sobota, 23 lipca 2016

Rozdział 2

Witajcie!
Na początku chciałabym serdecznie podziękować za szczere opinie pod ostatnim rozdziałem, były bardzo motywujące i dzięki nim, wiem, co poprawić i co jeszcze dopracować; dziękuję! :)
Rozdział 3 pojawi się dopiero 5 sierpnia, gdyż wyjeżdżam i, niestety, przez cały tydzień nie będę miała dostępu do internetu.
Zapraszam do czytania i za wszelkie błędy przepraszam!
Charlotte Petrova
+ Zapraszam serdecznie na swojego drugiego bloga dramione, z zakończoną historią: Auror z wymiany
Betowała: Cassie McKinley

***

Rodzina jest najważniejsza

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne,
Każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób.
~ Lew Tołstoj

Nieraz widzę, jak spogląda ze smutkiem na fotografię. Jest stara i postrzępiona i na nic zdają się zaklęcia naprawiające. Mógłby zrobić kopię, ale wtedy zdjęcie straciłoby swoją wartość. A tego nie chce.
Znam jego historię i choć wielu mogłoby się zdawać, że Teodor Nott to tylko zwykły chłopak z czystokrwistej rodziny, ja znam prawdę.
Rodzina Nottów nie jest zwyczajna. Jest rodziną z tradycjami; bardzo rygorystyczną rodziną. Niewielu wie, że Teodor ma siostrę, starszą od siebie o trzynaście lat! Liliana, gdyż tak ma na imię, jest jedną z piękniejszych kobiet, na jakie dane jest mi patrzeć. Zgrabna, wysoka, o bujnych kruczych lokach i brązowych oczach. Nie dość, że jest piękna to w dodatku inteligenta i bystra. Nie bez powodu została przyjęta do Akademii Magii Beauxbatons. To właśnie tam poznała André Pétale’a, mugolaka. Pamiętam początek ich miłości, zatracania się w tym uczuciu bez pamięci. Nie trzeba było długo czekać, w końcu stało się nieszczęście; państwo Nott dowiedzieli się o związku Liliany. Wciąż widzę tę biedną dziewczynę – samotną i zrozpaczoną. Nadal patrzę, jak dzielnie walczy o miłość, niemal czuję cruciatusy rzucane przez jej ojca. Pamiętam głośny krzyk pięcioletniego Teodora. Pamiętam jego szaleńczy bieg na boso w kierunku siostry i pamiętam jego wrzaski, gdy matka odciąga go od siostry. Wiem, że on też to pamięta. Nigdy nie zapomni dnia, w którym odebrano mu siostrę.
Dziś, po trzynastu latach, ma ją odzyskać. Stoi przed ładnym białym domem w mugolskiej części Paryża, w jednej dłoni ściska fotografię, a drugą puka do drzwi.

***

– Matko? – pyta cicho chłopak.
W domu pogaszone są wszystkie światła, choć jest niemal pewien, że matka powinna być obecna. Zaciska mocno dłonie. Ma już dosyć jej dziecinnego zachowania. Odkąd zostawił ją jej ostatni kochanek, stała się nie do zniesienia. Trudno mu jest poradzić sobie z jej infantylnym zachowaniem i ciągłymi zniknięciami. Niestety, musi się nią opiekować. Ma tylko jego.
– Tutaj, Blaise, synku! – Słyszy krzyk swojej matki z gabinetu. Wchodzi i z miejsca się krzywi. Zapach alkoholu odurza go i powoduje u niego zawroty głowy. Wściekły podchodzi do siedzącej na kanapie matki i łapiąc ją mocno za ramiona, stawia na nogi.
– Ogarnij się! – wrzeszczy. – Ogarnij się, słyszysz mnie!? Mam już dosyć wracania do domu i oglądania, jak leżysz zalana w trupa!
– Spokojnie, synku… To była tylko jedna butelka wina. Góra dwie… – szepcze sennym głosem. Blaise potrząsa nią, ale jest to bezsensowne. W końcu puszcza kobietę i kręci głową. Wychodzi z pokoju, nie bacząc na jej wołania. Ma już dosyć. To wszystko jest ponad jego siły. Nie umie sobie z nią poradzić.
Ariana Zabini nigdy nie była dobrą matką. Blaise od zawsze zdany jest tylko na siebie. Całe szczęście opiekowała się nim babcia, która wychowała go na porządnego człowieka. Gdyby nie ona, cóż, nie wiem, co wtedy by się z nim stało. Ariana całkowicie zapomniała o tym, że ma syna. A przypomina sobie tylko wtedy, gdy trzeba się nim pochwalić przed przyjaciółkami. Ma w głowie tylko bankiety, darmowe wycieczki w towarzystwie kochanków i rozbijanie małżeństw. Blaise nie jest w stanie zliczyć, ilu mężczyzn przewinęło się przez jego dom.
Współczuję mu. Nie zasłużył na taki los. Jest dobrym człowiekiem, wiem to, po prostu urodził się w złej rodzinie.

