czwartek, 5 stycznia 2017

Rozdział 17

Witajcie, kochani!
Jak obiecałam, jestem z rozdziałem. Mam nadzieję, że będziecie zadowoleni – ma 14 stron! 
Dziękuję za wszystkie Wasze cieplutkie słowa i zachęcam każdego, kto czyta do komentowania, to wiele dla mnie znaczy!
W kolumnie po prawej stronie możecie zobaczyć małą zapowiedź rozdziału 18, zapraszam!
Miłego czytania i buziaki!
Charlotte
Betowała: Cassie McKinley

***

Oczyszczenie

Oczyszczenie własnego wnętrza, przebaczenie sobie,
jak i wszystkim wokoło negatywnych i destrukcyjnych schematów myślenia,
otwiera zupełnie nową drogę życia.
~ Wojciech Filaber

Hogwart, 7 listopada 1998
Mari,
dziękuję za Twój ostatni list. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że tak szybko odpisujesz! U mnie wszystko dobrze; oczywiście nie mówię tutaj o tym nadmiarze materiału, który przerabiamy na lekcjach! Czy u Ciebie w Akademii też jest tak ciężko? Nie mamy nawet chwili wytchnienia, co niezwykle mnie irytuje – chciałbym już zabrać się za książkę, którą tak bardzo mi polecasz.
Zazdroszczę Ci, że we Francji spadł pierwszy śnieg. U nas jest niestety niezwykle paskudna pogoda: jest jeszcze wcześnie rano, właśnie jem śniadanie w Wielkiej Sali, a już nasza dyrektorka zabroniła opuszczać zamek. Wieje tak silny wiatr, że niektóre drzewa zostały powyrywane z korzeniami, z tego co udało mi się usłyszeć, a dodatkowo pada tak silny deszcz, że wyjście wiązałoby się z dużym ryzykiem…
Nie zniechęcaj się jednak po mojej opowieści! Szkocja jest wyjątkowo piękna, a ty przyjedziesz akurat w czasie jej świetności. Są tylko dwie pory roku, które sprawiają, że szkocki krajobraz zapiera dech w piersiach; wiosna, kiedy zielone wzgórza znów porastają bujne krzewy, a promienie wschodzącego zza pagórków słońca rozbijają się o krople rosy osiadłe na liściach, i zima, kiedy śnieg otula swoją pierzyną lasy, a zamki lśnią oszronione w blasku księżyca. Zima tutaj najpiękniej wygląda wieczorami i nocą… Hogsmeade zawsze pokrywa gruba warstwa śniegu, latarnie oświetlają uliczki jasnym światłem, ale nie na tyle mocnym, by nie można było stanąć w blasku gwiazd. W oknach błyszczą lampiony, na wewnętrznym placu stoi ogromna, barwna choinka…
Gdy tylko przyjedziesz do Szkocji, musisz mnie odwiedzić, chciałbym pokazać Ci ten bajkowy, zimowy świat.
Całuję,
Teodor

