wtorek, 23 sierpnia 2016

Rozdział 5

Witajcie, kochani! 
Dziękuję serdecznie za Wasze miłe słowa pod poprzednim rozdziałem, zachęcam również do wyrażenia Waszego zdania również pod tym :). To wyjątkowo motywuje :D.
Dziś przedstawiam Wam ostatni rozdział części 1, tj. Zagubione dusze. Kolejne będą dotyczyć już części 2, tj. Żelaznej klątwy. :)
Na rozdział 6 zapraszam 1 września :D
Jeśli oczywiście macie takową chęć i Wschód słońca się Wam podoba zachęcam do oddania głosu na niego w ankiecie obok, opowiadanie bierze udział w konkursie na blog miesiąca: lipiec.
Zapraszam Was serdecznie na mój drugi blog: Auror z wymiany.
A teraz zapraszam do czytania! :) Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu ;).
Buziaki,
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley


***

Milczenie

To, że milczę, nie znaczy,
Że nie mam nic do powiedzenia.
~ Jonathan Carroll

Milczy, gdy Ginny spogląda na nią oczami pełnymi łez. Milczy, gdy dłonie Ginny zaciskają się na jej nadgarstku. Milczy, gdy Ginny osuwa się w jej ramiona z cichym szlochem. Hermiona nic nie mówi, ale ma wrażenie, że gardło pali ją niczym ogień, jakby wykrzyczała miliony nic nieznaczących słów. A jej umysł wiruje, jedno jedyne zdanie krąży w jej myślach: Co zrobiłaś, Hermiono?! – wszeptane przez Ginny.
Głaszcze Ginny po włosach jedną ręką, a drugą podaje pergamin Lunie. Wiem, co na nim widnieje – to zguba. Kilka pustych słów napisanych zgrabnym pismem. Słowa zwiastujące rozpacz i smutek:

Podziękuj Hermionie, po spotkaniu z nią uzmysłowiłem sobie, że nasz związek powinien się skończyć.
Harry Potter

