piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział 3

Witajcie kochani!
Dziś prezentuję Wam rozdział 3, mam nadzieję, że się Wam spodoba i wyrazicie swoje szczere opinie o nim, do czego zachęcam! :D A także liczę, że po tym rozdziale wszelkie wątpliwości, co do narratora w prologu się rozwieją. I muszę wyznać Wam pewną rzecz :D; mianowicie to, kto jest narratorem wyjaśni się bardzo, bardzo późno :), a to wszystko przez to, że gdybym wcześniej ujawniła  ten sekret, cały zabieg z takim narratorem nie miałby sensu, tak więc; bądźcie cierpliwi! :)
Serdecznie dziękuję za komentarze pod rozdziałem 2, były one bardzo motywujące! :)
+ Mam małą prośbę: jeśli uważacie, że Wschód słońca zapowiada się na naprawdę dobre opowiadanie, zachęcam Was do oddania głosu na niego w ankiecie obok. Jest to głosowanie na blog miesiąca lipiec! :D
Pozdrawiam Was cieplutko!
Charlotte
PS --> Zapraszam Was na mojego drugiego bloga; z zakończoną historią dramione: Auror z wymiany.
Betowała: Cassie McKinley 

***

Pułapka umysłu

Cokolwiek złego może uczynić wróg wrogowi,
Lub nienawistny znienawidzonemu,
Nieopanowany umysł wyrządzi sobie większą krzywdę.
~ Budda

Idzie z opuszczoną głową. Mija przechodniów, niekiedy ociera się o nich ramionami. Jej złote włosy wysuwają się spod kaptura. Znów pada deszcz. Zupełnie jakby pogoda nad Londynem oddawała uczucia czarodziejów.
Gdy wchodzi do baru, nie rozgląda się, jak ma w zwyczaju, nie posyła uśmiechu Tomowi, nie robi tego, co robiła wcześniej – przed wojną…
Stuka różdżką, a cegiełki odsuwają się, ukazując wejście na Pokątną. Jej twarzy nie rozjaśnia uśmiech, a w oczach nie błyszczą iskierki. Wciąż idzie sztywnym krokiem, wciąż nie unosi głowy. Nawet, gdy dociera do cukierni Pure-Butter i kieruje się do jednego ze stolików, ma opuszczoną głowę.
– Luna?
– Cześć, Neville – szepcze. W jej głosie słychać smutek.
– Co się stało?
Neville siada naprzeciwko niej i niepewnie dotyka jej dłoni. Jego gest sprawia, że Luna unosi głowę i spogląda na niego swoimi szklącymi się oczyma.
– Dostałam sowę od Ginny… Znów z nią źle… Och, Neville, jak mam jej pomóc?! – Wysuwa dłoń z uścisku chłopaka i ukrywa twarz w dłoniach.
– Luno… Ginny da sobie radę, przecież to silna dziewczyna! Zawsze taka była!
Neville odsuwa dłonie Luny od jej twarzy i ujmuje je. Jest zawstydzony i speszony, ale wciąż trzyma w silnym uścisku ręce dziewczyny.
– Gdyby to było takie proste… Ona tak bardzo ucierpiała…
– Nie tylko ona, Luno! Każdy cierpi… Każdy z nas kogoś stracił w bitwie... – odpowiada łagodnym, ale stanowczym głosem.
– Nie rozumiesz, Neville. My mieliśmy wsparcie – szepcze. – Ja twoje i taty, Hermiona miała Wiktora, a ty mnie i babcię, a Ginny… Ginny była sama w tym najtrudniejszym momencie… Jej rodzice zamknęli się w sobie, Harry się od niej odsunął, jej bracia całkowicie o niej zapomnieli! Hermiona wyjechała, a ja… Ja nie poświęciłam jej dostatecznie dużo uwagi…
– Luno…
– Ona była sama, Neville!
– Pomożemy jej się pozbierać, Luno – mówi. – Obiecuję ci, że jej pomożemy.
– Ja się martwię. – Mocno ściska dłonie chłopaka. Spogląda na niego łzawym spojrzeniem. Jest blada, a jej usta są sine i popękane od ciągłego przygryzania ich.
– Wiem, Luno, ja też się martwię. Też jestem jej przyjacielem, ale będzie dobrze, na pewno.
Po słowach Neville’a na usta Luny wpływa delikatny uśmiech. Nareszcie znów mogę go zobaczyć… To jej prawdziwy uśmiech, ten, którym obdarowywała przyjaciół przed wojną. Ten, który kiedyś zawsze widniał na jej ustach… 