***

Uwielbiam patrzeć na krople deszczu bębniące o dachy domów. Trudno wyobrazić sobie bardziej ciekawe zajęcie… Deszcz od zawsze kojarzy mi się z oczyszczeniem. Stojąc pośrodku największej od kilku lat burzy i czując, jak woda spływa po ciele, a wiatr targa włosy, trudno czuć cokolwiek innego.
Ginny nie patrzy, dokąd biegnie, nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, jak niebezpiecznie jest teraz na zewnątrz. Po jej policzkach spływają łzy, jednak nie widać ich; jest zbyt ciemno i mieszają się z deszczem. Słyszę uderzenia jej serca, niemal czuję jej nierówny, świszczący oddech. Jest mi jej żal; tak wiele straciła w jednej chwili.
Niebo przecina błyskawica, Ginny wydaje z siebie zduszony okrzyk przerażenia. Osuwa się na kolana i pozwala, by jej ciałem wstrząsnął dreszcz zimna; ma na sobie jedynie cienki sweter, a temperatura sięga dziś zera stopni Celsjusza. Wpatruje się z przerażeniem w płonące w oddali drzewo Zakazanego Lasu. Ma wrażenie, jakby tak spalała się w niej miłość… Jej kochany Harry, słodki okularnik, który zawrócił jej w głowie…
– Weasley?! Merlinie, Weasley! – Silne dłonie unoszą ją do góry i przytulają do siebie, gdy jej ciało drży. Chłopak nie wie, czym jest to spowodowane; zimnem czy artykułem z Proroka Codziennego.
– Dlaczego on mnie nie kocha? – szepcze dziewczyna, nim jej ciałem wstrząśnie szloch, a błyskawica rozjaśni świat.
Blaise nie odpowiada. Ginny jest zbyt roztrzęsiona, by samodzielnie iść, dlatego bierze ją na ręce. Nie wie, co podkusiło go do tego, by za nią biec, może to strach? Gdyby cokolwiek stało się dziewczynie, Blaise nigdy by sobie tego nie wybaczył. Miałby ją na sumieniu; w końcu wiedziałby, co wywołało u niej takie zachowanie i mógłby zapobiec nieszczęściu. A może była to zwyczajna potrzeba zaopiekowania się kimś? Potrzeba poczucia bliskości?
Ja wiem, co popchnęło Blaise’a do ruszenia za dziewczyną, której tak naprawdę nie zna, która jest mu zupełnie obca, którą zawsze traktował z chłodną obojętnością… Powód jest zupełnie inny, niż każdemu by się wydawało… Taki był kaprys życia. To ono zakorzeniło w umyśle Blaise’a myśl, że jeśli pomoże Ginny Weasley, zarówno w jego jak i jej życiu wiele się zmieni.
Zmieni na lepsze.
Wchodzą do zamku, początkowo Blaise chce skierować się wprost do Wielkiej Sali, ale orientuje się, że pojawiłyby się pytania, na które i tak każdy znałby odpowiedź. Zapewne większość osób już przeczytała Proroka… W końcu decyduje się iść na pierwsze piętro do jednej z opuszczonych klas. Kiedyś lubił tam uciekać, gdy świat go przytłaczał. 
Pomieszczenie wygląda tak jak ostatnio; kurz jest mniejszy niż mogłoby się zdawać po latach zapomnienia, ławki i krzesła są poodsuwane pod ściany, wokół poustawiane są świeczniki.
– Weasley?
Ginny kiwa głową i staje o własnych siłach, jest cała przemoczona, a jej ciałem wstrząsają dreszcze. Podchodzi do jednego z krzeseł i siada na nim z nieobecnym wyrazem twarzy. Blaise wzdycha ciężko, wyjmuje różdżkę i jednym machnięciem zapala świece, a następnie drugim osusza ich ubrania i włosy. Na biurku nauczycielskim, przy którym siedzą, leży kilka piór. Blaise uśmiecha się; zostawił je, gdy był tutaj ostatnim razem – w kwietniu tego roku. Całe szczęście jest dobry z transmutacji… Wystarcza kilka zaklęć, by pióra zmieniły się w miękkie, ciepłe koce. Jeden podaje dziewczynie, a drugim otula swoje zmarznięte ciało.
– Zgłupiałaś, dziewczyno? – pyta w końcu Blaise. – Nie wiedziałaś, co się dzieje na dworze?
– Czego ty chcesz, Zabini? Nie musiałeś za mną biec, Luna i tak o niczym się nie dowie…
– Nie dowie się, że całkowicie zbzikowałaś przez jeden plotkarski artykuł? – Blaise unosi gazetę nad głowę, dostrzega, jak oczy dziewczyny zachodzą łzami. Zagryza wargę ze złością. Miłość to jednak głupie uczucie.
– To nie plotkarski artykuł – szepcze, po chwili dodaje: – To prawda.
– Co w nim takiego prawdziwego? – Blaise otwiera prasę i zaczyna czytać: – W piątkowe popołudnie doskonale znany wszystkim Harry Potter, lat osiemnaście, bohater i Chłopiec-Który-Przeżył widziany był przez naszego korespondenta na ulicy Pokątnej w herbaciarni Rosa Lee Teabag. Co ciekawe nie był sam. Należy wspomnieć, że pan Potter spotykał się z Ginewrą Weasley, lat siedemnaście. Jednak to nie panna Weasley towarzyszyła naszemu bohaterowi, a nieznana nam dziewczyna. Para wydawała się być bardzo blisko, o czym mogą świadczyć przelotne pocałunki i rozmarzone uśmiechy. Naszemu korespondentowi udało się usłyszeć imię tajemniczej towarzyszki pana Pottera: Aurora. Bla, bla, bla, nic ciekawego…. O, przeczytam końcówkę: Jesteśmy wyjątkowo zaciekawieni dalszym rozwojem zdarzeń. O wszystkim będziemy informować na bieżąco… Rita Skeeter. 
Blaise odkłada gazetę i spogląda na dziewczynę, po jej policzkach płyną łzy. Wzdycha głośno i pochyla się w jej kierunku.
– Samo nazwisko Skeeter powinno mówić ci, co sądzić o tym artykule, Weasley.
– Ty nie rozumiesz… Harry się zmienił, my… My nie jesteśmy już razem – szepcze zduszonym głosem.
Blaise otwiera szerzej oczy. Jest zaskoczony, czyli to było powodem jej płaczu, ona po prostu kocha Pottera, a ten znalazł sobie inną dziewczynę. Nie wie co zrobić; nigdy nie był dobry w pocieszaniu. W końcu decyduje się kucnąć obok dziewczyny i delikatnie złapać ją za dłoń. Ginny jest zbyt roztrzęsiona, by zareagować. Nagle Blaise znalazł się sam na sam z dziewczyną, którą uważał za silną. Pamiętając z poprzednich lat jej bystre i harde spojrzenie oraz dumną postawę, nie może uwierzyć, że ta skulona istotka siedząca przed nim to ta sama osoba. Zaciska swoje palce na jej dłoni i decyduje się, że pomoże jej uporać się ze smutkiem.
– Chyba coś ci się pomieszało, Weasley – zaczyna cichym głosem. – O ile pamiętam, ta prawdziwa Wiewiórka nie chowałaby się po kątach, bo zostawił ją ukochany… Z tego, co mi wiadomo, to potrafisz rzucić całkiem mocnego Upiorogacka…
– Nazwij mnie jeszcze raz Wiewiórką, a przekonasz się, że nie są to tylko opowieści – syczy i unosi na niego swoje brązowe oczy.
Blaise uśmiecha się lekko, widząc, że dziewczyna przestała płakać. Wraca na swoje krzesło i spokojnie próbuje namówić ją do powiedzenia tego, co tak bardzo leży jej na sercu. Początkowo Ginny jest niechętna do rozmowy, ale widząc zmartwiony wzrok Zabiniego, zaczyna swoją opowieść… Mówi o tym, jak oddalili się od siebie z Harrym, o tym, jak bardzo martwiła się o niego w czasie wojny, a na końcu dodaje, jak bardzo go kocha i zależy jej na nim. Blaise wydaje się nieobecny, choć słucha każdego słowa z wielkim skupieniem. Słowa Weasleyówny tak przepełnione miłością obudziły w nim jego głęboko skryte pragnienie; też chciałby kiedyś być tak mocno kochanym…
Nawet nie orientują się, gdy przychodzi pora lunchu. Blaise pochyla się lekko w stronę dziewczyny.
– Nikomu nic nie powiem.
– Wiem – odpowiada z delikatnym uśmiechem.
– Może to dziwne, w końcu nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy i byłem raczej strasznie…
– Gdyby nie ty – przerywa mu – straciłabym dzisiaj głowę dla tego szaleństwa.
– Ślizgoni wcale nie są tacy źli – mruczy.
– Dzięki, Zabini – mówi cicho Ginny, nim znika za drzwiami klasy.
Mam ochotę uśmiechnąć się zwycięsko. W czasie tych paru godzin udaje im się zapomnieć całkowicie, jak wyglądały ich relacje… Blaise zapomina o tym, jak oschle i niekiedy bardzo podle traktował ją i jej przyjaciół, a Ginny zapomina o wielkiej niechęci skierowanej do Ślizgonów.  Przez ten czas, kiedy są sami w starej klasie mugoloznawstwa i kiedy rozmawiają ze sobą jak dwójka starych, dobrych przyjaciół, rodzi się między nimi nić porozumienia. Opuszcza ich smutek; Ginny po stracie Harry’ego, a Blaise’a po odejściu Luny…
Nawałnica, która przechodzi przez Szkocję dnia siódmego listopada tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku, przynosi wiele szkód. Pozrywane są dachy, powyrywane zostają drzewa, wiele domów jest zalanych… Jednak nawałnica ta przynosi też wiele korzyści, o czym wiem tylko ja…
Gdyby nie ta paskudna pogoda, Ginny Weasley i Blaise Zabini nigdy nie mogliby znaleźć swojego miejsca w życiu tego drugiego.

