóż, odpowiedź Hermiony miała wprowadzić niemały zamęt, ale wszystko jest zaplanowane, nie zrobiłabym czegoś od tak sobie :). Jej słowa znajdą odzwierciedlenie w jej zachowaniu, ale to już wkrótce :).

      Usuń
  6. Z reguły rzadko sięgam po dramione. To nie moje ulubione czasy (wolę Huncwotów czy nowe pokolenie), nie moi bohaterowie, a jeśli już zajrzę to zwykle ich relacja sprowadza się do mnóśtwa westchnień i czysto fizycznej fascynacji, którą naiwni biorą za miłość(albo postacie są wykreowane tak słabo, że nie mają życia wewnętrznego). I dokładnie z tych wszystkich powodów zwykle na wstępie odrzucam dramione. Gdy jednak zajrzałam na Twojego bloga szablon skusił mnie do przeczytania kilku zdań. Spróbowałam i...
    I wiesz co? Przeżyłam pozytywne zaskoczenie. Bohaterowie mają uczucia, a dialogi nie tworzą całego rozdziału. Są rozmowy, są przemyślenia. Jest refleksja. Na wszystko jest odpowiedni czas i pora.
    Odnośnie akcji, bohaterów zacznę od Dracona. Kurcze, podoba mi się on. Nie jest melodramatycznym pańczykiem, ale też nie odgrzewanymi kluchami. Ma swój charakter i stara się odnaleźć w swojej sytuacji. powrót do Hogwartu to dla niego tak niełatwa sprawa, a jednak nie zamierza łamać matce danego słowa. To w sumie mocno wzruszające, bo pokazuje, jak ważna była dla Draco matka, w ogóle rodzina. Nawet niechęć do ojca podszyta jest respektem, niechętnym szacunkiem i pamięcią. On stara się wycisnąć z sytuacji, w której się znalazł tak wiele jak umie. I nie popaść w depresję przy okazji.
    Bardzo mnie zaskoczyło ciepłe spotkanie Malfoya z kolegami. Kurczę, to wzruszające. Spodziewał się czegoś innego. nawet nie marzył o tym. To mi też uświadomiło, że w istocie musiało być tak jak to ukazałaś z uczniami Slytherinu - mówiono wiele podłego o nich, ale jednak dla swoich, wewnętrznej kliki potrafili być naprawdę wwiernymi przyjaciółmi. Co właśnie doskonale ukazałaś w tym rozdziale.
    Zaskoczyło mnie, że Rona ssparowałaś z Padmą, no ale w sumie mam wrażenie, że nie stworzono jeszcze dziewczyny odpowiedniej do Weasleya :D
    Hermiona to zraniona dziewczyna, która nadal żyje wojną. Podoba mi się, że pokazujesz, że dla niej wojna niejako nadal trwa, nie skończyła się tak nagle z dniem pokonania Vooldemorta. Teraz wojna, wspomnienia, śmierć wszystko ożywa w jej umyślę. Gdy pierwszoklasistka w tym rozdziale spytała H., czy ona się przyjaźni z Harry'm przez moment myślałam,że zaprzeczy. Po gorzkich słowach Harry'ego stwierdzenie inaczej to naprawdę ogromny gest dobrej woli Hermiony, jej kochającego serca.
    Cóż, napisać więcej - czekam na siódemkę ;)


    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ;)
    www.muniette.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję za miłe słowa: cieszę się, że Wschód słońca Ci się spodobał, i że szablon sprawił, że postanowiłaś jednak zapoznać się z tą historią, mimo niechęci do dramione.
      Trudno opisać, jaką radość sprawiły mi Twoje miłe słowa: to dla mnie wiele znaczy. Fakt, że wykreowani przeze mnie bohaterowie, dialogi i opisy Ci się podobają. :)
      Bardzo dziękuję Ci za tak miłe słowa! :)

      Usuń
  7. Wreszcie jestem! Merlinie, jakie mi się narobił zaległości, ale nadrobię, obiecuję!
    Rozdział bardzo fajny (zresztą jak zawsze) Podobał mi się opis spotkania Draco z przyjaciółmi i rozmowa Dean'a z Hermioną. Jednak największe wrażenie zrobił na mnie wpis do pamiętnika (?) Draco. Tyle emocji, że wooow.
    Lecę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepsze byłoby określenie dziennik Draco :). Oczywiście dziękuję za miłe słowa, wiele dla mnie znaczą ;).