***

Londyn, 24 sierpnia 1998
Kochany Wiktorze!
Dziękuję Ci!
Pewnie zastanawiasz się, za co Ci dziękuję? To proste: za wszystko… Przede wszystkim za to, że byłeś ze mną wtedy, gdy tego potrzebowałam.
Dziękuję Ci za to, że pomogłeś mi się pozbierać, gdyby nie Ty… Cóż, byłabym teraz wrakiem człowieka, a nie jestem. Po tym, co się stało… Po tym, jak widziałam Rona całującego się z Padmą, byłam zdruzgotana, zresztą, na pewno pamiętasz. To właśnie wtedy na Ciebie wpadłam. Pamiętam, jaka byłam zaskoczona, widząc Cię w Hogwarcie! Przecież minęły cztery lata od naszego ostatniego spotkania… Przecież nasz kontakt się osłabił… A Ty mimo wszystko mnie pocieszyłeś, przytuliłeś i pomogłeś. Twoja propozycja pracy przy modernizacji Durmstrangu była jak dar! Gdyby nie ona, pewnie wciąż nie mogłabym zapanować nad emocjami i tkwiłabym w kokonie cierpienia, smutku i żalu. A tak? Stanęłam na nogi…
Pierwszy tydzień w Norwegii był najcięższy… Wspomnienia napływały i nie chciały zniknąć. Przed oczyma miałam twarz umierającej Lavender Brown, wycieńczone, martwe ciało Colina Creevey’a, rodzinę Weasleyów pochyloną nad martwym ciałem Freda… Wariowałam, Wiktorze. Ale Ty mi pomogłeś wyjść z tego otępienia. Byłeś przy mnie, gdy budziłam się w nocy z krzykiem i przynosiłeś mi gorącą czekoladę. Byłeś przy mnie, gdy płakałam, podawałeś mi chusteczki, cały czas przytulając. Byłeś dla mnie przyjacielem i za to Ci dziękuję.
Nawet nie wiesz jak wiele radości sprawiła mi modernizacja Durmstrangu. Naprawa zniszczonego przez czarną magię systemu nauczania spowodowała, że znów czułam się potrzebna i spełniona. Dzięki temu na reszcie zajęłam czymś swoje myśli i utonęłam w wirze pracy, by w końcu odnaleźć siebie w całej pułapce bólu i żalu, w pułapce mojego umysłu. Odnaleźć siebie, złożyć rozbite serce i stanąć na nogi.
A to wszystko dzięki Tobie, Wiktorze.
Nie ma słów, którymi mogłabym wyrazić swoją wdzięczność! Słowo „dziękuję” to zbyt mało, ale tylko to mogę Ci podarować. Dziękuję, Wiktorze, taki przyjaciel to skarb.
Wybacz, że nie mówię Ci tego wprost, ale gdy wyjeżdżałam, nie wiedziałam jeszcze jak ułożyć w słowa swoje myśli, teraz mi się to udało, stąd ten list…
Całuję,
Twoja oddana przyjaciółka: Hermiona