– Ginny… – Hermiona odsuwa od siebie przyjaciółkę. Widzę ból na twarzach dziewcząt i czuję poczucie winy Hermiony, choć tak naprawdę nic nie zrobiła.
– Jak to się stało? Co mu powiedziałaś… – pyta szeptem. Nie wyciera łez, wie, że to bez sensu, zaraz znów popłyną.
– Spotkałam się z nim. Musiałam, Ginny. Przepraszam…
– Nie mówiłaś nam, Hermiono – mówi ciepłym głosem Luna. Jest najbardziej opanowana.
– Chciałam dobrze… Przyszedł z… – przerywa. Nie chce mówić o kłótni z Ronem, gdyby mogła, nie powiedziałaby nic, ale musi wyjaśnić Ginny, co tak naprawdę się stało. Przełyka ślinę i kręci głową. – Spotkaliśmy się tutaj, rozmawialiśmy kilkanaście minut. Musiałam sprawdzić, co się z nim stało… Był oschły, złośliwy, to nie był nasz Harry… – szepcze.
Wciąż przeżywa to spotkanie. Harry i Ron, jej najlepsi przyjaciele… Ma łzy w oczach, tak wiele z nimi przeszła, wcześniej liczyła, że już zawsze będą razem. Pozwalała błądzić swoim myślom w przyszłość, gdzie wychodzi za Rona, gdzie Harry jest mężem Ginny, gdzie w końcu staną się prawdziwą rodziną.
Życie jednak pisze dla niej inną historię, lecz wciąż wyjątkową i piękną…
– Zapytałam się, czemu tak się zachowuje, co się zmieniło i on… Och, Ginny, tak bardzo mi przykro!
– Co się stało, Hermiono? Co on ci powiedział?! – Usta ma sine, a oczy załzawione. Pozwala, by Luna złapała ją za dłoń i ścisnęła w geście pocieszenia.
– Poznał kogoś – wyznaje. – Wtedy w maju…
Ginny wciąga gwałtownie powietrze, a później z trudem łapie oddech. Całe szczęście, że ich stolik znajduje się w najgłębszej części lokalu inaczej stałyby się obiektem zainteresowania, a tego byłoby już za wiele dla biednej Ginny. Gdy wpadła spóźniona o kilka minut do cukierni, na jej ustach widniał uśmiech. W rękach trzymała kopertę od Harry’ego. Myślała, że to dobry znak, chciała otworzyć ją razem z przyjaciółkami. Niestety, myliła się, list skrywał wiadomość, której nigdy nie chciała otrzymać.
Panuje między nimi milczenie. A jedyne dźwięki dochodzą z innych stolików. Wesołe szepty, głośne śmiechy, dźwięk otwieranych i zamykanych drzwi. Cisza tworzy się wokół nich jak bańka; delikatna, czekająca aż ktoś ją przebije. Tak naprawdę chcą krzyczeć. Luna z bezradności, Ginny ze smutku i żalu, a Hermiona ze złości. Jednak ich krzyki powstrzymują mury cukierni. Prawdą jest, że Pure-Butter stała się częścią tej historii i pozostanie nią już na zawsze.
Czekam, aż Ginny się odezwie. To ona musi rozbić tę bańkę, tylko ona może rozwiać aurę milczenia. Gdy w końcu to robi, niemal wzdycham.
– Ja… To jest to, czego obawiałam się najbardziej… – szepcze. – Ale wiedziałam, że to w końcu nastąpi…
– Ginny, tak bardzo przepraszam – mówi Hermiona.
– Przecież to nie twoja wina, to nie ty podsunęłaś mu pod nos jakąś dziewczynę – odpowiada zgorzkniałym głosem. – To boli, ale minie, przejdzie mi…
– Ginny…
– Będzie dobrze, do cholery! – wybucha, lecz po chwili dodaje cicho: – Musi kiedyś być, prawda?
– Na pewno będzie, życie czasem musi być okrutne… – mówi Luna i obejmuje Ginny ramieniem. To samo robi Hermiona. Trwają przytulone do siebie i pozwalają, by negatywne uczucia opuściły ich ciało i umysł.
Luna ma całkowitą rację, życie czasami musi być okrutne, by potem mogło być pełne szczęścia…
Siedzą kilka długich chwili zastygłe w bezruchu i pochłonięte milczeniem. Ono je uspokaja i wycisza. Wskazówki zegara wciąż zmieniają położenie, lecz one czują się dobrze w swoim ciepłym uścisku. Nagle cukiernię wypełniają nasycone zgryźliwością i jadem szepty. Ciche okrzyki zdumienia zaczynają dominować w pomieszczeniu. Hermiona unosi głowę i spogląda w kierunku drzwi, wciąga gwałtownie powietrze, a później niemal zapomina oddychać.
– Merlinie… – szepcze. – To Malfoy…