***

Teodor stoi na ganku z napięciem wymalowanym na twarzy. Uśmiecham się, bo wiem, że zaraz mosiężne, przeszklone drzwi się otworzą.
Słyszy tupot stóp, chrzęst zamka i w końcu widzi Lilianę. Nie zmieniła się przez te lata, jest dokładnie taka, jaką ją zapamiętał. Jej ciepłe brązowe oczy wpatrują się w niego z zaskoczeniem i niepewnością. Teodor uśmiecha się delikatnie, nieśmiało.
– Dzień dobry.
– Witam – odpowiada. – Czy… Em… Przepraszam, ale kim pan jest? Wydaje mi się pan, jakby znajomy… – szepcze. I wtedy zaczyna rozumieć. Jej oczy zachodzą łzami, a do ust przykłada dłoń z niedowierzaniem. – Słodki Merlinie…!
Liliana chwyta się futryny. Nie może w to uwierzyć. To jej brat, jej kochany brat… Jej mały Teodor właśnie stoi przed nią. Czuje to; widzi podobieństwo do tego pięcioletniego brzdąca…
– Po prostu Teodor, Lil.
Z oczu kobiety płyną łzy. Szlocha, mocno tuląc do siebie brata. Niczym mantrę powtarza jego imię. Uśmiecham się, bo wiem, że oboje w końcu odnaleźli odebraną przed laty część siebie. Teodor nigdy nie zapomniał miłości, jaką obdarowała go Liliana. Matka i ojciec nigdy nie okazywali mu zainteresowania ani uczuć. Uważali, że nie jest to zachowanie godne czarodziejów czystej krwi. Opiekowały się nim niańki, a w późniejszym czasie guwernantki. Jedyną miłość, którą zna, jest ta podarowana mu przez Lilianę.
– Nie mogę w to uwierzyć – szepcze Liliana. – Już straciłam nadzieję!
Odsuwa się od niego i spogląda głęboko w oczy, po czym znów mocno przytula. W końcu łapie go za rękę i wprowadza do środka. Teodor podąża za nią korytarzem do jasnego i przestronnego salonu. Na dużej sofie siedzi chłopiec, ma mniej więcej cztery latka. Grzecznie bawi się samochodzikiem, który lewituje; dziecko ma zdolności magiczne. Teodor uśmiecha się nieco speszony, nie spodziewał się, że jego siostra jest już matką.
– Pewnie jesteś zaskoczony. – Śmieje się cicho. Teodor wpatruje się jak zahipnotyzowany w dziecko. Ma takie same kręcone, czarne włosy jak jego siostra. – Teodorze, zobacz, kogo przyprowadziłam.
Teodor unosi zdziwiony głowę, ale dociera do niego, że Liliana nie do niego się zwraca, a do małego urwisa z kanapy. Dziecko podrywa się i biegnie do matki.
– Dzień dobry, jestem Teodor – mówi mały. Nie wydaje się nawet trochę zawstydzony. Jest tak odważny jak matka, przechodzi Teodorowi przez myśl. Zawsze uważał siostrę za odważną bohaterkę walczącą z przeciwnościami losu. – Miło mi pana poznać. – Chłopiec wyciąga dłoń w jego stronę.
– Mi pana również – odpowiada i chyli lekko głowę, chwytając dłoń chłopczyka. Dziecko śmieje się głośno. – Ja również mam na imię Teodor.
– Czy to pan jest tym wujkiem, po którym mam imię?
– Najwyraźniej tak.
Twarz dziecka rozjaśnia szeroki uśmiech, podbiega do Teodora i mocno go przytula. Zanoszę się śmiechem na widok miny Teodora. Jest tak zdziwiony, a zarazem szczęśliwy. Cieszę się, bo w końcu jego twarz rozjaśnia uśmiech, a nie ponury grymas jak zwykle.
– Wujku! – mówi malec i jeszcze bardziej przytula się do Teodora.
Liliana wciąż płacze i po chwili przyłącza się do uścisku. Stoją razem, przytuleni, jak rodzina, jak rodzina, która nigdy nie doświadczyła rozłąki.
Nagle słychać dźwięk otwieranych drzwi.
– Lil, już jestem! – Roznosi się głos. W salonie pojawia się mężczyzna, dobrze zbudowany i wyjątkowo wysoki. Staje zaskoczony, widząc scenę mającą miejsce tuż przed nim. Odstawia teczkę na podłogę i zdziwiony przeczesuje palcami swoje włosy. Zawsze tak robi, gdy jest poddenerwowany.
– Kochanie – szepcze Liliana. – To mój brat… To Teodor!
I wtedy na usta mężczyzny wstępuje uśmiech. Podchodzi do Teodora i jak gdyby nigdy nic przytula go, delikatnie klepiąc po plecach. Na koniec mierzwi mu włosy i podaje dłoń.  
– André.
– Teodor… – odpowiada zaskoczony. Wciąż jest w szoku z powodu powitania szwagra. Nie przywykł do takich wylewności. Czuje, że po policzkach płyną mu łzy. Nikt nigdy nie powitał go tak ciepło. 
– Cieszę się, że końcu z nami jesteś, Teodorze. Witaj w domu – mówi z uśmiechem André i ponowie klepie Teodora po plecach.