***

– Mamo? – pyta. – Mamo? Mamo, posłuchaj mnie!
– Nie teraz, Ginny… – odpowiada. – Nie mam czasu…
– Mamo, proszę…
– Powiedziałam, że nie mam czasu, Ginny, idź do siebie! – unosi się.
Ginny opuszcza głowę, spogląda na swoje dłonie: trzęsą się. Stoi chwilę w miejscu i słucha, jak jej mama przewraca kartki albumu, jednocześnie cicho łkając. Tak jest już od prawie czterech miesięcy. Pani Weasley zamyka się w kuchni z albumami, pan Weasley przesiaduje w garażu, Ron znika gdzieś z Harrym, a George… Nie ma od niego wiadomości, nie śle listów, nie przychodzi do domu. Ginny wie jedynie tyle, że nie opuszcza mieszkania; siedzi całymi dniami w sypialni Freda i pusto wpatruje się w jego posłane łóżko. Na szczęście jest z nim Angelina i Lee, to właśnie od nich Ginny wie, co się z nim dzieje.
W końcu powoli odwraca się i chwiejnym krokiem rusza w kierunku schodów. Jest osłabiona, znów nie przespała nocy z powodu dręczących ją koszmarów. Dziś przyśnił jej się Fred… W jej śnie mówi do niej, żartuje, śmieje się, uśmiecha. I wtedy następuje wybuch. Krzyczy, piszczy, łka, ale to nic nie daje. Fred umiera przygnieciony przez odłamki ściany, a ostatnie jego słowa to: Dlaczego mnie nie ostrzegłaś, Ginny?
Potrząsa głową i wchodzi do sypialni. Siada przy lustrze i klepie się po policzkach, jest blada, jej usta są sine, oczy napuchnięte od płaczu, wciąż zaszklone. Jej rude włosy już nie mają tego blasku, co kiedyś. Chwyta szczotkę i stara się rozczesać splątane kosmyki. Musi doprowadzić swój wygląd do porządku, za chwilę mają przyjść Hermiona i Luna.
Po kilku minutach uciążliwej szarpaniny z włosami rezygnuje; jej przyjaciółki i tak wiedzą, że czuje się źle. Wczoraj, nie mogąc już znieść myśli ciągle napływających i obezwładniających jej umysł, wysłała sowę do Luny. W liście opisała jak bardzo wszystko ją przytłacza, jak nie może poradzić sobie z tym wszystkim. A kochana Luna obiecała przyjść i zabrać ze sobą Hermionę. Ginny nareszcie będzie miała z kim porozmawiać.
Słyszy ciche szepty na schodach. Wstaje w momencie, gdy otwierają się drzwi. Luna i Hermiona są blade i spoglądają na nią z przejęciem i smutkiem.
– Ginny, kochana… – szepcze Hermiona. Podchodzi do niej i mocno ją przytula. Po chwili dołącza do uścisku Luna, która głaszcze płaczącą Ginny po głowie.
– Już dobrze… – mówi cicho Luna. – Już dobrze, chodź, usiądziemy.
Widzę, jak dziewczęta siadają na łóżku Ginny. Obserwuję dokładnie ich zaniepokojone spojrzenia. Wiem, że są rozdarte, roztrzęsione, a nawet przestraszone? Rozumieją, że nie pomogą Ginny, jeśli sama tego nie zechce.
 – Tak nie może być, Ginny – zaczyna niepewnie Hermiona. – Musisz nad tym zapanować!
– Kiedy ja próbuję…
– Nie – ucina Luna. Nigdy przedtem nie udało mi się dostrzec, by odzywała się do kogoś tak ostro, tak stanowczo. – Nie próbujesz. Nawet się nie starasz! Pozwalasz wspomnieniom zawładnąć całym swoim życiem. Proszę, nie każ nam patrzeć, jak spadasz w dół… – dodaje już łagodnym głosem.
– Ginny, pamiętasz jak rozmawiałyśmy tuż po moim przyjeździe? – pyta Hermiona. Ginny kiwa delikatnie głową, po policzkach wciąż płyną jej łzy.
– Tak, ale to…
– Co ci wtedy powiedziałam? – przerywa. – O czym mówiłam?
– Mówiłaś o wspomnieniach, o cieniach, o smutku, który wciąż tkwi w twoim sercu. Powiedziałaś, że cierpisz, ale wytrzymujesz.  Bo musisz, bo oni… Bo nie chcieliby żebyś rozpaczała… – urywa. Jej ciało się trzęsie. Ale Hermiona jest nieugięta.
– Co jeszcze, Ginny – naciska. – Co jeszcze wtedy mówiłam?