***

Trwa w milczeniu. Siedzi przy jej łóżku, dotyka swoją dłonią jej i czeka. Ma nadzieję, że dziś się wybudzi. Niestety, ja wiem, że to nie nastąpi. Ani dziś, ani jutro, ani nawet pojutrze. Jeszcze nie jest odpowiednia pora. Ona dopiero nadejdzie.
Przyglądam się mu, staram się lepiej poznać jego uczucia; rozdrażnienie, złość, bezradność… Tak bardzo chcę powiedzieć mu: Draco, będzie dobrze! Twoje życie będzie dobre… Możesz mi wierzyć, wiem to dokładnie! 
– Paniczu? – Skrzat kłania się przed Draco. – Panicz Zabini przyszedł, wpuścić go?
Draco kiwa lekko głową. Nie odzywa się od piątkowego wieczoru. Nie ma na to siły, czuje się tak, jakby jakaś jego cząstka powoli obumierała. Milczenie koi jego ból. Trwanie w swoich myślach go uspokaja.
Skrzat znika, a Draco wzdycha głośno. Puszcza rękę matki i wstaje. Poprawia czarną marynarkę, która i tak nie leży na nim tak jak powinna… Teraz jest na niego za duża; zmizerniał i schudł. Od dłuższego czasu nie odżywia się tak, jak powinien. Nie może, jest zbyt zdenerwowany, zagubiony i przejęty.
Wychodzi z sypialni matki i niemal wpada na Blaise.
– Cześć… – mówi Blaise i zaczyna przyglądać się przyjacielowi z niepokojem. – Jesteś gotowy?
Draco kręci przecząco głową. Prawda jest taka, że Draco jeszcze długo nie będzie gotów na powrót do swojego dawnego życia, a gdy już będzie, nie zrobi tego… Zacznie się zmieniać na lepsze i wiele dzięki temu zyska. Jego życie się odmieni.
– Draco, obiecałeś… Nawet nie wiesz, jak Pansy się cieszy z tego spotkania. Albo Teodor! Tak dawno nie spędzaliśmy razem czasu. Nie odcinaj się znów. Wyjście dobrze ci zrobi, mówię ci, że…
Unosi dłoń, sprawiając, że Blaise przestaje mówić. Czuję zawód, że nie przerywa swojego milczenia, ale wiem, że zrobi to już niedługo…
– Proszę cię. Nie pomożesz jej, gdy będziesz się izolować. Weź płaszcz i chodź ze mną, błagam… – mówi z naciskiem Blaise. Łapie przyjaciela za ramię i trzyma mocno. Cały czas patrzy mu w oczy.
Chłopak nie ma siły wyrwać się przyjacielowi. Pozwala, by ten popchnął go w kierunku skrzata trzymającego okrycie. Zakłada je z ociąganiem, nawet nie spoglądając na Zabiniego.
– Chodź… – mruczy Blaise.
Dzień jest wietrzny i deszczowy. Draco wkłada dłonie do kieszeni. Tak długo nie wychodził, że odzwyczaił się od chłodnych kropli moczących jego ciało i ubranie, od zimnego, porywistego wiatru starającego się go przewrócić. Wdycha świeże powietrze, z zaskoczeniem zauważa, jak tęsknił za przebywaniem poza dworem. Od bardzo długiego czasu z niego nie wychodził, jest niemal szczęśliwy, że pozwolił Blaise’owi wyciągnąć się na zewnątrz.
– Nie odezwiesz się do mnie? – pyta spokojnie Blaise.
Draco kręci głową, nawet nie spoglądając na niego.
– Jak wolisz. Najpierw pójdziemy do Madame Malkin po odbiór naszych szat – mówi. – Zamówiłem je dla nas wcześniej – dodaje, widząc pytające spojrzenie Draco. – Następnie do Piór Amanuensisa, a zaraz potem wstąpimy po książki do Esów i Floresów.  O szesnastej jesteśmy umówieni z Teo i Pansy w Pure-Butter. Zanim tam pójdziemy wpadniemy jeszcze do sklepu z kociołkami, w końcu to obok cukierni.  Pasuje ci?
Draco kiwa głową i opuszcza ją. Docierają do bramy, Draco unosi dłoń, a ta otwiera się ze zgrzytem. Gdy są poza terenem posesji Malfoyów, Blaise chwyta przyjaciela pod ramię i teleportuje ich przed Dziurawy Kocioł.
Bar jest jak zawsze pełen czarodziejów. Siedzą przy barze lub stolikach, jedni popijają alkohole, inni cicho rozmawiają. Draco, idąc, stara się nie podnosić głowy, a już tym bardziej nie zwrócić na siebie uwagi. Niestety, potrąca mężczyznę, który upuszcza kufel z piwem i wydaje z siebie okrzyk zaskoczenia.
– Uważaj jak łazisz! – warczy i mruży oczy. Przygląda się Draco, lecz dopiero po chwili uświadamia sobie, kto przed nim stoi. – Młody Malfoy… – mówi głośno, czym zwraca na nich uwagę kilku siedzących w pobliżu osób. – Jak śmiesz w ogóle się tutaj pojawiać, śmierciożerco?!
– To miejsce jest dostępne dla każdego – odpowiada chłodnym głosem Draco. – A teraz przepraszam, śpieszę się.
Unosi dumnie głowę, wymija mężczyznę i kieruje się w stronę przejścia na Pokątną. Blaise mruga zdezorientowany, nie za bardzo wie, kim był ten czarodziej i skąd znał Draco. Jednocześnie jest zaskoczony; Draco się odezwał!
– Draco? – pyta. – Kim był ten…
– Każdy zna Malfoyów, Blaise. – przerywa mu. – Każdy wie, co zrobiliśmy i kim byliśmy. Wszyscy czytali o moim procesie i wszyscy wiedzą, jak wyglądam – mówi cicho.
– To było kilka miesięcy temu…
– Ludzie mają dobrą pamięć.
– Cóż, przynajmniej się odezwałeś…