      Usuń
  8. Okej, mam ochotę walnąć Harry'emu w głowę. "Podziękuj Hermionie"?! Co to w ogóle miało znaczyć? Jeśli chciał wzbudzić w Hermionie wyrzuty sumienia, to doskonale mu się udało. Wrrr. I biedna Ginny. Ale lubię ją, bo mimo że naprawdę ma pod górkę, to jakoś się trzyma, nie świruje aż tak bardzo, ten jej wybuch, że "będzie dobrze, do cholery" daje takie światełko, że to nie jest postać tragiczna.
    Kto tam był dalej? Ach, Malfoy. Ostatnio czytałam jakieś lekkie teksty, więc tym mocniej teraz porusza mnie to, przez co przechodzi, że społeczeństwo nim gardzi. I jestem dumna, że potrafi unieść głowę i iść dalej, choć wiem, jak wiele go to kosztuje. Podoba mi się też ukazanie Ślizgonów jako lojalnych przyjaciół, należy im się to. :)
    Oddzielny akapit należy się kwestii narratora, bo wow - zachwycasz mnie ciągle tym zabiegiem. To takie intrygujące. I czas teraźniejszy ze wstawkami zdradzającymi przyszłość - ekstra! Czytając fragment na początku tego rozdziału odrzuciłam pomysł z duchem, bo duchy nie znają przyszłości, prawda? I jak napisałaś o tym rodzeniu się na nowo, pomyślałam, że to feniks, a potem przyszedł mi na myśl Merlin - jako ten najwyższy bóg czarodziejów, który sprawuje pieczę. Lubię tak sobie gdybać przy czytaniu opowiadaniu, a ty dajesz mi do tego doskonałą okazję. :D
    Świetnie Ci idzie kreowanie tej historii. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że opowiadanie się podoba :).
      Cóż, jeśli chodzi o Ginny, to w końcu będzie dobrze. Lubię każdą ze swoich postaci i każda w końcu odnajdzie to swoje szczęście, mimo że dalsza fabuła będzie im to utrudniać na wszelkie możliwe sposoby... :)
      Uwielbiam Ślizgonów i sama jestem Ślizgonką, więc nienawidzę, gdy w co drugim opowiadaniu gloryfikowani są tylko Draco i Blaise, a reszta Ślizgonów to debile, niewyżyte seksualnie nastolatki, puste, plastikowe, głupie lale. Kurczę, czemu wszyscy zapominają o tym, co nawet pokreślone jest w pieśni Tiary Przydziału? Ślizgoni są lojalni wobec siebie, sprytni, a więc inteligentni :).
      Oczywiście zdarzają się wyjątki, gdzie taki utarty schemat jest nawet do zniesienia, ale prawdę mówiąc brakuje mi teraz dobrych fików, gdzie nie byłby powielania tych kliszy. Między innymi dlatego tak rzadko sięgam po ff. Stałam się bardziej wybredna :D.
      Cieszę się, że narrator intryguje ;). Taki był plan :D. Przyznaję, że czas teraźniejszy to była taka spontaniczna decyzja, ale jak widzę po komentarzach, słuszna. Szczerze, pokochałam już pisanie w tym czasie! :)
      Cóz, jeśli chodzi o Twoje przypuszczenia, to co nieco prawdy w tym jest, ale to jeszcze nie to! :D Jednak jesteś blisko tak jak pozostali... ;)
      Jeszcze raz dziękuję za komentarz! :D

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!