– Gdy zapytałam czy myślisz, że oni są z nami tutaj, powiedziałaś, że na pewno są: w naszych sercach. A potem… Potem spytałam jak ci się udało znów otworzyć na świat, jak ci się udało podnieść. Odpowiedziałaś mi, że nigdy nie upadłaś…
Hermiona łapie Ginny za dłoń i mocno ściska, to samo robi Luna. Siedzą w ciszy i pozwalają Ginny cicho płakać. Nie patrzą na siebie, mają zaciśnięte wargi, a oczy na wpół przymknięte. Wyglądają niczym kamienne posągi. Patrzę na to ze smutkiem, ale i satysfakcją. Ja już wiem, że ta rozmowa zmieni wiele w życiu Ginny. Pomoże jej się pozbierać.
– Musisz się opamiętać, Ginny – mówi Luna. – Musisz się za siebie wziąć! Nawet nie wiesz, ile bólu sprawia nam patrzenie jak się wyniszczasz!
– Jesteśmy twoimi przyjaciółkami, na Merlina! Posłuchaj nas! – Hermiona mocniej ściska dłonie Ginny. – To się dzieje w twojej głowie, i tylko tam możesz to powstrzymać. Twój umysł wyrządza ci większą krzywdę niż czarodziej. Ty sama wyrządzasz sobie krzywdę.
– Ale, Hermiono…
– Weź się w garść! – Hermiona wstaje i potrząsa Ginny. – Błagam cię, nie zamykaj się w sobie…
– Ty nie rozumiesz! – wrzeszczy Ginny. Podrywa się i staje przy drzwiach. Opiera się o nie i ciężko oddychając ponownie odzywa. – Wy nie rozumiecie, jak to jest…
– Więc nam wyjaśnij – mówi łagodnie Luna. – Wyjaśnij nam, Ginny. Chcemy cię wysłuchać…
Uśmiecham się, bo wtedy następuje przełomowy moment. Ginny unosi głowę, jej oczy zaczynają bić dziwnym, znajomym blaskiem. Spogląda na przyjaciółki niepewnie, ale już nie strachliwie. Wstaje, ale już nie chwiejnie, teraz idzie pewnym krokiem. Siada na łóżku i zaczyna mówić. Słowa wypływają niczym potok, opowiada o wszystkim. Mówi jak trudno jej było pozbierać się po stracie Freda, zwłaszcza że nie miała wsparcia rodziny. Klan Weasleyów podzielił się: każdy poszedł w swoją stronę. Jej rodzice całkowicie odcięli się od niej i braci, zostawiając ich samych w żałobie. Wyznaje, jakim zbawieniem wydał się dla niej wyjazd do Hogwartu i możliwość wyrwania się z ponurej Nory. Mówi o tym, jak bardzo się myliła: pomoc w odbudowie Hogwartu tylko wzmogła jej ból. Sprawiła, że wspomnienia nasiliły się; ciągle widziała martwe ciała, a głosy nachodziły ją zewsząd. Ponure szepty oskarżały ją o śmierć Freda, o zachwianie rodzinnej więzi, o oddalanie się Harry’ego. W końcu wyznaje, że Harry zaczął dziwnie się zmieniać już pod koniec maja. Po wyjściu z Ronem do Londynu. Od tamtej pory oboje zaczęli się od niej odsuwać. Stali się inni… Harry przestał ją zauważać, był chłodny i oschły, nieczuły. Przestał z nią rozmawiać, później przestał się z nią widywać, a teraz nie pisze nawet listów. Mówi, jak bardzo ją to dotknęło, zresztą nie tylko to. Z wstydem wyjawia, jak bardzo wściekła była z powodu wyjazdu Hermiony, jaką złość czuła, gdy Luna zaczęła spotykać się z Neville’em. Jak bardzo zrozpaczona była, tym, że one umieją poradzić sobie z nową sytuacją, że mają wsparcie, wówczas gdy od niej wszyscy się odsunęli.
Ginny opowiada każdą sytuację, każdy moment smutku z dokładnością. W wielu chwilach dziewczyny mają łzy w oczach i cicho przepraszają Ginny. Ona jednak mówi dalej. Streszcza ostatnie cztery miesiące, a gdy kończy, czuje się lekka, co widać. Jej twarz w czasie, gdy mówiła, nabrała zdrowego koloru, a usta znów stały się delikatnie różowe. Hermiona i Luna z zaskoczeniem, ale i radością dostrzegają tę zmianę i w końcu dociera do nich prawda. Ginny, aby móc wyswobodzić się z pułapki własnego umysłu, potrzebowała tylko, aby ktoś ją… wysłuchał.