Blaise uśmiecha się z wymuszeniem. Jest mu żal przyjaciela. Wie, że ludzie nigdy nie zapomną, że Malfoyowie służyli Voldemortowi. Gdy Ministerstwo Magii ogłosiło datę procesu Draco i pani Malfoy, społeczeństwo było zachwycone. Liczyło, że Malfoyowie zostaną zasłużenie ukarani. Ku ich niezadowoleniu zarówno Narcyzę jak i Draco uniewinniono. Narcyzę, gdyż nie działała bezpośrednio w kręgach śmierciożerców, a Draco dlatego, że został do służby Voldemortowi przymuszony i działał pod wpływem presji i groźby. Musiał jedynie wpłacić wysoką grzywnę. Ludzie do tej pory są z tego powodu wściekli, a ich agresję potęguje fakt, że Draco zaraz po procesie opuścił kraj i nie mieli możliwości konfrontacji z nim.
Blaise staje zaskoczony. Właśnie dociera do niego pewien fakt; Draco jest dziś po raz pierwszy od wojny na Pokątnej!
– Dlaczego mi nie powiedziałeś? – pyta z wyrzutem, doganiając przyjaciela. – Czemu mi nie powiedziałeś, że nie byłeś tutaj od maja…
– A czy to ważne? – mruczy. – To nic nie zmieni, ludzie i tak będą się na mnie patrzeć z pogardą i złością. 
Blaise nie odzywa się już. Nie wie, co mógłby powiedzieć. Nigdy nie służył Voldemortowi, nigdy nie określił, po której stronie stoi. Jego postawa była neutralna.
Zakupy mijają im w ciszy. Wchodzą do sklepów, wybierają produkty, płacą i wychodzą. Milczą, choć Blaise już kilkakrotnie próbuje się odezwać, niestety, nie wie od czego zacząć. Kilka minut po szesnastej wchodzą do cukierni. Draco znów jest obiektem szeptów i złowrogich spojrzeń. Znosi jej jednak i Blaise czuje z tego powodu ogromną dumę. Ja również cieszę się, że Draco jest silny, nie może się poddać, to by znaczyło, że przegra.
Pansy i Teodor zajmują stolik przy oknie. Oboje wstają, gdy Blaise i Draco podchodzą do nich. W oczach Pansy lśnią łzy. Mimo wyraźnej niechęci Draco przytula go mocno, kładzie mu głowę na ramieniu i przymyka oczy.
– Nawet nie wiesz jak się cieszę… – szepcze. – Tęskniłam za tobą…
Jest zaskoczony, ale jest mu przyjemnie. Obejmuje ją i opiera brodę na jej głowie. Wzdycha tak dobrze znany mu zapach fiołków.
– Ja za tobą też tęskniłem, Pansy.
Odsuwa ją od siebie lekko, by zaraz poczuć czyjąś dużą dłoń na ramieniu. Teodor uśmiecha się.
– Dobrze cię widzieć, przyjacielu! – mówi i klepie go po plecach, a także podaje dłoń, którą Draco ściska.
Czują, że są obserwowani. Wiele złowrogich spojrzeń, co chwilę mknie w ich kierunku, a nieustanne szepty docierają do ich uszu. Mimo to starają się robić dobrą minę do złej gry. Przede wszystkim Draco próbuje to ignorować.
Pansy siedzi obok Draco. Po kilku minutach krępującej ciszy chwyta Draco za dłoń i ściska ją mocno. Chłopak przygląda się jej ze zdziwieniem.
– Wyglądasz kiepsko – zaczyna – czy stało się coś, co powinieneś nam powiedzieć?
– Nie, Pansy – ucina ostro i wyrywa rękę.
– Jesteś blady i wychudzony – zauważa Teodor. – Aż tak martwią cię te komentarze i opinia czarodziejów? – pyta spokojnym głosem.
Draco prostuje się, jego postawa wyraża zdystansowanie i czujność.
– To nie ma znaczenia, ludzie zawsze będą gadać.
 – Czyli, o co chodzi? – pyta Pansy. Gdy nie otrzymuje żadnej odpowiedzi szybko spogląda na Blaise’a i odzywa się ponownie: – Czy to ma związek z twoją matką? – Jej głos jest delikatny i czuły, lecz spojrzenie przenikliwe i zdecydowane.
Draco wstaje gwałtownie, niemal przewracając krzesło. Łapie płaszcz, lecz Blaise chwyta go za ramię i ciągnie z powrotem na krzesło.
– Siadaj, nie dawaj im kolejnych tematów do rozmów – warczy Blaise.
– Powiedziałeś im – mówi ze złością Draco. – Powiedziałeś, chociaż prosiłem, żebyś tego nie robił, do cholery! – unosi się.
– Blaise chciał dobrze – odzywa się Pansy. – Nie powinieneś mieć mu tego za złe! Stara się ci pomóc.
– To nie jest wasz sprawa!
– Uspokój się. – Teodor jak zawsze stara się zapanować nad sytuacją. – Uspokój się i posłuchaj nas; jesteśmy przyjaciółmi od pierwszej klasy! Cokolwiek by się nie działo zawsze przy tobie będziemy, zrozum to wreszcie! Sam sobie z tym nie poradzisz… – dodaje nieco spokojniejszym niż wcześniej głosem.
– Jakbyście wy mieli jakikolwiek pojęcie o tej klątwie…! Z wami czy bez was, to nie ma znaczenia – Prycha głośno. – Nie ma lekarstwa.
– Pomożemy ci szukać, coś znajdziemy, obiecuję! – mówi błagalnym głosem Pansy.
– Nienawidzę obietnic bez pokrycia – warczy Draco, ale czuje wsparcie przyjaciół. Powoli wycisza się, a jego twarz przybiera spokojny wyraz.
– Więc obiecujemy pomoc w szukaniu – poprawia Pansy Teodor. – To możemy zrobić.
– Musisz nam tylko pozwolić – odzywa się Blaise. Kładzie dłoń na ramieniu Draco. – Jedno słowo, Draco, tylko jedno słowa.
Draco wzdycha i kręci głową ze zrezygnowaniem.
– Pomożemy ci – naciska Pansy.
– Zgoda – mówi w końcu Draco. – Proszę, pomóżcie mi… – dodaje szeptem.