***

22 sierpnia 1998
Rodzina jest najważniejsza. Wiem to i stawiam ją na pierwszym miejscu, ale nie potrafię dłużej unieść tego brzemienia. Nie umiem uporać się z przeciwnościami losu. Dlaczego, dlaczego nie możemy zaznać choć trochę szczęścia?! Moja matka, pomimo wielu wad, jest dobrą kobietą. Kocha mnie, wiem to! Więc dlaczego to właśnie ją ukarał los? Dlaczego tej feralnej nocy mnie nie było? Możliwe, że wtedy historia potoczyłaby się inaczej. Możliwe, że gdybym nie był wtedy u Blaise’a, nie zostawił jej samej, bezbronnej, śmierciożercy nie zaatakowaliby dworu.
Pamiętam dokładnie tę noc; 12 lipca 1996. Był wczesny wieczór, a ja właśnie otrzymałem sowę od Blaise’a. Nie mogłem mu odmówić, czuł się tragicznie, bo znów miał problemy z matką. Mimo własnych zmartwień, przeniosłem się do niego za pomocą kominka, by móc go wysłuchać i wesprzeć. I właśnie wtedy wtargnęli śmierciożercy.
Było ich góra pięciu. Ojciec został już zamknięty po bitwie w Departamencie Tajemnic, więc matka była sama. Ona jedna przeciwko pięciu śmierciożercom. Wiem, że potraktowali ją kilkoma silnymi cruciatusami, a później… To był Yaxley, to on rzucił na moją matkę tę parszywą klątwę. Muntria, tak się nazywa. Jak na razie udało mi się ustalić niewiele. Do jej rzucenia potrzeba ogromnej siły i opanowania, a jej skutki… Są śmiertelne. Wykańcza powoli i boleśnie, czarodziej ma wrażenie, jakby rozrywano go, jakby całe jego ciało miało eksplodować. Ale najgorsze jest to, co klątwa robi z umysłem. Dosłownie rozbija go, rozdziera i niszczy. W końcu sprawia, że czarodziej jest gotów sam się zabić…
Czuję, że dla mojej matki zbliża się ten ostatni etap, czuję, że klątwa już całkowicie przejmuje nad nią kontrolę, a ja… A ja wciąż nie znalazłem lekarstwa…
Draco

Draco zrzuca dziennik z biurka, a zaraz potem na ziemi lądują książki, kałamarz i wypalona świeca. Nawet nie wie, kiedy zgasła. Wstaje, przewraca krzesło i uderza z całej siły o blat. Jego oczy błyszczą w świetle księżyca wpadającego do pokoju. Łapie się za głowę i dosłownie rwie włosy, mocno zaciskając na nich pięści. Nie płacze, ale z trudnością łapie powietrze i cały się trzęsie. Jest skołowany i załamany. Traci bliską osobę i nie może temu zapobiec. Nie ma jak jej uratować.