***

Nie zorientowały się, kiedy usnęły. Ich rozmowa trwała jeszcze w późnych godzinach nocnych, a i nawet wtedy nie zapowiadało się, aby zamierzały skończyć.  Teraz budzą się, gdy promienie słońca wpadają do sypialni Ginny. Najpierw podnosi się Hermiona, która niechcący trąca Ginny ramieniem i tym samym rozbudza ją do końca.
– Cześć – mówi sennie Ginny.
– Dzień dobry! – rzuca rześkim głosem Hermiona. Ma doskonały humor, bo po wczorajszej rozmowie Ginny polepszyło się na tyle, że teraz nawet się uśmiecha!
– Heej – ziewa Luna, siadając na łóżku. – Jak tam? – pyta zaspanym głosem i pociera oczy, starając się rozbudzić.
– Jest dobrze… – odpowiada niespodziewanie Ginny.
Zapada cisza, w czasie której Luna i Hermiona przyglądają się uważnie przyjaciółce. Właśnie wtedy dzieje się coś, co nawet mnie zaskakuje; Ginny po raz pierwszy od dawna wybucha śmiechem.
– Jest bardzo dobrze! Nie rozumiecie? Jest perfekcyjnie, pierwszy raz od bardzo dawna nie miałam koszmarów! Dziewczyny, czuję się dobrze! – krzyczy i nagle mocno się do nich przytula. Zarówno Luna jak i Hermiona są zdezorientowane. Czują łzy Ginny skapujące na ich ramiona. – Dziękuję. Dziękuję, że mi pomogłyście… – szepcze.
– Ginny… – mówi Hermiona i gładzi przyjaciółkę po włosach.
– Dawno nie czułam się tak dobrze… – ponownie szepcze Ginny. Odsuwa się i spogląda na przyjaciółki z powagą. – Dziękuję, że pomogłyście mi się wyrwać…