***

Gdy Ginny wchodzi do Pokoju Wspólnego, wszyscy patrzą na nią z zaciekawieniem. Nie pozwala jednak na to, by smutek zawładnął jej ciałem i duszą; unosi wysoko głowę i idzie w stronę jednej z kanap, tej zajętej przez jej przyjaciół. 
– Ginny, gdzieś ty była?! – Hermiona podrywa się z miejsca i przytula do siebie drobne ciało przyjaciółki. – Wszędzie cię szukaliśmy…
– Przepraszam, byłam w bibliotece – mówi z ciepłym uśmiechem. Odsuwa się od przyjaciółki i siada na kanapie pomiędzy Deanem a Neville'em.
– Wiesz, jak bardzo się martwiliśmy. Myśleliśmy, że coś ci się stało. Parę osób widziało, jak wychodzisz z Wielkiej Sali bardzo roztrzęsiona… – Luna nie za bardzo wie co powiedzieć. Opowieści kilku młodszych dziewcząt z Gryffindoru nie zgadzają się z obecnym wyglądem Ginny; jest uśmiechnięta, a jej oczy błyszczą się… Luna jednak dostrzega delikatne cienie pod oczami dziewczyny; ślady łez.
– Poza złamanym sercem wszystko w porządku – rzuca rozdrażnionym głosem. – Naprawdę wolałabym o tym nie rozmawiać, dobrze? Nie musicie przypominać mi, że nic już nie znaczę dla chłopaka, którego kocham…
– Ginny? – Neville spogląda na nią z na wpół przymkniętymi oczami. Słowa dziewczyny wywołują lekkie zmieszanie u osób siedzących na kanapie.
– Proszę! – Ginny spogląda na nich z mocą.
– Jeśli tego chcesz – stwierdza Hermiona i odwraca się w stronę Deana, zaczynając z nim rozmowę.
Ginny z zadowoleniem zauważa, że Neville i Luna również pogrążyli się w konwersacji. Z westchnieniem ulgi opiera się o kanapę i przymyka oczy. Nigdy nie spodziewałaby się, że osobą, która wbiegnie za nią w sam środek burzy, będzie Blaise Zabini, Ślizgon, którego nigdy nie lubiła. Uśmiecha się lekko, Luna ma rację: Zabini potrafi poprawić komuś humor. Oczywiście, nie jest tak, że zapomniała nagle o artykule z Proroka, ale chłopak pomógł jej odsunąć te myśli na bok. Ginny nie może żyć w rozpaczy przez to, że Harry ją zostawił… Jest silna. Nie pozwoli sobie znów pogrążyć się w kokonie smutku. Niech dzisiejszy dzień będzie dla niej początkiem nowej drogi. Niech będzie to kolejny etap jej życia…
Niech wszystkiej jej troski odejdą wraz z deszczem, który spływał dziś po jej ciele i włosach. 

***

8 listopada 1998
Dzisiaj Astoria się do mnie odezwała. Gdy spojrzałem w jej oczy, od razu poczułem to znajome ciepło rozchodzące się po moim ciele. Podeszła do mnie niepewnym krokiem i powiedziała, że wszystko sobie przemyślała, że nie chce rezygnować z naszej przyjaźni. Później na jej usta wpłynął szeroki uśmiech i wiedziałem już, że dzisiejszy dzień jest jednym z lepszych.
Cieszę się, że odzyskałem przyjaciółkę.
Mam wrażenie, że powoli wszystko zaczyna się układać. Koszmary przestają nawiedzać mnie już tak często, jestem na dobrej drodze do uleczenia matki, a dodatkowo moje oceny są lepsze niż kiedykolwiek! Czyżby wszystko kierowało się ku dobrej drodze?
Czy to możliwe, że w końcu uda mi się znaleźć upragniony spokój?
Draco