***

Wiem, że dziewczęta są ciekawe. Bo kto by nie był? Draco dosłownie zapadł się pod ziemię! Gazety wielokrotnie pisały o jego tajemniczym zniknięciu, określano ją jako ucieczkę. Ginny, Luna i Hermiona obserwują go uważnie. Przyglądają się jak prowadzi ożywioną dyskusję z Parkinson, Nottem i Zabinim, są zszokowane tym, że po takim czasie pojawił się w towarzystwie przyjaciół na Pokątnej.
– Myślicie, że wracają do Hogwartu? – pyta Luna.
– Wracają – odpowiada Hermiona. Wskazuje na kilka paczek stojących przy stoliku. – To książki i przybory, spójrzcie na logo.
Na pudełkach faktycznie widnieją znaczki z nazwami firm i sklepów. Hermiona jak zawsze jest uważnym obserwatorem.
– Jak on śmiał się tu pokazać… – W Ginny wzbiera gniew. Nie mówi tego, ale ja wiem, co myśli o Draco: śmierciożerca, który tylko dzięki szczęściu uniknął celi w Azkabanie.
Hermiona przygląda się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Owszem, wiele wycierpiała przez Malfoya, płakała, zamykała się w sobie, chodziła niczym cień; przybita i załamana. Nie lubi go i nie szanuje, szczerze nim gardzi. Jednak nigdy nie zakwestionowała wyroku. Jeśli Wizengamot uznaje, że ktoś jest niewinny, naprawdę tak jest. Dlatego mimo swojej niechęci względem niego przerywa pełen agresji wywód Ginny wyjątkowo spokojnym głosem.
– Ginny, nie denerwuj się, po prostu go ignoruj – mówi ciepło.
– Hermiona ma rację, dość ludzi ma ochotę go zamordować – dodaje Luna i unosi kąciki ust.
– Ignoruj – prycha i drapie się po policzku. Wciąż ją swędzą od wcześniejszych łez. – Nie zasługuje nawet na to, ale niech będzie – mruczy. Mruży oczy i wzdycha głęboko. Jest jak tykająca bomba, kumulacja wszystkich uczuć…
Hermiona kiwa głową na potwierdzenie wcześniejszych słów. Zabawne, bo wiem, że i tak Hermiona nie wytrwa w swoim postanowieniu…
Koniec części 1