***

Draco siedzi w bibliotece. Znów jest pochylony nad księgami, znów szuka… Wciąż wierzy, że uda mu się odnaleźć antidotum. Jest pogrążony w lekturze, gdy nagle obok niego pojawia się skrzat.
– Paniczu Malfoy? Panicz Zabini czeka przed bramą, czy go wpuścić?
Draco unosi głowę zaskoczony. Blaise… Nie widział się z nim od maja, od czasu bitwy… Mimo że Blaise wielokrotnie słał mu listy z prośbą o spotkanie zawsze je ignorował. Nie miał możliwości spotkać się z przyjacielem: podróżował. Jeździł po całym świecie, odwiedzał wiele szpitali, bibliotek i archiwum, spotykał się z profesorami, uzdrowicielami, mistrzami. Starał się znaleźć, choć wzmiankę o lekarstwie na klątwę matki, bezskutecznie.
– Taak – odpowiada drżącym głosem. – Wpuść go…
Skrzat znika, by za chwilę Draco mógł usłyszeć tupot stóp. Drzwi biblioteki ospale przesuwają się po marmurze, a do pomieszczenia wpada snop światła. Przed nim staje Blaise. Jest taki jak wcześniej, może nieco szczuplejszy. Choć jego rysy twarzy wyostrzyły się, nadając mu poważniejszego wyglądu. Draco z zaskoczeniem zauważa, że Blaise zmężniał.
– Wyglądasz paskudnie – rzuca Blaise i uśmiecha się złośliwe, tak jak ma w zwyczaju.
– Ciebie też miło widzieć.
– Co jest, Malfoy? Czyżby życie dało w kość? – pyta, ignorując wcześniejszą wypowiedź Draco.
– Nawet nie wiesz jak bardzo – mruczy. Blaise bez słowa podchodzi do niego i podaje rękę. Draco ujmuje ją i mocno ściska.
– Dlaczego się nie odzywałeś? – pyta w końcu i kładzie dłoń na ramieniu Draco. – Martwiliśmy się, Pansy odchodziła od zmysłów, a Teodor już miał wyruszyć na poszukiwanie twojego zmasakrowanego ciała… – Śmieje się cicho, a wówczas na usta Draco wpływa krzywy uśmieszek.
– Czy nie oceniacie zbyt mizernie moich umiejętności przetrwania?
Wskazuje dłonią na dwa fotele stojące przy kominku. Siadają naprzeciwko siebie i grzeją dłonie przy ogniu. Sierpniowe wieczory w Malfoy Manor są tak chłodne jak te jesienne.
– No tak, zapomniałem, że ty zawsze spadasz na cztery łapy…
– Nie zawsze…
W bibliotece ponownie pojawia się skrzat, bez słowa stawia na stoliczku przy fotelach filiżanki z gorącą herbatą i talerz z czekoladowymi ciasteczkami. Blaise chwyta napój w dłonie i przygląda się Draco, nie za bardzo wie, co powiedzieć, jak rozpocząć rozmowę.
– Czy… – Chrząka. Jest zakłopotany, co rzadko się mu zdarza. – Czy chcesz o tym pogadać?
– Uwierz, Blaise, masz dość swoich problemów.
– Wiesz, że możesz mi zaufać? Przyjaźnimy się od pierwszej klasy…
– Nie w tym rzecz, ja nie wiem, jak miałbym ci to powiedzieć… Lepiej ty mi opowiedz, co się działo przez te cztery miesiące?
Blaise uśmiecha się drwiąco i łapie w obie dłonie ciasteczko, które po chwili łamie. Unosi je do góry i pokazuje Draco.
– Działo się to. – Wskazuje na przysmak. – Załamaliśmy się. A najbardziej z nas wszystkich Pansy. Jej ojciec został osadzony w Azkabanie za działanie sprzyjające śmierciożercom. Spędzi tam co najmniej pięć lat.
– Wiem, czytałem o tym…
Blaise unosi znacząco brew. Spogląda na Draco z niesmakiem i wyrzutem, a usta ma ściśnięte w wąską linię. Wiem, co myśli; że Draco jest samolubny, skoro nie napisał do Pansy, ale nie mówi tego głośno. Milczy, by po chwili znów się odezwać. 
– Ale udało im się pozbierać, rodzina jej matki bardzo ją wspierała. Z resztą nie tylko ona… Pansy zaczęła się spotykać z Rogerem Daviesem. Wydają się być naprawdę zakochani – mruczy i śmieje się głośno. Draco zaczyna czuć się niezręcznie, przyzwyczajony jest do tego, że Pansy adoruje tylko jego, ale mimo to odczuwa swego rodzaju ulgę; w końcu Pansy zaczyna układać sobie życie.
– Ślizgonka i Krukon, kto by pomyślał… – rzuca w końcu.
– Już nie sil się na ironię i tak wiem, że się cieszysz. – Blaise uśmiecha się złośliwie.