– Malfoy! – Hermiona zatrzymuje się przed chłopakiem, kąciki jej usta uniesione są w delikatnym uśmiechu. – Zbierz swoje rzeczy i chodź za mną.
Draco spogląda na nią podejrzliwie, ale powoli zaczyna pakować książki, dziennik i pióro z kałamarzem do swojej torby. Wciąż czuje się dziwnie, będąc tak blisko dziewczyny, ale nie jest już tą bliskością zdenerwowany i zmieszany, wręcz przeciwnie, całkowicie do niej przywykł.
Po piątkowym wieczorze wszystko się zmieniło. Tamten dzień miał duży wpływ na relacje Hermiony i Draco.
– Dokąd idziemy, Granger? – pyta. Mimo że jego stosunek do dziewczyny uległ zmianie, jego głos wciąż pozostaje zimny, a postawa sztywna. Nie może pozwolić sobie na inne, nieco swobodniejsze zachowanie. Został wychowany tak, by zawsze zachowywać chłodny dystans.
– Odwiedziłam profesor McGonagall i przedstawiłam jej swoją sytuację… – Widząc, że Draco momentalnie przystaje, dodaje szybko: – Powiedziałam, że bardzo potrzebuję klasy, w której mogłabym w spokoju poćwiczyć zaklęcia transmutujące. Była bardzo zadowolona, słysząc to, i zaproponowała mi skorzystanie ze starej klasy zaklęć na trzecim piętrze. Od dawna nikt tam nie zagląda…
– I tam będę mógł warzyć eliksir?
– Owszem, tam będziemy mogli zająć się przygotowaniem lekarstwa. – Wyraźnie zaznacza, że Draco nie będzie przygotowywać antidotum sam.
 Gdy wchodzą do pomieszczenia, Draco od razu rzuca się w oczy pedantyczna czystość. To niemożliwe, by sala, która od dłuższego czasu stoi pusta, była tak wysprzątana. Prycha pod nosem, oczywiście to sprawka Granger. Nie mogłaby znieść nawet odrobiny kurzu. Jego uwagę przykuwa stojący pod oknem stół, a na nim kociołek i inne potrzebne przedmioty.
– Czy to składniki? – pyta, wskazując dłonią paczuszkę leżącą obok kociołka.
– Przyszły przed chwilą. Wydaje mi się, że od razu możemy wziąć się do pracy…
Draco kiwa głową i podchodzi do jednego z okien, by wpuścić nieco powietrza. Po wczorajszej nawałnicy pozostał jedynie chłodny wiatr i wielkie, błotniste kałuże na hogwarckich błoniach. Zsuwa torbę z ramienia i wraz z szatą kładzie ją na jednym z krzeseł. Poprawia rękawy koszuli, by ta nie podwinęła się przypadkiem i nie odkryła jego przedramienia, i odwraca się w stronę Hermiony. Dziewczyna wyjmuje ostrożnie składniki, jej szata również została zdjęta, a koszula podwinięta, by nie przeszkadzała w czasie krojenia.
– Nie będą ci się plątać, Granger? – pyta ironicznym głosem Draco, wskazując rozpuszczone loki Hermiony.
Dziewczyna prycha głośno, ale wyciąga z torby gumkę, którą związuje włosy w kucyka. Przyjemne zimno owiewa teraz jej szyję.
– Potrzebne nam będą cztery pokrojone okwiaty asfodelusa, pięć sproszkowanych łodyg, siedem całych liści i siedem posiekanych… – mówi, wyjmując potrzebne produkty. Draco staje obok niej, by mieć lepszy widok. Ich ramiona się stykają, ale żadne z nich nie zwraca na to uwagi.
– Nierozwinięte okwiaty i korzenie też musimy sproszkować – dodaje Malfoy, wskazuje dłonią pąk jednej z roślin.
– Woda musi wrzeć, wtedy dodamy trochę ziół, wiesz; sproszkowaną dziką różę, parę listków pokrzywy i bazylii… – mruczy.
– Musimy gotować tę mieszankę przez piętnaście minut, następnie odczekać kolejne piętnaście i dodawać części asfodelusa…
– Najpierw korzeń, później łodyga, liście, pąki i okwiat. – Hermiona wskazuje dłonią poszczególne fragmenty kwiatu, gdy o nich wspomina.
– Zanim doda się kolejną część, trzeba odczekać dziesięć minut, cały czas mieszając naprzemiennie, w prawo i w lewo… – kończy Draco.
Na usta Hermiony wpływa lekki uśmiech zadowolenia, Draco również unosi kąciki swoich ust. To dziwne, że tak doskonale się uzupełniają. Mam ochotę zaśmiać się głośno, w końcu od dawna wiem, jak potoczy się ich historia. Będzie w niej wiele wzlotów i upadków, ale przede wszystkim powoli rodząca się nić porozumienia, z której w końcu wyniknie przyjaźń, a ostatecznie może nawet coś silniejszego?
Gdy zaczynają pracę, mam możliwość spokojnego zagłębienia się w ich umysły. Hermiona, krojąc szybko składniki, pozwala swoim myślom swobodnie dryfować. Zastanawia się, jak będzie wyglądać ich współpraca. Czuje, że coś zmieniło się w zachowaniu chłopaka. Może i jego postawa jest chłodna i obojętna, może i Hermiona nie umie jeszcze przyzwyczaić się do jego towarzystwa, ale dziś przez tę krótką chwilę, gdy rozmawiali o tym, co muszą zrobić z asfodelusem, poczuła się całkiem dobrze. Miała wrażenie, jakby znalazła kogoś, kto doskonale rozumie jej pasję i zamiłowanie do eliksirów… Kątem oka zerka w kierunku chłopaka. Wydaje się tak skupiony i oddany swojemu zajęciu, że Hermiona jest pewna, że on równie mocno, co ona, kocha eliksiry! Uśmiecha się, jest dumna z siebie, że może mu pomagać… Udało jej się wygrać z własną niechęcią i, co dziwne, teraz odczuwa ją w znacznie mniejszym stopniu. Nie, nie zapomniała o tym, czego doświadczyła we wcześniejszych latach, ale Malfoy ją przeprosił… Dlatego powoli wyzbywa się wszystkich negatywnych emocji i całkowicie otwiera na dobro. Przecież właśnie o to chodzi; o wybaczanie drugiemu człowiekowi.
– Ja już skończyłem – mówi Draco, a tym samym przerywa rozmyślenia Hermiony.
– Ja w sumie też – odpowiada, dłonią wskazuje pokrojone w drobną kosteczkę fragmenty rośliny. – Woda już wrze?
Chłopak kiwa głową i wrzuca mieszankę ziół. Miesza kilka razy i odsuwa się od stołu. Siada na jednym z krzeseł i zaczyna wpatrywać się w płomienie liżące kociołek. Hermiona również podsuwa sobie krzesło, widząc to, Draco unosi swoją głowę i spogląda na nią intensywnie.
– Możesz już iść, Granger.
– Mogę, ale nie muszę – odpowiada. – Mówiłam, że chcę pomóc.
– Dostatecznie już zrobiłaś, gdyby nie ty, nie miałbym nic… – Nieświadomie powtarza jej słowa sprzed kilku dni.
– Daj spokój, Malfoy. Nie pozbędziesz się mnie w żaden sposób…
Draco wzdycha, zdążył zauważyć, że dziewczyna nie odpuści. Nie było dnia, w którym nie pojawiłaby się przy ich stoliku… Tak, Draco przyłapał się na tym, że zaczął swój stolik nazywać ich… To nieco dziwne, ale już się powoli do tego przyzwyczaja, na dobrą sprawę Granger nie daje mu spokoju od prawie trzech tygodni...
Niemal trzy całe tygodnie. Od tych prawie trzech tygodni znów ma nadzieję, że w jego życiu coś zmieni się na lepsze. Uśmiecha się, kto by pomyślał, że to właśnie Hermiona Granger da mu tę nadzieję…
– Czemu tak dziwnie na mnie patrzysz? – pyta Hermiona. Nieobecny wzrok chłopaka skierowany wprost na nią, nieco ją przeraża.
– To jest tak śmieszne, Granger – szepcze, kręcąc głową. – Pomyśl; ty pomagająca mnie? Czy to nie ironiczne?
– Czy oczekujesz teraz ode mnie zapewnień, że szczerze ci pomagam? – W jej głosie można wyczuć narastającą irytację, czy ten chłopak nigdy nie zrozumie, że robi to bezinteresownie!
– Nie, Granger, nie o to mi chodzi. Przecież ja zatruwam ci życie od pierwszej klasy! Zresztą ty też całkiem nieźle radzisz sobie w kpieniu ze mnie, a teraz co? Siedzimy sobie w jakieś zagraconej sali i próbujemy uwarzyć eliksir, który pomoże mojej matce… To jest ironia, to jest cholernie wielka ironia losu…
 – Daj sobie spokój z tymi filozoficznymi myślami…
– Ty wciąż nie rozumiesz? Przecież my właśnie normalnie rozmawiamy, Granger! To jest dziwne i nigdy nie powinno mieć miejsca!
Draco wydaje się być niezwykle nabuzowany emocjami. Wciąż nie może odkryć, komu chciało się wywinąć taki żart. Bo to jest żart: on dogadujący się z Granger, ona niepróbująca go zabić, on niewyzywający jej… To jest tak dziwne i niezrozumiałe dla niego…!
– Ale ma miejsce i powinieneś się z tego cieszyć – odpowiada spokojnie Hermiona. Ona nie reaguje tak gwałtownie. – Powinieneś się cieszyć, bo gdyby to nie miało miejsca, twojej mamy nic by nie uratowało…
– To po prostu jest dziwne…
Hermiona uśmiecha się delikatnie, zanim odpowiada.
– A czy wszystko na tym świecie musi być normalne?
Kolejna godzina mija im w ciszy przerywanej jedynie od czasu do czasu luźnymi komentarzami i poleceniami. Gdy krótko przed kolacją kończą dodawanie części asfodelusa do wywaru i zestawiają kociołek z ognia, od razu kierują się do drzwi.
– Spotkajmy się tu jutro o tej samej godzinie – mówi cicho Hermiona, a Draco kiwa głową w odpowiedzi.
Idą w dwóch różnych kierunkach; Draco w lewo, w stronę lochów, a Hermiona w prawo, wprost do wieży Gryffindoru. Rozdzielają się, by jutro znów spotkać się w połowie drogi, w tej starej klasie zaklęć, w miejscu, w którym wszystko się zacznie.