Widzę jego ból i cierpienie, niemal je czuję. Emocje unoszą się w powietrzu jak gęsta mgła. Otaczają go i otaczają mnie. Tak bardzo chcę mu pomóc, ale mogę tylko obserwować. Biernie przyglądać się jak zatraca resztki siebie w szaleństwie. Draco nigdy nie miał łatwo. I nawet teraz los drwi z jego bezsilności. Ale ja wiem, że już niedługo szczęście się do niego uśmiechnie. Wiem, że już niedługo jego troski znikną. Rodzina jest najważniejsza i nie tylko Draco to rozumie…

18 komentarzy:

  1. Pięknie opisana sytuacja Teodora. Urocze i bardzo oryginalne. Rozdział czytało mi się bardzo szybko i nawet nie zauważyłam, kiedy się skończył. Będę czekała na kolejny, bo zapowiada się naprawdę ciekawe opowiadanie. Takie, którego jeszcze nie było!
    Trzymaj się ciepło,
    http://precious-fondness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział genialny!
    Ciągle ciekawi mnie kto jest narratorem...
    Sytuacja Teodora tak cudnie opisana.
    Żal mi Smoka,aż mi się łezka zakreciła.
    Widać,że ci trzej nie mieli łatwego dzieciństwa,ale mam nadzieję,
    że wkrótce szczęście się do nich uśmiechnie.
    Czekam na kolejny i weeny 😊
    ~gwiazdeczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto jest narratorem w końcu się wyjaśni, nie ma co zaprzątać sobie tym myśli :D
      Serdecznie dziękuję za miłe słowa! :*

      Usuń
  3. Bardzo fajny rozdział :) Spotkanie Teodora z siostrą takie urocze <3 cieszę się, że wreszcie poznał swojego siostrzeńca.
    Bardzo szkoda mi Draco. Mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej.
    Życzę weny i czasu na pisanie
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuję za te przemiłe słowa! :* :)

      Usuń
  4. Coraz bardziej przekonuję się do tej narracji (przywodzi mi na myśl karczmę, w której późnym wieczorem wszyscy się zbierają, by wysłuchać jakiegoś gawędziarza), chociaż nadal męczą mnie te czasy. :/
    Przykład dam! A co!

    Ariana Zabini nigdy nie była dobrą matką. Blaise zawsze zdany był tylko na siebie. Całe szczęście opiekowała się nim babcia, która wychowała go na porządnego człowieka. Gdyby nie ona, cóż, nie wiem, co wtedy by się z nim stało. Ariana całkowicie zapominała o tym, że ma syna.

    I teraz po mojemu:

    Ariana Zabini nigdy nie była dobrą matką. Blaise OD zawsze zdany JEST tylko na siebie. Całe szczęście opiekowała się nim babcia, która wychowała go na porządnego człowieka. Gdyby nie ona, cóż, nie wiem, co wtedy by się z nim stało. Ariana całkowicie ZAPOMINA (ewentualnie ZAPOMNIAŁA) o tym, że ma syna.

    Teraz bardziej merytorycznie. :)

    Podoba mi się utworzony kontrast pomiędzy szczęściem Teodora a rozpaczą Draco czy bezsilnością Blaise'a. Nie wiem, czy było to zaplanowane (a można zakładać, że i owszem, patrząc na te cięcia scen), ale efekt jest całkiem zgrabny. Dowiadujemy się coraz więcej też o klątwie, a ja mam przeczucie, że odtąd akcja będzie mimowolnie przyspieszać przez ograniczenie czasowe (Narcyza w końcu nie będzie czekać wieczności w całym tym bólu). Uwielbiam też fakt, że bohaterowie mają swoje problemy, które ich w pewien sposób przerastają, że nie próbujesz ich zbagatelizować. Zacnie rozegrane, bym powiedziała.

    Koniec przynudzania! :D

    Pozdrawiam,
    C.