– Masz dla mnie jeszcze jakieś nowiny? – pyta, ignorując wymowną minę Blaise’a, który teraz chwyta przełamane ciasteczko w dłonie i składa je. – A to, co symbolizuje?
– To, że udało nam się pozbierać. – Śmieje się głośno. – Wiesz, że Teodor odnalazł siostrę? Teraz, gdy jego rodzice nie żyją, w końcu miał taką możliwość. Niedawno przyszła do mnie sowa. Ma szwagra i siostrzeńca, rozumiesz? Teodor jest wujem!
– I co u niego?
– Jak na razie jest we Francji, ale wraca do Hogwartu, jeśli to chcesz wiedzieć, Pansy również.
– A ty?
Spogląda na Draco przenikliwie. Wiem dokładnie, co chodzi teraz po głowie Blaise’a. Ciekawość, zdezorientowanie, swego rodzaju złość. Ale uśmiecha się swoim zwyczajnym, kpiącym uśmieszkiem i odpowiada tylko, że owszem, też planuje wrócić. Znów chwyta ciastko i tym razem je zjada. Panuje między nimi ponura cisza, którą decyduje się przerwać Draco. Chrząka, jakby próbując zwrócić na siebie uwagę Blaise’a. Nie wie jednak, że Blaise cały czas go obserwuje; przypatruje się kątem oka, starając się go wybadać. Widzę dokładnie, jak Draco pociera skronie i niepewnie chwyta w dłoń filiżankę. Boi się otworzyć przed Blaisem, ale w końcu decyduje się to zrobić, gdy zaczyna mówić, uśmiecham się, bo Draco udaje się przełamać lęk. W końcu pokazuje, że nie jest taki wielkim tchórzem, za jakiego wszyscy go mają.
– Moja matka jest chora – mówi.
Blaise w końcu spogląda na niego. W jego wyrazie twarzy nie ma kpiny ani ironii, które nigdy go nie opuszczały, jedynie szczere zdziwienie.
– Co się stało?
– To długa historia, a mówiąc pokrótce; po Bitwie w Departamencie Tajemnic w domu zjawili się śmierciożercy, mnie wtedy nie było, a ojciec siedział w Azkabanie. Rzucili na moją matkę nieuleczalną klątwę, która powolnie ją wykańcza, by ostatecznie doprowadzić do… – zawiesza głos.
– Do śmierci? – pyta Blaise, jego oczy wyrażają współczucie. Bardzo szanuje panią Malfoy, która zawsze jest skłonna mu pomóc, gdy nie radzi sobie w domu z matką. Nie jest w stanie wyobrazić sobie Malfoy Manor bez niej, ona wnosi do tego domu nieco światła, które tak usilnie starał się stłumić ojciec Draco.
– Tak, do śmierci…
– Ale gdzie wtedy byłeś i dlaczego tak późno mi o tym mówisz?! – unosi się niespodziewanie. Draco kręci głową.
– Nie pamiętam, co wtedy robiłem… – kłamie. Nie chce, aby Blaise obwiniał się o to, że to właśnie z nim był Draco, a nie z matką.
– Ale czemu mówisz mi to dopiero teraz?!
– Była wojna, Blaise. Nie było czasu na rozmowy o problemach…
– Czyli na te cztery miesiące nie wyjechałeś sobie od tak po prostu, tylko wyjechałeś, żeby… – przerywa i spogląda na Draco ze współczuciem. – Szukałeś lekarstwa… Masz nadzieję, że jednak jakieś istnieje – bardziej stwierdza niż pyta.
– Nic nie udało mi się znaleźć – mówi Draco, czując na sobie przenikliwy wzrok Blaise’a. – Wychodzi na to, że nieuleczalna znaczy faktycznie śmiertelna…
– A coś, co spowolniłoby skutki?! Musi być coś takiego, na Merlina, jesteśmy czarodziejami!
– Tym razem to nie pomoże. Jedyne, co wiem, to jak nazywa się ta klątwa, bo matka zapamiętała jej inkantację. Tylko jedna księga o niej wspomina, a i tam są marne informacje. Jedynie, że jest bardzo mroczna, a do jej rzucenia potrzeba wielkiej siły. I oczywiście, że zabija powolnie, ale powodując niewyobrażalny ból…
Blaise zaciska mocno dłonie na oparciu fotela. Widzę, że męczy go tłumienie uczuć i cieszę się, gdy w końcu daje im upust w postaci uderzenia pięścią o stół. Kręci głową i spogląda na Draco ze złością i rezygnacją.
– Dlaczego mamy tak przechlapane, Draco? Każdy zasługuje na drugą szansę! Czy choć raz to nas nie może spotkać szczęście?
– Nie wiem, Blaise. My od zawsze mieliśmy przerąbane… – szepcze.