***

Blaise’owi od kilku dni zgrabnie udaje się unikać spotkania z Luną. Pomijając wspólną lekcje, kiedy to ignorował ją ze wszystkich sił, jeszcze nie wpadł na nią na korytarzu i jest z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Nie chodzi o to, że chce zerwać z nią kontakt, wręcz przeciwnie; on naprawdę bardzo chciałby wrócić do spotkań z nią. Wie jednak, że nie jest to możliwe. Nie po rozczarowaniu, jaki w nim wywołała swoim zachowaniem.
We wtorek czuł się wyraźnie przytłoczony tym, że widział ją z Longbottomem, ale opanował się. W środę, tak jak zwykle, czekał na nią przy wyjściu na błonia, sądził, że pomimo rozkwitu związku, znajdzie dla niego czas. Niestety, nie pojawiała się. Gdy samotnie spacerował wzdłuż jeziora, zobaczył ją wraz z przyjaciółmi, w których rozpoznał Granger i Longbottoma. Mimo że poczuł się urażony, postanowił ją usprawiedliwić; może zapomniała wysłać mu informację o tym, że muszą przełożyć spotkanie? Jego prawdziwą złość wywołała dopiero w czwartek. W czasie lekcji numerologii przywitał się z nią ciepło, tak jak zazwyczaj i próbował wciągnąć w rozmowę, ona jednak poprosiła cichym, ale dobitnym głosem, by jej nie przeszkadzał. Zrozumiał, może chciała bardziej skupić się na nowym dziale? Szala goryczy przelała się dopiero po zajęciach, kiedy zaproponował jej spacer i niby żartobliwym tonem spytał, czemu poświęca mu ostatnio tak mało czasu. Luna zatrzymała się i w końcu, wzdychając ciężko, odpowiedziała:
– Blaise, wiesz, że uwielbiam nasze rozmowy, ale musimy nieco ograniczyć te spotkania. Przez to wszystko bardzo zaniedbałam Neville’a, dlatego chciałabym spędzić z nim trochę czasu… – Blaise nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo bolało Lunę wypowiedzenie tych słów.
– Jasne, daj znać, gdy już ten czas spędzicie – rzucił wtedy bardziej zimno, niż zamierzał, i odszedł w przeciwnym kierunku.
Teraz idzie ze skwaszoną miną na samo wspomnienie tego feralnego dnia.
– Blaise!
Przystaje, słysząc swoje imię. Zaskoczony odwraca się i staje twarzą w twarz z Luną. Na jej ustach widnieje szeroki uśmiech.
– Luno – mówi nieco cierpkim głosem. Nawet, jeśli dziewczyna wyczuwa niechęć w tonie Blaise’a, nie okazuje swojego zaskoczenia.
– Nie masz może ochoty na spacer po błoniach? – pyta z nadzieją. – Sobotnia burza zostawiła po sobie tak rześkie powietrze, że żal siedzieć w zamku…
– A co się stało z Neville'em? Przecież miałaś spędzać z nim czas… – mówi ze złośliwą satysfakcją. Luna wydaje się zmieszana, co zdecydowanie polepsza samopoczucie Blaise’a. Wie, że zachowuje się strasznie, ale jest Ślizgonem – jego duma jest ogromna.
– Neville obiecał popołudnie koleżance, więc pomyślałam, że…
– Niestety, Luno, jestem zajęty. I zapamiętaj na następny raz; nie jestem jakąś cholerną zabawką, którą można ignorować przez kilka dnia, a później jak gdyby nigdy nic zacząć się bawić…
Wymija dziewczynę. Zmienia plany, miał iść do Pokoju Wspólnego i uciąć sobie drzemkę, ale teraz decyduje się udać do biblioteki i podrażnić nieco Pansy i Dafne. Nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że serce Luny roztrzaskuje się na miliony kawałeczków.
Żadne z nich nie wie, tego, co wiem ja… To ich żałosne zachowanie, jeśli w porę nie zniknie, na zawsze zrujnuje przyjaźń, która mogłaby przetrwać wiele długich lat.

***

Hogwart, 10 listopada 1998
Harry,
czyś ty zwariował?! Może i Ty sądzisz, że nasza przyjaźń już się skończyła, ale dla mnie wciąż jesteś przyjacielem, dlatego też mam prawo Cię osądzać!
Co się z Tobą dzieje, Harry? Gdzie się podziewa ten miły okularnik, którego wszyscy kochają? Dlaczego, kochany Harry, tak bardzo się zmieniłeś? Nie wiem, co myśleć, patrząc na te zdjęcia w Proroku Codziennym. Myślałam, że to jakieś nieporozumienie, dlatego nie pisałam do Ciebie w sobotę, ale teraz, gdy widzę kolejny artykuł, rozumiem, że to coś poważnego…
Harry, czy Ty naprawdę nie kochasz już Ginny?
Przecież to niemożliwe, Tobie tak bardzo na niej zależało. Zawsze patrzyłeś na nią takim ciepłym, oddanym wzrokiem, chciałeś ją chronić. Co się więc stało? Dlaczego tak bardzo ją krzywdzisz?
Odpisz mi, proszę.
Twoja Hermiona