16 komentarzy:

  1. No i jest, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam z kolejnego rozdziału i z niecierpliwością czekam na kolejny.
    Powoli chyba zaczynam się domyślać kim jest narrator, ale poczekam jednak aż sam się ujawni.
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie
    SomeSay
    http://samarastory.blogspot.com/
    http://somewhereibelongss.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo serdecznie :). Jestem wyjątkowo ciekawa Twojej wersji 'kto jest narratorem' :D, dlatego śmiało; powiedz :) Niestety wyjaśnienie pojawi się późno, taki specjalny zabieg... :) Sądzę jednak, że jak już się to pojawi, oj zwali Was z nóg, bo tego na pewno się nie spodziewacie ;)... Taką mam przynajmniej nadzieję... :O :D.

      Usuń
  2. Hej, cześć i czołem :D
    Wczoraj wieczorem zauważyłam, że jest rozdział, ale była dość późna godzina i zostawiłam sobie go na dzisiaj ;)
    Rozdział mi się podobał :) Czytało mi się go bardzo przyjemnie.
    Już nie mogę się doczekać, kiedy bohaterowie wrócą do Hogwartu. Czuję, że to będzie naprawdę ciekawy a zarazem ciężki rok dla nich. Wszystkie wydarzenia po wojnie zmieniły bohaterów, jednych bardziej, drugich bardziej.
    Ciekawi mnie, jaka będzie reakcja uczniów Hogwartu na powrót Malfoya do szkoły. Spodziewam się, że większość nie będzie w ogóle zadowolona z jego powrotu, ale pewnie znajdzie się kilka osób takich jak np. Pansy czy Blaise i pomogą mu w tej trudnej sytuacji. Ciekawi mnie również w jaki sposób przyjaciele Draco mu pomogą.
    Co do Hermiony i całej sytuacji, która miała miejsce, to nie spodziewałam się tego w ogóle po Harrym. Rozumiem, że coś/ktoś musiało wpłynąć negatywnie na Harry'ego, ale nie mogę pojąć, jak może obwiniać Mionę za to, że rozstał się z Ginny. Najbardziej w tym wszystkim szkoda mi Ginny. Niedawno się pozbierała, a teraz znowu jest w rozsypce. Niby wiedziała, że to się zdarzy, ale to jest jednak cios.
    To już chyba wszystko, co chciałam napisać ;)
    Pozdrawiam i weny życzę ;*
    http://dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za miłe słowa! :) Miło mi, że rozdział Ci się podobał. :D Cóż, przyjaciele na pewno nie zostawia Draco, pomogą mu przejść przez ten trudny czas dla niego, zarówno związanych z odbiorem jego osoby jak i klątwą matki. :)
      Harry zachował się koszmarnie, jak nie on...,ale niestety nie mogę zdradzić dlaczego, jeszcze nie :). Wszystko się wyjaśni, trzeba tylko uważnie czytać i być cierpliwym :).
      Również pozdrawiam! + W tym tygodniu powinnam do Ciebie wpaść ;).