    PS Wysłałam maila, ale mi nie odpowiedziałaś - mam nadzieję, że niczego nie pochrzaniłam i mail bezpiecznie dotarł. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję! :) Za przykład i za bardzo miłe słowa! :)
      + Sprawdziłam dokładnie calutką skrzynkę, wszystkie zakładki, spam, itp., ale nigdzie nie znalazłam maila od Ciebie, jeśli możesz spróbuj wysłać go jeszcze raz (sandropeteksg@o2.pl) lub podaj mi swój adres, wtedy odezwę się ja :)

      Usuń
  5. Genialny rozdział. Weny i szybko pisz następny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :)
    Kolejny naprawdę dobry rozdział ;)
    Bardzo mi się podobają notki Draco.
    Oprócz tego po prostu wzruszyłam się, gdy czytałam o Teodorze i jego siostrze, i oczywiście jej rodzince. Bardzo podoba mi się postać Małego Teodora.
    Pozdrawiam i weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i cieszę się, że swoim tekstem udało mi się wzruszyć Cię. :)

      Usuń
  7. Komentowanie każdego rozdziału przy nadrabianiu jakiegoś opowiadania niestety się u mnie nie sprawdza, bo całość rozciąga się na miesiące, więc uznałam, że będę komentować co dwa rozdziały. W końcu chcę być jak najszybciej na bieżąco, żeby móc już ładnie uczestniczyć w akcji i czekać niecierpliwie na kontynuację. :)
    Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to czas teraźniejszy, którego używasz. Nie spotykam go często, ale myślę, że Tobie bardzo dobrze on wychodzi. Nie czuję tej... odmienności w tekście, szybko można się przyzwyczaić i dać porwać słowom. :)
    Narrator-obserwator - świetny zamysł, intrygujący. Mnie on przypomina ducha i jestem bardzo bardzo ciekawa, co tam wymyśliłaś i czy choć po części pokryje się z moimi przypuszczeniami.
    Bohaterowie - cały zastęp. Przyjaźń Hermiony, Ginny, Luny. Teodor i jego siostra. Blaise z matką alkoholiczką. I wreszcie Draco z chorą matką (super pomysł, by on pisał pamiętnik). Świetnie zarysowałaś ich historie. O tym, co się z nimi dzieje po wojnie (wiadomo, to jeden z moich ulubionych tematów, więc tym bardziej spodobało mi się to, co nam pokazujesz).
    Zostaję tutaj na dłużej, bo podoba mi się to, co piszesz, styl jest lekki, przyjemny, w ogóle mi się nie dłużyło. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo dziękuje Ci za tak ciepłe słowa! Cieszę się, że czas teraźniejszy nie wywołuje u Ciebie żadnego dyskomfortu i mimo to czyta się dobrze :).
      Tak, kazdy z bohaterów ma swoje problemy, w kolejnych rozdziałach będzie znacznie więcej Luny, Teodora i Blaise'a, bo teraz głównie przejawiała się Hermiona, Draco i Ginny. + Nie lubię robić bezosobowego tła, dlatego Kazdy z pobocznych bohaterów, np. Pansy, cz nawet Neville dostaje u mnie małą część, nie chcę pokazywać ich tylko tak, że są, główny bohater z nimi pogada i już ich na 10 rozdziałów nie ma :).
      Wkrótce okaże się, czy Twoje przypuszczenia względem narratora są słuszne. Powiem to, co mówiłam już parokrotnie; każdy w minimalnym stopniu ma rację, ale kto ma 100%? Oto jest pytanie... :D
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  8. Fragmenty o Teodorze bardzo mnie ujęły. Życie jego rodziny nie było usłane różami, ale jego więź z siostrą nadrabia złe chwile ;)
    Przykro mi z powodu matki Dracona. Ciekawy pomysł z tą klątwą ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję! :) Bardzo cieszą mnie Twoje słowa! ;)

      Usuń
  9. Rozdział patarda !
    Dosłownie rozłożył mnie na łopatki.
    Aż nie wiem co napisać.
    Scena z Rodzina Teodora niesamowicie mnie wzruszyła.
    Pozdrawiam 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo serdecznie ;*! Cieszę się, że rozdział aż tak się spodobał :D!

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!