***

Środa mija Ginny bardzo szybko. Nim się orientuje, już czeka wraz z Hermioną przed klasą eliksirów. Na jej ustach lśni uśmiech, dziś jest dla niej dobry dzień.
– Wydajesz się szczęśliwa – szepcze Hermiona.
– To chyba dobrze, prawda?
– To bardzo dobrze, ale czy… Czy ty nie próbujesz zatuszować smutku z powodu Harry’ego? – pyta delikatnie. Łapie Ginny za dłoń i spogląda na nią uważnie.
– Jest dobrze, Hermiono. Naprawdę mam dziś dobry humor. Od rana wszystko mi się udaje, zdobyłam dwie perfekcyjne oceny; Powyżej Oczekiwań z zaklęć i Wybitny z opieki nad zwierzętami. W dodatku mam przeczucie, że na eliksirach też pójdzie mi wyśmienicie!
– Cieszę się, Ginny. – Hermiona uśmiecha się, ale po chwili mocniej ściska dłoń przyjaciółki i dodaje: – Jeśli cokolwiek by się działo, powiesz mi, prawda?
– Od razu – przytakuje.
Po chwili profesor Slughorn wychyla się zza drzwi i uśmiechając szeroko, zaprasza uczniów do klasy. Pomieszczenie nieco się zmieniło. Ławki zostały ustawione tak jak zazwyczaj na egzaminy praktyczne. Ginny jęcząc cicho, posłusznie ustawia się pod ścianą. Cholerny Slughorn, znów będzie robić im niezapowiedziany test!
– Dzień dobry, moi mili! – Nauczyciel wita się pogodnie. – Jak wiecie zbliżają się powolnie owutemy, a więc wypadałoby sprawdzić waszą wiedzę w sposób całkowicie niezapowiedziany! Dobierzcie się w pary, oczywiście mieszane, macie dziesięć minut na przedstawienie mi eliksiru, którym się zajmiecie i dziewięćdziesiąt minut na uwarzenie go. Ostatnie dwadzieścia minut będzie czasem, w którym sprawdzę wywary. 
Profesor uśmiecha się szeroko na widok smętnych min uczniów. Kieruje się żwawym krokiem w stronę swojego biurka i siada na wygodnym fotelu ze skrzyżowanymi dłońmi. Właśnie w tej chwili w klasie zaczyna panować małe zamieszanie.
– Znów idziesz do Malfoya? – pyta Ginny.
Hermiona wzrusza ramionami i unosi delikatnie kąciki ust.
– Całkiem dobrze mi się z nim pracuje, a ty? Dafne jest pod ścianą jakby co…
– Nie, wydaje mi się, że spróbuję pracy z kimś innym. – Zagryza wargę. – Mam u tej osoby dług wdzięczności…
Nim Hermiona zdąży zadać jakiekolwiek pytanie, Ginny znika w tłumie. Po chwili staje obok opierającego się o ławkę Blaise’a. Chłopak sprawia wrażenie wyraźnie zadowolonego z pojawienia się rudowłosej.
– Cześć – mówi przyjemnym głosem.
Ginny kiwa głową na przywitanie i zadaje chłopakowi pytanie:
– Mogłabym z tobą pracować?
– Nie tylko byś mogła, a bardziej byś musiała… Moja ostatnia para była koszmarna, nie wiem, skąd w ogóle wzięła się na eliksirach. Slughorn powinien rozważniej dobierać uczniów. 
Ginny śmieje się cicho i zajmuje miejsce obok niego. Podwija rękawy i związuje włosy, by te jej nie przeszkadzały.
– A więc co warzymy? Nie możemy korzystać z książek, więc wybierzmy coś, co jest na tyle proste, że poradzimy sobie bez instrukcji.
– Zastanawiałem się nad amortencją… Wałkowaliśmy ten temat już tyle razy, że wierz mi; uwarzyłbym ją nawet z zamkniętymi oczami… – mówiąc to, robi dziwną minę na widok, której Ginny chce się śmiać.
W końcu udaje im się zacząć pracę nad eliksirem. Ginny kroi potrzebne składniki, a Blaise podtrzymuje ogień i kolejno wrzuca wszystko do kociołka, mieszając odpowiednio. Od soboty minęło kilka dni, w czasie których nie rozmawiali ze sobą zbyt często, nie było na to czasu. Dziś jednak praca upływa im na przyjemnej pogawędce. Mają wrażenie, że ten jeden dzień zmienił ich relacje z chłodnej obojętności na wyraźne zaintrygowanie drugą osobą. Blaise subtelnie stara się wypytać Ginny o jej samopoczucie, w innej sytuacji dziewczyna zareagowałaby tak, jak reaguje na pytania Hermiony czy Luny, suchym stwierdzeniem faktów, ale Blaise’owi odpowiada inaczej.
– Czuję się fatalnie – wyznaje. – Kocham Harry’ego, o czym on doskonale wie, ale nic nie mogę zrobić. Nie zmienię ani jego decyzji, ani jego uczuć. Jak na razie uczę się jak żyć z tą bezsilnością…
Jej głos jest cichy, ale Blaise doskonale słyszy jej słowa. Kiwa głową ze zrozumieniem. Nie zna za dobrze Ginny, ale przez te siedem lat udało mu się zaobserwować, że dziewczyna jest silna i nigdy się nie poddaje. Na pewno uda jej się uporać ze swoim smutkiem.
– Dasz sobie radę, Wiewiórko.
Blaise zapomina, że Ginny oprócz silnej woli ma też silnego i dobrego cela. Na jego twarzy ląduje obślizgła pijawka, która zsuwa się po jego czole na nos i usta. Jego ciałem wstrząsa dreszcz i ma wrażanie, że zaraz zwymiotuje.
– Smacznego, Zabini.
Chłopak chwyta chusteczkę i wyciera śluz z buzi. Jest blady na twarzy, ale w jego oczach jarzą się złowrogie iskry.
– Przegięłaś…
– Mam na imię Ginny, nie Wiewiórka – stwierdza złośliwym głosem. – Nawet nie próbuj, Zabini! – Grozi Blaise’owi palcem, gdy ten z wyrazem obrzydzenia podnosi pijawkę.
– Mam na imię Blaise i owszem, spróbuję!
Ginny w ostatniej chwili uchyla się przed lecącym w jej stronę „pociskiem”. Odwraca się prędko i spogląda, w co Blaise trafił. Jak najszybciej zakrywa sobie usta dłonią, by nie wybuchnąć śmiechem. Blaise jednak nie trudzi się na nawet odrobinę taktu, chichocze głośno, a z jego oczu lecą łzy rozbawienia. Ginny patrzy na niego z szerokim uśmiechem, w końcu nie mogąc się powstrzymać, również zaczyna się śmiać.
Oboje spoglądają na włosy Fay Dunbar, na których leży pijawka.

***

12 listopada 1998
Praca nad eliksirem idzie doskonale! Długu wdzięczności, który mam u Granger, chyba nigdy nie uda mi się spłacić, ale będę chociaż próbować.
Jestem pełen wiary w to, że uda nam się uratować moją matkę. Nigdy nie byłem dobrym synem, żałuję, że moja mama musi być na granicy życia i śmierci, żebym zrozumiał, że muszę się zmienić; zacząć poświęcać jej więcej czasu i okazać miłość i wdzięczność. Już nie mogę doczekać się momentu, w którym będę mógł usiąść przy niej, objąć ją i powiedzieć, jak bardzo jej dziękuję.
Czuję, że jeszcze trochę, a w końcu będę mieć tę możliwość.
Draco

– Malfoy?
– Witaj, Granger – mówi z lekko, niemal niewidocznie, uniesionymi kącikami ust. – Możemy już zaczynać? – Dłonią wskazuje składniki i stojący nieopodal kociołek.
Hermiona kiwa głową i uśmiecha się szeroko.
– Oczywiście, że możemy.

***

Durmstrang, 14 listopada 1998
Kochana Hermiono!
Nawet nie wiesz, jak bardzo cieszę się z postępów w warzeniu eliksiru. Jestem niesamowicie podekscytowany tym, że mogłem Ci pomóc w tak ważnej sprawie.
Pytałaś mnie w ostatnim liście o miejsce występowania kwiatu Samulaga, postanowiłem zaczerpnąć nieco wiedzy i poszperałem trochę w podziemnych bibliotekach… Wszystkiego, czego udało mi się dowiedzieć, przesyłam Ci w załączonych pergaminach. Tylko bądź ostrożna, są wyjątkowo delikatne!
To fantastycznie, że u Ciebie wszystko w porządku, ja też mam się całkiem dobrze. Dziwnie się czuję w murach Durmstrangu nie jako uczeń, a jako… Właśnie, jako kto? Nie jestem przecież nauczycielem. Co prawda udzielam lekcji latania i opiekuję się uczniami w czasie treningów quidditcha, ale to nie to samo, co bycie profesorem zaklęć czy eliksirów. A więc kim jestem? Hilda mówi, że nadzorcą… To tak śmiesznie brzmi, ale chyba jest właściwym określeniem, w końcu pilnuję, aby w Durmstrangu nie nauczano zaawansowanej czarnej magii.
Właśnie, Hilda… Muszę przyznać, że trochę przypomina mi Ciebie. Jest tak wygadana i mądra, chyba to najbardziej mi się w niej podoba. Dobrze się przy niej czuję, uwielbiam, gdy spędzamy razem czas, przypominają mi się chwile, które my spędzaliśmy razem.
Ostatnio rozmyślałem dużo o zbliżającym się Bożym Narodzeniu. Stęskniłem się za Tobą, moja droga przyjaciółko, i zastanawiałem się, czy nie zechciałabyś mnie odwiedzić? Nie mam na myśli Durmstrangu, choć zamek w okresie zimowym wygląda jeszcze piękniej niż w lecie, ale o swojej Bułgarii? Co ty na to, Hermiono? Czy byłabyś skłonna spędzić ze mną święta? Możliwe, że będzie również Hilda, jeśli nasza relacja rozwinie się jeszcze bardziej (na co liczę).
Zastanów się i daj mi wkrótce odpowiedź.
Całuję i ściskam,
Twój Wiktor