      Usuń
  3. Heyka^^
    Rozdział czytałam już wcześniej, ale nie miałam czasu aby skomentować.
    Powiem, że Harry jednocześnie mnie wkurzył ale również bardziej polubiłam jego postać.
    Stała się w pewnym sensie barwniejsza i dynamiczna.
    W końcu nie tylko Malfoy jest tym "złym".
    Zakładam jednak, że po pewnym czasie wyjaśni jego sprawa.
    Ginny było mi bardzo szkoda :(
    Myślę, że się pozbiera po tym wszystkim?
    A co Draco to czekam na dalsze rozwinięcie jego wątku :)
    Pozdrawiam i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa! :) Tak, teraz akcja przyśpieszy i powoli będziemy wkraczać w maksymalne rozwinięcie wątku z klątwą Narcyzy, a tym samym Draco :)
      Jeszcze raz dziękuję! :D

      Usuń
  4. To opowiadanie wydaje się strasznie niejednoznaczne. Ale to dobrze. Lubię kiedy bohaterowie nie są jednowymiarowi, zamknięci w utartych schematach. Jestem niesamowicie zaintrygowana. Podoba mi się to, że jednak choć postacie nie są kanoniczne, można się w nich doszukać wyrytych już wcześnie wzorców. Ciekawi mnie co stało się, że Ron i Harry tak bardzo się zmienili(choć szczerz nigdy nie lubiłam Rona a tu przynajmniej daje powody aby to robić). Jednocześnie wydaje mi się, że próbują chronić resztę. Zostaje tylko czekać na next. Pozdrawiam La Catrina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję i cieszę się, że Wschód słońca Ci się podoba. Tak, muszę przyznać, że ja też nigdy nie lubiłam Rona, ale muszę go nieco usprawiedliwić, zachowanie zarówno jego jak i Harry'ego ma duże znaczenie i jest uzasadnione, nie stali się od tak sobie wrednymi chłopcami :D Ale to wyjaśni się w późniejszych rozdziałach. :)
      Jeszcze raz dziękuję! :D

      Usuń
  5. W końcu znalazłam chwilę i przeczytałam Twoje opowiadanie.
    Rety nie sądziłam ale, ale się zakochałam.
    Jest niewiele dramione wartych mojej uwagi gdyż jestem wymagającą osobą, a Twoje właśnie takie jest.
    stworzyłaś barwną i ciekawą historię, która mi imponuje.
    Szczególnie osoba Draco.
    Mimo wszystko pokazujesz go z zupełnie innej strony, otoczonego przyjaciółmi a zarazem samotnika.
    Jestem ciekawa tą historią z klątwą.
    Dodaje do Obserwowanych i z przyjemnością będę oglądać Twoje opowiadanie.
    pozdrawiam i życzę weny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję! Naprawdę cieszę się, że opowiadanie się podoba, i ze postanowiłaś poświęcić swój czas na zapoznanie się z nim. Bardzo mi z tego powodu miło!

      Usuń
  6. Super rozdział! A ja zapraszam Cie do mnie :)

    Dramione-karmelove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Cieszę się, że Ginny dobrze zniosła rozstanie z Harrym. Szkoda mi jej :/ Ale najbardziej na świecie szkoda mi Draco. Ludzie są jednak beznadziejni. Szepty pomruki i dziwne spojrzenia to u nich codzienność. Mam nadzieję, że przyjaciele pomogą Draconowi. Może Hermiona także będzie miała w tym swój udział? ;)
    Oczywiście czekam na dalszy ciąg i życzę weny
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może będzie miała, ale kto to wie...? (Oczywiście, że wiem to ja, ha! Ale nie powiem! ;) )
      Dziękuję Ci serdecznie! :*

      Usuń
  8. Bardzo mnie poruszył stan Dracona. Myślę, że spotkanie ze znajomymi dobrze mu zrobiło. Wreszcie wyszedł do świata.
    Świetnie opisujesz emocje, jestem pełna podziwu! ;)

    OdpowiedzUsuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!