Nawet nie zdają sobie sprawy, że już niedługo to wszystko się zmieni. Życie zawsze jest sprawiedliwie i każdy w końcu dostaje swoją drugą szansę, chodzi o to, by ją dobrze wykorzystać, a ja wiem, że oni jej nie zmarnują.  

16 komentarzy:

  1. Rozdział fajnie wprowadza w fabułę. Podoba mi się, ale czekam na więcej akcji, maksymalne rozwinięcie wątku D&H ;D
    Trzymaj się ciepło,
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akcja, zacznie się za jeden bądź dwa rozdziały, gdy nasi bohaterowie już trafią do Hogwartu, wtedy będzie duuużo się działo! :D
      Serdecznie dziękuję! :*

      Usuń
  2. Czytałam kiedyś "Auror z wymiany" (chyba nawet skomentowałam kilka rozdziałów) i mi strasznie podobały. Ta historia również strasznie mi się podoba. Tak, Draco jest jedyny w swoim rodzaju. Tak samo jak Blaise i Teodor. I cóż mogę powiedzieć? Życzę dużo weny i czasu :)
    All the love xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Cieszę się, że bohaterowie się podobają, staram się żeby byli bardzo realistyczni i przede wszystkim - bliscy kanonu :)

      Usuń
  3. Jej! Kolejny rozdział :D
    Jak zwykle podobają mi się twoje rozdziały ;)
    Cieszę się, że Ginny w końcu otrząsnęła się z wydarzeń wojennych :) Lubię, gdy w opowiadaniach Ginny jest pozytywną postacią (chociaż u mnie jest inaczej, ale cicho). Po prostu mieć takie przyjaciółki jak Hermiona i Luna to skarb :)
    Podoba mi się, jak piszesz o Lunie. Pozornie cicha, spokojna, niektórzy mogą uważać że nawet dziwna, a tutaj możemy ją poznać jako osobę, która w trudnych momentach może pomóc podnieść na duchu swoich przyjaciół.
    Ciekawi mnie bardzo wątek matki Draco. Nie wiem w sumie, czego się spodziewać. Z jednej strony liczę na szczęśliwe zakończenie, czyli cofnięcie klątwy, a z drugiej wydaje mi się, że ciekawe byłoby, gdyby Narcyza umarła. Nie odbierz tego zdania w ten sposób, że życzę jej źle, tylko w opowiadaniu pewnie miałoby to duży wpływ na psychikę Draco.
    Oprócz tego nie mogę się już doczekać, kiedy nasi bohaterowie wrócą do Hogwartu.
    To już chyba wszystko, co miałam do powiedzenia ;)
    Czekam na next.
    Pozdrawiam i weny życzę ^^
    http://dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! Cieszę się, że opowiadanie się podoba! :)
      Cóż, zobaczymy, co to będzie... Ja oczywiście wiem, jak zakończy się sprawa z klątwą, ale nic nie mogę powiedzieć :D, bo nie byłoby niespodzianki! :)
      Do Hogwartu wrócą za dwa rozdziały, czyli w rozdziale 6, ale mogę obiecać, że akcja zacznie rozkręcać się już w kolejnym :D!
      Postaram się wpaść do Ciebie! ;)

      Usuń
  4. opowiadanie zaczyna się ciekawie, mam nadzieję,że nie skończy się na kilku roździałach tak jak w wielu innych przypadkach . Pozdrawiam - Marek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję. Mogę obiecać, że to opowiadanie zostanie zakończone. To moja druga próba przedstawienia go i nie spocznę póki go nie skończę! :)

      Usuń
  5. Chyba nigdy nie będę miała dość Dramione ;) Fajnie piszesz i oby tak dalej!
    Prawie mi sie łezka zakręciła w oku na początku tego rozdziału. Nie dziwię sie Ginny, że nie może się pozbierać. Ale najbardziej mnie wzruszył fragment o George'u. Nie wyobrażam sobie stracić mojej siostry, a przecież Fred i George byli jak jedna osoba...
    Wątek Cyzi też bardzo intrygujący, ciekawa jestem jak to się potoczy.
    Czekam na następny i pozdrawiam :)

    rose-to-nie-rosie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję. Heh, cóż, mi chyba też nigdy nie zbrzydnie Dramione! :D Pojawiło się w moim życiu i zostanie na długo! ;)

      Usuń
  6. Woah końcówka wbiła mnie w fotel. Ta rozmowa Draco z Blaise'em była pełna emocji, tych najgorszych — bólu. Nie ma nic gorszego od takiego bólu jaki doznał Draco :(
    Cieszę się, że dziewczyny pomogły Ginny. Może wreszcie będzie z nią dobrze
    Lecę czytać dalej!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ten rozdział wywołał u Ciebie tyle emocji! Serdecznie dziękuję za ciepłe słowa! :)

      Usuń
  7. Hej, hej, dziś wreszcie wróciłam do czytania Twojego opowiadania :D
    Bo naprawdę uważam, że ma ono potencjał. Skruszeni bohaterowie, którzy muszą radzić sobie w powojennej rzeczywistości. Hermiona faktycznie dużo zawdzięcza Wiktorowi, to wspaniały przyjaciel ^^
    I to wyznanie Ginny...
    Myślę, że właśnie w przyjaźni tkwi siła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie za przemiłe słowa i za czas, który poświęciłaś na skomentowanie :*! Cieszy mnie, że postanowiłaś dokończyć czytanie ! ;)

      Usuń
  8. Ciesze sie niezmiernie,że sytuacja Ginny sie poprawiła. Tak sobie myślałam,że potrzebowała sie wygadać. Wylać z siebie całą gorycz.
    A co do ślizgonow to faktycznie też nie mają lekko.
    Podoba mi sie postac Blaise'a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! :* I cieszy mnie, że mój Blaise przypadł Ci do gustu <3!

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!