***

16 listopada 1998
Zastanawiam się, czy Merlin nade mną czuwa…? Czy to możliwe, że to on zesłał na moją drogę Granger? To brzmi strasznie infantylnie i jestem przerażony swoimi słowami, ale jak inaczej określić to, że ta dziewczyna tak bardzo mi pomaga?!
Dziś na nasze spotkanie przyniosła księgi, w których były dokładanie zaznaczone tereny, na których rośnie kwiat Samulaga! Teraz mamy już niemal wszystko, co potrzebne do uwarzenia eliksiru… Niemal wszystko, bo wciąż nie wiemy, skąd wziąć krew jednorożca. Granger jednak wydaje się tak zawzięta, że nie martwię się o to; mam wrażenie, że tak mocno się wczuła, że poruszy niebo i ziemię, by znaleźć ten ostatni, potrzebny składnik.
O, właśnie pojawiła się Granger. Merlinie, co jej się stało? Rozpuściła włosy…

Draco

12 komentarzy:

  1. Hoho rozdział ambitnej długości :D
    Na początku podobał mi się opis natury w liście, Hogwart to naprawdę magiczne miejsce ;D
    Sporym zaskoczeniem jest dla mnie relacja Ginny i Blaise'a(jestem mile połechtana, bo właśnie piszę krótki fanfick o tej parze). Bardzo mi się podobała ta bezwarunkowa pomoc chłopaka. Zastanawiam się, czy zmierza to w kierunku pięknej przyjaźni czy czegoś więcej... Chociaż Zabini i Luna też się świetnie dogadywali, a obecna sytuacja wynika bardziej z nieporozumień :(
    No i super, że Draco i Hermiona coraz bardziej przełamują lody i przyzwyczajają się do swojej obecności. Widzę, że Malfoy jest w niezłym szoku. Co on by zrobił bez tej Miony? :D
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa byłabym zapomniała - ten artykuł! Na miejscu Ginny też bym była załamana, bo jednak w każdej plotce tkwi ziarno prawdy. Co Haryy wyprawia? :(

      Usuń
    2. Dziękuję bardzo, kochana, za takie miłe słowa! :* Cieszę się, że rozdział się spodobał i że długość też nie zawiodła ;)!
      Co ja Ci mogę powiedzieć? :D Na dobrą sprawę to nic, bo w końcu musi być element zaskoczenia... Blaise i Luna... Kto wie, co z tego wyjdzie? Zwłaszcza po tym, jak ona go potraktowała, a przecież wiadomo: Blaise - Ślizgon - jest bardzo dumny :D.
      Zachowanie Harry'ego nie jest przypadkowe, nic w tym opowiadaniu nie jest. Wszystko zostanie wkrótce wyjaśnione, a dokładnie w trzeciej części :D.
      Jeszcze raz dziękuję! :*

      Usuń
  2. Jak zwykle rozdział cudowny.
    Nie mam pojęcia jak to zrobiłaś ale sprawiłaś, że pokochałam Twoją twórczość i na każdy nowy rozdział czekam z utęsknieniem.
    To cudowne jak wspaniale pokazujesz relacje naszych ulubionych bohaterów.
    Dzisiaj widzę, że głównie skupiłaś się na Ginny.
    Czytam Ciebie od niedawna i coraz bardziej jestem wciągnięta.
    Naprawdę szczerze i nieodwołalnie.
    Hmm ciekawa jestem jaka będzie większa szansa czy Draco zostanie z Astorią czy może jednak skieruje się w stronę Granger.
    I oczywiście co ten idiota Harry wyprawia ;(
    czekam na ciąg dalszy i pozdrwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo, bardzo, bardzo mocno za takie ciepłe słowa <3!!! Nawet nie wiesz jak cieszę się, ze opowiadanie tak bardzo Ci się podoba ;*!
      Jeśli chodzi o Draco i Astorię, cóż zobaczymy, co z tego wyniknie, przecież, nie można zapomnieć o naszym wyczekiwanym Dramione! A Harry, jak to Harry, jego działanie zawsze ma jakieś wyjaśnienie... Nie powiem, że jest ono delikatne...
      Jeszcze raz dziękuję!

      Usuń
  3. Hejo hejooo :D
    Pozwól, że na początek przytoczę fragment, który absolutnie i niepodważalnie skradł moje serce, wbił w fotel i wywołał stan przedzawałowy:
    "Rozdzielają się, by jutro znów spotkać się w połowie drogi, w tej starej klasie zaklęć, w miejscu, w którym wszystko się zacznie"
    Przepiękne słowa! Nadal nie wiem, kto opowiada w tym opowiadaniu, ale jest to osoba zdolna nawet odczytać myśli bohaterów. Ciekawi mnie coraz bardziej.
    Uwielbiam relację Draco i Hermiony! A komentarze odnośnie jej włosów są swoistą wisienką na torcie. Już chcę więcej!
    Pozdrawiam, Iva Nerda
    kiedyjestesprzymniedramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam :D!
      Oj, ciesze się, że ten fragment wywołał takie emocje. W tajemnicy Ci powiem, że to też mój ulubiony moment ;)!
      I znów, kto jest tym narratorem :D...? Ciekawe pytanie, prawda? Lubię tajemnice, a to ta moja największa :D. Ale spokojnie, w końcu się wszystko wyjaśni...
      Dziękuję serdecznie za komentarz! :*

      Usuń
  4. Hej. Bardzo rzadko komentuję, ale uczę się przezwyciężać swoją awersję do tego i staram się zostawić po sobie choć kilka słów. Oczywiście tam gdzie czytam. :)
    Obawiałam się, że w pewnym momencie zrobi się z tej historii typowe Dramione (tak, to się nazywa, tak?). Hermiona z Draco, zagożali wrogowie, będą rzucać w siebie zaklęciami, a później wpadną sobie w ramiona - banał.
    U Ciebie tego nie ma, co mnie bardzo cieszy, bo czytam tę historię z przyjemnością. Czasami mam wrażenie, że brakuje mi trochę akcji i przytłaczają mnie uczucia bohaterów, a zważając na to, że postaci jest sporo, to i uczuć też. Ale z drugiej strony akcja to nie wszysto, prawda?
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! :D
      Och, a mnie wystraszyłaś: początkowo zamiast "obawiałam się", przeczytałam "obawiam się" i aż serce mi stanęło, bo nigdy nie chciałam, żeby moje Dramione było przewidywalnym powieleniem schematów...Nawet nie wiesz jak mi ulżyło, że jednak źle spojrzałam na słowo :D!
      Jeśli chodzi o akcję: będzie jej bardzo, bardzo wiele już w kolejnej części, czyli za pięć rozdziałów :D! I uwierz mi na słowo: wtedy będzie się działo tak dużo, że adrenalina zacznie mocno buzować ;)!
      Właśnie tę część zostawiłam taką spokojniejszą, potrzebna była na wyjaśnienie pewnych kwestii, na połączenie naszych bohaterów (chodzi o zawarcie przez nich znajomości, a nie o romantyczne uczucie). Skupiłam się w tych dwóch pierwszych częściach na ich emocjach, wspomnieniach, tym jak radzą sobie z codziennością i życiem po wojnie. Musiałam powoli rozwiać wszelkie wątpliwości, które pojawiły się po pierwszych rozdziałach, między innymi kwestię rodziców Ginny. Chodziło właśnie o to, aby te dwie części były takimi bombami emocjonalnymi pełnymi żalu, złości, bólu. Chciałam ukazać, jak wyglądałoby ich powolne przyzwyczajanie się do życia powojennego. I wydaje mi się, że całkiem dobrze mi to wyszło ;).
      Do końca tej części, czyli drugiej, zostało jeszcze pięć rozdziałów. Rozdział 23 będzie już dotyczył części trzeciej. A rozdziały 23-25/6 będą właśnie takimi przejściówkami pomiędzy drugą, a trzecią częścią, aby wszystko było płynne i jasne. A rozdział 26 lub 27 już rozpocznie całą bombę akcji! Wówczas nieźle się namiesza, to mogę obiecać :D
      Dziękuję za komentarz! I również pozdrawiam :*!

      Usuń
  5. Hej, cześć i czołem! :)
    W końcu przybywam z kolejnym komentarzem. ;) Coraz lepiej mi idzie z nadrabianiem, ale i tak mam opóźnienia... Cóż, już niedługo wszystko nadrobię. ;) Ale teraz o tym rozdziale...
    Z wejścia powiem, że bardzo mi się podobał. Wydaje mi się, iż był dłuższy niż wcześniejsze. Nie żeby było źle. ;) Niby dłuższy, a czytało mi się go przyjemnie i na końcu miałam takie: "To już?". Cały czas coś się działo, więc no. ;D
    Jejciu, nie mogę uwierzyć, że Harry spotyka się z kimś innym. :O Trochę nie chce mi się w to wierzyć, bo artykuł napisała Rita Skeeter, a ona często nagina prawdę w swoich artykułach. Ale żeby aż tak?! No nie wiem... Wszystko się pewnie wyjaśni. Ale w tym wszystkim szkoda mi Ginny... Rozumiem ją w zupełności. To musiało być dla niej straszne. Mam nadzieję, że sobie to jakoś poukłada, choć to z pewnością będzie dla niej ciężkie, bo nie jest tak łatwo zapomnieć o kimś, kogo się kocha... No, pożyjemy, zobaczymy.
    Tyle szczęścia, że Blaise zdecydował się za nią wybiec. Wyobraziłam sobie, co mogłoby się jej stać, gdyby nikt nie zainterweniował. :O A tak mogła się co najwyżej nabawić przeziębienia (czego oczywiście jej nie życzę ;)). Coś czuję, że ta relacja jakoś się rozwinie, a w pewnym momencie, tadam, Harry wróci, i będzie się działo... Dobra, nie wymyślam, bo głupoty piszę. xd
    Dobrze, że Hermiona napisała list, chociaż wątpię, czy to przemówi Harry'emu do rozumu. :/ Oby, bo mnie irytuje swoim zachowaniem. Mam tę świadomość, że nie robi tego samoistnie, tylko pod wpływem jakichś zdarzeń tak się zmienił.
    A później zasmuciłam się... Zabini, proszę ja ciebie, weź się nie bocz na Lunę! Ja rozumiem, że ona spędzała z nim mniej czasu, ale niech się weźmie w garść. :P Wierzę, że ich przyjaźń nie zniknie, bo chyba bym nie wytrzymała... Ale wzloty i upadki muszą być, to tylko umocni ich relację (o ile będą starać się to jakoś naprawić).
    I przyszedł czas na Hermionę i Draco... Widzę, że poooowoli przełamują lody. Już nawet znaleźli w jakimś sensie wspólny język. ;) Fajnie! I może jeszcze uratują Narcyzę... Wierzę, że im się to uda, bo Narcyza Malfoy jest jedną z moich ulubionych postaci. ;D Oby wszystko szło ku lepszemu.
    Cieszę się również, że Draco pogodził się z Astorią. ^^ Lubię ją w Twoim opowiadaniu. ;)
    Na końcu był jeszcze tekst o rozpuszczonych włosach Hermiony. I teraz zastanawiam się, czy chodzi mu o piękne loki, czy o wielką szopę na głowie. Obstawiam to pierwsze. ;D
    Do fabuły to chyba tyle.
    Chciałam jeszcze wspomnieć o błędach. Dopatrzyłam się, no, trochę błędów interpunkcyjnych i literówek. I tylko to. Nie wiem, czy dawałaś tekst do sprawdzenia, ale warto byłoby go jeszcze raz przeczytać i poprawić błędy.
    Teraz to już chyba wszystko. ;)
    Pozdrawiam i weny życzę! ^^
    dramione-zapomnijmyoprzeszlosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Końcowe zdanie mnie rozbawiło :D
    Rozdział idealny D i H się dogadują, Ginny i Blaise nawiązali jakiś kontakt (planujesz Blinny?), no i Luna dogaduje się z Neville'em. Lubię opisywane przez Ciebie lekcje eliksirów. Zawsze coś fajnego się na nich dzieje :D
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż musiałam sprawdzić, co napisałam, że końcówka Cię rozbawiła i powiem Ci, że mnie teraz w sumie też ten fragment rozśmieszył ;)!
      Biorąc pod uwagę zachowanie Draco to wzmianka o włosach Hermiony jest dość specyficzna, nieprawdaż? :D
      W każdym bądź razie to wszystko miało cel! :D
      Czy planuję Blinny? Ha! Arcanum, przecież wiesz, że ci nie powiem <3!
      Dziękuję za komentarz! :*

      Usuń

* Przeczytałeś/aś? Skomentuj, to nic nie kosztuje, a wywołuje uśmiech i daje motywację :)
* Nie obrażaj autorki, komentatorów i odwiedzających bloga!
* Nie przeklinaj!
* NIE SPAMUJ!!!